Wróć do katalogu

Elven War Część I

Opowidanie ze świata WarCraft. Opis wojny Elfów z Ludźmi.

Shanttar2, opublikowano , 13 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

WarCraft: Elven War

Prolog:

Kael - jeden z najlepszych Elfich łuczników – stał na wielkiej skarpie i przyglądał się zachodowi Słońca. Nagle w oddali zauważył, swoim świetnym wzrokiem, biegnącego posłańca. Kael pobiegł do niego i zapytał: -Czemu się tak spieszysz?? -Byłem…byłem u króla Terenasa z prośbą o wzmocnienie naszych wojsk w związku z atakami Trolli-powiedział zdyszanym głosem posłaniec. -No, ale ja się pytałem dlaczego się tak spieszysz -Król o mało mnie nie zabił ze złości i powiedział, że już nigdy nie będzie pomagał Elfom. Mówił też, że my Elfy, zawsze prosimy pomoc, a ludziom nigdy nie pomagamy. Właśnie paru piechurów mnie goni. -Hmm...na moje oko to z tego wyniknie coś złego. Rzeczywiście…posłaniec przekazał wiadomości wodzowi w Quel’thalas, a ten tylko rzekł: Skoro tak stawia sprawę, to nie mamy innego wyboru. Uporamy się z Trollami, a potem zajmiemy się za tą przeklętą ludzką rasę. I tak rozpoczęła się Elfia wojna. Gdy posłaniec przyniósł wiadomość o wypowiedzeniu wojny, nie wrócił już do Quel’thalas. Regularnie co 3 dni kraine Wysokich Elfów atakowały małe odziały złożone z piechurów lub ze strzelców. Jednak już od jakiegoś czasu Terenas zaprzestał wysyłać wojska. Wodza wojsk Elfów, Markusa, zaniepokoiło to. Pewnego razu wyjrzał przez okno i zobaczył straszliwy widok. Tysiące wojsk ludzkich szło by na zawsze zniszczyć Elfią rasę. Gdy Markus zobaczył ten straszny widok przeraził się. Stał przy oknie jak wryty. Przez jego głowę przechodziły tysiące myśli. Pozostała tylko jedna. Elfy mają honor. Wolą zginąć w walce niż się poddać. Jednak jest szansa na przetrwanie. Rasy ludzkiej nie da się totalnie zwyciężyć. Można podbić Lordaeron z pomocą Nocnych Elfów. Już od jakiegoś czasu Wysokie i Nocne Elfy są swoimi sprzymierzeńcami. Markus ocknął się i natychmiast kazał zebrać wszystkie wojska Wysokich Elfów. Wraz z niewielkim odziałem ruszył na zachód, na ziemie krainy Kalimdor…

Rozdział pierwszy:

Wojska Ludzi liczyły ok.5000. Piechurzy byli odziani w złote zbroje i hełmy z czerwonymi grzywami. Na każdej zbroi wyryty był znak Lordaeron. Zbroje ich były grube, mocne,ale mimo to lekkie. Oprócz tego mieli także na sobie fioletowe peleryny, także ze znakiem ich ojczyzny. Miecze mieli schowane jeszcze do pochwy. Znaczyło to, że nie będą od razu atakować. Ale wojsko ludzi to nie tylko piechurzy. Byli w nim także strzelcy, czarodziejki, magowie, jeźdźcy. Jak doszli do celu to wszystkie Elfy były gotowe do walki. Piechurzy stali w szeregu z wyjętymi mieczami. Łucznicy byli ukryci w otaczającym ich lesie. Magowie stali na różnych murach, niewysokich skarpach. Całkiem z tyłu stało kilkaset katapult. Jednak wojska Elfów miały gorsze uzbrojenie i było ich o wiele mniej niż ludzi. Każdy by powiedział, że Elfy są spisane na straty. Ale była jeszcze iskierka nadziei. Są to Nocne Elfy. Jedyna rasa, która mogłaby zniszczyć niezliczone armie ludzi. Jednak czy Markus zdąrzy na czas ?? To pytanie dręczyło w tej chwili wszystkie Wysokie Elfy. Na czas nieobecności Markusa władze w Quel’thalas pełnił Shanttar, jego doradca. Nagle do jego pokoju zapukał służący: -Panie, generał ludzki chce rozmawiać. -Wpuść go-Po chwili do komnaty wszedł wysoki mężczyzna o groźnym wyrazie twarzy. Ubraną miał złotą zbroję. Były na niej wyryte różne odznaczenia co wskazywało na to, że jest to człowiek wyższej rangi. -To miłe z twojej strony, że przyszedłeś sie pożegnać-odparł Shanttar. -Nie, przyszedłem ponegocjować. -Hmm...co proponujesz ?? -Wy sie poddacie, a my tylko wezmiemy was jako niewolników i oszczędzimy życie-Odparł z lekkim uśmieszkiem na twarzy. -Ach tylko niewolników, no więc zrozum, Elfy nigdy sie nie poddadzą, szczególnie tak nędznej rasie jak wy. -No więc ty zginiesz pierwszy-Człowiek wyciągnął miecz i zamachną się, jednak zwinny Elf uchylił się przed atakiem i uciekł z komnaty. Dał rozkaz do ataku. Rozpoczęło się. Wyleciała pierwsza salwa strzał. Wszystkie trafiły tam gdzie powinny. Elficcy łucznicy są najlepsi z najlepszych. Każdy jest odziany w lekką skórzaną zbroję oraz pelerynę z godłem Quel’thalas. Ludzcy piechurzy pomimo ostrzału ruszyli na przód, zatrzymało ich elfie wojsko, jednak z wielką łatwością przebijali się przez kolejne linie obrony nieprzyjaciela. Z tą armią Wysokie Elfy nie miały żadnych szans, musiały przetrwać tak długo aż ich krewni z Kalimdoru nie przybędą im z pomocą. A walka wciąż się toczyła, jednak przez cały czas to ludzie byli górą. Jedyne co trzymało Elfy przy życiu to częste wsparcie wojsk z róznych zakątków Quel’thalas. * * * A tymczasem Markus przebył juz ćwierć drogi do Kalimdoru. Teraz czeka go najgorsza część wędrówki, lot gryfem nad Morzem Śródlądów. Sam lot nie jest zły, najgorsze jest to, ze nad tym morzem często spotykane są groźne smoki. Przez pierwszą godzinę drogi lot był bezpieczny. Nie napotkali ani jednego smoka...to było tylko chwilowe złudzenie, albowiem Markus w oddali zauważył jednego. Po chwili dostrzegł drugiego. Potem ich oczom ukazał się przerażający widok-wielka grupa czerwonych smoków leciała prosto na nich...

Rozdział Drugi:

Po długich próbach obrony, do walczących dołączyli najlepsi łucznicy oraz piechurzy z Quel’thalas. Dawało to szanse na przetrwanie zanim pomoc z Kalimdoru do nich nie dotrze. A walka stawała się coraz bardziej krwawa. Z sekundy na sekundę ginęły dziesiątki Elfów i Ludzi. Na polu bitwy wszędzie leżały martwe, lub ledwo żyjące ciała. Gdy do ludzi dołaczyli arcymagowie możnaby stwierdzić, że to koniec Wysokich Elfów. Ich potężne zaklęcie, Zamieć, doszczętnie zniszczyło bramy krainy Quel’thalas. Linie obrony rozproszyły się by nie zostać zmiażdżonym przez wysokie mury. Umożliwiło to Ludziom wtargniecie do krainy Elfów. Zaczęli niszczyć wszystko, podpalać domy, a gdy reszta niedobitków próbowała atakować została zmieciona przez Jeźdźców. Południowe Quel’thalas zostało opanowane przez kilka godzin, a wojsk ludzkich ciagle przybywało. * * * Markus kompletnie nie wiedział co robić. Zawrócic nie mógł w żadnym wypadku, od tego zależało bezpieczeństwo jego ojczyzny. Jedynym sposobem byłoby ominięcie smoków. Ale czy zdąrzy zanim sie do nich nie zbliżą? Musiał zaryzykować. Karawana…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych