Wróć do katalogu

Gott ist tot

Czyżby Bóg?

AdZeroopublikowano 27 listopada 20095 min czytania 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jan Kowalski umarł, a Bóg uśmiechał się do niego dobrodusznie. Przybrał postać dziadka Kowalskiego. Krótka, wypielęgnowana siwa broda, po której nieustannie nerwowo się skubał, była na swoim miejscu. Uszy także miał identyczne, lekko odstające, palce wykręcone artretyzmem. Mimo wszystkich charakterystycznych cech, jedynie ten uśmiech, w młodości kojarzący się z cukierkami, odsłonił Janowi Kowalskiemu odpowiednią część pamięci. Dziadek. Nieżyjący od trzydziestu lat. - Umarłeś – stwierdził bez ogródek Bóg. – Jak się z tym czujesz? - Bywało gorzej. – przyznał ze szczerością Kowalski, przypominając sobie bóle swojego życia. Bóg usiadł na bujanym krześle. Kowalski dałby głowę, że wcześniej go tam nie było. - Dobra, było, nie było, jak mawiają wasi filozofowie, wszystko jest względne. – stwierdził Bóg, z uśmiechem dziadeczka na pomarszczonej twarzy, czytając w {i} myślach, moich myślach!{/i} kowalskiego. - To właściwie nie myśli. To muzyka duszy. Kowalski zastanawiał się moment nad zagadnieniem związku Boga z muzyką, ale prędko przeszedł do problemu, który nurtował go najbardziej. - Ale, Boże… po co tu jestem? - Ech, a było tak przyjemnie, chłopcze – wyrzęził staruszek i zaniósł się kaszlem – ale w końcu musieliśmy do tego dojść. Kowalski kątem oka zarejestrował obiekt, którego wcześniej tam nie było. Strzelba. Klasyczny shotgun. Twarz dziadka stężała. - Chcę, żebyś mnie zabił.

***

- Myślałem nad tym długo. Albo w ogóle nie zacząłem jeszcze myśleć. Może wciąż się zastanawiam. Wasza historia toczy się w jednej linii. Moja nie ma żadnej linii. Jest płaszczyzną, po której idzie nitka waszych dziejów. Mogę rozmawiać z tobą i równocześnie tworzyć światy. Jestem wszechmogący. – westchnął i zaczął się bujać, wykonując leniwe ruchy. - A wy krzyczycie. Że gott ist tot, że nie istnieje. Ja, pierwszy poruszyciel – nieistniejący? To nie robiło na mnie wrażenia. W każdym razie nie dość duże, żeby mnie wzburzyć. Dając wam wolną wolę, wasze własne sznurki, którymi możecie sterować,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych