Wróć do katalogu

Generał w Niewoli

Do wsi w okolicy Lwowa przyjeżdża grupa polskich ułanów, zmierzających na południe. Jednak zdrada czai się wszędzie

Dzik13opublikowano 1 grudnia 201614 min czytania 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do wsi zbliżała się grupa konnych. Wiadomość przyniósł młody syn sołtysa, biegnąc między chatami i alarmując mieszkańców. Trwała wojna, więc ludność musiała zachowywać ostrożność. Wnet kilku chłopów na wszelki wypadek pobiegło po widły, po kosy i cepy. Nigdy nic nie wiadomo. Sołtys Barnacki wyszedł na środek wsi, pod krzyż, a obok niego zgromadziło się kilku uzbrojonych wieśniaków. Kiedy do wsi wjechali konni, byli już przygotowani. Na koniach galopowała grupa żołnierzy w polskich mundurach. Na czele jechał człek z wielkim wąsem. Wyglądał na zawodowego żołnierza, weterana. Był widocznie dowódcą. Konni zwolnili, zeskoczyli ze zwierząt. Żaden nie pochwycił za karabin. Dowódca począł się zbliżać ku wieśniakom, trzymając prawą rękę w górze. Z bliska chłopi zobaczyli, że jest ubrany w mundur generała. Sołtys niepewnie ukłonił się i krzyknął. Na znak przybiegł jakiś chłopak z drewnianym krzyżem i podał go szybko generałowi, po czym czmychnął. Dowódca zbliżył się do sołtysa i podał mu rękę. Generał Władysław Anders, dowódca Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, aktualnie niefunkcjonującej! Przybyliśmy prosić o gościnę i nocleg. Bartłomiej Barnacki, sołtys. - mruknął sołtys, bardzo wysoki mężczyzna z krótkimi włosami i wąsem. - Dlaczego akurat tu chcecie się zatrzymać? Ach, jedziemy na południe! - odrzekł Anders. - Na Węgry! Jednak jesteśmy wycieńczeni po całodziennej jeździe i musimy wypocząć. Przyjmiecie nas, dobrzy ludzie? A po co wam jechać na Węgry? - spytał Barnacki. Uciekamy przed wojskiem Rosyjskim. Ścigają nas, psie syny! Od jakiegoś czasu śledzi nas grupa Ukraińców. Jednak już zapewne zgubili nasz trop, inaczej byśmy was nie narażali. Ciężkie to czasy, skoro polskie wojsko ucieka. Ale udzielimy wam gościny. Opuśćcie cepy, widły opuśćcie! Przywitajmy naszych żołnierzy, jak przystało! Naprawdę dziękujemy! - powiedział generał i ściągnął czapkę. Okazało się, że jest kompletnie łysy. - Wyruszymy wcześnie rano, nie chcemy ściągnąć kłopotów... Nie ściągnięcie! Ale nasze warunki są nie najlepsze, na wygody będziecie narzekać. Musicie spać w stodołach, na sianie. Ilu was jest? Siedemnastu – odparł dowódca. - Powinniśmy się pomieścić w największej ze stodół. Ale gdyby do wsi dostał się wróg, wybudźcie nas. Odprowadźcie konie do stajni! - krzyknął Barnacki do kilku wieśniaków, którzy wciąż trzymając narzędzia stali obok niego. - Nic wam nie grozi, przecież wiecie! Potrzebujecie jadła? Tak! I picia! Możemy zjeść na uboczu, sami! Ależ nie! - zaprotestował sołtys. - Zapraszam do swojego domu. Ale najpierw rozlokujcie się w stodole. Zaprowadzi was mój syn. Ja na razie się oddalę, każę przygotować kolację.... Dziękujemy! Chłopaki, chodźcie się rozlokować! Żołnierze poszli więc za synem sołtysa. Rudowłosy szesnastolatek zaprowadził ich do stodoły położonej na uboczu wsi, blisko lasu. Stajnia, do której chłopi zaprowadzili konie stała niedaleko. W razie ataku Polacy mogli łatwo uciec, jeżeli siły wroga byłyby zbyt wielkie. Wnętrze stodoły nie należało do najczystszych, ale żołnierze nie narzekali. Na stryszek prowadziła drabina, tam rozlokował się generał z zastępcą i porucznik Jan Gniński – trzydziestoletni ułan bez zarostu, starannie ogolony i obstrzyżony. Przed wojną był rezerwowcem, pracował w szkole, uczył matematyki. Znał się dobrze na różnych technikach szyfrowania. Anders doceniał jego talent. Kiedy konni się rozlokowali, generał zarządził zbiórkę. Do domu sołtysa przeszli czwórkami, generał szedł na czele i podjął pieśń marszową. Ludzie patrzyli na nich z szacunkiem. Kilka panienek machnęło do żołnierzy, ci odpowiedzieli uśmiechem. Anders pozostał jednak poważny. Nie było czasu na żarty, dobry humor nie miał wskazania w ich sytuacji. Brygada została zdziesiątkowana, a jej żołnierze przemieszczali się małymi grupkami na południe. Rosjanie czatowali na nich, kilka grup już nie istniało, a w lasach znajdowały się mogiły. Dom sołtysa łatwo znaleźli. Wysoki, drewniany, stojący przy kapliczce. Sołtys Barnacki witał żołnierzy na progu. Generał zbliżył się do jego żony, otyłej, krótkowłosej, ale z ładną, pogodną twarzą, i pocałował ją w rękę. Ta zarumieniła się i wskazała ułanom miejsca do siadania. Część musiała zadowolić się siedzeniem na podłodze, reszta usiadła na starych krzesłach nie najlepszej jakości. Kolację zjedli z uśmiechem na ustach. Gniński opowiedział kilka kawałów, a sołtys dopytywał się, jak to jest w wojsku. Usławszy kilka zabawnych odpowiedzi, powiedział, że musi na chwilę wyjść. Jego intencje nie były jednak takie, jakie się wydawały. Wezwał parobka i wydał mu zdradzieckie polecenie, po czym wrócił do chaty. Kiedy zegar wskazał dziesiątą w nocy, żołnierze opuścili dom i wrócili do stodoły. Warty pełniło dwóch żołnierzy w parze, miały trwać od północy do piątej, kiedy planowana była pobudka. Należało zachować ostrożność, na opanowywanym przez wroga terenie.

...

Wartownik zbliżał się już do stodoły, chcąc wybudzić zmianę. Nagle usłyszał strzał. Huk był głośny, z pewnością obudził wszystkich ułanów. Szybko odbezpieczył karabin i pobiegł w tamtym kierunku. Wśród mroku zobaczył jakieś sylwetki, chyba w mundurach. Na ziemi leżał drugi wartownik, z przestrzelonym płucem. Nim zdążył zareagować, również dostał z karabinu. Zwalił się na ziemię i umarł. Tymczasem ze stodoły wybiegali inni żołnierze. Część rozpoczęła ostrzał w tamtym kierunku, reszta pobiegła w stronę stajni. Jednak zewsząd dobiegły ich odgłosy strzałów, krzyk wieśniaków i ruskie komendy. Anders nie miał wątpliwości. Dopadli ich Sowieci. Szybko dobiegli do stajni, ale okazało się, że jest zabarykadowana od wewnątrz, a obok czają się wrogowie. Polacy byli otoczeni. Anders rozkazał strzelać bez rozkazu i na oślep. Wiedział, że nie mają szans. Nie domyślał się nawet, dlaczego Sowieci zaatakowali wieś, teraz myślał tylko o przeżyciu. Żołnierze powoli cofali się w stronę lasu. Mogli jeszcze się schować w gąszczu, wystrzelać część wrogów i zbiec, a kiedy wzejdzie słońce, wrócić do wsi i zobaczyć jak wygląda sytuacja. Jednak wtedy psie syny zaczną mordować mieszkańców! Polskie Sabaki! Piździukasy Ad! - krzyknął jakiś Sowieta, być może dowódca. - Poddać się, broń na ziemię! Chciałbyś, sk.......synu! - mruknął pod nosem generał. - Nie poddamy się! Drugiego wezwania nie było. Strzelanina trwała. Wydawać się mogło, że Sowiecki pierścień zaciska się w stronę Polaków, tak są otoczeni. Poleciało kilka granatów. Z siedemnastu żołnierzy zrobiło się sześciu. Jednak ziemia była pełna krwi wroga i trupów. Polakom udało się wskoczyć do niewielkiego chlewika. Wystraszone prosiaki biegały niespokojnie z miejsca do miejsca. Do kroćset! - krzyknął nagle generał. - Zaraz wysadzą chlew! Szybko, na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych