Dzieło życia
Technologia przyszłości i naukowiec owładnięty żądzą sławy i wielkich pieniędzy... Co powstanie z tego połączenia? Krótkie opowiadanko napisane kilka lat temu na prośbę koleżanki;) Tytuł... z założenia miał mieć potrójne "dno", ale...;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
John Lincoln wracając do domu swoim fordem taurusem zastanawiał się, kiedy wreszcie będzie mógł zmienić ten wóz na coś nowego. Obecnie nie miał wystarczających funduszy, ponieważ wszystko, co zarabiał w szpitalu w Evansville, zainwestował we własne dzieło. Jeżeli odniósłby sukces, zarobiłby grube miliony. W razie porażki... mógł sobie strzelić w łeb. Jednak John wiedział, że miliony są w zasięgu ręki, a klucz do nagrody leży w tajnym laboratorium w jego piwnicy.
W końcu zatrzymał się na podjeździe willi przy Sacramento Street. Mieszkał tam od dziewięciu lat, czyli od rozwodu ze swoją żoną, która nie mogła znieść jego obsesji. Nieświadomie pomogła mu pozbyć się kilku problemów i ułatwiła pracę. Dzięki tej separacji droga do olbrzymiego sukcesu zdecydowanie się skróciła i po blisko piętnastu latach pracy John był niemal pewien, że jego nazwisko będzie wkrótce widniało w encyklopediach obok Abrahama Lincolna. Nie mogąc powstrzymać ciekawości, zaraz po wejściu do domu ruszył do piwnicy. Tam czekał na niego Dave Bloom – jedyny sojusznik, który czuwał nad doświadczeniem pod jego nieobecność.
- I co z nim? – zapytał John spoglądając na stojące w kącie łóżko szpitalne - Trudno cokolwiek powiedzieć, bo od trzech godzin nie daje znaku życia. Nie wiem jak to możliwe, ale... – odparł trzydziestodwuletni mężczyzna - Naprawdę? A co robił kiedy się przebudził? - Otworzył oczy, rozejrzał się po piwnicy i z powrotem... przestał się ruszać. Coś, jakby zapadał w śmierć kliniczną, kiedy mu się to podoba. Może powinni się już nim zająć eksperci? Nie wiemy jak będzie się zachowywał... - Jeżeli oddamy go tym twoim wielkim naukowcom, to będziemy mogli pożegnać się z forsą. Wystarczy, że coś zmienią i to już nie będzie nasz eksperyment, tylko ich. Pracuję nad tym piętnaście lat i nie pozwolę, żeby ktoś... - A co zrobisz, jeżeli zacznie się wściekać? Nie dasz sobie z nim rady. – Dave spojrzał na zegarek – Ja muszę lecieć, bo mnie żona zabije. W razie czego, zadzwoń. - Okay. Do jutra.
John Lincoln został sam. A właściwie nie sam, ponieważ w kącie leżał mężczyzna, a dokładniej mówiąc... robot. Robot, który miał zawojować świat – dosłownie i w przenośni. Blisko dwumetrowy kolos z tytanowymi kośćmi, stawami reagującymi na polecenia wydawane przez mini komputer ukryty w miejscu, gdzie ludzie zazwyczaj mają mózgi. Drugi z niezbędnych organów człowieka – serce – zastąpił akumulator, który można było doładować w iście banalny sposób. Wystarczył bezpośredni kontakt skóry z dowolnym źródłem prądu. Tuż pod silikonową skórą o dość nietypowej konsystencji znajdowała się kuloodporna warstwa chroniąca wnętrzności robota.
Zdecydowanie najwięcej czasu zajęło dopracowywanie „mózgu”. Od kiedy wynaleziono sposób na kodowanie fal mózgowych i zapisywanie wszelkich czynności myślowych, projekt Johna stał się całkiem realnym do wykonania. Zaprogramowanie inteligentnego robota nie było jednak szybkim i prostym procesem. Nad tym zadaniem naukowiec męczył się blisko trzy ostatnie lata. W tym czasie kodował wszelkie znane typy zachowań, a także uczył swojego robota rzeczy, których nie potrafiły inne humanoidy.
Kiedy Lincoln otrzymał od Blooma wiadomość o tym, że jego robot się poruszył, był z siebie dumny. W końcu mógł się pochwalić tym, że sam stworzył coś tak genialnego w piwnicy, dysponując naprawdę nikłymi środkami w porównaniu z projektami wspieranymi przez władze stanowe, albo nawet państwowe. Jeżeli komuś z góry to się spodoba i postanowi stworzyć więcej kopii robota, John postara się zarobić na tym masę pieniędzy. Kilkadziesiąt milionów starczy mu do końca życia.
Mężczyzna podszedł do lustra i niemal się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Toffic
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…