Wróć do katalogu

Europolis [rozdział 1]

Cywilizacje rosną i upadają, rządy się zmieniają, a ludzie pozostają tacy sami. Zalążek powieści science-fiction, nad którą obecnie pracuję. Szczegółów nie będę (tymczasowo) zdradzał. Miłej lektury, proszę o ewentualne uwagi i komentarze.

wydym, opublikowano , 7 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miał na sobie prostą białą koszulę z długim rękawem lecz bez guzików i długie białe spodnie. Siedział teraz na skraju swojej pryczy i rozglądał się nerwowo po kątach ogromnej sali, której mocne oświetlenie raziło jego oczy. Widział wokół kilkunastu, może kilkudziesięciu osobników podobnych do niego. Wszyscy mieli na sobie te przeklęte białe pidżamy i ogolone głowy. Właściwie na ich ciele nie można było dostrzec pojedynczego włosa, co było efektem chemioterapii stosowanej od urodzenia na mieszkańcach miasta. Widział ich, był pewien, że tam są. Mężczyźni, kobiety – kimkolwiek byli, nie stanowiło to żadnej różnicy. Jedni wciąż leżeli na plecach, mętnym wzrokiem ogarniając pusty sufit, inni siedzieli i spoglądali na innych, zupełnie jak on. Większość jednak zachowywała się jak nowonarodzone szczenięta, które pozbawione wzroku i słuchu muszą polegać przede wszystkim na zmyśle dotyku. Wtedy wszystko jest dla nich dziewicze, nieznane i pociągające. Ludzie sprawiali wrażenie będących w stanie wegetatywnym, bezradnie zdanych na zewnętrzne bodźce. Kiedy w końcu przestał się rozglądać, skoncentrował wzrok na jedynym czarnym punkcie na jednej z czterech ścian przygnębiającego pomieszczenia. Z mroku wyłoniły się nagle trzy kształty, które budową przypominały jego organizm. Oczy, które wycelowane były w nieznajomych, nie zdradzały specjalnie żadnych uczuć człowieka. Wyrażały raczej obojętność wobec sytuacji, w jakiej się znalazł. Choć sam do końca nie wiedział, z jaką sytuacją ma do czynienia, czy miał się cieszyć, czy bać. Szare komórki odmówiły mu posłuszeństwa, nie wiedział jak może się skupić, przypomnieć sobie w jaki sposób i dlaczego się tu znalazł. Trzy cienie zbliżały się w jego kierunku. Gdy ostre jarzeniowe światło oblało ich sylwetki, był w stanie dokładnie dojrzeć ich twarze i ubrania. Z lewej i prawej strony, równym, miarowym tempem, maszerowali dwaj mężczyźni w granatowych uniformach, które idealnie układały się na ich szczupłych ciałach. Twarze obu pozbawione były najdrobniejszego nawet zarostu. Wyraźnie odznaczały się za to kości policzkowe i orle nosy, które nadawały twarzom groźny wyraz. Obaj starali się jakby wybiec wzrokiem daleko przed siebie. U boku zwisała każdemu gumowa pałka. Krocząc dumnie wprost przed siebie nie oglądali się na innych, którzy przerażeni obserwowali całą sytuację ze swoich prycz. Trzecią postacią był tajemniczy człowiek ubrany w biały fartuch. Wyglądał równie srogo, co jego towarzysze. W końcu podeszli do niego, mężczyźni w uniformach stanęli z boku pryczy i chwycili go za ręce, pomagając mu wstać. W ekspresowym tempie jeden z nich wygładził prześcieradło pokrywające twardy materac, drugi zaś poprawił zdezorientowanemu człowiekowi koszulę i chwycił go za barki, by wyprostować mu plecy. Sam nie wiedział jak szybko potoczyły się te wydarzenia, przed chwilą jeszcze ze spokojem siedział i obserwował obcych, teraz już stał na baczność przed nieznajomym w białym fartuchu. - Witaj, B-43 – odezwał się mężczyzna. - Jestem lekarzem. To twój pierwszy dzień w naszym ośrodku, więc chcę cię zapewnić, że możesz czuć się całkowicie bezpiecznie. Na razie wszystko jest dla ciebie nowe, ale szybko przyzwyczaisz się do tego miejsca. Nie przejmuj się ochroniarzami – dodał…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych