„Gdy po śmierci w niebiosów przybyła w pustk
Odczucia Orszulki Kochanowskiej po śmierci.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stałam u siebie, na środku mojego małego pokoiku pełnego prostych zabawek. Wszystkie je lubiłam, i nawet chciałam się nimi pobawić, lecz coś innego przykuło mój wzrok. Pięć kroków dalej stała trumienka. Leżała w niej dziewczynka, licząca mniej więcej dwa i pół roku, lecz dziwnie była podobna do mnie. Nie byłoby to zbyt dziwne, gdyby nie fakt, że obok na krześle siedział mój tata i płakał. Dziwne to dla mnie było, bo jak mógł tatuś tak bardzo płakać nad kimś, kogo nie znam? I co ona robiła w moim domu? I w dodatku w moim pokoju? Więc zrobię to, co każdy uczyniłby na moim miejscu – spytałby się. Tak więc też zrobiłam: - Tatusiu, co to za dziewczynka? Czemuż jest taka blada? I dlaczego tak nad nią płaczesz? Nic nie odpowiedział. Dalej płakał. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ tata zawsze odpowiadał na moje pytania. Może mnie nie usłyszał? Więc podeszłam do trumienki. Chciałam dotknąć dziewczynki, ale moja ręka nie zatrzymała się na ciele, lecz przeleciała przez nią, jakby była tylko powietrzem. Coś mi zaczynało świtać w głowie. Chciałam to jeszcze sprawdzić. Stanęłam przed tatą. Nic. Machnęłam więc raz i drugi przed samą twarzą taty, ale on nawet nie mrugnął. I wtedy zrozumiałam. Ta dziewczynka w trumience to ja. A moja dusza stała się bezcielesna, zupełnie jak w opowieści o duchach. Tyle o nich czytałam, lecz nigdy w nie nie wierzyłam. Zawsze myślałam, że dusza zmarłego idzie do Boga, gdzie odbywa się Sąd Boży i tam spór ma być rozstrzygnięty czy dusza ma iść do nieba, czy do piekła. Ale skoro tak jest, to gdzież jest Sąd Boży? Więc jestem duchem, nikt mnie nie może zobaczyć, ani usłyszeć. Zrobiło mi się strasznie smutno. Nigdy nie porozmawiam już z rodzicami, ani z Hanną. Trzask! Drzwi się otworzyły. Weszła mama i ostrożnie podeszła do tatusia, objęła go ramieniem i powiedziała, że to nawet dobrze, że umarłam tak młodo. Oczywiście – dobrze dla mnie. „Nie musiała ciężko pracować, nie przeżyła wielu trosk, nie zaznała cierpień przy rodzeniu dzieci, przy stracie rodziców i śmierci własnych dzieci”. Pomyślałam sobie, że niby tak, lecz wolałabym przecierpieć to wszystko z rodziną. Następnie mama zasypywała mnie gradem pochwał, jaka byłam dobra, chętna do pracy, itp. Nie chciałam tego dłużej słuchać, zaraz mi się chciało płakać. Podeszłam do drzwi, próbowałam złapać za klamkę. Oczywiście nie udało mi się to. Więc chyba mogę przejść przez te drzwi? Wzięłam głęboki oddech, serce zaczęło mi bić mocniej, bałam się strasznie. Wyciągnęłam rękę przed siebie i zobaczyłam, jak znika do połowy. Spojrzałam raz jeszcze za siebie, na moich ukochanych rodziców i przeszłam przez drzwi. Cały czas miałam zamknięte oczy. Nagle usłyszałam szloch mamusi. Nie zatrzymałam się, przeszłam. Lecz – o dziwo – poczułam chłodny powiew. Przeciąg jest w kuchni? Otworzyłam oczy, ale to, co zobaczyłam, nie wyglądało mi na naszą kuchnię. Stałam na plaży. Spoglądałam na morze, na którym fale tworzyły się dzięki chłodnemu powiewowi wiatru. Piasek był suchy, a w dotyku przyjemny. Spojrzałam w tył. Nie było już drzwi. Widziałam za to wielki las, tak gęsty, że w życiu bym się przez niego nie przebiła, choć jestem taka drobna. Za horyzontem widziałam piękny zachód słońca. Tak pięknego widoku jeszcze nie widziałam. Był cudowny. Chciałam na niego patrzeć i patrzeć bez końca, lecz w zasięgu wzroku nie znalazłam nic, co by się nadawało do siedzenia. Nawet zwalonego pnia. Raz jeszcze spojrzałam na morze. Było piękne. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek ujrzę tak piękne miejsce. Nigdy też nie byłam nad morzem. Widziałam je na obrazach i rysunkach, lecz nie było ono tam takie wspaniałe. Westchnęłam i ruszyłam dalej. Szłam prosto przed siebie, brzegiem morza, choć nie wiedziałam gdzie dojdę, i czy w ogóle gdzieś dojdę. Szłam bardzo długo. Nie wiem, czy minuty, godziny, czy dni. Ten czas wydawał mi się bardzo długi, tak jak kilka tysiąclecia. Słońce nigdy nie zaszło i nie wzeszło. Był w tym samym miejscu. Szłam bardzo długo, choć nie czułam zmęczenia. Nic a nic. Mogłam iść jeszcze trzy razy tyle. Ale nie szłam. Po pewnym (aczkolwiek bardzo długim) czasie ujrzałam coś dziwnego na horyzoncie. Przestraszyłam się trochę, ponieważ nie wiedziałam zupełnie, co to jest. Podeszłam więc trochę bliżej. I odetchnęłam - to był człowiek siedzący na fotelu. Ale…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dolgo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…