Wróć do katalogu

Emi

Krótka opowieść o przyjaźni łączącej pewnego mężczyzne z małą dziewczynką.

Ignis, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Była piękna pogoda. Jedna z niewielu rzeczy, które najlepiej zapamiętał. Szedł uliczką prowadzącą bezpośrednio do rynku miejskiego, która w tym czasie, właśnie w południe była najbardziej zatłoczona. Tłumy ludzi "przelewały się" przez jeden z nielicznych szlaków prowadzących do ścisłego centrum miasta. Turyści byli najliczniejszą grupą wśród przechodniów. Jedni, co jakiś czas zatrzymywali się by zrobić sobie zdjęcie na tle oddalonego ratusza lub jakiegoś bliżej nieznanego pomnika. Inni uzupełniali gwar, jaki panował na ulicy okrzykami zachwytu nieraz wypowiedzianymi w różnych językach. On jednak nie zwracał na nikogo uwagi. Był przyzwyczajony do widoku turystów w swoim mieście i nauczył się ich ignorować. Skręcił w boczną uliczkę, którą po jakimś czasie dotarł do parku miejskiego. Spojrzał na zegarek. 12.14. Nie rozumiem tych ludzi, pomyślał. Jest poniedziałek, taki ładny dzień, w sam raz na odpowiedni relaks nad jeziorem lub n wycieczce rowerowej, a ja muszę zasuwać do tej cholernej biblioteki. Mógłbym nawet pilnie uczyć się na sesję, zaśmiał się w duchu na samą myśl o tym, zamiast tego muszę chodzić po instytucjach oświatowych z powodu jednej książki. Ciekawe czy te groźby na temat grzywny były prawdziwe. W parku również nie zabawił zbyt długo. Znów zagłębił się w gąszcz betonowych drzew, jakimi były wysokie budynki uprzemysłowionego śródmieścia. Nie chciał iść główną ulicą, gdyż hałas pochodzący od samochodów był nie do zniesienia, a powietrze z ich powodu i tak nie było najczystsze. Wszedł w wąska uliczkę wyróżniającą się niską zabudową. Stare kamienice były dość rzadkim zjawiskiem w tej części miasta. Również ludzi przechodziło tędy znacznie mniej, a raczej można by powiedzieć, iż człowiek był tu "towarem deficytowym", cała ulica zaś wyludniona. Słyszał szum samochodów, pomimo iż żadnego nie było w okolicy. Lubił nazywać to "językiem miasta". Przechodził obok wywieszonego szyldu z napisem "KSERO już od 5gr." Zaintrygowało go to. Szedł dalej przed siebie zamyślony. Czyżby to była jedna z metod pozyskania klienta? Desperacja właściciela musiała sięgnąć zenitu skoro zdecydował się na tak drastyczną obniżkę cen. Wydawałoby się to nieopłacalne, ale... Został wyrwany z rozmyślań, gdy ktoś uderzył go z niewielka siłą. Zachwiał się, lecz nie upadł, czego nie można było powiedzieć o osobie, która na niego wpadła. Zdezorientowany chciał automatycznie przeprosić, choć nie wiedział, z kim ma naprawdę doczynienia. Na chodniku, wsparta jedną ręką, siedziała mała dziewczynka. Miała złociste-blond włosy średniej długości, opadające luźno za uszy. Na jej okrągłej buzi nie gościł jednak dziecięcy uśmiech, lecz raczej lekki ból spowodowany upadkiem. Jej oczy lśniły niczym dwa duże, brązowe ogniki, które bacznie obserwowały swoja skaleczoną rączkę. Na pierwszy rzut oka mogła mieć może 9 lat. Ubrana była w bladożółtą bluzkę oraz pasujące do niej jasne sztruksy. - Hej, nic ci nie jest mała? - zapytał kucając przy niej i próbując ją delikatnie podnieść za rączki, spojrzała na niego dziwacznie, jakby oceniała czy warto się odzywać - Nie, chyba nie - powiedziała słodki głosikiem, po czym stanęła na nogi dzięki jego pomocy. Teraz dorównywała mu wzrostem, podczas gdy on ciągle przy niej kucał. - Na pewno? - Brązowe oczka zalśniły, lecz dziewczynka nic nie odpowiedziała Zastanowił się czy warto kontynuować rozmowę z małą dziewczynką, która na niego wpadła. Miał jeszcze sporo czasu zanim biblioteka robi przerwę półtoragodzinną i nie przyjmuje klientów, więc mógł chwilkę porozmawiać. - Gdzie twoja mama? - dziewczynka powoli zwróciła swoje brązowe oczka na niego. - Nie wiem. - odpowiedziała smutno - Hm. No to może poszukajmy jej. - zaproponował - Pomogę Ci. - A umiesz? - zapytała z nadzieją - Nie wiem, postaram się. - pogłaskał ją po głowie, uśmiechnął się - Razem nam się uda. Zobaczysz. - Eeee... nie, ja nie mogę. - powiedziała po chwili z wahaniem spuszczając główkę. - Hej, o co chodzi malutka? - zapytał zdezorientowany. Nie mógł przypuszczać, że to, co potem się zdarzyło odciśnie na nim tak duże piętno. Ta sytuacja była początkiem zmian, które dokonały się od tamtej pory w jego życiu. Gdy zbliżył się do niej ona nagle podniosła swoje szklące się oczka i rzuciła mu się na szyję. Obdarzyła go pełnym szczerości i ciepła uściskiem, tak głębokim, że poczuł się nieswojo. Zawiesiła swoje rączki na jego barkach, głowę położyła na jego prawym ramieniu i przytuliła się do niego jak do własnej mamy. Odwzajemnił uśmiech. Poczuł dużą sympatię do dziewczynki, jednocześnie coś się w nim odblokowało. Nie czuł się tak od bardzo długiego czasu, prawie zapomniał jak to już jest. Doświadczył togo, iż był komuś potrzebny. - Nie każ mi tam znowu wracać! - płakała dziewczynka, ciągle tuląc się w jego ramionach. Nie wiedział, co powiedzieć, co powinien zrobić. - Nie bój się. Nie musisz nigdzie wracać. - palnął - Możesz zostać ze mną. - On mnie zaraz znajdzie - mówiła cichym głosem pomieszanym z płaczem - Przyjdzie, bo ja uciekłam! - Nie martw się. Nikt cię nie zabierze. - w tej chwili poczuł się za nią odpowiedzialny, nie chciał, żeby coś jej się stało. - Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. - cały czas trzymając swoje rączki na jego ramionach spojrzała mu głęboko w oczy, pociągnęła nosem. - Obiecujesz? - temu błagalnemu spojrzeniu nie był zdolny odmówić - Tak, ze mną jesteś bezpieczna. Dziewczynka oddychała ciężko, lecz z każdą chwilą uspokajała się. Wytarł jej łzy chusteczką, którą miał w kieszeni. Jeszcze raz ją przytulił i szepnął jej do ucha, żeby już nie płakała i że razem poszukają jej mamy. Skinęła głową na znak zgody. Wstał, chwyciła go za rękę i spojrzała na niego z lśniącymi od płaczu oczami. Poczuł w sobie przemianę. To dzięki tym dużym, brązowym oczom. To prawda, co mówią ludzie, że wyrażają więcej niż tysiąc słów. Ileż widział w nich tęsknoty. Widział nawet iskierkę nadziei. Nie mógł nawet przypuszczać, o czym marzy ta dziewczynka, nie wiedział nawet jak ma na imię. Co powinien teraz zrobić? W głowie kołatały mu się myśli związane z książką, którą miał w plecaku, z terminem, karą, lecz po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że są rzeczy ważniejsze niż oddanie jakichś skrawków papieru. Pomogę jej, ale jak? Pójść na policję i zostawić ją tam? Nie mógłby po tym jak na niego patrzyła. Zdawał sobie sprawę, że nie może przejść obojętnie obok osoby, która potrzebuje pomocy. Wyciągnął profilaktycznie telefon komórkowy doszukując się w nim otrzymania jakiejkolwiek wiadomości i sprawdzenia godziny, po czym po chwili włożył go z powrotem do kieszeni nie odnajdując w nim niczego interesującego. Przykucnął ponownie przy dziewczynce i patrząc na jej zmęczoną, choć dość spokojną już twarz zapytał ostrożnie: - Jak masz na imię, bo nie chcę cały czas mówić do ciebie "mała". - Emilia - odpowiedziała cicho patrząc w stronę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych