ERYK.
o niezwykłym chłopcu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie miał Eryk w życiu szczęścia, no cóż, wielu jest ludzi, którzy tak o sobie mówi. On sam nigdy tego nie twierdził, odczuwał brak szczęścia na sobie, na własnej skórze.
Największym nieszczęściem była babka Matylda. To ona wymyśliła dla Eryka imię. Upierała się, że nosił je pewien król, ale zapomniała który. Eryk jak tylko nauczył się czytać, zaczął go szukać. Na próżno. Jeśli nawet żył kiedyś, gdzieś taki król, to co z tego, skoro nikt nigdy o nim nie słyszał. Został na zawsze ze swym królewskim imieniem, co we wsi, gdzie pełno było Pietrków, Pawełków, Jasiów i Grzesiów nie było dobrze widziane. Ktoś, kto tak się nazywał był skazany, na samotność, na odtrącenie a w końcu na zdziwaczenie.
Przez tą samą babkę, Eryk stracił ojca. Ojciec miał imię całkiem zwyczajne, Stanisław i był chłoporobotnikiem. Przez dwanaście godzin pracy na kolei był robotnikiem, potem przez trzydzieści sześć chłopem. Przez dwanaście godzin poganiał go zawiadowca Tadeusz Duda, a przez kolejne trzydzieści teściowa Matylda Nagrabska. Ojciec ciągle był niewyspany, czasem nie wiedział czy jest chłopem czy robotnikiem. Do teściowej mówił wtedy – Tak, tak panie zawiadowco, zrobi się. - Zdarzało mu się też do przełożonego Dudy, powiedzieć – Dobrze mamusiu. - Dochodziło do tego, że ojciec wychodząc z obory szukał zwrotnic. To musiało się tak skończyć. Któregoś wieczora ojciec będąc robotnikiem zdrzemnął się na chwilę. Śniło mu się, że jest chłopem i że kładzie się w stodole na sianie. Pech chciał, że maszynista pośpiesznego do Suwałk nie wiedział, że tory, którymi jedzie, śnią się ojcu jako stodoła z sianem. Kiedy pochowano ojca Eryk miał cztery lata. Babka postanowiła sprowadzić swoją siostrę, która samotnie mieszkała w dalekim mieście. Eryk na własne uszy słyszał jak mówiła do niej przez telefon – Przyjedź kochana, u nas teraz tyle miejsca. - No to przyjechała. Oprócz babci i jej siostry Aliny, (która jak się okazało całkiem samotna nie była, bo przyjechała z jamniczką Walą), w domu z Erykiem mieszkała matka i trzy siostry. Od czasu do czasu, a właściwie częściej przychodziły sąsiadki. Eryk czuł się osaczony, bał się tych wszystkich bab, jako o nich mówił po cichu i coraz częściej prosił matkę o cycka.
O tym, że Eryk ciągle ssie wiedzieli tylko oboje. To była ich największa tajemnica. Ukrywali się z tym, jakby robili coś złego, jakby bali się, że ktoś może ich nakryć, przyłapać. Próby odstawienia Eryka kończyły się niepowodzeniem. Chłopiec bez matczynego mleka zapadał na jakąś dziwną chorobę, właściwie na wiele chorób. Dostawał gorączki, całe ciało pokrywały krosty, wymiotował. Wystarczyło, że przyłożył głowę do matczynej piersi, wystarczyło, że pociągnął kilka łyków, a natychmiast odzyskiwał zdrowie. Blade policzki, dostawały rumieńców, oczy z dawnym blaskiem patrzyły na świat, nic dziwnego, że matka, nie miała sił, żeby Erykowi odmawiać piersi – Ssij mój mały, ssij, na zdrowie – mówiła głaszcząc go po głowie.
Eryk coraz rzadziej rozmawiał z matką. Od dnia, gdy prowadzona pod rękę przez wąsatego policjanta, poszła na tory, żeby rozpoznać ojca, w ogóle mówiła nie wiele, z każdym dniem, coraz bardziej pogrążając się w krawiectwie. Zamykała się w swoim pokoiku, za kuchnią i szyła. Przed oczami kładła sobie zegarek, po którym go rozpoznała – To Staśka - powiedziała do policjanta. Przez te wszystkie lata, które minęły, czas się dla niej zatrzymał. Ciągle była jedenasta dziewięć, dwadzieścia pięć sekund. Pośpieszny do Suwałk za dziesięć minut miał minąć Małkinię.
Kiedy Eryk dowiedział się, że ma iść do szkoły bardzo się ucieszył. Cały sierpień opowiadał wszystkim o tym jak to będzie w szkole. Jak będzie miał kolegów, bardzo dużo kolegów, z którymi będzie grał w piłkę, chodził po drzewach i robił różne inne rzeczy, które zazwyczaj robią mali chłopcy. Zastanawiało go tylko, czy nauczyciel będzie panią czy panem. Nikt nie potrafił, a może nie chciał odpowiedzieć mu na to pytanie. – Nauczycielami są kobiety i mężczyźni, zależy jak ci się trafi – kłamała matka, która wiedziała, że w pierwszych klasach uczą wyłącznie kobiety. – To zrób tak, żeby mi się trafił pan – powiedział Eryk, wierząc ciągle, że jego matka może wszystko.
Pierwszy września był dla Eryka najgorszym dniem w życiu. Początkowo był tak oszołomiony całym zamieszaniem, gwarem i krzykiem, że niczego nie zauważył. Dopiero po jakimś czasie, kiedy matki opuściły klasę, Eryk spojrzał w stronę biurka. Siedziała tam młoda pani w okularach i ciągle się uśmiechała. Pani Justyna mówiła coś o tym, że się bardzo cieszy, że jest szczęśliwa i w ogóle, że wszystkie dziewczynki też powinny się cieszyć i być szczęśliwe. Eryk zdrętwiał. Zaczął rozglądać się po klasie. W pewnym momencie zerwał się i z głośnym płaczem wybiegł z klasy w tłum czekających kobiet – Mamo, mamo – darł się jak opętany. Chciał coś powiedzieć, łzy stanęły mu w gardle, kiedy matka przytuliła go do piersi, odchylił jej bluzkę i zaczął ssać. Przez chwilę znów był szczęśliwy.
Utrzymywana od lat tajemnica przestała nią być. Mówiono o niej w całej szkole, na ulicy, w sklepie. Eryk nie dość, że dostał się do klasy, w której były wyłącznie dziewczynki i którą uczyła pani, miał teraz jeszcze jeden problem. Od wczesnych godzin rannych, kiedy z przyginającym go do ziemi plecakiem wyruszał w stronę znienawidzonego budynku z napisem Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej, musiał wysłuchiwać nowego przezwiska – Eryk Cyc. Starał się, udawał, że nie słyszy biegnących tuż obok dzieciaków, że nie widzi ich ust cmokających, jak wyciągnięte z wody karpie. Pewnego razu jeden z prześladowców, nie mógł wytrzymać obojętności Eryka, złapał go i z całych sił krzyknął mu do ucha – Ty cycu! Eryk uderzył go tylko raz. Tamten upadł i leżał jakby nie żył. Z nosa ciekła mu krew. Wystraszone dzieciaki pobiegły z krzykiem – Eryk zabił Tomaszka, Eryk zabił Tomaszka. - Nie zabił go jednak całkiem, czego osobiście bardzo żałował. Tomaszek i reszta prześladowców omijała Eryka z daleka, traktując go jak śmierdzące powietrze.
Zaraz po szkole Eryk dostawał się w doskonale naoliwione tryby kobiecej maszynerii. Siostry, poinstruowane przez babkę, znęcały się pojedynczo, każda na swoim odcinku. Pracami porządkowymi zarządzała Ewa. Najstarsza i najbrzydsza w rodzinie. Wyglądała jak miotła i tak się zachowywała. Na widok Eryka wyrzucała z siebie słowa – klucze. Odkurzacz, przedpokój, chodnik, kuchnia, podłoga, dywan. Nie musiała powtarzać dwa razy, jeszcze przez jakiś czas, póki przerastała brata o dwie głowy. Średnia z sióstr, Zuza pilnowała Eryka przy odrabianiu lekcji. Nie mówiła do niego inaczej jak – ty matole, ty skończony matole lub ty skończony, zidiociały matole. Miała zadatki na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Petrusso
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…