Granatowe Serce
Brud który dostał się pod paznokcie nazywamy intruzem a brud który wdarł się do serca nazywamy śmiertelnym wrogiem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Trzymałem w garści pistolet celując mu w tył głowy. Za moment pociągnę za spust a jego mózg znajdzie się na murze przede mną. Skazany odwrócił swoją złą, brzydką twarz i splunął mi na mundur. Pociągnąłem za spust. Huk ogłuszył mnie suchym, metalicznym trzaskiem. Otworzyłem oczy i przez chwilę patrzyłem bezmyślnie w sufit. To był piękny sen. Usiadłem na łóżku i rozejrzałem się po swoim pokoju. Cały był zagracony wszelkiego rodzaju śmieciami i resztkami gnijącego jedzenia. Wszechogarniający mrok rozświetlało jedynie niebieskie światło włączonego komputera. Pomieszczenie atakowało ze wszystkich stron odurzającym smrodem zgnilizny, jednak ja już dawno przyzwyczaiłem się do tego zapachu. Matka zawołała na śniadanie. Odpowiedziałem, że za raz schodzę obrażając ją pod nosem od kurew. Poszedłem do małej, szarej łazienki obok swojego pokoju, okręciłem zimną wodę i obmyłem twarz. W dużym, zakurzonym lustrze pojawiła się sylwetka wysokiego, zgarbionego chłopaka o tłustych, rozczochranych włosach. Pod czerwonymi oczami malowały mu się dwa, duże cienie. Schodząc po długich, rozlatujących się schodach spotkałem starszego brata, który rzucił na mnie spojrzenie złych, zielonych oczu i poszedł na górę. Ojca nie było a matka leżała rozwalona na kanapie i oglądała jakiś paradokument. Usiadłem przy dębowym stole w małej, czystej kuchni. Jakby na wyspie spokoju w tym morzu zgiełku. Zjadłem śniadanie gapiąc się na jakiś filmik na YouTube, a gdy skończyłem złapałem za plecak leżący od wczoraj w holu i wyszedłem na podbój kolejnego dnia. Na dworze panowała szara, deszczowa pogoda. Z rynien lała się strugami mętna woda. Założyłem na głowę kaptur i ruszyłem naprzeciw tego nijakiego krajobrazu. Gdzieś w środku drogi złapał mnie Michał z parasolem w lewej ręce. Dlaczego sam o tym nie pomyślałem? Kiedy tylko mnie zauważył, zaczął gadać energicznym, niskim głosem. Mówił jak to mu idzie na siłowni i jakie to ma relacje ze swoją dziewczyną. Gdy doszliśmy do szkoły, pożegnał mnie i ruszył w swoją stronę. Byłem przemoczony i wściekły jak pies. Nienawidziłem Michała. Nienawidziłem tej jego energicznej paplaniny. Wszedłem do szkoły i skierowałem się do swojej szafki. Spróbowałem ją otworzyć. Raz, drugi, trzeci. Zamknięta. Rzuciłem przemoczoną kurtkę w kąt szatni i powlokłem się na pierwszą lekcję robiąc za sobą małe kałuże. Przekroczyłem próg klasy, usiadłem w ostatniej ławce i zasnąłem z głową położoną na książkach. Byłem wielki, ogromny, unosiłem się nad światem jak grecki bóg. Ludzie pod moimi nogami wyglądali jak mrówki. Tylko jedno moje słowo a zegną karki w poddańczym ukłonie. Obudził mnie krzyk baby od angielskiego. - Pobudka panie Dąbrowski! Zaczęła wrzeszczeć, że nie mam przyszłości bez angielskiego, że bez niego niczego w życiu nie osiągnę. Bez słowa wstałem, spakowałem rzeczy i wyszedłem z klasy. Na korytarzu stał wysoki, bardzo przystojny blondyn patrzący w sufit. Po chwili kucnął i, wciąż patrząc w górę, wyjął coś z plecaka. Przez…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Borek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…