Wróć do katalogu

Femmes fatales

opowiadanie na bazie olimpiady w Soczi

elef, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie był to może sevresowski wzorzec dyplomatycznego i taktownego zachowania, jednak nie mogłem się powstrzymać, by się podzielić z nią przyuważoną niedawno hecą: - Słuchaj Kaśka. - No? - Numer był fajny w pociągu. Jakaś dziewczyna siedziała naprzeciwko mnie. Taka, dwudziestokilkuletnia. Nawijała przez telefon do chłopaka. Wyglądało to mniej więcej tak: „Coś ci miałam powiedzieć. Kurde, zapomniałam co. I jedzie jakimś blabla o pierdołach. Po chwili znów: kurczę, co ja ci to miałam powiedzieć? I znów w te pędy nawijać o dupie Marynie. Mijają kolejne minuty: co ci miałam powiedzieć? Aha! Wzięłam sobie trzy stówy z twojego konta”. - I co on na to? Dokładnie oczywiście nie wiem, ale wyglądało, że bez porównania bardziej interesowały go te trzy stówy, niż opalona nawet dupa Maryny. - No proszę, jakąś różnicę sugerujesz w stosunku poszczególnych płci do różnych spraw? Niedzisiejsze kochanie, niedzisiejsze. - Gdybym był taki niedzisiejszy, nie zaufałbym ci za kierownicą przy pokonywaniu takich ciasnych wiejskich i podgórskich zakrętów, a niezgorsza ci to idzie. Faktycznie Kaśka bardzo sprawnie pokonywała ciasne podustrońskie zakręty,jakby jechała tędy czwarty raz w tym tygodniu, a nie pierwszy raz w życiu. Niby zaawansowana gospodarczo okolica, aglomeracje w pobliży, GPS za uchem, tymczasem wpadliśmy w taką jakąś powierzchnię, gdzie po zmroku kilkadziesiąt metrów od głównej drogi trudno się poruszać. Wiraże brała sprawnie, jednak mimo wszystko docieraliśmy na miejsce później niż zakładałem. Z krzykiem prawie przerażenia zareagowałem na próbę włączenia radia: - Nieeee!!! - Co się stało, co nie? - Nie włączaj radia. To część mojego misternego planu! - Co to za plan, o którym nic nie wiem? Znów mnie coś ominęło? - No bo jedziemy na koncert i fajnie, bo czekałem na niego wiele miesięcy. Pech natomiast chciał, że prawie w momencie rozpoczęcia imprezy są skoki narciarskie na olimpiadzie. No i Kamil Stoch jest głównym kandydatem do wygrania. - To przecież trzeba sobie było nagrać? - No, ustawiłem nagrywanie. Tylko potem oglądanie takiego nagrania nie ma sensu, jak się zna wynik, to już nie jest to. Dlatego postanowiłem zrobić wszystko, żeby tego wyniku nie znać. Stąd mój misterny, przemyślany w najdrobniejszych szczegółach plan. Plan, żeby się nie dowiedzieć wyniku przed oglądaniem. Telefon już wyłączyłem. Żeby czasem jakiś ziom nie wpadł na pomysł telefonu albo smsa w przerwie między seriami. Co się często zdarza. - No wiem, słynne telefony od kolegów w przerwach i po. Kiedy jak kiedy, ale wtedy możesz na nich polegać. - Otóż to. Oprócz telefonów od ziomków, do androida mogą też zejść niekontrolowanie wiadomości na facebooku, właśnie ze skoczni. Dlatego też powodu mówię, żeby nie włączać radia już teraz. Pewnie jeszcze rewelacji nie podadzą, ale wyrabiam w nas już nawyk na tą godzinną drogę powrotną, kiedy w na antenach z pewno będą trąbić entuzjastycznie albo z wyrzutami. - Albo umiarkowanie. - Umiarkowania nie będzie. Patrząc na treningi i poprzednie zawody, facet jest takim faworytem, że miejsce inne niż pierwsze w praktyce będzie porażką. Oczywiście prezes Polo Tajner tego nie powie, napełniony radosnym podejściem do życia pod wpływem młodej żony. Ale my już tam swoje wiemy. Notabene częścią integralną mojego planu będzie też zakrywanie siłą woli narządów słuchu przed wszelkimi słowami na sali koncertowej, mogącymi zdradzić wynik. Obdarowany taką niewiedzą, świadomością Polaka jako faworyta, po zapewne bardzo fajnym koncercie, będę wracał do domu z dużym bagażem potencjalnego szczęścia. Oczywiście przy założeniu, że mój plan niewiedzy w pełni się powiedzie. Bo naprawdę kiepsko się ogląda retransmisję, znający wynik. - Pewnie masz rację, chociaż ja tego nie rozumiem. Nie chciałoby mi się poczynić takiego zachodu. - Cóż? Jakaś różnica płci jednak jest. Mimo obowiązujących ostatnio w wyższych kręgach teorii. Przypomniało mi się. Przy okazji którychś mistrzostw świata w piłce nożnej królowała w telewizji pewna reklama, tylko teraz dokładnie nie pamiętam czego. Mianowicie dziewczyna wchodziła do domu i czuła niemiłą woń. Szła długo po całym domu za tym odorkiem. W końcu zobaczyła, że facet siedzi na kiblu przy otwartych drzwiach do łazienki i przez te drzwi w napięciu ogląda mecz w telewizorze. Cala scena opatrzona była hasłem: „kobieta nigdy tego nie zrozumie”. - Ha, ha, dobre. - Zwłaszcza dobre, że w tym czasie i w tym temacie zaznaliśmy z Piotrkiem ciekawej anegdoty. Podczas tych mistrzostw byliśmy na maratonie, na Słowacji. Dzień wcześniej zajęliśmy kwatery i poszliśmy do knajpy na mecz, puszczany na telebimie. Sprawa nam się wydawała o tyle z pieprzykiem, że grały o bezpośredni awans Czechy ze Stanami. No a wydawało się nam, że Słowacy z Czechami się nie kochają, więc w knajpie będzie ostry doping i przeżywanie. - I co, było? - A, trudno powiedzieć. Kibicowali niby żywiołowo, ale w taki sposób, że nie dało się stwierdzić, za kim są. - Widocznie byli tak bardzo za, że nawet przeciw. - Widocznie. Ale o co chodzi? Wynik był remisowy. Mecz miał się planowo kończyć 22.15. Knajpa natomiast była czynna do godz. 22. Takoż więc pani barmanka o 22 podeszła,wyłączyła telewizor i wyprosiła z lokalu. A dookoła larum, bo wynik i sytuacja napięta. Zaraz zaśmialiśmy się z Piotrkiem, że kobieta nigdy tego nie zrozumie. Koniec opowieści zlał się z dojazdem na miejsce. A nie było to proste. Końcówkę stanowiła droga przez pastwiska, tak ciemna, że wnętrze tylnej części ciała murzyna przy niej, to pełna widoczność. Bardzo dziwnie wyglądało sąsiedztwo olimpiady zimowej z ciepłym deszczem, prawie zielonymi łąkami i błotem dookoła. Zwłaszcza w podgórskiej okolicy. Trzasnęliśmy drzwiami i pospieszyli do knajpy, bo koncert miał się zacząć tuż tuż. Byłem tam pierwszy raz, więc

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych