Wróć do katalogu

Gorzka Zielona Herbata.

W sumie, nie wiem co tu wpisać. Zwykłe opowiadanie ? Uczę się. Wszystkie komentarze mile widziane ;)

Bianita, opublikowano , 34 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jak zwykle obudziły mnie promienie słońca, wkradające się do mojej sypialni przez okno. Pech chciał, że łóżko miała ustawione w taki sposób, że wschodzące poranne słońce oświetlało mi twarz, budząc mnie jednocześnie. Tak zdecydowanie powinnam zainwestować w rolety - pomyślałam. Przekręciłam się na drugi bok i nasunęłam kołdrę na głowę. Nie należałam do rannych ptaszków tak więc wstawanie przychodziło mi z trudem. Zamknęłam oczy i pogrążyłam się w myślach, co muszę dziś zrobić : na pewno znaleźć pracę, uzupełnić te pustki w lodówce bo niedługo nie będzie tam nic prócz światła, oh no i zakupić rolety rzecz jasna. Nagle z myślenia wyrwało mnie krótkie ale dość głośne miauczenie. Zsunęłam kołdrę z głowy i ujrzałam moją kotkę, niebieskookiego persa. Wpatrywała się we mnie swoimi bystrymi oczyma. - Jesteś głodna ? - zapytałam. Oczywiście, nie musiałam długo czekać na reakcję, Blanka odwróciła się i zwinnie ruszyła w stronę kuchni. Nie pozostało mi nic innego jak tylko ruszyć za nią. Weszłam do kuchni, z lodówki wyjęłam ostatnią saszetkę Whiskasa połowa wylądowała w misce Blanki, natomiast resztę włożyłam z powrotem do lodówki. - Musi Ci wystarczyć. - położyłam miskę na ziemi i pogłaskałam ją po grzbiecie. - Ale obiecuje jak tylko znajdę pracę kupię Ci wielki kawałek piersi z kurczaka, co ty na to ? Kotka zamruczała i podeszła do miski. Spojrzałam na zegarek, no pięknie dochodziła 7:00 czas się zbierać. Szybka poranna toaleta i po chwili z ręcznikiem na głowie znów znalazłam się w kuchni, czułam się senna zdecydowanie potrzebowałam kofeiny, tak. Nastawiłam wodę na kawę i spojrzałam na miskę - pusta. Zadowolona Blanka leżała teraz na parapecie, a raczej wygrzewała się co jakiś czas leniwie otwierając oczy aby sprawdzić co się dzieje. Znów nerwowe spojrzenie na zegarek, 7:20. Popędziłam do łazienki, zaczęłam suszyć i układać włosy. Gwizd czajnika. I z powrotem do kuchni. Zalałam kawę, kotka oczywiście ani drgnęła. 7:30 w co Ja się ubiorę ? Szafa wypchana po brzegi rzeczami, w większości takimi, których nigdy nie miałam na sobie i mieć nie będę. Musze zrobić dobre wrażenie na rozmowach kwalifikacyjnych. Znalazłam czarną spódnicę bombkę przed kolano z wysokim stanem, do tego biała koszulka na guziczki - wyglądałam poważnie, może aż za bardzo poważnie. Czym by to przełamać ? Po chwili dumania, i bezmyślnego wpatrywania się w szafę, znalazłam ! Fioletowe rajstopy, a co mi tam nie będę siebie robiła wielkiej bizneswomen, to nie w moim stylu. Do tego czarne buty na obcasie. Wyglądałam nawet dobrze, nie powiem. Włosy spięłam w elegancki kok, do tego lekki makijaż, przecież chce żeby na mój widok pomyśleli - nie dość, że inteligentna to jeszcze dystyngowana młoda dama, a nie uciekli z krzykiem rzucając krzyżami i czosnkiem. 7:45 w pośpiechu wzięłam łyk kawy, pogłaskałam Blankę, chwyciłam torebkę oraz kluczę i wybiegłam z mieszkania.

Będąc na dworze od razu uderzyła mnie ta duchota, tylko słońce zero jakiegokolwiek wiatru. Ruszyłam w stronę kiosku. - Times poproszę. - Nie ma ! - odpowiedziała na odczepnego wiedźma z kiosku. Żuła przy tym wszystkim gumę, a raziło mnie najbardziej to, że niemiłosiernie przy tym ciumkała. - To może Wall Street Journal ? - nie dawałam tak łatwo za wygraną. Wiedźma rzuciła okiem na stos gazet, przerzuciła parę z jednej strony na drugą nawet na nie nie patrząc. - Nie ma ! - To może spytam inaczej, czy masz wie ... czy ma Pani jakieś inne gazety, w których znajdę oferty pracy ?! - Tylko The Sun, złotko. I co się tak unosisz, spokojnie ! - wolne żarty. Cisnęła mi gazetą w dłoń, nie zostałam dłużna rzuciłam jej pieniądze na ladę i odwróciłam się na pięcie. - A reszta ? - Może Pani sobie za resztę kupić miotłę. - A na co mi miotła ?! - uniosła się nagle kobieta. A jej twarz przybrała czerwonych kolorów. - Wiedźmy powinny latać na miotłach. - krzyknęłam i wyszłam. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec, ruszyłam więc w stronę parku aby na spokojnie przejrzeć gazetę. Minęłam przy tym moją ulubioną kawiarenkę Relax Tea, zajrzałam oczywiście przez szybkę ale przy kasie nie zobaczyłam Tonego, więc ruszyłam dalej. Dotarłam do parku, chyba 15 min. szukałam wolnej ławki, wszędzie albo migdalące się zakochane pary albo nie migdalące się ale w dalszym ciągu zakochane pary. Ławka na samym słońcu, lepsze to niż nic. Wyjęłam gazetę z torebki i długopis. Lecimy. ''Poszukiwana sekretarka, wysoka cycasta tleniona blondynka. Nie musi być wcale inteligenta, ale powinna chociażby umieć parzyć kawę. Lubiąca żonatych facetów i firmowe romanse zwłaszcza z własnym szefem.'' Nie, nie było takiej oferty ale tylko to mi się nasuwało gdy widziałam nagłówek - poszukiwana sekretarka. Tak więc odpada. Przekręciłam na drugą stronę. Tak, nic nowego znów - poszukiwana sekretarka, hostessa. Trzecia strona. ''Poszukiwany/a tłumacz/tłumaczka ...'' zakreśliłam. ''Poszukiwana asystentka szefa do dużej firmy IDP Interteiment. Praca papierkowa, którą czasem będzie trzeba zabrać do domu. Wymagana znajomość obsługi komputera.'' asystentka, asystentka nie sekretarka - powtarzałam sobie, zakreślam. Całe dwie oferty na trzy strony, świetnie. Wyjęłam telefon z torebki i wystukałam numer, pierw spróbuje swoich sił jako tłumaczka. - Taaaaaak ? - usłyszałam znudzony męski głos. - Dzień dobry, dzwonie w sprawie oferty pracy, która została zamieszczona w The Sun, dokładnie w sprawie pracy tłumacza. - Aha. Tak no więc, ta praca ... ona, jest już nieaktualna. Właśnie przed chwilą dostał ją pewien młody człowiek. Bardzo mi przykro. - A, no cóż zdarza się. Dziękuje do widzenia. Nawet nie poczekałam aż odpowie, rozłączyłam się natychmiast. Teraz czas na tą ''asystentkę'', tak ''asystentkę''. - Dzień dobry ! - tym razem głos kobiety, dosyć miły, żywy. - Dzień dobry, dzwonie w sprawie oferty pracy, która została zamieszczona w The Sun, dokładnie w sprawie asystentki szefa. - A tak, praca jak najbardziej aktualna tyle, że musi się pani stawić osobiście. Najlepiej dziś. To nie problem ? Zapisać panią ? - Ależ tak, oczywiście ! - odpowiedziałam podekscytowana. - Dobrze, w takim razie proszę żeby stawiła się pani w firmie na godz.10:00, pasuje ? - spojrzałam na zegarek, była 9:30. - Idealnie pasuje. - Zna pani adres ? - Tak tak, wszystko jest napisane w gazecie. - W takim razie, czekamy na panią o godz. 10:00. Do widzenia. - powiedziała bardzo miłym głosem. - Dziękuję, do widzenia ! Ah, tak w końcu jakieś małe światełko w tunelu ! Zerwałam się z ławki chwyciłam gazetę w rękę i pobiegłam na przystanek autobusowy. Firma znajdowała się na ulicy Sans Trey 9, na piechotę na pewno bym nie doszła na czas. Rzuciłam okiem na rozkład, tylko 7 mogę tam dojechać, ale podziękujmy Bogu za to, że w Bostonie autobusy jeżdżą co 5 min. Długo nie czekałam. Wyprzedziłam wszystkich emerytów, wpadłam do autobusu i zajęłam jedyne wolne miejsce, które rzuciło mi się w oczy. Po chwili oddech zaczął wracać do normy, drzwi się zamknęły, autobus ruszył. Wiedziałam, że wystawiam się na odstrzał, siadając. Czułam na sobie zgryźliwe pełne irytacji spojrzenia emerytów, widziałam te grymasy na twarzy. Czułam się tak jakby zaraz mieli się na mnie rzucić, i zdzielić tymi drewnianymi laskami. Takie jest prawo dżungli - pomyślałam. I Starałam się nie zwracać na nich uwagi. Po 20 min. byłam miejscu. Wysiadłam od razu przed wielkim budynkiem firmy IDP. Wzięłam oddech i ruszyłam w jego stronę. Pchnęłam obrotowe drzwi i weszłam do środka. Luksus i elegancja tego miejsca biły po oczach. W holu zobaczyłam trzy młode dziewczyny, chyba przyszły tu w tej samej sprawie co Ja, ba ! Na pewno przyszły tu po to żeby starać się o posadę asystentki szefa. Jedyne co mnie zdziwiło to to, że wszystkie były blondynkami - może i jestem jakaś uprzedzona, ale mi już mi się to nie podoba. Nie bardzo wiedziałam co teraz, więc podeszłam do recepcji. Okazało się, że kobieta z recepcji to brunetka - tak ! Czyli mam szanse. Miała na oko 27 lat, ubrana w czerwoną spódniczkę dosyć krótką i czarną koszulę na guziki. - W czym mogę pomóc ? - zapytała miło i z uśmiechem. Co dziwne nie był to wymuszony uśmiech, wręcz przeciwnie bardzo uprzejmy. Aż się zastanowiłam przez chwilę czy przypadkiem nie wyglądam śmiesznie w tych fioletowych rajstopach albo czy emeryci nie przylepili mi jakiejś karteczki na plecach gdy wysiadałam. ''Kopnij mnie bo jestem zła i nie ustępuje miejsca starszym ludziom w autobusie.'' Czy coś w tym stylu. - Dzień dobry, Ja w sprawie pracy asystentki szefa. - To z panią rozmawiałam 30 min. temu tak ? - Tak tak. - Ahaa. - spojrzała do zeszytu. - Przyszła pani punktualnie, więc proszę się udać do pokoju 102 gdzie czeka na Panią szef. Utniecie sobie małą pogawędkę. - Dziękuje za informację. - odpowiedziałam trochę przestraszona. - A i jeszcze jedno, życzę powodzenia ! Miło by było mieć tu chodź jedną brunetkę ! - to mówiąc uśmiechnęła się i machnęła mi ręką. Odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam w stronę windy. Czułam na sobie złowrogie spojrzenia blondynek, więc jak najszybciej wsiadłam do winy. Nie bardzo wiedziałam gdzie może się znajdować w tym wielkim budynku pokój 102, obliczyłam sobie, że może na trzecim piętrze ? Winda ruszyła. Pudło. Wróciłam do windy i wcisnęłam tym razem piąte piętro. Za wysoko. Tak więc, to musi być na czwartym, zeszłam schodami. Na korytarzu pusto. Podeszłam do pierwszych lepszych drzwi i zobaczyłam numerek 103, cofnęłam się. I wylądowałam pod 102. Oddech. Dobra szef to też człowiek, nie ma się czym stresować, odmówi to odmówi. Zapukałam. - Prooszę ! - krzyknął mocny męski głos. Otworzyłam drzwi, siedział na krześle obrotowym tyłem do mnie, a przodem do wielkiego okna z którego był widok na cały Boston. - Dzień dobry, przyszłam w sprawie pracy asystentki szefa, i zostałam tu wysłana. - czułam w swoim głosie strach, lekki wahanie. Czułam jak nogi się pode mną uginają. - A tak, proszę niech pani siada. - mówiąc to ani drgnął, dalej siedział tyłem do mnie. Co za gbur - pomyślałam przez chwilę. Nastała cisza, trwała ona może z minute ale mi ciągnęła się w nieskończoność. - A więc. - zaczął i tym samym odwrócił się do mnie. - Nie przeraża panią papierkowa robota ? Nim doszło do mnie to pytanie, musiałam przeanalizować wygląd mojego przyszłego szefa. Dobrze zbudowany brunet, włosy postawione na żel, mulat. Nie murzyn ! Taka kawa z mlekiem. Z wielkimi zielonymi oczami. Spodnie od garnituru i lekko puszczona koszula. Muszę przyznać robił wrażenie. - Proszę pani ? - tak to pytanie do mnie dotarło i musiałam w trybie natychmiastowym przestać rozbierać go wzrokiem. - A tak, Ja ... papierkowa robota ? Jak najbardziej mi odpowiada. - A obsługa komputera ? - Bez problemów. Spojrzał na mnie - teraz to Ja czułam się rozbierana wzrokiem. - Proszę. - wręczył mi kartkę. - Niech pani wpisze tu swoje dane, imię, nazwisko, miejsce zamieszkania i telefon kontaktowy. Jeżeli uznam, że jest pani odpowiednią osobą, zadzwonię jutro z samego rana i poproszę żeby od razu stawiła się pani w firmie. Zgoda ? - Ależ oczywiście. - Już po mnie, już po mnie. Wypełniłam kartkę i odłożyłam na stolik. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi, oczywiście tak samo jak i mnie przywitał tak samo mnie pożegnał - stał tyłem gapiąc się przez okno. - Do widzenia ! - krzyknęłam. - Do zobaczenia. - odpowiedział spokojnie. Do zobaczenia ? Do zobaczenia ? Czyli mam jeszcze jakieś szanse. Ruszyłam w stronę windy. Na dole minęłam pustą recepcję a i blondynek też nie było. Czyżby zaatakowały tą miłą brunetkę ? Wyszłam przed budynek i ruszyłam w stronę stojących taksówek. Wsiadłam do pierwszej lepszej. - Na Revi Street, proszę. - Już się robi panienko ! - odparł miły starszy pan. Po chwili byłam na miejscu, zapłaciłam i grzecznie podziękowałam. Jednak są na świecie mili starsi ludzie - pomyślałam.

Udałam się w stronę Relax Tea, mając nadzieje, że na tej zmianie zastanę Tonego. Przez szybę ujrzałam wysokiego jak tyka chłopaka, z blond włosami w czerwonym fartuszku - tak to Tony. Weszłam i zajęłam stolik na samym końcu kawiarenki, zawsze tak robię. - Aubry !? - zawołał. - Tony ! - A co ty robisz ? - spytał zdziwiony. - Wszystko Ci opowiem, ale pomału pierw może mogłabym dostać zieloną herbatę ? - Jasne, już się robi. - powiedział z uśmiechem. Jedyna rzecz, która mnie w Tonym intrygowała to jego oczy, które były diabelsko czarne. Znaliśmy się już dobry rok, ale za każdym razem nie mogłam oderwać od nich oczu. - Proszę Madam ! - ukłonił się, podał herbatę i siadł naprzeciwko. - Sło ... - Tak słodzona. - przerwał mi. - Jesteś jedyną osobą jaką znam, która słodzi zieloną herbatę. A i owszem, Ja też znam tylko jedną osobę - siebie. - To opowiadaj co dziś robiłaś, po kolei. - zaproponował. Wzięłam dwa łyki herbaty i zaczęłam swoją opowieść. Opowiedziałam mu o potrzebie zakupienia rolet, żeby móc wreszcie spać spokojnie. O pustkach w lodówce. Sprzeczce w kiosku. Jeździe autobusem ze stadem rozzłoszczonych emerytów. O pracy, którą może będę miała może nie. Tak opowiadałam i opowiadałam dobre 3 godz. Ani razu mi nie przerwał, rzucał jedynie jakiś swój zabawny komentarz do danej sytuacji. Tak to w nim lubiłam, był chłopakiem, który potrafił mnie słuchać ale również pokazać mi swój punkt widzenia w zabawny sposób. - No to pięknie ! - powiedział śmiejąc się. - Właśnie tak mi z leciał dzisiejszy dzień. - to mówiąc wzięłam ostatni łyk herbaty i spojrzałam przez witrynę kawiarni. - Kurde, Tony patrz jak późno, ale się zagadałam, przepraszam Cię bardzo, będę już lecieć. - Nie, no co ty nic się nie stało, zostań. - poprosił. Spojrzałam na zegarek przy kasie - 21:40 - Serio, muszę lecieć. Nie chce zapeszać, ale jak jutro rano do mnie zadzwonią i każą się stawić w firmie muszę być przytomna prawda ? I Blanka pewnie chodzi głodna. - ah tak Blanka, niedługo zacznie obgryzać kwiatki. - A no skoro tak, to nie będę Cię zatrzymywał. - powiedział bez entuzjazmu, wstał i zabrał pusty kubek. Nigdy nie wiedziałam, jak mam się z nim żegnać, uścisnąć dłoń, przytulić, dać buziaka w policzek ? Tony to Tony, nikt inny jak tylko dobry przyjaciel - bynajmniej tak to wyglądało z mojej strony. Nigdy niczego od niego nie wymagałam i miałam nadzieje, że on myślał podobnie. Wstałam, zasunęłam krzesło i ruszyłam w stronę drzwi. - Na razie Tony, miłego wieczoru ! Mogę wpaść jutro rano ? - chciałam jakoś załagodzić tą całą sytuację. - Jasne ! - ożywił się. - W takim razie, do zobaczenia rano i miłego wieczoru ! - krzyknęłam z uśmiechem. - Tak, tak. Do zobaczenia ! - odkrzyknął zza lady.

Będąc na zewnątrz, poczułam zapach unoszącego się deszczu. Nie wiedziałam czy szykuje się kolejna ulewa ale czym prędzej ruszyłam w stronę domu, nie było to w gruncie rzeczy daleko, wystarczyło przejść przez przejście, mój dom znajdował się od razu na przeciwko Relax Tea. Jak zwykle szarpałam się z drzwiami wejściowymi. Następnie musiałam pokonać odległość z parteru na piąte piętro - schodami, ponieważ tak nowoczesny budynek nie posiadał windy. Od razu po wejściu do domu, przywitała mnie głodna Blanka, po czym poznałam, że jest głodna ? Ano po tym, że przyciągnęła miskę z kuchni aż pod moje łóżko. - Już, chwilunia. - zakomunikowałam. Wzięłam miskę, weszłam do kuchni i nałożyłam resztkę saszetki. - Musi Ci to wystarczyć, przykro mi. Kotka prychnęła i nie raczyła nawet podejść do miski. - I tak obie wiemy, że długo nie wytrzymasz, idę się kąpać jak wrócę miska ma być pusta. - nachyliłam się żeby ją pogłaskać, ale nie dała się, wybiegła z kuchni. Jak nie to nie - pomyślałam i poszłam do łazienki. Kąpiel, tak zdecydowanie tego potrzebowałam. Wychodząc z łazienki rzuciłam okiem na miskę - pusta. Poszłam więc do swojej sypialni, zaświeciłam światło i ujrzałam zadowoloną Blankę która leżała już w moim łóżku. Czas zrobić to samo - zgasiłam światło i udałam się w stronę łóżka. - I co moja panno, już się nie gniewamy ? - podeszłam i podniosłam kotkę, jednocześnie wchodząc pod kołdrę i położyłam ją z powrotem. Blanka zamruczała i po minucie spała. Natomiast Ja rzucałam się z boku na bok, zastanawiając się czy dostanę pracę asystentki szefa czy też wyląduje na bruku wraz z Blanką i będę musiała nauczyć ją robienia sztuczek, skakanie przez ogniste koła czy czegoś w tym stylu aby zarobić trochę pieniędzy. Tfu ! To głupie. Znów się przekręciłam, teraz moją głowę zaprzątał Tony i to, że obydwoje nie mamy nikogo, jesteśmy w tym samym wieku - 22 lata i nasze sytuacje życiowe w gruncie rzeczy wyglądają podobnie. Może czas powiedzieć to otwarcie - czego my nie jesteśmy razem ? Bo Tony nie jest w moim typie ? Ale przecież doskonale się z nim rozumiem. Co gorsza nie wiem, czego on ode mnie oczekuje, nie chce go zranić, ale też nie chce mu dawać złudnych nadziei. Proponował wyjście do kina i powiedział otwarcie ''Aubry, chce

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych