Wróć do katalogu

Fajerwerki revolucji : krwawy pion

To pierwsza część z mojej serii opowiadań bitewnych. Pozbawiona błędów starannie sprawdzona. Za pewne jeszcze ma kilka niedociągnięć, ale mam nadzieje że są one nie liczne i zaważą na waszej ocenie.

jaroslaw.juszkiewicz, opublikowano , 13 min czytania, 1,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wszystkie piętnaście pięter wieżowca w centralnej części miasta świeciło już pustkami. Tylko na ostatnim wciąż pozostawali wojskowi, którzy nie mieli najmniejszego zamiaru się ewakuować. Był w śród nich jeden z generałów policji i jego najbliżsi współpracownicy. Niestety do obrony budynku można było tylko skierować pięć drużyn, co łącznie dawało około pięćdziesięciu ludzi dodatkowo uzbrojonych w dwa ciężkie karabiny maszynowe i dwa magazynki każdy. Zostali, ponieważ nie wierzyli już w zwycięstwo, a przywiązanie do wcześniejszego systemu okazało się zbyt silne żeby być może go przeżyć. Wśród nich był starszy szeregowy Xawery, który teraz bezradnie opierał się plecami o ścianę jednego z korytarzy. Znajdował się na pierwszej linii obrony, osłonięty stertą worków z piaskiem z obu stron wejścia do korytarza prowadzącego do wind z recepcji. Do jego dyspozycji pozostawał karabin szturmowy MP 115, oraz CKM, którego lufa wystawała teraz dumnie z za muru worków od jego strony. Długi karabin z okrągłą lufą, zakończoną trójkątną kolbą również z metalu i wystającym tuż przed nią pół okrągłym magazynkiem stał oparty o ścianę obok żołnierza. Po drugiej stronie wejścia siedziało dwóch policjantów z oddziałów szturmowych. Ich krótkie karabinki również oparte o ścianę stały złączone prostymi, a za razem długimi magazynkami. Oboje mieli na sobie - co w tych trudnych czasach należało do rzadkości - kompletne umundurowanie. Opływowe naramienniki z podobnego do gumy materiału noszące okrągłe lago konfederacji łączyły się z osłaniającą piersi i brzuch płytą ze specjalnych tkanin. Dalszą częścią ich umundurowania były również czarne jak noc bojówki z dwoma wielkimi kieszeniami na obydwu udach i wojskowe buty z materiału przypominającego nieco gumę. Dwie rzepy starannie zapięte na butach oboje funkcjonariuszy przywodziły na myśl nie naganom dyscyplinę wyniesioną z akademii. Oboje wciąż mieli nadzieję, że wszyscy wyjdą z tego cało. Również Xawery nie myślał o śmierci. Akcja tej nocy toczyła się zbyt szybko. Najpierw masowa demonstracja, potem wybuch bomby w koszarach wojskowych, a na końcu nie udany atak policji. Demonstranci, albo lepiej - już powstańcy wiedzieli dobrze, w którą stronę się udać. Funkcjonariusze, którym udało się jakimś cudem dotrzeć do koszarów jednostek szybkiego reagowania często nie mieli czasu nawet się przebrać. Brali broń i kaski, czasem tarcze i wsiadali do ciężarówek. Z tego właśnie powodu Xawery mógł zgadywać, że dwaj milczący do tej pory towarzysze broni mieli tej feralnej nocy służbę. Zwrócił uwagę na białe i kuliste hełmy z popękanymi szybami, które trzymali między rozłożonymi nogami, prosto u stóp grubych podeszw. Chciał się odezwać, ale wolał pozbierać myśli. Okrągły hełm, którego jeszcze nie ściągnął z głowy zakrywał jego przepocone czoło. Tylna wypustka, która chroniła jego szyją opierała się teraz o kark, a skórzany pasek, którego zadaniem było utrzymać kask na głowie uwierał go w brodę. Na szczęście była to jedyna metalowa osłona, jaką miał na sobie. Cała reszta to ciemno niebieski, gruby materiał, z którego wykonano jego mundur i parciany pas w kolorze ziemi do którego przytwierdzona na paskach dwa granaty. Około godziny wcześniej pocisk wystrzelony ze zdobycznego czołgu eksplodował w budynku obok niego. Pozostał mu pamiątka w postaci poszarpanego munduru i części skóry na lewym ramieniu. Chociaż resztki materiału były czerwone od krwi nie przejmował się tym. Chyba jedynym powodem do zmartwień był by dla niego fakt utraty ręki, albo innych części ciała. Tą cechę zawsze gnębiły u niego jego dotychczasowe kochanki i dowódcy. Miał teraz tylko ochotę niczym samotny kowboj zapalić papierosa, ale przed alarmem nie zdarzył się zaopatrzyć. Teraz już raczej nie miał na to żadnych szans. Rzucił okiem w stronę ogromnych szyb przed śnieżno białym biurkiem recepcyjnym, które znajdowało się około pięciu metrów przed nim. W powietrzu od jakiegoś czasu unosiły się dźwięki pojedynczych serii karabinów szturmowych i huki wystrzałów z dział. Xawery nie wiedział czy są to strzały z broni jego kolegów, czy wroga. Strzały z dział na pewno należały do rebeliantów, ponieważ przeleli oni jedyny skład broni w całym mieście gdzie trzymano właśnie czołgi. Siłą rządowym zostały tylko ręczne wyrzutnie rakiet, które radziły sobie z pancerzem, czołgów tylko w bliskiej odległości. Powoli wziął do ręki swój karabin i ostrożnie sprawdził magazynek. Na szczęście był pełny, miał jeszcze drugi. Trzydzieści pocisków w jednym i to tych lepszych, które były w stanie przebić skradzione ze zbrojowni pancerze. Zawsze go to dziwiło jak można mieć braki amunicji, która nie jest w stanie przestrzelić pancerze własnych żołnierzy. Pewno władze liczyły na to, że są pionierami w dziedzinie ochrony osobistej i wróg nie będzie tak doskonale uzbrojony. Nie przewidziały tylko, że mogą je mieć ich właśni, zbuntowani obywatele. Cały urok przewrotności złego losu. Jeden z ich prominentnych przywódców siedział właśnie na ostatnim piętrze i zaciskał pięści modląc się o ratunek. Chyba cała załoga się o to teraz gorączkowo modliła. Xawery był nie wierzący, więc się nie modlił. Wierzył w potęgę pięści i moc pocisków. To mu w zupełności do tej pory wystarczała i nie potrzebował niczego więcej. Najpierw zobaczył biegnącego żołnierza w polowej czapce dowódcy, który zmierzał nie w ta stronę, co powinien i próbował ostrzeliwać się między czasie z pistoletu służbowego. Kiedy zeskoczył z małej skarpy zdążył rzucić okiem w stronę szyb. Zanim zniknął w ciemności nadbiegło trzech policjantów bez hełmów i ochraniacza na brzuch. W przeciwieństwie do swojego poprzednika zeskoczyli ze skarpy i przybrali pozycję strzelecką opierając się łokciami o jej krawędź. Niestety nie było im dane utrzymać zbyt długo swojej pozycji, ponieważ zaraz za nimi wybuchł pocisk. Jedna z szyb z arcy ostrym brzękiem roztrzaskała się na kawałki, a do wnętrza wdarł się biały pył. Kiedy gruz z białego kamienia chodnika opadł po policjantach nie było już śladu, a idealnie wypastowane kafelki podłogi w pomieszczeniu recepcyjnym straciły swój połyski i odcień zielony. Gdy zaskoczeni towarzysze broni wyjrzeli z za krawędzi zapory najpierw dostrzegli…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych