Wróć do katalogu

Godzina

Kochać nie zawsze znaczy zrozumieć.

netzach, opublikowano , 8 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

GODZINA

Zegar wybijał godzinę szesnastą co najmniej dwuznacznie. Marcin spojrzał na srebrną tarczę niemal z obrzydzeniem. Czarne wahadło uparcie kiwało się odmierzając czas. Czy nie lepiej by było gdyby zegary nie istniały? Myśli Marcina szybowały gdzieś pod sufitem przechodząc w drobny trucht. Blade ściany pokoju wydały mu się wrogie, czuł ich ślepą obojętność wobec jego zniecierpliwienia - ludzkiej niewdzięczności wobec upływających minut. I ta głupia chęć cofnięcia czasu. Jacy ludzie są śmieszni! Zerwał się nagle jakby kanapa go oparzyła. Mimowolnie odwrócił się ku oknu gdzie zza firanki widać było ulicę. Ludzie jak zwykle chodzili wzdłuż krawężników... Ale kiedyś było inaczej. Marcin to czuł. Nie będzie już lepiej. Teraz nic nie dawało poczucia sensu. Nie jemu. Nie po jej śmierci. A przecież ludzie także wtedy chodzili wzdłuż krawężników. Coś się jednak stało. Kiedyś nie denerwowały go zegary, ściany nie były wrogie. I to nie jest zwykły żal po odejściu bliskiej osoby. To coś więcej. Teraz właśnie pojął, że ze światem jest coś nie tak, że nikt go nie rozumie. W najtrudniejszych chwilach zarezerwowano dla niego – w najlepszym przypadku – współczucie. W najgorszym – nienawiść. Tak, czuł się winny. Wiedział o Joannie więcej niż inni. I zawiódł. Szyby zadrżały od łoskotu przejeżdżającej ciężarówki. Marcin cofnął dłoń odrywając palce od zimnego szkła. Jego myśli znów się rozpędziły dotykając niemal sufitu. Musiał się chwilę skupić. Czas płynie teraz od jednego drżenia szyby do drugiego. Niczym uderzenia udręczonego serca. Zmęczony opadł na kanapę. Miękka skóra przywitała go cicho dając tym razem ukojenie niczym cień wielkiego drzewa w letni upał. Tak leżąc spojrzał poniżej i ujrzał rozkołysane cienie delikatnych, bukowych liści... Wyciągnął rękę by wierzchem dłoni poczuć drobną, chłodną trawę. Między palce wpadł mu różowy kwiat koniczyny. Zerwał go mimowolnie odwrócił się by spojrzeć na Joannę. Jej nieruchomy wzrok nie zdradzał żadnych uczuć. Usta w lekkim grymasie zadumy drgnęły pod dotykiem słodkiego kwiatu. Spojrzała na niego lekko z góry, a w jej oczach zagościł blady uśmiech. Pomyślał wtedy, że to najpiękniejsza chwila w jego życiu. Już nigdy potem nie przeżyli takiego popołudnia. Czemu nie powiedział wtedy, że ją kocha? Czemu nigdy tego nie powiedział? Zobaczył swoją rękę opuszczoną leniwie na podłogę. Pod palcami czuł teraz tylko miękki dywan. Jakże on szorstki był przy jej włosach! Wzrokiem pobiegł od dłoni, wzdłuż wywiniętego wzoru na dywanie. Zatrzymał się na starej, ciemnej komodzie. Wiedział, że nie powinien tego robić, a jednak jego wzrok wznosił się wolno, prawie hipnotycznie, coraz wyżej. Szuflada po szufladzie… Gdy otworzył znajdującą się najwyżej poczuł dreszcz. Uchylone okno otworzyło się cicho wpuszczając świeży powiew powietrza. Dziwne, ale w sierpniu dotknął go niemal jesienny chłód. Marcin spojrzał jeszcze przez chwilę na falującą delikatnie firankę. Jednak jego ręka sięgnęła znowu po kartkę leżącą na dnie szuflady… „Kochani! Wybaczcie mi to co tu napiszę. Ale muszę was prosić o jeszcze większe przebaczenie. Ja już naprawdę dłużej nie mogę. Dziś… Dowiecie się zresztą. Wszystkich kocham mocno. Pamiętajcie o tym! Zawsze was kochałam. Zawsze…” Nie mógł czytać dalej. Ilekroć wziął list do ręki… Zabrał go. Zabrał z Jej domu, bo wiedział, że jest dla niego. Zaadresowany do wszystkich, ale do niego najbardziej. Czuł to, po prostu czuł. Firanka zafalowała mocniej i na dole usłyszał trzask drzwi. Przeciąg. Zupełnie jak wtedy. Kiedy to było? Środa? Czwartek? Tak, to był czwartek……

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych