Epitafium bernardyna cz. I - Czerwona yariska
Humorystycznie i nieco satyrycznie o sprawach pomiędzyludzkich.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Agata stoi na poboczu dokładnie pod znakiem zakazu zatrzymywania się. W czerwonej sukience, upozowana przy ogrodzeniu oddzielającym ulicę od torów kolejowych, wygląda jak bezpruderyjny czerwony kapturek. Stylowa torebka doskonała zarówno na randkę jak i biznes lancz. Czarne włosy przycięte w drapieżną grzywkę. Szpilki świadczące o tym, że ich właścicielka jest doskonale świadoma własnej seksualności. U jej nogi waruje walizka na kółkach w kolorze wściekłego różu. Dziewczyna zauważa samochód Bartka i zaczyna wdzięcznie machać lewą ręką. Do prawego ucha dociska komórkę, ani na moment nie przerywając rozmowy. Wypisz, wymaluj nowojorczanka wzywająca taksówkę, z tą różnicą, że Bartek nie jest taksówkarzem, jego samochód czerwony, nie żółty, a dookoła Wesoła skąpana w popołudniowym, letnim blasku. Toyota yaris pod kolor sukienki zatrzymuje się tuż przed znakiem. Agata podchodzi do drzwi od strony pasażera. Kręci młynka lewą dłonią. Bartek opuszcza szybę. Podmuch wiatru układa dziewczynie włosy wokół twarzy, jak do zdjęcia na okładkę Vogue’a.
- Cze-eść – Agata mówi jednocześnie do słuchawki, jak i do kierowcy. - Cześć. Wskakuj. - Bartuś, słoneczko, pomóż mi z walizką. Okej? - Otwieram bagażnik. Wrzucaj. - No nie, no co ty. Kto wie, co tam trzymasz? Zniszczy mi się. Połóż ją delikatnie na tylne siedzenie. Pięknie proszę. Będziesz przecudowny, jak to dla mnie zrobisz. Bartek wysiada, Agata z gracją zajmuje miejsce pasażera. Brunetka przekręca lusterko na przedniej szybie, poprawia włosy. Walizka ląduje bezpiecznie. Nawet ciężka jak na swój rozmiar. - Agata, co tam upchałaś? Lodówkę? - Tylko kilka drobiazgów i takie tam podręczne różności. Jakieś kosmetyki, parę rzeczy na zmianę, nic szczególnie cennego, ale jestem z nimi emocjonalnie związana. Zamknij, proszę drzwi, bo przeciąg robisz. - A pasami ci tych skarbów nie przypiąć? - Jeśli byłbyś tak uprzejmy, będę ci bardzo wdzięczna.
Agata okazuje się być sarkazmoodporna. Specjalnie to Bartka nie dziwi. Zawsze zwracała uwagę przede wszystkim na samą siebie. Kierowca siada na swoim miejscu. Poprawia lusterko wysłuchując lamentów alarmów w samochodzie. - Agata, drzwi domknij z łaski swojej. - Jak dasz, panie szofer, gazu, to pęd powietrza sam je domknie. - Proszę. Tylko nie za mocno. - Będę delikatna. Obiecuję. To mój pierwszy raz w samochodzie nauki jazdy. - Czy widzisz jakąś elkę na dachu? Toyoty yaris są ekonomicznymi, świetnymi w prowadzeniu samochodami. Fakt, że korzystają z nisz szkoły jazdy, dowodzi, jak dobrze się nimi jeździ. - Czuję się taka ważna, na tym fotelu instruktorskim. Wiesz, Bartek, co mówi przecudowny kolor twojego auta? - Że jest czerwone? - Że jesteś o krok od kryzysu wieku średniego. - A wiesz, Agato, co mówi kolor twojej sukienki? - Że jestem pewna mojej urody, świadoma swojej atrakcyjności oraz prawidłowo akcentuję własny seksapil.
Procedura zamykania drzwi wymaga dwóch powtórzeń. Agata dumna z siebie mości się w fotelu. Zaczyna się niecierpliwić. - Gazu, wiśta wio! Go, go, go! I co tak ciągle piska? - Pasów nie zapięłaś. Komputer będzie tak piskał, dopóki się nie przypniesz. - Strasznie z was nieczułe uparciuchy. Ty i ten twój samochód. Sukienka mi się pogniecie ale dobrze, poświęcę się, żebyśmy wyruszyli przed emeryturą. - Zapnij i jedziemy. - Biust mi się spłaszcza, sadysto. Bartek zerka z ukosa. Dostrzega wyraz mściwej satysfakcji ledwie maskowany dyskretnym makijażem. - Mam cię, oblechu! Spojrzałeś! - Troszczę się o zdrowie pasażerki. - Byłoby miło, gdybyś komfort też miał na liście priorytetów.
Pasy także wymagają kilku podejść. Mężczyzna przygląda się drodze. Dwadzieścia metrów za skrzyżowaniem parking z prawej strony jezdni. Elegancka zatoczka z mnóstwem wolnych miejsc. - Agata, dlaczego czekałaś właśnie tutaj, a nie tam, gdzie mógłbym zaparkować po ludzku? - Bo mi po drodze z Akacjowej. Zauważ, że stanęłam po prawej, żebyś miał wygodnie się zatrzymać. - Tak, tak. Doceniam. Ale dlaczego pod znakiem zakazu? - Przecież robisz postój, a nie zatrzymanie – odparła z bezbłędną logiką zawodowego pieszego. - Poza tym jesteśmy po właściwej stronie znaku. A powiedz mi, słodziutki, czemuż, ach czemuż nie jedziemy? - Mogłabyś mi podpowiedzieć, którędy najlepiej. W końcu miejscowa jesteś. - Dawaj w lewo, w Akacjową. - Nie da się w lewo. Zakaz. - To w twoje lewo. - Po prawej mamy tory. - To co ci zostaje? - Proszę bardzo, panienko. Walimy Bartosza Głowackiego na wprost. - Tam dalej, koło przejazdu odbije pan, panie kierowco, w prawo i do głównej. - Dzięki za instrukcje, lejdi in red.
Wesoła mija za szybami w całej swojej parterowej, podmiejskiej chwale. Agata poprawia fotel, pasy, sukienkę, ponownie anektuje lusterko i muska grzywkę. Jest podejrzanie milcząca. Emanuje z niej ten rodzaj napięcia, jakie zazwyczaj charakteryzuje bliskość wypadków, katastrof naturalnych lub nieuniknionego rozlewu krwi. - Bartek, możesz pomyśleć sobie, że jestem nieuprzejma, ale ja stawiam na asertywność. Obłuda jest dla mnie zbyt toksyczna. - Słucham. - Ta cienka aluzja, ta twoja lady in red, to było czyste chamstwo. Ja nie komentuję twojego ubioru, a uwierz mi, miałabym się do czego przyczepić, przykładowo do tej zielonej, burej, ciapkowatej kolorystyki, jadąc tak po całości. - To jest moro. - Widzisz? Nie czepiam się tego. Wcale nie komentuję, chociaż wyglądasz w tym czymś jak strach na wróble z demobilu. Zobacz, jestem otwarta, szczera, bezpośrednia i nie epatuję chamstwem. - Pełna kulturka. To może powiesz mi, czego się czepiasz? Agata obraca się, na ile pozwalają jej pasy. Pręży się, odchyla głowę i lekko unosi podbródek. Przypomina Bartkowi kobrę szykującą się do ataku. - Powiem ci, czego się czepiam, bo nauczyłam się być szczera aż do bólu. Kiepski z ciebie szofer. Po pierwsze, kobiecie otwiera się drzwi, kiedy tego potrzebuje, ile razy tego potrzebuje i domyka się je w razie potrzeby, żeby dama nie musiała nimi ciapać. Po drugie, jedzie się tam, dokąd dama sobie życzy, a kierunki zostawia się nawigacji. - Czy dama wybaczy moje prostactwo? Z Podlasia jestem. Panienka ze stolycy, więc mnie onieśmiela. Kobra na siedzeniu pasażera kołysze się nieznacznie. Przygryza wargę. Nabiera powietrza w płuca. Pierś faluje na tyle, na ile pozwalają pasy. - Jestem spod Warszawy, rozumiesz? Nie będziemy się licytować, kto jest bardziej regionalny. Ja jestem ponad takie zagrywki. - Jesteś tak bardzo ponad, że przydałby mi się szyberdach. - Muszę ci powiedzieć, że szyderstwo, ironia lub inne sarkazmy nie działają na mnie. Jestem po treningu samorozwoju. Afirmuję siebie i jestem przecudowna.
Agata popada w pełne samoakceptacji milczenie. Bartek skupia się na unikaniu zagrożeń w ruchu drogowym na prostej ulicy. Jadą Pierwszego Praskiego Pułku, lokalnym odpowiednikiem Piątej Alei. Z lewej zabudowa jednorodzinna, z prawej lasek miejski. Z widoków do podziwiania pozostaje tylko brunetka na siedzeniu pasażera. Agata jest szczupła, ładna, młoda, wszystko dobrej jakości nawet jak na wyśrubowane, warszawskie standardy. Bartek nastawia Eskę, stację, która pozwala zrobić przyjemne tło i nie zmusza do używania mózgu. - Agata, jak dalej jedziemy? - Na tym najgłówniejszym skrzyżowaniu jest w prawo. Dalej, to tylko tyle wiem, że drogi siedemdziesiąt coś tam, chyba dziewięć, potem siedem. Przez Warszawę nawiguj, preciouss. - Nie mam nawigacji. Nawet tej „preszes”, czy jak ją tam nazwałaś. - A w smartfonie? - Jestem trochę staroświecki. Mam Nokię 3310 – dodał z dumą. - To ja ci za bardzo nie pomogę. Kursuję eskaemką i metrem. Na tym moja znajomość geografii się kończy. Jedź za znakami, a poza miastem kieruj się jak najdalej od morza. W Bieszczady trafisz, a przynajmniej w jakieś góry. Jak się teren będzie wznosił, zadzwonimy do Jerzego. - Poradzę sobie – odburknął. - A nie za bardzo się wystroiłaś jak na tak ponurą okazję? Na wesele to my do Jerzego nie jedziemy. Impreza będzie dość ponura. Rozumiem, że lejdi in red zawsze w modzie. Mnie uczyli, że pogrzeb to dość konserwatywna uroczystość. Poza tym wyglądasz bardzo dobrze. - Dziękuję. Jeszcze ze dwa czerstwe komplementy i prawie uda ci się podszyć pod dżentelmena. Nie zdążyłam się przebrać, a ty byłeś moją ostatnią nadzieją, żeby dojechać na czas, mój ty Obi Wan Kenobi. Innych rycerzy w lśniącej bryce nie było pod telefonem. Wskoczyłam do twojej fury tak, jak stałam. - Bardzo ci twarzowo. Może nawet zbyt seksownie. Można powiedzieć, że jesteś subtelnie acz prowokacyjnie wyzywająca. - Jaki ty uprzejmy i zaskakująco elokwentny. Mam to odbierać jako przeprosiny? Warunkowo przyjmuję. Nawet urocze na swój gminny sposób. – Agata chwilkę odczekuje, żeby szpila zabolała i zaraz dodaje pojednawczo - Zabrałam ze sobą coś stosowniejszego na zmianę, więc nie musisz się martwić. - Powiedzmy, że chcę zakopać topór wojenny. Mogę zapytać, z jakiej okazji taka czerwień? - Nie możesz, ale i tak nie mamy o czym ze sobą gadać, więc odpowiem, żeby łaskawie podtrzymać konwersację. Byłam na randce. - Gratuluję. I jak randka? Udana? - Nieszczególnie. Żona zadzwoniła. - Przykre. - Ale prawdziwe. Nie ma tego złego, jak mawiają. Przynajmniej mam nastrój odpowiedni do żałoby. I część garderoby też pasuje. - To znaczy? - Czarna bielizna. Koronka zamiast woalki.
Malowana złotym światłem Warszawa z powodzeniem udaje prawdziwe miasto. Agata patrzy na pocztówkowe widoki w stylu późnej Magdy M. Przybiera pozę nonszalanckiej melancholii. Bartek podziwia roboty drogowe i objazdy. Sierpień miesiącem remontów ulic. Gdy drugi raz przejechali to samo rondo, Agata ocknęła się z zadumy. - Chyba już czas, panie kierowco, żebyś skorzystał z mapy, albo złapał języka, bo jeździmy jakby w kółko. Byliśmy na tym rondzie razy dwa, a ty przymierzasz się do trzeciego podejścia. Nie puszczają dalej, jeżeli nie odtańczysz oberka? - Nie mogę się skupić na drodze przez te twoje koronki. - Ładne, prawda? Nawet takie wyobrażone. Gdzie masz mapę? Musisz mieć, bo to twoje całe Podlasie, to pustynia jakaś, więc w cywilizacji musisz mieć przewodnika. - W schowku. - Sezamie otwórz się. I co my tu mamy? Żarówka, śrubokręt, kluczyk jakiś tam, plakietka, scyzoryk szwajcarski, czerwony. Niezły z ciebie harcerzyk, taki zawsze przygotowany. A dalej widzimy nowe cuda. Mapa Polski, mapa czegoś, mapa świata i czekaj ty… sześć, siedem… dziewięć paczek kondomów. A ten zapasik, to na jaką okazję? Zamierzasz uprawiać seks na pogrzebie? - To nie na pogrzeb. To nie twoja sprawa, co i po co trzymam w schowku. Przydają się w różnych sytuacjach. Przykładowo, brytyjscy żołnierze w czasie wojny w zatoce zakrywali gumkami lufy karabinów, żeby nie dostawał się do nich piasek. - Nazywaj go, jak chcesz i zakładaj na karabin, kiedy wola. Dobra gumka nie jest zła, to rozumiem. Lepiej mieć za dużo niż wychowywać jak swoje, gdy zabraknie towaru, a serce nie sługa. Ale żeby dziewięć paczek, czyli sztuk aż dwadzieścia siedem? Kolego, nie za duże mamy ego? - Co innego mamy dużego. - Wybacz ale XX-elek tutaj nie widzę. Często z nich korzystasz w samochodzie? - Jak sama powiedziałaś, dobrze je mieć pod ręką. Agata rzuca spojrzenie spod grzywki. Z tej perspektywy, z półprofilu, jej rzęsy mogą uchodzić za prawdopodobnie najdłuższe na świece. - Czy zamierzasz mnie wykorzystać w swoim samochodzie? - Tylko jeśli będzie okazja. - Nie będziesz miał okazji.
Agata podkreśla puentę zarzuceniem głową, czym eksponuje szyję uznaną za najbardziej całuśną w obrębie całej Akacjowej. - A teraz powiedz mi, słodziutki, czy Pani Bartkowa wie o twoim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dandee
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…