Wróć do katalogu

Gołębiarz

'Przyjaźń to najwspanialszy i najbardziej kosztowny dar.'

Maruel, opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gołębie z głośnym furkotem wzbiły się w powietrze. Na czystym niebie było je widać bardzo wyraźnie- jasne plamy na tle błękitu. Zgromadzeni na placu mężczyźni śledzili lot ptaków z zadartymi w górę głowami. Szeptali z podnieceniem, wymieniając uwagi. Nie było ich wielu- ot, grupa pasjonatów, przyglądająca się swoim ulubieńcom. Obok nich kręciły się zaciekawione dzieci. Tylko jeden człowiek wyraźnie stronił od roześmianej, podnieconej gromady. Starszy mężczyzna w prochowcu, w kapeluszu nasuniętym na oczy. Sprawiał wrażenie, jakby męczył go gwar. W końcu odszedł, bardzo powoli, powłócząc nogami. Jeden z chłopców, do tej pory obserwujący gołębie, oderwał wzrok od nieba i odprowadził go wzrokiem. - Kim jest ten człowiek?- zapytał stojącego najbliżej mężczyzny. Ten spojrzał na odchodzącego i wzruszył ramionami. - Nie wiem.

{b}*{/b}

Mało kto pamiętał, jak miał na imię. On sam czasami zdawał się o tym zapominać. Nieliczni, którzy go odwiedzali, przyzwyczaili się nazywać go Gołębiarzem. Żył samotnie, prowadząc niewielki sklepik z artykułami dla gołębi. Niewielu ludzi wiedziało o istnieniu tego sklepu, jeszcze mniej do niego zaglądało. W istocie, dla zwykłego przechodnia był od niemal niezauważalny- wciśnięty pomiędzy dwie szare i podniszczone kamienice nie zwracał na siebie uwagi. W środku było ciasno i wiecznie panował półmrok. Powietrze przesycał zapach piór i pokarmu dla ptaków. Gołębiarz nie należał do grupy mężczyzn, którzy co tydzień spotykali się na placu miasta, aby obserwować wyścigi ptaków. Coś odróżniało go od pełnych pasji i zapału hodowców gołębi. Nie wiedział nawet, czy lubi tą pracę. Niemniej, zjawiał się w sklepiku codziennie. Za bardzo się przyzwyczaił.

{b}*{/b}

Burza zaatakowała miasto znienacka i z niespotykaną wręcz siłą. Deszcz zacinał jak szalony, a niebo zachmurzyło się tak bardzo, że pomimo wczesnej jeszcze, popołudniowej godziny zapanowała niemal całkowita ciemność. Ludzie w pośpiechu uciekali do bram i domów, kryjąc się przed siekącymi strugami deszczu. W porównaniu z tym, co działo się na zewnątrz, sklepik Gołębiarza był niezwykle przytulnym miejscem. Brudna żarówka nie dawała wiele światła, dla Gołębiarza jednak było wystarczająco jasno. Siedział na taborecie, trzymając na kolanach niewielkiego, szarego ptaka. Pozornie niezgrabne palce staruszka zadziwiająco delikatnie zakładały obrączki na nogi gołębia. Nagle zadźwięczał dzwonek, przybity do futryny drzwi. Gołębiarz drgnął, niemal wypuszczając ptaka z rąk. - Przepraszam. Nie chciałem pana wystraszyć. W drzwiach stał chłopiec w ociekającym wodą płaszczu. Wokół jego stóp zdążyła się już utworzyć niewielka kałuża. - Czego chcesz?- zapytał Gołębiarz wyjątkowo nieprzyjemnym głosem. Zazwyczaj nie spotykało go nic dobrego ze strony dzieci. Czasami naśmiewały się z niego, kiedy szedł ulicami miasta. Widział też niejednokrotnie, jak męczyły ranne czy osłabione zwierzęta. Był bardzo bliski stwierdzenia, że wszystkie dzieci to małe diabełki, gotowe zamęczyć wszystko, co jest słabsze od nich.- To nie miejsce do zabawy. Chłopiec bynajmniej nie wyglądał na przestraszonego czy zniechęconego. Jedną ręką zdjął kaptur z głowy. Drugą trzymał pod płaszczem, jakby trzymał tam coś bardzo cennego. - Znalazłem go na strychu. Musiał wpaść tam przez przypadek. Jest bardzo potłuczony- powiedział cicho.- Pomyślałem, że pan najlepiej się nim zaopiekuje. Staruszek patrzył szeroko otwartymi oczami, jak dziecko wyjmuje zza pazuchy coś, co wyglądało jak szaro-biały kłębek piór. Trzymanego w ręku gołębia wypuścił do klatki, po czym delikatnie wziął ptaka z rąk chłopca. Obaj przyglądali się, jak bezkształtny kłębek piór ożywa w dłoniach Gołębiarza. Zrazu poruszył się niespokojnie, później łypnął dookoła okrągłymi jak paciorki oczami. Chwilę później spróbował rozprostować skrzydła. - Chyba je złamał- wyszeptał Gołębiarz, bardziej do siebie, niż do chłopca. Istotnie, jedno ze skrzydeł ptaka zwisało pod dziwnym kątem. Gołąb krzyknął cicho. - Może pan coś na to poradzić?- odezwał się chłopiec. - Już nie raz mi się udawało- powiedział starzec z namysłem.- Wygląda na to, że twój przyjaciel wcale nie czuje się tak najgorzej. Roześmiał się cicho, widząc, jak ptak dziobie go po ręce. - Trzeba będzie go opatrzyć. Chłopiec aż podskoczył. - Czy mogę jakoś pomóc? W końcu ja go tu przyniosłem... - Nie. Lepiej wracaj już do domu- nagle głos Gołębiarza stał się ostrzejszy.- Pewnie twoja mama się niepokoi. - Wcale nie- odparł butnie chłopiec.- Powiedziałem jej, że nie będzie mnie przez jakiś czas. A pan może mnie potrzebować. Gołębiarz spojrzał na niego z wyraźną niechęcią. Obecność dziecka powoli zaczynała go męczyć. - Będziesz mi tylko przeszkadzał- mruknął. - Obiecuję, że będę cicho- przyrzekł chłopiec, zdejmując mokry płaszcz.- Niech pan pozwoli mi tu zostać.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych