Gdzie diabeł nie może
Jedno z moich opowiadań (tych lepszych). Początkujący diabeł wybiera się w miejsce, w którym wcale nie powinno go być.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdzie diabeł nie może
Światło słabej jarzeniówki oświetlało piwnicę. Przy prowizorycznym stoliku wykonanym z blaszanej beczki siedziały trzy diabły. Na stoliku ustawiły butelkę i kieliszki, które co chwilę któryś z diabłów napełniał jakimś szkarłatnym płynem. Wcale nie przypominali diabłów. Nie mieli rogów, ani ogonów, a ich twarz wyglądała jak twarz normalnego człowieka. Jednak z pewnością, gdyby ktoś z nas je zobaczył, od razu poznałby ich diabelską naturę. Dookoła nich unosiła się jakaś ponura ognista aura, a w ich oczach iskrzyły się złe błyski. -Mam świetny pomysł!- zawołał najmłodszy z diabłów Asgeln. W piekle mieszkał od niedawna i nie miał jeszcze zawodowych sukcesów. Mały i egzaltowany co jakiś czas wpadał na „genialne pomysły”. -Co żeś tym razem wymyślił?- zapytał Hans Masakra. W piekle mieszkał od kilkudziesięciu lat. Znany był ze swoich gwałtownych metod.- Mam nadzieję, że coś normalnego. Twoich głupich pomysłów nie da się słuchać. Hans polał wszystkim po kolejce. Poziom czerwonego trunku bardzo niebezpiecznie zbliżył się do dna. -Wspaniały pomysł!- kontynuował Asgeln.- Na długo rozwiąże on problem braków trunków. Trzeci diabeł- Barbak tylko spojrzał kątem oka na Asgelna. Następnie jednym potężnym haustem opróżnił kieliszek. Po wypiciu splunął na posadzkę. -A więc słuchajcie. Jak zapewne wiecie do produkcji wywaru piekielnego potrzebujemy ludzkich grzechów, zła, agresji, głupoty. Innymi słowy wszystkiego, co jest w nich niedobre. Jednak trzeba te wszystkie rzeczy zbierać, a to jest czasochłonne i męczące. Chyba, że robi się to na bardzo w odpowiednim miejscu. W takim, gdzie zła jest pod dostatkiem. -Co zaproponuje pan myśliciel?- zapytał ironicznie Hans. -Przychodzi mi do głowy tylko jedno takie miejsce. Ciemna dzielnica tego miasta, w którym byliśmy ostatnio. Hans wyglądał jakby ktoś go polał wiadrem wody święconej. -Masz na myśli Ceglaną? -Tak, właśnie. -Chyba zgłupiałeś! Asgeln nie wyglądał na zachwyconego z takiej surowej krytyki. Upił trochę z kieliszka, poprawił mały wąsik, po czym zapytał Hansa: -Dlaczego tak uważasz? -Nie tacy próbowali- odpowiedział.- Jak sądzisz, dlaczego nikt jeszcze stamtąd zła nie zbiera? Dlaczego nie ma tam stałych patroli. To miejsce jest zbyt niebezpieczne nawet dla diabłów. Asgeln wypił resztę trunku, po czym wlał wszystkim ostatnią porcję. Barbak wypił wszystko od razu, Hans nawet nie spojrzał na kieliszek. Trzeci diabeł pociągnął łyk delektując się smakiem piekielnego wywaru. -Niebezpieczne dla diabłów, ha! Czemu tak uważasz Hans? -Słyszałeś kiedyś o Panopku Klikoczu? -Coś mi się obiło o uszy... To ten, który nakłonił księdza Środulę do grzechu? -Właśnie ten. Po wielu sukcesach Klikocz nabrał cholernej pewności siebie. Zaczął się uważać, za czołowego diabła. Wreszcie dostał wyróżnienie w konkursie „Bestia”. Postanowił więc udać się na Ceglaną. Miał zamiar rozplenić kult Szatana w tamtej dzielnicy. Tak właśnie skończył się jego gówniany diabelski żywot. -Jasne! Myślisz, że w to tak po prostu uwierzę? Jesteś zazdrosny o to, że to ja wpadłem jako pierwszy na ten pomysł. Hans patrzył z nienawiścią na Asgelna. Nie zauważyli, że do piwnicy wślizgnął się duży bury kocur. Wtedy odezwał się Barbak: -Asgeln... W tej sytuacji Hans ma akurat rację. Nikt nie jest w stanie wyjść z Ceglanej bez uszczerbku. Nawet mieszkańcy piekła nie mogą czuć się bezpiecznie w tamtym miejscu. Ja bym tam za nic nie poszedł. Za nic. I tobie też radzę tam nie iść. Gdy tylko skończył mówić spojrzał na pusty kieliszek i westchnął. Hans patrzył na poirytowanego Asgelna z wyrazem triumfu na twarzy. Kot, który wcześniej wślizgnął się do piwnicy przyglądał się diabłom z zainteresowaniem. -Mówcie co chcecie, ale ja i tak tam pójdę!- krzyknął Asgeln.- Zbiorę tyle grzechów i agresji, że uwarzymy beczkę gorzałki. W dupie mam wasze gadanie. Zwłaszcza twoje idiotyczne groźby Hans. Wyglądasz na pakera, ale boisz się Ceglanej jak jakaś ciota. -Odwołaj to!- wrzasnął rozwścieczony Hans.- Jak tego nie zrobisz to nie ręczę za siebie. Bardak stanął pomiędzy nimi rozkładając ręce. -Panowie- powiedział.- Nie sądzę, żeby to była odpowiednia pora na bijatyki. Uspokój się Hans. Młody ma w sobie dużo zapału i nienależny go za to winić. Jednak jeszcze raz mówię,- tu zwrócił się do Asgelna- że Ceglana to okropne miejsce. Posłuchaj choć raz mądrzejszych i nie idź tam. Choć raz zachowaj się rozważnie. Bury kot przyglądając się awanturze wyszedł z cienia. Spojrzał swoimi brązowymi oczami na Asgelna. Głośno zamiauczał. -Kot tutaj? W mojej piwnicy!?- zawołał Hans.- Będzie pieczeń na kolacyjkę. No chodź tu. Kici, kici. Chodź do Hansa kotleciku. No już. Szybkim ruchem złapał styl od łopaty, po czym zamachnął się na kota. Ten gniewnie prychnął i zjeżył sierść. Hans już miał zadać śmiertelny cios. -Nie radzę!- powiedział... kot. -Ta przekąska gada!- zawołał Asgeln. Kot popatrzył na niego pogardliwym wzrokiem. Hans ciągle trzymał w górze styl od łopaty. -Chroni mnie immunitet autorstwa. Zrobienie mi krzywdy nie byłoby zbyt mądre.- popatrzył na narzędzie zniszczenia w rękach Hansa.- Mówię wam, zostawcie mnie w spokoju. -Podaj mi choć jeden powód, dla którego mam nie uderzyć cię tym kijkiem. -Pożałujesz tego... Najwyraźniej Hansowi to nie wystarczyło. Z całej siły uderzył stylem w kota. Ten jednak jakimś cudem uskoczył w ostatniej chwili. Solidny kij uderzył o betonową podłogę i przełamał się na pół. -Zostaw go Hans. Na kolację zjemy sobie po kebabie- doradził Barbak. Niezadowolony diabeł rzucił drugą połowę kijka na podłogę. Spojrzał z nienawiścią na kota. Zwierze odwzajemniło spojrzenie z wielokrotnie lepszym efektem. -Jeżeli szanowny kot umie mówić, niech przyłączy się do naszej inteligentnej dyskusji.- uprzejmie zaprosił Barbak. -Chętnie- odpowiedział kot. Z wyczuwalną nieufnością podszedł do prowizorycznego stolika- beczki. Cały czas patrzył na Hansa.- No cóż. Więc może najpierw się przedstawię. Nazywam się Mruczuś. -Jakim cudem znalazłeś się w piekle?- spytał zaciekawiony Asgeln. -Ten paradoks autorstwa... Dużo by mówić. Jednak raczej jestem tutaj przez przypadek. Przechodziłem tu obok, a usłyszałem ciekawą dyskusję. Najwyraźniej jeden z szanownych diabłów wybiera się na ulicę Ceglaną. -Ja- rzekł Asgeln. -Więc, szczerze radzę ci ustąpić. To zdecydowanie nie jest przyjemne miejsce. Taki rudy kot, którego imię uleciało mi z pamięci raz się tam wybrał. Słyszał, że podobno jest tam pod dostatkiem myszy. No i wyruszył. Jak tylko się tam znalazł, dopadło go kilku młodych typów, odrąbało mu łeb siekierą, a na jego zwłokach ćwiczyli celność strzałów z wiatrówek. -No tak, ale to był tylko kot- rzuci Asgeln. -Podobno nawet lokalna policja boi się tam wjeżdżać. W każdym razie marny był jego los. -Nawet ta głupia kępa futra mówi ci, że masz tam nie iść.- Powiedział Hans.- Chyba najwyższy czas, żebyś wyciągnął z tego jakieś wnioski. Pomyśl. Asgeln nie wyglądał na przygaszonego, przeciwnie- podniecił się jeszcze bardziej. Wyobrażał sobie dostrzegalne tylko dla nielicznych istot tony zła walające się po tej ponurej dzielnicy. -Nie wiem jak inni, ale ja przypomniałem sobie, że mam coś do załatwienia na mieście- powiedział nagle Barbak. To widzimy się za tydzień. Diabeł szybko wyszedł piwnicy Hansa. Zaraz zanim szybko wybiegł kot. Hans pozbierał kieliszki i szybkim ruchem wrzucił je do starej skrzynki po pomidorach. Spojrzał na Asgelna. -Jak ci te pomysły nie przejdą, to trudno. Zrób sobie krzywdę, a ja będę miał wreszcie święty spokój. Bez poważania. Żegnam. Hans wyszedł po schodach na zewnątrz, a potem wszedł do swojej rudery. Asgeln z szelmowskim uśmiechem na ustach lekkim krokiem ruszył w stronę swojego domu. Zegarek na jego ręce pokazywał godzinę czwartą w nocy. *** Zadowolony z siebie Asgeln wylądował na początku ulicy Cegielnej. Nazwa ulicy wzięła się z potwornie starych i brzydkich kamienic wykonanych z szarych cegiełek. Na ścianie pierwszego budynku widniał wielki napis HWDP. Tuż pod drugie „Witamy w piekle”. Całość wyglądała potwornie ponura. Nad wszystkim unosił się ciemny smog. Idealne miejsce na teledysk hiphopowy. -Złodzieje haseł- Asgeln ze złością wpatrywał się w napisy na ścianie.- Ktoś powinien coś z tym zrobić. Witamy w piekle... Ruszył żwawym krokiem do przodu. Spojrzał na boczną kamienicę. Ani śladu życie. Nie widział małych chuliganów biegających po ulicy, palących skręty młodzieńców, ani wieszających pranie kobiet potworów. Nie dostrzegł meneli opróżniających tanie trunki ani starych kobiet patrzących na świat z okien. Wszędzie czuć było promieniującą pustkę. Jednak Asgeln wyczuł coś jeszcze. Jak każdy diabeł potrafił wyczuwać to, co ogólnie nazywa się złem. Były go tam całe tony. I to nie jakiegoś śmiecia, prawdziwe pierwszorzędne grzechy. W powietrzu latały złe myśli, po rozwalonych chodnikach płynęły rzeki niegodziwości, a nad wszystkim górowały pokłady straszliwej nieludzkiej agresji twardej jak skała. -Cudowne miejsce!- zawołał w myślach diabeł. Idąc wolnym spacerkiem chłonął okoliczne zło jak gąbka. Myślał już o beczkach piekielnego spirytusu, które uda się z tego stworzyć. Wyobrażał sobie szacunek, jakiego nabiorą inni do niego po tym wszystkim. Asgeln- pierwszy, który wykradł cząstkę zła z Ceglanej. Uśmiechając się do swoich myśli diabeł ruszył dalej. Dostrzegł ruch na pobliskim gzymsie. Odruchowo zwrócił tam wzrok. Zobaczył tylko znajomego burego kota. -Wydawało mi się, że przyjaciele cię ostrzegali.- powiedział Mruczuś.- To paskudna dzielnica. Wynoś się stąd póki jeszcze jesteś w jednym kawałku. Dobrze ci radzę. -A ty futrzaku się nie boisz?- zapytał pogardliwie Asgeln. -Mnie chroni immunitet autorstwa. Nawet ci nie tłumaczę jakie to złożone. I tak byś nie pojął. W każdym razie, ja jakimś cudem będę bezpieczny. A ciebie może tu spotkać przykrość. Dość bolesna przykrość. Zaufaj mi. Uciekaj. Asgeln ruszył w dalszą drogę. Mruczuś tylko odprowadził wzrokiem idącego diabła. -Żeby nie było że cię nie ostrzegałem- kot stracił diabła z oczu w gęstym smogu. „Może to nie był najlepszy pomysł?” myślał gorączkowo diabeł. „I tak czuję dość mocno panujące tutaj zło. Tego co zebrałem wystarczy na ćwierć beczki. Chociaż, nie! Dam sobie radę. Udowodnię Hansowi i Barbakowi, że nie boję się jakiś zabobonów.” Przyglądał się starej fabryce żyletek. Tak, czuć było od niej stęchłą zbrodnie. Idealny materiał na winko. Warto byłoby się tam udać. Nagle zza rogu wyszło dwóch ludzi. Jeden miał na oko szesnaście lat. Drugi prawdopodobnie ponad czterdzieści. Ten młodszy, wyglądał na bardzo niebezpiecznego. Wielkie pięści i dość spore muskuły nieźle komponowały się z ogolonym łbem. Ten starszy, ubrany w mizernej jakości dresik i szmaciane spodnie, wyglądał jak stara pijaczyna. Asgeln jakoś sobie nie wyobrażał, by ci dwaj mogli mieć wspólne tematy do rozmów. -A czego szanowny pan tu szuka?- zapytał starszy. Nie poznał w Asgelnie diabła, ponieważ ten zastosował swój najlepszy kamuflaż. -Wędruję po waszej uroczej dzielnicy- odpowiedział diabeł kretyńsko się uśmiechając.- A co, może nie wolno? -A może nie wolno. To nasza dzielnica. Żaden obcy nie będzie się nam tu włóczył. Pojąłeś? „Co za idioci” pomyślał Asgeln. -Chciałem się jej przyjrzeć z bliska. A jestem człowiekiem sukcesu. Nie lubię, gdy na drodze staje mi zapijaczony menel i niewychowany, wyglądający jak byk chłopaczek. -O ty kutasie!- krzyknął młodzieniec i podniósł pięść do góry. Starzy zatrzymał go szybkim ruchem ręki. Spojrzał na niego ostro po czym zwrócił wzrok w stronę obcego. -Widzę, że pan nie ma ochoty załatwić tej sprawy pokojowo. Więc nie będzie miło. Ten zegarek na pana ręce to chyba rolex? -Owszem, autentyczny. Gdybyście wiedzieli głupcy, do kogo mówicie, nie zachowywalibyście się tak pewnie. Jednak najwyraźniej promieniują z was naiwność i niewiedza. -Niech zgadnę, bogaty multimilioner z północy polski, który myśli, że jak ma silne plecy, to rządzi całym światem i wszystko może?- stary, jak na taki straszliwy plebs doskonale radził sobie z zaawansowaną grą słów. -Błąd. Jestem diabłem z krwi i kości.- Wtedy Asgeln zdjął kamuflaż. Nagle w jego małych oczkach buchnął ogień, twarz nabrała pogardliwego i chytrego wyrazu, a siwe włosy zmieniły kolor na prawdziwą smolistą czerń. Asgeln za nic nie mógł przewidzieć, co nastąpi po ujawnieniu. Spodziewał się straszliwego strachu. To co wtedy się stało, było dla niego całkowitym zaskoczeniem. Zza tylnej części budynku wybiegli ludzie. Uzbrojeni w noże,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Malwin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…