Eryk /część 3/
dalsze losy Eryka
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
U Lendzioszków właśnie zasiadali do uroczystej Wigilii. Lendzioszkowa z trwałą ondulacją na głowie, nalewała barszcz na uszka podśpiewując sobie – W żłobie leży...” – Lendzioszek ze skurczonym żołądkiem myślał żeby jak najszybciej się najeść. - Wtedy rozległo się pukanie. -O kurwa, na same Wigilie kogoś niesie. W drzwiach stał Eryk. Był blady i miał dziwnie duże oczy. Lendzioszkowa zrozumiała, że coś niedobrego musiało się wydarzyć. -Kto? – zapytała tylko mijając Eryka w progu. -Babcia – wydusił cicho. Pobiegli wszyscy. Pierwsza Lendzioszkowa, za nią Eryk i Lendzioszek, a zaraz potem cała gromada dzieci. -Może po doktora trzeba... – Lendzioszkowa dała się dogonić a może nie miała już sił. -Doktora nie. Babcia się gniewa. -A co tu ma gniewanie. Choroba nie wybiera. Co babci? -Nie wiem – Eryk wzruszył ramionami i pobiegł dalej.
Babka Matylda nie wyglądała najlepiej. Dusiła się. Blade policzki nabrały zielonkawej barwy, zaczęła majaczyć. -Krowy pod lasem przepalować, tylko młotek schować, bo kradną. Jarzębatki na drogę nie puszczać - samochód przejedzie. Lendzioszkowa zamrugała powiekami, przygryzła wargi i powiedziała. -Zapiszcie to. Umierającego ostatnie słowa - świętość. -Kiedy my krów nie mamy – Karolina bezradnie rozłożyła ręce – kur też. -Nie szkodzi – krzyknęła – Zapisać! W całym tym zamieszaniu nikt nie mógł znaleźć ani kartki ani niczego do pisania. Wreszcie Zuzka przyniosła magnetofon. Babka mówiła dalej. -Dziewczynki palta mają w szafie, Erykowi buty będą pasowały po Zuzce, ten sam rozmiar. Ogórki w piwnicy. Krysia kup mąki, ma podrożeć. Pajęczyny w rogach pozdejmować, tylko pająka nie zabijcie, bo nieszczęście. Psu gorącego nie dawać, bo się wścieknie. Po nagraniu dwóch godzinnych kaset, babka westchnęła i jak się wszystkim wydało, było jej westchnięcie ostatnie. Lendzioszkowa w międzyczasie zdrzemnęła się teraz zaczęła grzebać przy magnetofonie. -Nie tu, jeszcze pani pokasuje – odganiała ją Karolina. -Cofnij, ostatnie zdanie, co powiedziała, w ostatnim... Testament babki Matyldy Nagrabskiej brzmiał: „Kompot pijcie ze śliwek. Dobry jest kompot ze śliwek”.
Wiadomość o śmierci babki Matyldy szybko rozeszła się po wsi. Zaczęli schodzić się sąsiedzi. Kobiety w czarnych chustkach, mężczyźni z zasępionymi minami, palili na zewnątrz papierosy. Przyszła w końcu ciotka Alina z dziwnym, trochę nieprzytomnym uśmiechem na twarzy. Kłaniała się wszystkim, rozglądając po mieszkaniu jakby była tu pierwszy raz. -Będą tańce? Jej jak ciasno. Co się tej pani stało? Dlaczego ona jeszcze śpi? – pytała wskazując na babkę. -Siostra w dużym szoku – stwierdziła Lendzioszkowa. – Człowiek w obliczu ostateczności różne głupstwa plecie. Doktor Wszędyrówny szepnął coś ciotce na ucho. Zaraz potem wyszli. Nie chciał, żeby wszyscy dowiedzieli się o nawrocie choroby. Odkąd ciotka wyprowadziła się z domu Kowalików jej pamięć przestała działać. Nie rozpoznawała nikogo. W spotykanych ludziach widziała jakieś dawno poznane postaci z przeszłości, może nawet nigdy nieistniejące. Siedziała całymi dniami w oknie i zadawała pytania. - A to co? A to do czego? – Nie rozumiała najprostszych rzeczy. Nie wiedziała czym jest samochód i do czego służy. Bała się kotów i ptaków. Do samego doktora mówiła – Rafałku – chociaż doktor miał na imię Władysław. Tego wieczora doktor Wszędyrówny usłyszał o śmierci babki Nagrabskiej i pomyślał, że widok umarłej sprawi, że pamięć ciotki się naprawi. To była zła diagnoza.
Mężczyźni przed domem mówili o gwiazdach. Profesor Szczubełek otwierając usta puszczał gęste kłęby dymu jakby w środku palił mu się nieugaszony papieros. Mówił tak przekonująco, że słuchali go jak wyroczni. -Tam – wskazywał w rozgwieżdżone niebo – Tam wszystko jest zapisane. Każdy dzień i każda godzina. I chociaż byś jeden z drugim nawet się zesrał, to zapisanego tam, nie odwrócisz. -Przeznaczenie...kurwa – westchnął Lendzioszek. -Tak jest – kontynuował profesor. – To jest właśnie przeznaczenie. Jak się tak teraz dokładniej przyglądam, to wszystko zaczynam rozumieć. Nadeszła dla Nagrabskiej ostatnia godzina i choć zdrowa była jak koń, musiała umrzeć. Siła wyższa. O ta gwiazda, obok tej gwiazdy, a z drugiej strony tamte trzy. Śmierć jak malowana. Patrzyli wszyscy za palcem profesora i nie mogli zrozumieć skąd on to wszystko wie. Dlaczego im gwiazdy wydają się tylko świecącymi punktami, a ten potrafił z nich czytać jak z książki. -Gwiazdy...kurwa – westchnął po raz któryś Lendzioszek. -O sąsiedzie, uważajcie. One wszystko słyszą. – profesor pogroził Lendzioszkowi. -Co z tego, że słyszą? -Mściwe bywają. Jak podpadniesz bracie gwiazdom, to już jesteś stracony. Weźmy takiego Napoleona. Pod szczęśliwą gwiazdą się urodził i całe życie go prowadziła. Chociaż był konus do wielkich zaszedł urzędów. Cesarzem Francuzów się ogłosił. Ot do czego może doprowadzić gwiazda szczęśliwa. Gdyby nie to, że gwiazdy się na niego obraziły wygrałby w cuglach wszystkie bitwy. -E zaraz wszystkie. W końcu by się mu to wygrywanie znudziło i tak by przegrał. Ja tam w żadne gwiazdy i przeznaczenia…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Petrusso
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…