Wróć do katalogu

Frank Gepard

Krótka historia, o karierze piłkarza.

cheetah, opublikowano , 11 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nazywam się Franek Gepard, ale i tak, teraz wszyscy wołają na mnie Frank. A wszystko zaczęło się kilka lat temu. Miałem wtedy 18. lat, tyle co niektórzy już dobrzy piłkarze. Ja za to w piłkę grałem słabo, żeby tylko... Grałem tragicznie. Powiedziałbym nawet że w ogóle nie grałem tylko biegałem, na dodatek nieudolnie po murawie. Ale nie samą piłką człowiek żyje. Czytałem kiedyś książkę "Potęga podświadomości". Jej treść wziąłem do siebie, ale nigdy nie myślałem, że za sprawą ludzkiego umysłu można tak wiele. Do czasu...

...A właściwie do dnia, kiedy to przez kolegów, z klasy zostałem zmuszony do gry na szkolnym boisku. Gra jak każda, co krok to pretensje kolegów... szkoda gadać... Ale w pewnym momencie miarka się przebrała. Bramkarz przeciwnej drużyny, zaczął istnie drwić z mojej gry... Wszystko było by normalnie, zszedłbym z boiska i olał palanta gdyby nie... No właśnie. Gdy graliśmy, wiele osób siedziało dookoła i obserwowało grę. Wśród tych gapiów była Paulina... bardzo mi się podobała... O nie! Tak nie będzie... Pokaże temu osłowi, jak się gra w piłkę. Nie będzie mnie ośmieszał przed moją miłością. (zważywszy na krótki wątek miłosny, uprzedzam, że dalsza część opowiadania będzie pozbawiona takowych) Moja determinacja była tak wielka, że zaraz dorwałem się do piłki. Jak zacząłem kiwać, okręcać się do o koła piłki, minąłem SAM wszystkich zawodników i z 11 metrów kopnąłem taką petardę, że bramkarz próbując złapać piłkę, wpadł wraz z nią do bramki. I to był mój pierwszy GOOOOLLL!!! Ale łoś mnie tak wkurzył, że postanowiłem nie poprzestać na tym. Do końca meczu piłka była tylko moja i każdy strzał kończył się bramką... wycieńczony padłem na trawę, a wszyscy patrzyli na mnie jak na jakiegoś kosmitę.

Kilka nudnych dni później... Telefon! Dzwoni... I nikt nie odbiera. Cholera! Dlaczego to ja zawsze muszę, odbierać, skoro do mnie i tak nikt nie dzwoni. -Słucham! - powiedziałem tak niesympatycznie, że przez chwilę było słychać milczenie. -Pan Franciszek Gepard? -A kto mówi? -Dzień dobry! Nazywam się Henryk Kasperczak... Kasperczak, skąd ja znam to nazwisko... hmm... może jakiś znany aktor. ... jestem menadżerem Wisły Kraków. I chciałbym... -Zaraz! Tej drużyny piłkarskiej? -Tak. -No to pan się chyba pomylił, ja mam niewiele wspólnego z piłką. -A pan się nazywa Franciszek Gepard? -No... tak, właśnie dlatego mówię, że to pomyłka. Jak bym się Lampard nazywał to jeszcze... a tak. -W każdym razie dostaliśmy od pewnej anonimowej osoby taśmę, z nagraniem meczu w którym strzelił pan 6 bramek we wspaniałym stylu. -No, może i strzeliłem, ale to był wypadek... ja to nie chcący... znaczy chcący ale... -Nie ważne - powiedział Kasperczak - My chcemy podpisać z panem kontrakt na 10 lat. -Ile? Ze mną? Do podawania piłek... nie... macie tam młodzików. -Dowcipny, pan... No dobra, chodzi panu o zarobki... szczegóły to omówimy na miejscu, ale z taką grą to pan może liczyć nawet na 2 mln złotych rocznie. -Ile??? -Mało... Więcej panu nie możemy dać bo nasz budżet jest okrojony. -Nie, to dużo, bardzo dużo! -Więc jak zgadza się pan? -Ja? E... No... a mogę się do jutra zastanowić? -Tak. -No to niech pan jutro zadzwoni.

Jutro. Trener zadzwonił a ja się zgodziłem. A oto niektóre ze szczegółów mojego kontraktu: Pensja: 2 mln zł. Premie: 10 tys. za strzeloną bramkę i 5 tys. za asystę Upominki: Wyjazd do Egiptu, sportowy samochód (BMW), dom na mazurach i apartament w Krakowie. Ponadto: roczny karnet do kina w Krakowie, dożywotni wstęp za darmo na stadion Wisły i Kotwicy Kołobrzeg, jak by się dało. Roczny zapas żelków (nie akuku i nie nadziane w środku, tylko zwykłe miśki)... nie wiem po co mi, jak będę zarabiał dwa miliony, ale mój manager mi doradził... kumpel z ławki... lubi słodycze...

KOLEDZY Z SZATNI... przyjęli mnie miło. Majdan wziął nawet autograf, a Żurawski trochę nie bardzo był zadowolony, bo teraz z Frankiem mają konkurencję. Pierwszy trening poszedł tragicznie, od razu straciłem sympatię kolegów. Tylko trener we mnie wierzył i mówił, że na meczu pokażę się z lepszej strony... optymista.

ELIMINACJE DO LIGI MISTRZÓW - SEZON: 2004/2005 mój pierwszy mecz z Realem Madryt. Trzeba przyznać, że gdyby nie ja to drużyna mogła by powalczyć. Wychodzimy z szatni... stajemy w szeregu, przy białej lini... O Mamusia! Tatuś! O! Nawet koledzy z klasy są! Pomacham im... ups. Ja tu macham, a to hymn UEFA, leci i kamerują nas po kolei... zbłaźniłem się trochę, ale co tam... i tak po tym meczu mnie wywalą. Zaczynamy... mecz oczywiście... To znaczy oni zaczynają, bo mi nikt i tak nie chce podać piłki. 20 minuta! Nadal koledzy nie podają mi piłki. Ogólnie to biegam tylko nie wiem po co. Zaraz to wszystko walne w cholerę i sobie pójdę, bo się zmęczyłem. Całe 20 minut tylko cztery razy dotknąłem piłki. Z tego raz była ręka, dwa razy podawałem kolegom do wyrzutu z autu. A raz podałem do rzutu wolnego i to jeszcze tak kiepsko, że koledzy musieli poprawiać, bo kopnąłem w całkiem innym kierunku. A! I kibice gwiżdżą za każdym razem jak piłka przelatuje w odległości 3 metrów ode mnie i ta granica cały czas się poszerza.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych