friends for ever...?
...bo podobno, jeśli coś się opisze, to to się nigdy nie spełnia...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Usiedliśmy na naszej osiedlowej ławce, jak za starych dobrych czasów. Ale dziś wszystko było inne, niż pół roku temu, gdy w tym składzie, celu i miejscu znaleźliśmy się ostatnio. I nie chodziło tu o pogodę, bo to logiczne, że po świeżej wiośnie i upalnym lecie, przychodzi deszczowa jesień. Ale to pół roku zmieniło nas wszystkich. Chyba wydorośleliśmy, może nawet trochę spoważnieliśmy. Ale uciekła z nas też ta cała beztroska... – i dobrze, po 20 latach życia powinniśmy zacząć myśleć o przyszłości. Tylko dlaczego w ten sposób?
Weszła do naszej paczki dość szumnie, choć właściwie się o to nie prosiła. Poznawaliśmy ją po kilka razy, przypadkiem, może w przejściu z jednego melanżu na drugi, jakoś tak... niepostrzeżenie. Dopiero na którymś ze wspólnych, męskich wyjazdów, okazało się że Świr zaprosił ją do nas. Niespodziewanie się zgodziła, a my tylko licytowaliśmy, który pierwszy jej dotknie. Wtedy nie mieliśmy w sobie ani krzty szacunku dla czegokolwiek poza sobą nawzajem, chociaż to też często nawalało. Świr siedział w kącie i uśmiechał się tajemniczo, próbowaliśmy ten uśmiech rozszyfrować, wysuwając przeróżne tezy. Nasz problem polegał przede wszystkim na tym, że nie pamiętaliśmy jej zbyt dokładnie, zadawała się jedynie ze Świrem i to na jakichś dziwnych zasadach, jakby kuzynki...? Istotne było to, że nie byliśmy w stanie przypomnieć sobie, czy jest ładna, czy nie. Kilka godzin później poznaliśmy Sarę. Weszli z "grupą reprezentacyjną" śmiejąc się i pijąc kupione po drodze browary. Nie posiedzieliśmy nawet chwili w spokoju – my jeszcze na kacu, ona po długiej podróży, nie zdążaliśmy nawet się jej dobrze przyjrzeć, kiedy w jakimś zamieszaniu w okolicach stolika na jej bluzkę ktoś wylał piwo. Nikt sie tym za bardzo nie przejął, ona też. Wstała tylko do łazienki. Myśleliśmy, że po prostu jakoś to osuszy, ale ona wróciła... bez koszulki. Z miną niewinnego dziecka rzuciła jedynie, że chyba się nie pogniewamy, jeśli tak posiedzi do czasu wyschnięcia mokrego ubrania. Nie byliśmy w stanie zaprzeczyć. Szalona, przy nas? Chodzić w samym staniku?! Mając takie piersi...?! Sara była bardziej ładna niż brzydka. Rozmawiając z nią miało się wrażenie, że jest jednym z nas. Doskonale orientowała się w naszych układach i powiązaniach, doskonale znała wewnątrzekipowe akcje i sytuacje. Świr musiał dużo z nią o tym rozmawiać. Nie wiedzieliśmy co dokładnie jej powiedział, dlatego woleliśmy traktować ją jako jedną z nas, a nie kolejną dziewczynę na jeden raz. I tak minęło kilka miesięcy: imprezy, spotkania, urodziny, wspólne problemy i przypały. Jakoś tak się złożyło, że w pewnym momencie każdy z nas prosił ją o radę, każdy ciągle chciał z nią przebywać. Nie, nie chodziło o miłość, zauroczenie czy coś takiego – po prostu jej ufaliśmy bardziej niż sobie, zwłaszcza w sprawach sercowych. Zdobywała i "zaliczała" nas po kolei. Jakby miała taki plan, jakby tylko o to jej chodziło od początku. Nie robiła tego jednak w chamski sposób, żaden z nas nie nazwałby tego "puszczaniem się", nie czuł się jakoś bardzo pokrzywdzony. Nie było publicznego okazywania szczególnych względów, nie było nachalnych telefonów, nie było zmiany stosunków. Wszystko wychodziło jakby przypadkiem, "tu i teraz" i "zapamiętaj, bo więcej się nie powtórzy", chociaż czasem się powtarzało. Wyszliśmy z założenia, że też ma swoje potrzeby i lepiej, żeby zaspokajała się "wśród swoich". Z resztą, nawet gdyby mówić tu o wykorzystywaniu, to przecież który facet nie chciałby być wykorzystany w ten właśnie sposób?
No a potem wprowadziła do nas dwie koleżanki, właściwie one same się wprowadziły – tak po prostu zaczęliśmy spotykać w naszym stałym gronie, coraz częściej i częściej. I za każdym razem było coraz więcej alkoholu, coraz mniej inteligentne rozmowy, mniej śmiesznych sytuacji.
Aż w końcu, pewnego dnia Sara przyszła do nas, posadziła przed sobą mnie, Świra i Kamińskiego i zaczęła mówić. - Wiem, że macie inne zdanie na ten temat, ale musicie mnie wysłuchać... – w trójkę patrzyliśmy jak przygryza wargi, unika naszego wzroku. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, za tym biurkiem, ze splecionymi na nim dłońmi, wyglądała, jakby chciała nam co najmniej powiedzieć, że wyjeżdża na rok. - ...widzicie, chodzi mi o Janka. – cisza. Co, kurwa?! O co? O chłopaka, który był jednym z filarów naszej ekipy, który zawsze z nami pił, u którego zazwyczaj się spotykaliśmy? - Co ty od niego chcesz....?! – rzucił niespokojnie Świr, wyręczając i mnie i Kamińskiego. - Właśnie chcę, żebyście mnie wysłuchali. Rozmawialiśmy już kiedyś o tym. Janek musi się ogarnąć, ale bez naszej pomocy nic z tego nie będzie. – chciałem jej przerwać ale uniosła rękę w uciszającym geście. Świr usiadł w pozycji ostentacyjnie lekceważącej i patrzył kpiąco w stronę Sary – Nie widzicie tego? On za dużo pije. Zdecydowanie. Wydaje całe pieniądze na alko, a potem nie ma co jeść i kradnie. - No i co z tego? – oburzyłem się. Nie docierała do mnie jeszcze powaga całej tej sytuacji. - ...nie pamiętasz już jak się martwiłeś tydzień temu? – faktycznie. Jeszcze ten jej poważny, przenikliwy wzrok. – To patologia. Siedział na dołku, dostał rok w zawiasach, za to, że kradł. Bo nie miał co jeść... BO wydał cały hajs na wódkę pierwszego dnia. A co było wczoraj? Znów dostał pieniądze. I co z nimi zrobił? - Jego sprawa co robi! Czego ty od nas chcesz? Przecież ma mózg i myśli sam, ja pierdole, baby są nienormalne...! – Świr wstał i stanął w innym miejscu kuchni - Tak myślisz? Naprawdę tego nie rozumiesz? Ile on ma lat? 19. Powinien w zeszłym roku maturę mieć zrobioną, a co ma? Niech to wreszcie zda, dla świętego spokoju. Niech go nie wywalą z kolejnej szkoły za nieobecności! A poza tym... równia pochyła. Idealnie w dół, z każdym dniem... - Pierdolisz, Sara. – skwitowałem i zapaliłem papierosa. - I w ogóle co się tym nagle zaczęłaś tak przejmować?! - No właśnie?! – Świr znów podszedł do stołu. Wszyscy patrzyliśmy na
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Atomówka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…