Wróć do katalogu

" Głos zza Grobu" cz.1

Opowiadanie nienajgorsze, aczkolwiek nieco szarpnięte. Mówi o dziewczynce, która podczas wykonywania zakładu z kolegą, trafia do tajemniczego świata magii i czarów. Jest to zaledwie jedna część, którą umieszczam "na próbę".

Virgina Best, opublikowano , 45 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"GŁOS ZZA GROBU"

Pewnej chłodnej i zimnej nocy Billy wkradł się na cmentarz św.Antoniego by odszukać grób "ślepego Paula".Było mroźno,a Billy miał na sobie tylko wiatrówkę.Szukał wszędzie,ale nagrobka nigdzie nie mógł znaleźć.W pewnej chwili usłyszał jakiś pomruk.Odwrócił się i ujrzał przed sobą jednooką postać z nożem w dłoni.Przestraszył się.Odwróciwszy się,zaczął biec przed siebie.W pewnym momencie przewrócił się i wpadł do pustego grobu.Nagle grób się zamknął,a Billy został w środku.Krzyczał głośno,ale nikt go nie słyszał.

*****************************

Niania przestała czytać małej Ali "Historie niezwykłe".Odłożywszy książkę,zgasiła światło i cichutko wyszła z pokoju. Ala była zgrabną ośmiolatką o blond włosach,niebieskich oczach i dużym poczuciu humoru.Nie miała ona przyjaciół,bo była dla wszystkich zbyt niemiła.Uwielbiała robić ludziom kawały,z których tylko ona się śmiała.Rodzice już nie wiedzieli co z nią mają robić.Tylko niania jakoś sobie z nią radziła.Ala miała wśród dzieci tylko jednego sprzymierzeńca.Był nim Tomek,niewysoki brunet,uwielbiający bawić się z Alą.On wogóle ją ubóstwiał.Możnaby pomyśleć,że Tomek jest w Ali zakochany.Tak też było. On ją kochał.Uświadomił to sobie dopiero niedawno. Nastał ranek.Ala powoli budziła się ze snu.Były wakacje,więc mogła spać do woli.Ona jednak chciała wcześniej wstać,aby przygotować psikus dla pani Borowikowej.Ta starsza już kobieta mieszkała w sąsiedztwie Ali Rodney. Uwielbiała ona dzieci.Nie złościła się nawet,gdy Ala robiła jej różne głupie kawały.Nie rozumiała ona tylko,dlaczego Ala jest taka niemiła dla innych ludzi. Dziewczynka miała oprócz złości do innych osób,jeszcze jedną wrodzoną wadę.Był to egoizm.Ilekroć,ktoś wyzwał ją na pojedynek lub coś w tym stylu,to Ala nie potrafiła odmówić.Często wdawała się w bardzo poważne afery. Do śniadania Alicja kończyła robić "pułapkę na panią miłą".Natomiast zaraz po śniadaniu pobiegła ona razem z Tomkiem na wzgórze "Trupów".Czekała tam już na nich liczna gromadka dzieci.Widząc,że nadbiegają,wyszedł naprzeciw rudowłosy chłopiec imieniem Arek.Miał on ksywkę"Rudy". -Co się tak opierniczałyście dzieciaki?Myśleliśmy,że już może stchórzyliście.Ha,ha,ha,ha,ha,ha!-powitał ich Rudy. -Ja nigdy nie rzucam słów na wiatr.Powinniście o tym wiedzieć.-odpowiedziała spokojnie Ala. -Ty,"Lodówa"!A może ty nie chciałaś po prostu narażać swojego ukochanego Tomaszka!No przyznaj się!-krzyknął Grzesiek. -Zamknij się,Grzesiek!I przestańcie mnie wyzywać od"Lodów"!Zrozumieliście?!Ja i Tomek,zrobimy to,co mieliśmy zrobić.A czy wy dotrzymacie swojej części umowy?!-wykrzyczała Alka. -Bądż o to spokojna.-odparł Rudy.-No,to tak,jak się umawialiśmy.Wchodzicie o północy na cmentarz,podchodzicie do grobu starego Billa,rozkopujecie go,wchodzicie do niego.My was póżniej zasypujemy.Wytrzymacie tam pięć minut,to odkopiemy grób i dajemy wam te dwadzieścia pięć dolców od każdego i zmywamy się,pozostawiając grób,rozkopany.No,chyba,że sami go zakopiecie,ale to już wasz problem.Tylko,pamiętajcie!Jeśli usłyszymy z wnętrza grobu choćby najmniejszy jęk,to forsy nie ma.Rozkopiemy was i spadamy.Zgoda? -Tak jest.Tak miało być.Tylko nie oszukujcie!-zawołała podejrzliwie dziewczyna. -No,to do zobaczenia o północy.Dokładnie przed cmentarzem.Cześć bachory!-zawył Rudy. -Cześć bachory!!!-zpapugowały jnne dzieci do Ali i Tomka. -Napewno będziemy!Chamy!-krzyknęła za nimi Alka.Zaraz po odejściu grupy,Tomek zaczął się zastanawiać nad sensem tej wyprawy na cmentarz.Tymbardziej wcale mu się to nie uśmiechało,gdyż różne już rzeczy słyszał o tym miejscu.Podobno jakiś Billy wlazł sobie tam o północy i już nigdy nie powrócił.W dawnych czasach cmentarz był miejscem pochowania wiele przestępców politycznych i ludowych ważnych na skalę światową.Słyszał on też pogłoski o grasującym tam duchu jakiegoś zmarłego.Zaraz po powrocie do domu podzielił się swoimi myślami z Alicją: -Wiesz Alu,wcale mi się nie uśmiecha pójście na ten cmentarz,zwłaszcza o północy.-rzekł chłopiec.Widząc niezadowolenie z jego wypowiwdzi na twarzy przyjaciółki,szybko dodał:-No,bo sama to rozumiesz.Wiesz przecież jakie plotki krążą o tym miejscu.Dlatego się boję i nie chcę.....nie chcę.....no wiesz......nie chcę.....yyy....no...tam iść.-wydukał ledwo Tom.Chłopiec aż odskoczył widząc,jak różowiutka do tej pory twarz Ali,staje się powoli purpurowa ze złości.Zaczął się tłumaczyć: -Nie bądż taka na mnie zła.Przecież nawet mnie nie spytałaś,czy chcę tam iść.To nie moja wina.Zrozum mnie.Nie chcę spotkać ducha.Niewiem,jakbym się zachował.Proszę,nie idż tam.-powiedział trochę niepewnie,nie wiedząc jak zareaguje ośmiolatka na to co usłyszała.A ona zaczęła swoją wypowiedż: -A ty nie idziesz?!Przecież mieliśmy iść tam razem!To prawda!Nie pytałam cię o to czy idziesz,bo sądziłam,że nie muszę o to pytać!Myślałam,że napewno się zgodzisz i pójdziesz,aby dodać przyjaciółce otuchy w dobrej wierze!Ty chamie! A ja ci ufałam!Powierzałam ci swoje największe sekrety!Nie było po co się z tobą kolegować!Uwierzyłeś w jakieś głupie ludzkie plotki,których nawet nie warto powtarzać!Nie sądziłam,że jesteś taki naiwny!-zaraz potem się rozryczała.Nikt jej nie rozumiał.Wszyscy mówili,że jest chamska i niemiła dla wszystkich ludzi.Owszem,była taka,ale to tylko dlatego,że nikt jej nie lubił.Każdy się z niej naśmiewał i nikt nie chciał sę z nią bawić.Dlatego była sama nikt jej nie chciał.Teraz nawet jej jedyny przyjaciel ją opószaczł w nibezpieczeństwie.Co ona miała robić?Musiała jakoś z tym wszystkim żyć. Tomek,widząc łzy na twarzy koleżanki,"schował w kieszeń" swoją dumę i strach przed cmentarnymi duchami i powiedział: -Nie martw się ,Alu.Wszystko będzie dobrze. -Nic nie będzie dobrze.Nie poradzę sobie sama.-wychlipiała przez łzy dziewczyna. -I nie musisz.Pójdę tam z tobą.Pójdziemy razem.-odparł zdecydowanie chłopiec.To było już postanowione.

*******************************************

Jakieś pięć minut przed północą,Ala i Tomek wyszli niezauważeni z domu dziewczynki.Gdyby rodzice któregoś z nich dowiedzieli się o ich "nocnych przechadzkach",to mieliby oni szlaban do końca wakacji.Kiedy dzieci dotarły na cmentarz,większość "ludzi",już tam była.Rudy,jak zwykle zaczął swoje morały.Powitał ich: -No,dzieciaki!Widzę,że mamusie,nie robiły wam wyrzutów z powodu tego nocnego wypadu!To świetnie! -To nie jest śmieszne,Rudy!Nie po to tu przyszliśmy!-odparła Alicja. -Słusznie!-zauważył Grzesiek. Zaraz póżniej Ala i Tomek wkroczyli na cmentarz.Wokół było zimno i ciemno.Po krótkich poszukiwaniach,w końcu odnależli grób Billego.Podszedłszy do grobu ,Ala przeczytała na płycie: -Tu leży William Collony,zmarły 18 listopada 1876 roku.Śmierć spowodowana w niewyjaśnionych okolicznościach.Pokój jego duszy. "Jeśli ta dusza może zaznać pokój "-wyrecytowała dziewczynka. -Uuuuu!Brrrr!Aż mnie ciarki przechodzą,kiedy to przeczytałaś!Róbmy,co mamy robić i spadajmy stąd jak najprędzej.-rzekł jej towarzysz. -Spoko,tchórzu!Wchodzimy!-zawołała z zapałem mała.Po tej wypowiedzi,wzięła łopatę i zaczęła rozkopywać grób.Tom przyłączył się do niej.Po godzinie grób był już cały rozkopany i przyszli inni.Dwoje przyjaciół weszło do środka,a reszta jęła zakopywać grób.Kiedy w końcu całą szczelinę przykryła ziemia,Ala i Tomek usłyszeli jakieś dziwne odgłosy dochodzące jakby z bardzo bliska.Kiedy nasiliły się one,chłopiec z przerażenia,krzyknął. -Cicho,durniu!-przywołała go do porządku koleżanka.-Chcesz,żebyśmy przez ciebie przegrali zakład?Zamknij się! -Nic nie poradzę,że się boję!Lepiej stąd chodżmy!Wolę już przegrać zakład,niż mieć odrąbaną głowę!-wykrzyczał z przerażenia młodzieniec. -Daj spokój!Nie ma się czego bać!Tu nikogo nie ma poza nami!Przestań już panikować! -Yyyy......Alka? -Co? -Jeśli tu nikogo nie ma poza nami,to kto stoi za mną i ciągnie mnie za włosy?-spytał słabym z przerażenia głosem Tomek. Ala na chwilę odwróciła myśli od pieniędzy,które otrzyma w zamian za to wyzwanie.Popatrzyła za przyjaciela,by za chwilę jej twarz stała się biała jak płótno.Z rozdziawionymi szeroko ustami zaczęła krzyczeć w niebogłosy: -Duuuchhhhhhhhh!!! Zaraz po tych słowach,jak na komendę,otworzyła się jakaś zapadnia wrzucając z hukiem przerażone dzieci do swego wnętrza.Póżniej głośno zatrzasnęła się.

*********************************************************************************

Tymczasem minął właśnie czas przebywania w tym dole wyznaczony przez Rudego.Odkopawszy grób,Rudy krzyknął: -No,bachory!Wygraliście!Nie słyszeliśmy żadnego krzyku,więc forsa jest wasza!A swoją drogą gratuluję nerwów,że nie zwialiście z tamtąd! Nikt jednak mu nie odpowiedział.Martwa cisza.Wszyscy widząc,że nikogo nie ma w dziurze,poczęli się naprawdę bać,co też się mogło stać z tymi dzieciakami.Baśka zawyła: -Co jest?!Co się z nimi stało?!Przecież nie wyparowali!Co my teraz zrobimy?!-chisteryzowała. -Spoko,Bacha!Pewnie nas przechytrzyli i już są w domu!-zaczął trochę z obawą w głosie,Rudy. -Daj spokój,Rudy!Przecież wszyscy wiemy,że stąd nie ma wyjścia!Nie rób z nas idiotów!To ten duch ich porwał!Dobrze wiesz!-krzyknął Grzesiek. -O Boże!To co my teraz zrobimy?!-ryczała baśka,której nastrój podzielali wszyscy. -Spoko!W porządalu!Napewno za kilka dni policja będzie ich szukać.-odparł spokojnie Łukasz,najstarszy ze wszystkich. -Policja?!No,to koniec!Co ja tu wogóle robiłam?!Mogłam spokojnie siedzieć w domu!-darła się Basia.Wszyscy zgodnie przytaknęli: -Tak!!! -Nie martwcie się!Jeśli zrobicie to co wam powiem,to nic się nie stanie!Posłuchajcie!Musicie wrócić do domu i udawać,że nic się nie stało.Gdyby przyszła do was policja,to nic na ten temat nie wiecie!I pamiętajcie!To musi być przekonujące! -Jednym słowem chcesz,żebyśmy przed wszystkimi kłamali?-upewnił się ktoś. -A co wam pozostaje?!Nie mamy wyboru!Rozumiecie?!To jak?Zgoda?!-spytał Łukasz. Wszyscy pospuszczali głowy,a za chwilę trochę niepewnie krzyknęli: -Zgoda!!!

***************************************** Tymczasem Ala i Tomek byli już daleko od tego całego zgiełku.W czasie swej niezbyt miłej podróży,zemdleli.Gdy się obudzili,nie byli już na starym,ciemnym cmentarzu,lecz na wspaniałej łące pełnej przeróżnego rodzaju kwiatów.Z wrażenia aż zaniemówili. -Co to jest?!Gdzie my jesteśmy?!-darła się Alicja,która poraz pierwszy naprawdę była przerażona.-Jedno jest pewne.To napewno nie jest Krasiczyn! -Co ty nie powiesz!Jakbym nie wiedział!-odparł sarkastycznie Tomek. Nagle za pobliskimi krzakami coś się poruszyło.Dzieci zamarły z przerażenia i powoli odwróciły głowy.Coś zaczęło się wyłaniać zzazieleni.Ukazała się tam najpierw jedna ręka,póżniej druga.Wychylił się łeb.Była to wychudzona i zniekształcona twarz dziecka.Zaraz za nią wyszedł,a właściwie wypłynął,tułów i cała reszta.Przerażone ośmiolatki,nie wiedziały,co mają zrobić.Z jednej strony chciały uciekać,a z drugiej nie mogły się ruszyć.Nagle zjawa podleciała do nich i bacznie im się przyjrzała.Po długich oględzinach,spytała upiornym dziecięcym głosikiem: -Kim wy jesteście?Skąd się tu wzięliście?-widząc,że dzieci najwyrażniej się go boją,szybko dodał:-Nie bójcie się!Nic wam nie zrobię!Powiedzcie mi jednak,czywy jesteście żywi?-spytał ciekawie duch. -T...t...aak!-odparła przerażona Ala,ale już po chwili trochę śmielej rzekła:-Gdzie my jesteśmy?! Czy to jakiś inny świat? -W pewnym sensie.To jest strefa duchów.My znajdujemy się w tej chwili w tej dobrej,a tam dalej jest ta zła.-powiedziawszy to zjawa wskazała trupią ręką na migoczące w oddali czerwone smugi światła.-Tam nie sięga władza dobrych duchów,takich jak ja i moi towarzysze.Tam mieszkają demony ciemności.Zaraz,zaraz!A wy co tu robicie i jak się tu dostaliście?!Powiedzcie! -Cóż....-zacząłtrochę niepewnym głosem Tomek.-Byliśmy na starym cmentarzu.Siedzieliśmy w jednym z grobów i nagle ziemia się rozstąpiła i wpadliśmy tu.-opowiedział chłopiec. -Aha.-odparł w zamyśleniu duch.-A po co poszliście na ten cmentarz? -No,bo Ala załorzyła się z innymi,że ja i ona wejdziemy do grobu starego Billa i będziemy tam siedzieć przez pięć minut bardzo cicho.Nagrodą miały być pieniądze.-odparł skruszony Tom. Dzieci z niepokojem obserwowały,jak przeżroczysta postać ducha zmienia się nagle i staje się trupio biała ze złości. -To wy nie wiecie,że nie wolno bezcześcić cudzych grobów?!!!-wybuchł duch.-Czy nie wiecie,że zmarli potrzebują spokoju?!Że cmentarz nie jest odpowiednim miejscem do zabaw dla małych dzieci?!Śmiałbym się,jakbyście przebywając tu,sami stali się duchami!-krzyczała rozjuszona zjawa. -Ale....Ale przecież nikt się za to na nas nie gniewa.-odparła przestraszona Alicja.-Tam przecież od dawna nie ma ciała tego człowieka!Poza tym duchy nie istnieją!Ty pewnie jesteś jakimś manekinem!-wypaliła bez przekonania dziewczynka. -No to weszliście do grobu.A skąd wiecie,ze ten Bill wam nic by nie zrobił?Przecież go nie znacie. -Szczerze mówiąc nic nie wiemy.To tylko intuicja.-rzekl Tomek. -Aha.Mhm.A swoją drogą skąd się wziął przydomek stary Bill?Skąd wiecie,czy był stary? -Wszyscy mówią,że był,bo żadne dziecko by nie weszło samo na cmentarz północy.Musiał być Głupi.Po co on tam lazł? -Żeby czegoś poszulać.A ściślej mówiąc kogoś.Grobu. -Tak,ciekawe.-myślała ironicznie Alka. W tym momencie Tom sobie coś przypomniał.U niego w domu była kiedyś stara gazeta.Tam było zdjęcie tego Billego.W tej chwili chłopak popatrzył na twarz zjawy.Już wiedział.To straszne! To był on.Ten sam człowiek,a raczej to,co z niego zostało. -A skąd ty tyle wiesz o tym chłopaku?Za życia go ś ledziłeś,czy co?-spytała podejrzliwie Ala. Duch posłał jej półuśmieszek i nie odpowiedział.Rozmowę zaczą za to z przerażonym głosem Tomek: -On nie musiał go śledzić Alka.Cały czas tam był. -O czym ty do cholery,mówisz?!Wyrażaj się jaśniej!-krzyknęła ośmiolatka. -Nie musiał nawet kiwnąć palcem,bo to on jest Billem!-wykrzyczał Tomek. -Co?!!!Co ty mówisz,idioto?!!!-darła się dziewczynka.Popatrzyła teraz na zjawę,aby ta zaprzeczyła tymBzdurom,które opowiadał jej przyjaciel.Nic się nie stało.Wręcz przeciwnie.Duch jeszcze się uśmiechnął do niej.Różowiutka zawsze twarz Ali stała się nagle biała jak płótno.Zaraz po tym dziewczyna opadła zemdlona na ziemię.Gdy się obudziła,nad nią stał Tomek,Billy i jeszcze kilkoro innych duchów.Dziecko z krzykiem podniosło się i gwałtownie odsunęło od zjaw w stronę przyjaciela.Krzyczała: -Tomek,kto to jest?!Duchy?!Skąd ja się tu wzięłam?!Idżcie sobie!Już!!! -Uspokój się,drogie dziecko.Nic ci nie zrobimy.Chcemy wam pomóc,anie zabić.-na przód wysunął się stary,siwy duch,który miło się do Ali uśmiechał i miał melodyjny głos.-Skąd się tu wzięliście?! -Spokojnie,malutka.Nic wam się nie stanie.Musimy jednak się dowiedzieć skąd się tu wzięliście i jak was stąd wydostać.-odparł spokojnie jakiś inny duch,bardzo podobny do Johna Hasselhofa.Zresztą nim był. -Co to?!Czy to jest jakiś zjazd postaci z przeszłości?Przecież wy nie żyjecie!-rzekła już trochę spokojniejsza Ala. -Jak już zauważyłaś,to prawda.My nie żyjemy.Wszyscy jednak zginęliśmy na cmentarzu.Tym samym cmentarzu.-mówił spokojnie jeden z duchów.Nagle jednak coś sobie przypomniał:-O,przepraszam!Zapomniałem się wam przedastawić!Ależ gapa ze mnie!Wybaczcie!Jestem Ben Chamberlain.A wy kim jesteście?-spytał. -Ja jestem Ala,a to jest mój najlepszy przyjaciel,Tomek.-przedstawiła dziewczynka. -Miło nam.Przedstawcie się dzieciom!-huknął na resztę Ben. Wszyscy poczęli wstawać i śię przedstawiać.No,może prawie wszyscy.Wszyscy,oprócz dwóch postaci będących w cieniu.Ala i Tomek nie widzieli ich twarzy,lecz byli niemalże pewni,że są to męszczyżni.Po prezencji ,Ben powiedział: -Mam nadzieję,że wywarliśmy na was dobre wrażenie. -Przestań gadać Chamberlain!!!Do rzeczy!!!-ryknął z tyłu jeden z męszczyzn. Ala ze zdziwieniem odkryła,że skądś zna ten głos.Nie mogła sobie ona jednak przypomnieć,gdzie go już słyszała.Męszczyzna nagle wyszedł na środek pomieszczenia.Alicja krzyknęła z wrażenia i gwałtownie odskoczyła do tyłu.Facet z głupim uśmieszkiem,powiedział: -Witaj,Alusia!Miło cię znowu widzieć!Dobrze jest ujrzeć znajomą twarz. Wszyscy patrzyli zdziwieni na dziewczynkę,wszyscy oprócz Tomka i jakiegoś nieznajomego siedzącego w kącie.Tomek wiedział jednak kim oni są.Alka też wiedziała.Starała się jednak tego nie okazywać. Ben,widząc przerażoną twarz Ali,sądził,że dziewczyna i jej przyjaciel nie wiedzą kim są ci dwaj nieznajomi,więc przedstawił: -O!Alu,Tomek,to jest Witold Down,a ten w kącie,to Maciej Lind. -Nie wysilaj się,Chamberlain!My się znamy lepiej niż sądzisz!-ryknął Witek. Ben patrzył zdziwiony to na dzieci,to na Witka i Maćka.Nikt nie wiedział,co ma powiedzieć.Wreszcie po długiej chwili milczenia odezwał się John: -A skąd wy się znacie?Z widzenia? -Nie.Powiedz im,mała.-nalegał Witek.Widząc,że dziewczynka nie jest pewna tego,co ma zrobić,dodał:-Proooooooooszę! -No,no........no dobrze.Więc,ja......To jest mój wujek.-rzekła z trochę większym przekonaniem Alusia i pokazała palcem na Witka. -A to jest mój!-rzekł z przekonaniem Tomek,pokazując na Maćka. -Co?!!!Jesteście rodziną?!!!-darł się przrażony Roland (jeden z duchów,będę wymieniać ich jeszcze dużo w całej książce). -Tak.-odparła z przekonaniem Alka. -Dobra!Nie ma co!Mamy przecież ważniejsze sprawy na głowie!Prawda,Ben?-poraz pierwszy Witold nazwał ducha po imieniu. Ben w końcu się ocknął z zadumania i powiedział: -Tak,masz rację,Witoldzie!Musimy z wami dzieci porozmawiać. -Słuchamy!-odparły chórem dzieci. -Jak już zapewne wiecie,wszyscy zginęliśmy na cmentarzu. -Rikoch. -Tak.Nie były to jednak zwyczajne śmierci.Ktoś nam to zrobił. -Chcecie powiedzieć,że was zamordowano?Jak? -Tak.Każde z nas chciało na cmentarzu odszukać jakiś straszny grób. -Dlaczego?-spytał Tom -Co?! -Dlaczego chcieliście odszukać akurat te groby? -Bo były najciekawsze. -Jak to było? -No,dobrze.Opowiem wam moją historię. -Chwileczkę!-przerwała Ala. -Tak? -Czy wszyscy zostaliście w ten sam sposób zamordowani? -Taak....W identyczny.A co to ma do rzeczy,jeśli wy nawet nie wiecie jak to było? -Jeśli wszyscy zostaliście w ten sam sposób zabici,to nie mósicie opowiadać nam tej historii. -Dlaczego? -Bo jedną już znamy. -Znacie?Skąd? -Znamy,ponieważ była ona opisana w "Historiach niezwykłych",które tak się składa,że mam. -Kogo masz na myśli?-spytałTom. -Wiesz,kogo. -Aha!Już wiem! -Kogo?-drążył Ben. -Oczywiście,najpopularniejszą osobę wśród dzieci i młodzieży!-rzekła Ala. -To znaczy? -No,pewnie,żeBillego! -Aha.Skoro tak to dobrze.Mówię dalej.Zostaliśmy zabici.Wiemy jednak,że nie przez przypadek.Ktoś to zrobił,ponieważ bał się,że gdy przeżyjemy,to opowiemy wszystkim,co tam widzieliśmy. -A co tam widzieliście? -Skarb.Właściwie,to skrzynie.W nich były skarby,ale też akta wszystkich przestępców,którzy w ciągu minionych kilku lat zabili ludzi i zrabowali wszystko złoto.Tam było napisane,kto kogo zabił. -Czy to już wszystko? -Nie.Wiemy też,że wszyscy ci ludzie pracują dla Alberta Cliwvalkera.On chce wykupić całą cmentarną ziemię,tylko po to aby nikt się nie dowiedział,co tam jest ukryte. -No,dobrze.A co to ma wspólnego z nami? -Dużo.Mósicie przeszkodzić Cliwvalkerowi.My na ziemi jesteśmyn tylko duchami.W was nasza jedyna nadzieja. -Świetnie!Ale to nam się niestety nie uda z dwóch powodów. -Tak?A jakich? -Po pierwsze my nie wydostaniemy się stąd. -Wydostaniecie.Wśród nas jest taka jedna wróżka,która może wam pomóc się stąd wydostać. -A skąd macie pewność,że was nie wystawimy do wiatru? -Wcześniej jej nie mieliśmy,ale sytuacja się zmieniła. -Jak to?-spytała podejrzliwie Ala,choć już znała odpowiedż. -Musicie to zrobić. -Co prze to rozumiesz? -Dużo rzeczy. Ben zaczął się powoli przesuwać w stronę Witilda i Macieja.Ala postanowiła powiedzieć to,co sądziła,zwłaszcza,że mgła wisząca do tej pory nad nimi powoli się rozrzedzała i ich oczom zaczynała się ukazywać przestrzeń dookoła nich.Nie była to jednak piękna przestżeń,a pospalane ,czarne wzgóeza z mnóstwem gejzerów i ogromnych wypustek.Tomek zapytał: -Alka,co on przez to rozumie?Da nam coś za to? Ala patrzyła to raz na Toma,to raz na złowrogo wyglądającego Bena. -Nie,Tom.Oni nic nam za to nie dadzą.Będziemy mieć szczęście,jeśli wyjdziemy z tego żywi i bez szwanku. -Co ty mówisz,Alka?!Co te duchy mają wspólnego ze śmiercią? -Tomek.Powiedz mi jakie znasz inne określenie na duchy?Nie te dobre,ale te złe. -Demony?-spytałniepewnie chłopiec i popatrzył po twarzach zjaw.Coś tu nie grało.Tom już wiedział,co.-Demony?!Wy jesteście demonami?! -Tak,malutki.-odparł spokojnie Demon,który w tym momencie pokazał swój prawdziwy kształt.Inni zresztą również.Były to istoty właściwie bez kształtu,przypominające kupki mgły. -Jak już mówiłem,nie macie wyboru.Musicie nam pomóc.Inaczej się z nimi pożegnacie i już ich nie będzie.-to mówiąc Demon podszedł do Billego,jego młodszej siostry-Minnie,Witolda oraz Macieja.Złapało ich w tym momencie conajmniej tuzun Demonów i zaciągnęło do jakiegoś schowka obok drzwi wejściowych.Ala wiedziała razem z Tomkiem,że to nie przelewki,więc spytała: -Co mamy zrobić?No,bo napewno nie przeszkodzić Cliwvalkerowi. -Nie waż się mówić po nazwisku do naszego pana i stwórcy!Macie iść do świata żywych istot i znależć kamień węgielny.Póżniej zanieście go do groty duchów na cmentarzu De la Crosse.W Hiszpanii. -A wiecie może,gdzie mamy szukać tego kamienia? -Tak.W zamku Nottingam.W Breslandii. -A gdzie jest Breslandia? -W świecie czarów,oczywiście.Wiecie gdzie to jest? -Nie,nie wiemy.A wy wiecie może? -Nie,ale może wam będzie sprzyjać szczęście.Może znajdziecie! -Dobrze,no to chodżmy do tej czarownicy jak najprędzej. -Zgoda.Pamiętajcie jednak,że jeśli nie zrobicie tego w ciągu najbliższych trzech dni,to nigdy już się nie zobaczycie z nimi.-to powiedziawszy Demon podszedł do czwórki więżniów i wepchnął ich do ciemnej komórki.-No,to chodżmy jak najprędzej! -Tak!!!-zawołano entuzjastycznie.

*************************************************

Po przybyciu do starej wiedżmy ,dwójka przyjaciół została wysłana z powrotem do swego świata.W tej chwili mogliby się nie przejmować tym,co się stanie z ich duchowymi przyjaciółmi i iść spokojnie do domu jakgdyby nigdy nic,ale tak nie zrobili.To nie było w ich stylu.Poza tym strasznie martwili się o uwięzionych przez demony.Postanowili po powrocie do domu dowiedzieć się czegoś na temat tych światów od babciFiladelfii-babci ali i babci Marceliny-babci Tomka.One obie bardzo dobrze oriętowały się we wszystkim i nigdy nie robiły…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych