Gdy zapadnie zmrok
...rzeczywistość? A może śnisz i za chwilę się obudzisz...?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
GDY ZAPADNIE ZMROK…
Dookoła była ciemność, która sparaliżowała myśli Rene doszczętnie. Biegł popychany przez głos złowrogo brzmiący nad jego uchem, czyhający na jego duszę za zakrętem koszmarnej ulicy żyjących trupów jego własnej egzystencji. Był bezsilny, samotny, a jedynym sprzymierzeńcem w tej niekończącej się chwili był strach. Rene modlił się klękając w gęstwinach swoich mrocznych wizji o spokój dla własnej duszy, która niespokojnie tkwiła w jego wnętrzu spoglądając mu w oczy chcąc powiedzieć: żegnaj! Ta noc była okrutna. Padający deszcz bezlitośnie wycierał z jego spojrzenia resztkę optymistycznych obrazów, a wiatr rozwiewał je w nicość dalszego życia. W umyśle Rene nastała głęboka pustka. Jego bezradność już do końca wypaliła w nim jakąkolwiek nadzieję na przetrwanie w tym chorobliwym świecie, a tajemniczy głos dobiegający z mrocznych zakątków jakiejś nieznanej cywilizacji dokonywał w nim powolnego samounicestwienia, sprowadzając do obłędu jego i tak już skaleczone myśli. Stąpał jednak dalej, w strugach płaczących chwil, opętany koszmarnym przesłaniem ludzkiego stłamszenia. Przedzierając się przez mgliste mokradła, na których wyrastały kwiaty zagubionej ludzkiej nadziei chwiejące się ku niemu raz po raz tak jakby zirytowane jego obecnością w tym miejscu chciały go zawrócić na właściwą drogę świadome grożącego mu niebezpieczeństwa. Jednakże cień młodego człowieka, odbijający się pełnią blasku księżyca o gęste bagniste wody błądził w swej wędrówce zlękniony przez nieziemski skowyt wypełniający bezdroża podniebnych szlaków. Ta noc stawała się coraz bardziej przejrzysta, wypełniona barwnymi kolorami lśniącego księżyca, który tańcząc na ołtarzu przestworzy uśmiechał się dumnie w bezkres ziemskiego świata. Rene uciekając przed zagubionymi chwilami, chcącymi wedrzeć się do jego umysłu, tkwiącymi gdzieś w ciemnościach zaklętych krajobrazów zrodzonych z przyszłych migawek istnienia, dostrzegł w oddali rozmyty obraz, który z każdą upływającą sekundą przybierał coraz to bardziej wyraziste kształty. Postać wbita mocno w grząską glebę oddychającą chłodnym powiewem zatraconych chwil stała nieruchomo wypatrująca swym ukrytym spojrzeniem zbliżającego się przybysza, który pozbawiony jakiegokolwiek instynktu brnął owiany obłędem własnej myśli ku nieznanej, dziwnej, otulonej cieniem bagnistego mroku postaci. Rene pokonując gęste mokradła wszedł na ląd, który zatracał swój własny ciężar i tonął obezwładniony tajemniczym krzykiem wydobywającym się z głębin mroku tych terenów i razem z jego onieśmielonym spojrzeniem podążał na spotkanie z nieznana istotą. Ona wypuszczając z własnej świadomości słowa będące cierniem dla każdego śmiertelnika, który otworzy dla nich swoje wnętrze, przywoływała swym spojrzeniem Rene, który zbliżając się do niej i odkrywając swym wzrokiem jej bliskość zakrzyczał z przerażenia widząc coś, co wyrwało z jego umysłu senne korzenie wędrówki we własnym cierpieniu. Po chwili w krzyku własnego wspomnienia otwarł oczy budząc się ze snu. Koszmarne wizje we śnie powtarzały się regularnie, co noc, która wtulała się w słodki szept księżyca uciekając gdzieś w odległe zakamarki ludzkiego umysłu. Rene przebudził się z trwogi mijającej nocy. Zaszczepiony tajemniczą wizją spędzającą mu sen z powiek nie był w stanie egzystować i wejść w normalność każdej godziny wypełniającej dni owiane szarością życia. Wstał jednak ze swego łoża by rozpocząć kolejny dzień. Dzień pełen niewiadomych chwil, które oczekiwały jego przybycia. On sam nie znał celu, jaki mógł przyświecać mu podczas egzystowania pośród zakamarków własnego świata. Żył chwilą i karmił się jej wnętrzem by móc przeżyć w oczekiwaniu kolejnej sekundy dającej mu siłę w przetrwaniu na głuchych bezdrożach życia. Wewnętrzny głos Rene nucił melodię osamotnienia i odrzucenia przez społeczeństwo, które zapchane wizjami psującej się rozpusty wymazało jego słowa pisane niegdyś we wspólnej księdze człowieczeństwa. Po kolejnej koszmarnej nocy znów dochodził długo do siebie. Jego umysł malował jeszcze obrazy powstałe po drugiej stronie rzeczywistości, z której wydobywał się głos chcący przeniknąć przez duszę Rene do świata widniejącego po przeciwnej stronie horyzontu czasu. Za oknem rozciągała się gęsta poranna mgła. Wiatr próbujący walczyć z jej potężną siłą został powstrzymany i skuty kajdanami szarości budzących się kolejnych chwil. Tylko drzewa szeptające między sobą opowieści o starych dziejach, cieniem swych konarów zabijały cząstki mglistej konsystencji rozpostartej w krajobrazie nadchodzącego dnia. Rene wyszedł z domu. Chciał odnaleźć się pośród głębi ludzkich słabości. Chciał być wyczuwalny, chociaż trochę u podnóża wielkiego świata głów mądrości. Myślał, że może tego dnia w końcu spotka myśl, będącą ikoną jego egzystencji. Dostrzegł pośród zlewających się mgielnych obrazów widmo swego przerażenia, wypatrujące go spośród ukrytych zaułków życia, które budziło w nim kolejną druzgocącą myśl zamieszkującą jego świadomość. Rene czuł się źle i przeklinał los wzywając go na pojedynek przed bramą otwierającą się do wszechświata nostalgii płynącej łzami melancholii. Mimo to poczuł dziwne zadowolenie z tego, że ponury klimat panujący wokół ukrywa jego szkaradność i każdą niedoskonałość widzianą w trzeźwym blasku żyjącego świata. Pod osłoną mglistej powłoki mógł czuć się swobodnie, tułając się pośród ulic zamarłych w bezruchu, czekających na odbicie ludzkich stóp. Z każdą upływającą nieubłaganie chwilą popychającą poranny wizerunek w przepaść zapomnienia, mglisty świat osłaniający szpetny widok Rene stawał się coraz bardziej uległy na blask promieni słońca. One tańcząc z radości zaczęły dominować nad ociężałą mroczna powłoką, która odchodziła w zapomnienie wraz ze swą słabnącą potęgą. W umyśle Rene pojawiła się transcendentna myśl odbijająca się o drzwi jego świadomości, która stanowczo zaprzeczała teorii swojej konkurentki zamieszkującej jego podświadomość i mówiącej o cząstkach nadziei spowitej przyszły byt Rene. Słońce już dominowało zdecydowanie, oświetlając i budząc do życia przyszłe chwile tego świata. Dla Rene czas ten był tragedią, z którą musiał żyć i zmagać się każdego dnia. Szukał jak najmniej zaludnionych miejsc wśród smrodu otaczającej go cywilizacji. Chciał odpocząć gdzieś z dala od ludzkiego szyderczego chichotu, obłudy i własnych czterech ścian, które ujęły go swoją stagnacją i codziennym współczuciem. Szedł przez skrytą wśród natchnionych drzew aleję, gdzie spostrzegł swym mdłym, zamkniętym pośród jałowych myśli wzrokiem dwoje ludzi spoczywających na ławce wśród szczęśliwych chwil ich beztroskiego życia. Był to młody chłopak z równie młodą dziewczyną, którzy pewnie wyznawali sobie miłość ciesząc się z każdej chwili spędzonej razem. Rene przykuł spojrzenie na parę zakochanych, którzy ciesząc się wspólnym szczęściem, wypełniali te piękne chwile promiennym uśmiechem i natchnionym pocałunkiem, a wydobywająca się z nich słodycz wnikała do wnętrza Rene pobudzając w nim zazdrość i jednocześnie skruchę głodnych uczuć zakopanych gdzieś głęboko. Kryjąc się za starym dębem, zdobiącym tą parkową aleję wyszedł w końcu z jego cienia, który przysłaniał jego przebrzydłą, zmęczoną życiem i chorą jednocześnie twarz. Zniewolony tęsknotą za prawdziwym i normalnym życiem jak i widokiem kochających się ludzi chciał poczuć się, choć przez chwilę tak jak oni. Marzył o prawdziwej miłości i chciał poczuć jeszcze kiedyś jej smak. Zbliżał się do nich po omacku myśląc, że zaszczepi w sobie, choć cząstkę jej echa, która zatrzyma w nim skrawek wymierającego poczucia człowieczeństwa. Rene skradał się powoli w stronę pary zakochanych nie bacząc już na to, że ktoś dostrzeże jego niedoskonałości i z przerażenia rzuci się do ucieczki. Idąc przez rozległą polanę, przy której rosły stare dęby skrywające dawne tajemnice tych okolic poczuł ciepły powiew, który przywołał stare wspomnienia z jego życiowej tułaczki. Wspomnienia malowały mu przed oczami cudowne obrazy zapomnianej gdzieś w oddali rozkoszy wdrapującej się niegdyś na szczyt romantycznej chwili rozsiewającej roześmiane szczęście. Zahipnotyzowany kroczył dalej, idąc w stronę rozbawionej swym towarzystwem pary, która widząc zbliżającą się ku nim postać krzyknęli z przerażenia tak jakby pojawił się przed nimi największy koszmar wyłaniający się z ich snu. Dzieciaki zerwały się gwałtownie ze swego siedliska i pobiegli jak najszybciej tylko potrafili, oddalając się w potrzasku niedoszłych chwil łapiąc oddech swej trzeźwości. Rene wyglądał okropnie. Jego twarz pokryta była dziwną substancją przypominającą źle gojące się rany, z których wycieka strumień wewnętrznych zanieczyszczeń. Lepka ciecz spływająca, co jakiś czas po jego nieczytelnych rysach twarzy zastygała tworząc siedlisko dla robactwa wyżerającego z głębi ciała resztki zdrowego mięsa nie gardząc również zgnilizną pokrywającą większą część jego skóry. Na głowie miał dżokejkę, wyglądającą już na bardzo zużytą, która miejscami przebarwiona była ciemno czerwonym kolorem zastygłej już krwi, zakrywając jej i tak już dawno nieczytelny błękitny kolor. Jedynie odzienie maskowało wizerunek jego choroby. Nie miał obuwia, a odpadające części jego martwej skóry lądowały bezwładnie na świeże i tryskające życiem części zielonej polany pokrytej jeszcze poranna rosą. Trzymając w garści minionego spojrzenia lęk przerażenia dwojga młodych ludzi zawędrował myślami we własne sny, w których krzyczał w podobny sposób na widok tajemniczej postaci, prześladującej go wśród mrocznych, przesyconych nieodgadnionymi tajemnicami i owianych czarem niebytu rzeczywistego świata . Na twarzy tych zlęknionych dzieciaków ujrzał swój wizerunek. Był to obraz umierającego ze strachu człowieka, który spostrzegł coś przerażającego na swej drodze. Rene z upływem dnia i zbliżającą się dużymi krokami szarością wieczorowej pory…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil memory
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…