Wróć do katalogu

Dzikus

Być innym to grzech największy. Ten świat jest idealny. Wszystko z góry ustalone, przewidywalne. Ale czy ona naprawde pragnie właśnie tego?

nihil, opublikowano , 11 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzikus

Miała na imię Monika. Drobna smukła sylwetka, zgrabna długie nogi i zawsze uśmiechnięta twarz. Tak wyglądały wszystkie patrycjuszki. Jednak jej głębokie zielone oczy i gęste czarne włosy zdradzały odrobinę krwi dzikusów. Krwi, która w jej przypadku przyniosła osobiste szczęście Marek jej mąż był cenzorem i zarządcą azylu. Poznali się, gdy została wezwana na przesłuchanie. Był czarującym blondynem, o 10 lat starszym od niej. Jednak na jego twarzy, podobnie jak na twarzach innych patrycjuszy, nie można było odczytać wieku. Rozmowę będzie pamiętała zawsze.

- Jestem Marek, jestem cenzorem. Chcę, aby pani przeczytała kilka wersów. Czytała- Jestem piękną dziewczyną. Mam czarne włosy. Uwielbiam robić zakupy. Chodzę po rynku i szukam ciekawych ubrań. Witają mnie kupcy. Nie umiem tego powiedzieć, choć rozumiem co znaczy - to język kupców. Twarz udawała zdziwienie, a zapis SEEG to potwierdzał. "Okazja do świetnej transakcji- zapraszam". Doskonale wiedziała, że potrafi to powiedzieć, ale wiedziała też, że jeśli to zrobi, to nigdy nie opuści azylu. - To efekt transmutacji.- powiedział Marek - Mimo, iż język patrycjuszy i kupców mają 80% wspólnych słów istnieją całe frazy, które możesz zrozumieć, ale ich nie wymówisz. - Czytała ponad godzinę, opuszczając frazy języka kupców, żołnierzy i techników. Marek był zadowolony. - Widzisz Moniko, masz w sobie trochę genów dzikich, tych, którzy nie zgodzili się na transmutację. A my musimy ocenić, czy one się w tobie nie ujawniają. Dawno już zaniechano testowania genowego, jednak fenotypowe ujawnienie się cechy, oznacza umieszczenie w azylu. Na szczęście zdarza się coraz rzadziej. Zaczęli się spotykać. Marek napisał list zaręczynowy do jej ojca, a ten został przyjęty. Naturalnie ku jej zadowoleniu. Byli ze sobą już od ośmiu lat. Czwórka ich dzieci rosła jak na drożdżach. Wychowywały je opiekunki, dwoje z nich nie potrafiło wypowiadać żadnych słów poza językiem patrycjuszy. Niestety pozostałej dwójce wypowiadanie słów obcych kastowo nie sprawiało kłopotu. Od małego uczyła ich to ukrywać. Na szczęście okazały się pojętnymi uczniami.

Oddała najmłodsze dziecko opiekunce, pora karmienia. Mamka zrobi to profesjonalnie. Eris mamka dziewczynki, gruba techniczka z dużym biustem, przychodziła zawsze na wezwanie. Potem Monika zatrzasnęła drzwi i otworzyła okno, poczuła powiew świeżej bryzy od morza, jeden z największych przywilejów patrycjuszy. Jedynie jakiś szmer w garderobie ją zdziwił. Otworzyła drzwi...

Marek pokazał jej swoją pracę. Praca cenzora, który tropi odmieńców, stanowiła jedynie niewielki ułamek jego zajęć. Na co dzień spotykał się z odmieńcami w azylu, rozmawiał z nimi, wydawał polecenia technikom i żołnierzom. -Czy wiesz skąd się wzięli odmieńcy. -Nie. -Kiedy błogosławione miasto Asritvaren rozpoczęło proces transmutacji, byli niektórzy, którzy nie zgodzili się na nią. Nazywamy ich dzikusami. Odeszli z miasta i żyli przez wieki w górach. Kiedy błogosławione armie Asritvaren, a potem Gandisvana i Xylos kroczyły ku kolejnym podbojom, niosąc światło transmutacji oni stali z boku, przyjmując coraz więcej uchodźców. Kiedy cały świat został podzielony na kasty patrycjuszy, kupców, żołnierzy , inżynierów i techników, Wielki Prawodawca Sylur uznał, że istnienie dzikusów grozi niebezpieczeństwem całej cywilizacji i postępowi zrodzonemu z transmutacji. Wielki porządek prowadził bowiem do tego, że żadna z kast nie mogła współżyć z inną. A nawet gdyby ktoś próbował, to taki związek nie mógł wydać potomstwa. Jednak nie dotyczyło to dzikusów. Mogli on się parzyć z każdą z kast. Wprawdzie zwykle nie mogli mieć potomstwa z doskonałymi, jednak niestety czasami blok transmutacji nie był pełny. Pojawiało się potomstwo o innych cechach niż kasta jego rodzica. Nazwano ich odmieńcami. Większość tych nieszczęsnych stworzeń, bądź zostało zabitych przez rodziców, bądź umarło. Inne nie mogły mieć potomstwa, niestety w pojedynczych przypadkach przenieśli swoje geny do kast. Sylus po okresie krwawej inkwizycji, orzekł, że nie można ścigać pojedynczych genów. Jednak ustalił cechy fenotypowe odmieńców, za które należy je eliminować. Stworzył też azyle. Miejsca gdzie odmieńcy mogliby godnie dokończyć swoich dni bez wydania potomstwa i bez konieczności ich zabijania. Bardzo ściśle kolejni cenzorzy eliminowali cechy dzikich z kasty techników. Krnąbrność, była cechą, której technicy nie mogli posiadać. Nielojalność wśród żołnierzy wyeliminowano równie szybko. Wśród kupców eliminacja cech dzikich nastąpiła samoistnie, nawet nie wymagała pracy cenzorów. Największy problem stanowiły rodziny A der Ear, de Vrits. Bogate, wysoko postawione rodziny, wymagały dużego rozsądku. Tutaj kryteria odmieńców musiały być bardzo ścisłe i precyzyjne. I chyba się udało. Dzięki nim Moniko mogę podziwiać twoje zielone oczy A de Ear i kruczoczarne włosy de Vritsów na twojej głowie.

Zdawała sobie sprawę, że jest odmieńcem, posiadała cechy, jakich nie powinien posiadać patrycjusz. Nie chodziło tu, o jej oczy i włosy, one nawet zwiększało jej atrakcyjność. Ale o to, że mogła mówić językami innych kast, a nawet kłamać, a także robić wiele innych dziwnych rzeczy, których nie umiała nazwać. Nawet nie zdawała sobie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych