Dzieje Etery - rozdziały 1-3 + prolog
Moje autorskie opowiadanie (wlasciwie powiesc) fantastyczne.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog
Wątłe światło księżyca niezbyt ułatwiało Cedrikowi poszukiwania, toteż użył świecącej kuli, którą dostał od znajomego maga. Obecność poszukiwanego trolla był aż nazbyt widoczna - mnóstwo połamanych drzew, szczątki zwierząt i ogromne ślady stóp. Cedrik był pewien, że tym razem wpadł na właściwy trop. Zaczął iść przed siebie szybkim, lecz zaskakująco cichym krokiem. Miał już dobyć miecza, kiedy nagle potknął się o coś bardzo twardego. Wylądował na ziemi twarzą w kępce trawy. Podniósł się szybko, otrzepał, i spojrzał na dziwny przedmiot wystający z ziemi. Była to mała, szklana kula. Aby zapewnić większą wytrzymałość, owinięto ją paskiem z dziwnego, srebrnego metalu. W środku o ścianki obijał się zielony płomyczek energii.
Za pasek metalu wetknięto starą, pożółkłą kartkę. Cedrik wyjął ją delikatnie i zaczął czytać zamazane litery.
Zapiski wyglądały na bardzo stare. Do tego zapisano je w języku od lat nie używanym. Przynajmniej tyle Cedrik pamiętał z lekcji pradawnej mowy. Jednak co dziwne, szklana kulka zawierała rzeczywiście zaklęcie zmniejszenia, o czym informowały zapiski. Jakim cudem przetrwała nietknięta tyle lat?
Otrząsnął się z zadumy, gdyż właśnie usłyszał odległe kroki wielkiego zwierzęcia. Po cichu ruszył wgłąb lasu.
Rozdział 1 - Zaproszenie
Kiedy Grzesiek obudził się rano, czuł się już lepiej. Z zapałem wyskoczył z łóżka, przebrał się szybko z uśmiechem na ustach wyjrzał przez okno. Słońce dopiero wstawało nad horyzontem, oświetlając w przepiękny sposób całą okolicę. Teraz dziwne wydarzenia zeszłego wieczoru wydawały się nieistotne. Grzesiek już chciał wyjść z pokoju, kiedy zorientował się, że nie ma na szyi wisiorka. Wrócił po niego. Leżał na krześle. Kiedy tylko chłopak go dotknął, ten jakby - minimalnie, niemal niedostrzegalnie - ożywił się, wstąpiły w niego kolory. Dopiero teraz Grzesiek przypomniał sobie, że wisiorek jest prezentem dla Sary. Mimo to nie chciał go zdjąć. W ogóle nie miał ochoty iść na jej przyjęcie i rozstawać się z prezentem. Wyszedł z pokoju. W kuchni zastał wuja rozmawiającego z matką. Widząc go natychmiast zamilkli. - O, witaj Grześku - powiedział wesoło wujek - Śniadanie na stole - oznajmiła sucho matka wskazując talerz z kanapkami. Chłopak zjadł szybko, po czym oznajmił, że wychodzi się przejść. Tak też zrobił. Z założenia chciał jak najmniej czasu spędzać w tym upiornym domu.
***
Grzesiek cały dzień spędził rozmawiając ze swym szkolnym kolegą, Jimem. Poszli nad małe jeziorko niedaleko miesteczka. Spędzili tam wiele czasu. W końcu Jim oznajmił, że robi się ciemno i musi wracać do domu. Grzesiek został sam. Zaczął rozmyślać. Szczerze nienawidził swojej szkoły. Czuł się w niej fatalnie. Każdego dnia mógł oczekiwać wrogości ze strony nauczycieli. Byli okropni. Zupełnie niepodobni do normalnych nauczycieli. Z nikim nie rozmawiali przyjaźnie, zadawali mnóstwo uciążliwych prac domowych. Życie z nimi było udręką. Ze złości Grzesiek podniósł z ziemi kamień i rzucił w idealnie płaską taflę wody. Kamień, niczym balista na wojnie, zmącił spokój. Po całym jeziorku zaczęły rozchodzić się kręgi wody. Grzesiek patrzył na nie z obojętnością. Działo się jednak coś dziwnego. Kręgi cały czas się tworzyły, coraz nowe, choć nic nie mąciło dalej tafli wody. Patrzył na to z niedowierzaniem. Po chwili kręgi zamieniły się w fale, fale zaś w wir. Dokładnie tam, gdzie rzucił Grzesiek, utworzyła się wielka dziura obejmująca całe jeziorko. Zacząłe promieniować dziwnym zielonym światłem i Grzesiek usłyszał jakby odgłosy jakiegoś przyjęcia czy imprezy. Zaciekawiony i przerażony zarazem, podszedł do brzegu jeziorka i zaczął wpatrywać się w wir. Głosy dochodziły właśnie z niego. Spojrzał najpierw na wir, później na swój wisiorek. Listek pulsował identycznie co spieniona woda, takim samym, jaskrawozielonym kolorem. W tym momencie Grzesiek poczuł wielką ochotę, aby wskoczyć w wir. Stanął na krawędzi... Przygotował się... I nagle zwątpił. Czemu miałby skakać w rozszalałą wodę? W tym momencie jednak ktoś lub coś popchnęło go do przodu. Wpadł w sam środek spienionego wiru. Oślepił go zielony blask. Zaczął kręcić się w koło, aż woda wciągnęła go pod powierzchnię. Nie poczuł jej jednak. Miał wrażenie, że spada w jakąś otchłań. Było to najdziwniejsze odczucie, z jakim się kiedykolwiek spotkał. Po chwili znowu wpadł do wody, oślepiony zielonym blaskiem, po czym wszystko się przewróciło i niczym torpeda wyskoczył na powierzchnię, lądując na twardym gruncie.
Rozdział 2 - Próby
Próby. To słowo wywoływało w mieszkańcach elfiego miasteczka Mythriell wiele radości. W dzień Prób, a właściwie Etrzańskich Prób Rekrutacyjnych, Złota Gwardia Elfów przyjmowała w swe szeregi po dziesięć osób - łuczników, magów i ludzi dobrze władających mieczem. Chociaż same Próby odbywały się głęboko w Puszczy Mythriell, a mieszkańcy nie mieli do nich dostępu, zawsze ochoczo witali wychodzących z lasu nowych rekrutów.
Tego dnia Rachel była bardzo zdenerwowana. Punkt dwunasta wyszła z domu w towarzystwie łuku i kołczanu pełnego strzał. Zdenerwowana czekającymi ją Próbami stanęła przy żwirowej drodze prowadzącej do miasta. Z oddali Mythriell wyglądało wspaniale. Budynki nie należały do najwyższych, ale niektóre z nich stanowczo przewyższały inne. Należały do nich biurowce Złotej Gwardii Elfów i Głównego Budynku Magicznego. W oddali można było ujrzeć mniejszy, ale również wyróżniający się budynek - dom Magra, arcymaga okręgu Mythriell.
Do Rachel podszedł nagle jakiś wysoki, młody chłopak. Spojrzał na nią jakby chciał się upewnić, że na pewno jest "wysoką blondynką z niebieskimi oczami i ładnymi, czerwonymi ustami". Przynajmniej taki opis rozpoznawczy podała, zapisując się na Próby przed dwoma miesiącami.
- Rachel Molag? - zapytał chłopak
- Tak, to ja.
- Witaj, jestem Erat. chodź za mną.
Chłopak odwrócił się na pięcie i pognał w puszczę. Rachel pobiegła za nim nie mogąc go dogonić. Taki szalony bieg trwał dobre dwadzieścia minut, aż znaleźli się w samym sercu lasu. Wtedy Erat się zatrzymał, poczekał na dziewczynę i zagadał:
- Nadążyłaś, świetnie. Przeszłaś więc pierwszy etap!
- Jak to? - zapytała dziewczyna nieco zszokowana
- Wielu z tych, którzy zapisują się na Próby po prostu nie wytrzymują biegu. I odpadają na pierwszym etapie. - uśmiechnął się szeroko.
Rachel nic nie odpowiedziała tylko przedarła się przez gęste krzaki za Eratem. I nagle zaniemówiła.
Przed sobą zobaczyła dużą łąkę z równo ściętą trawą. Widać było na niej około stu osób. Od łąki odchodziło wiele ścieżek, które ginęły w gęstych krzakach, tak gęstych, że bardzo odróżniały się od reszty lasu.
Przeszli na łąkę i podeszli do stanowiska z napisem REJESTRACJA.
- Nazwisko? - zapytała elfka przy prowizorycznym biurku
- Rachel Molag - odparła dziewczyna
- No, to ty idź do tamtej grupki na uboczu i powodzenia - powiedział Erat i odbiegł w las.
Rachel poszła we wskazanym kierunku i usiadła na trawie przy innych łucznikach. Obok niej jakaś dziewczyna z bardzo długimi, rudymi włosami napinała łuk. Robiła to zręcznie i szybko.
Po jakimś czasie do powstałej grupki łuczników podszedł wysoki mężczyzna z ostrymi rysami twarzy i warknął:
- Za mną! Sein! Sein! Sein!
- Po co się spieszyć?! - krzyknęła jakaś dziewczyna.
Niestety, mężczyzna biegł szybko i prawdopodobnie nie usłyszał pytania. Dziki tłum łuczników zaczął biec za nim. Rachel była na samym przedzie, co wyraźnie irytowało chłopców z tyłu (próbowali, podkreślam próbowali, przedostać się na przód). Jak się okazało, mężczyzna pobiegł jedną ze ścieżek i wpadł prosto w kępę gęstych krzaków. Rachel wahając się lekko zwolniła, ale po chwili ktoś ją popchnął i nie mając wyboru zanurkowała w gęstwinie. Momentalnie poczuła się jak na zjeżdżalni, i to bardzo długiej. W końcu wylądowała na brzuchu, twarzą w trawie. Obok niej wynurzali się inni.
Podniosła się i ujrzała prowizoryczną strzelnicę. Były stanowiska ze strzałami oraz gdzieś daleko dalej tarcze. Panował tu tajemniczy półmrok.
Mężczyzna przechadzał się teraz przed grupką łuczników. Mówił powoli, jakby z namysłem:
- Wasze zadanie to trafić w środek tarczy. Kto tego nie zrobi - odpada. Macie tylko jedną próbę. Pamiętajcie, że oprócz waszej grupy jest dziewięć innych. Tylko jedno z was tutaj zostanie zwerbowane.
Wszyscy poustawiali się w kolejkach do tarcz. Rachel była trzecia. Zapadła cisza. Długa, niezręczna cisza... W końcu ostry gwizdek przeciął powietrze i pierwsza seria strzał poleciała. Jedna nie trafiła, a jej właścicielka padła twarzą w trawę i zaczęła płakać. "Straszne." pomyślała Rachel gdy druga seria przeszyła powietrze. Znów jedna strzała gdzieś po drodze się zagubiła...
Rachel pełna nerwów wyjęła z metalowego słupka swoją…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wolwerin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…