Wróć do katalogu

Guardian Angel

o samotności, zmaganiu się ze sobą oraz z własnymi uczuciami

bellatrix, opublikowano , 17 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*** Poranek ***

Powietrze było mroźne. Niebo powoli różowiło się nad wschodnim horyzontem, idealnie czyste i bezchmurne. Z każdą chwilą robiło się coraz jaśniej, aż ogromna, krwistoczerwona kula wynurzyła się znad drzew. Po paru minutach cały świat zaiskrzył tęczą barw. Złociste promienie odbijały się w każdej, maleńkiej drobinie szronu, dając niezapomniany efekt. Patrzyła na ten spektakl, mimo że, ubrana tylko w cienki sweterek, dygotała z zimna. - Zamarzniesz. - Usłyszała zatroskany głos. - Chcę zamarznąć - odparła, wciągając głęboko do płuc lodowate powietrze.- Pozwól mi, siostro. - Chodź już lepiej do domu, napijesz się ciepłej herbaty. Musisz się rozgrzać. - No dobrze - zgodziła się z niechęcią. Po chwili była w mieszkaniu i parzyła herbatę. Aromatyczna woń wypełniła całą kuchnię, stwarzając wrażenie ciepłego i przytulnego, domowego ogniska. Czerwone cyfry elektronicznego zegara wskazywały godzinę 6:57. Westchnęła ciężko. - Dlaczego to... - zaczęła i urwała, machając bezradnie ręką. - Chcesz mi opowiedzieć, co się stało? - zapytała łagodnym tonem. Zawahała się chwilę. - W zasadzie, to nic się nie stało - westchnęła po raz kolejny, siadając przy kuchennym stole. W dłoniach kurczowo trzymała kubek z gorącą herbatą. - Więc, skąd ta chęć zamarznięcia? Upiła malutki łyczek. - Gorące! - Odstawiła szybko kubek.- A ta chęć... po prostu nie chce mi się już żyć. Nie mam dla kogo. Nie mam przyjaciół, nikt dla mnie nie ma czasu, wszyscy mają zawsze na głowie ważniejsze sprawy i nikogo nie obchodzi co ja czuję! - jej głos przeszedł w krzyk, po czym rozpłakała się. – Nie mam nikogo, oprócz ciebie, siostro - dodała, łkając cichutko. - Nie płacz, uspokój się - szepnęła miękko. - Przecież masz przyjaciół, chociażby Anię... no i ostatnio opowiadałaś mi o nim. Nazywałaś go przecież przyjacielem, więc... - Co to za przyjaciel, od kilku dni w ogóle nie ma dla mnie czasu - odparła żałośnie. - Nawet nie zadzwonił a Anka ostatnio ma jakieś problemy ze swoim chłopakiem i też nie może poświęcać mi teraz uwagi. - Przyjaciel to nie jest ktoś, kogo można mieć na każde zawołanie - powiedziała, spokojnym i cierpliwym tonem. - I nie powinnaś skreślać ich z listy przyjaciół, dlatego, że mają czasem własne problemy. - Z jakiej listy, zostali mi tylko oni dwoje - zauważyła z goryczą. - To tym bardziej powinnaś się postarać, by tego nie zniszczyć. Lepiej się zastanów, czemu tylko oni ci pozostali. Może wymagasz zbyt wiele od ludzi i zbyt latwo ich skreślasz? Umilkła, tylko kilka łez stoczyło się po jej policzkach. - Chyba masz rację, siostro - szepnęła po chwili. Tego samego dnia wieczorem zadzwonił, przepraszając że milczał tak długo. Z uśmiechem odparła, że się nie gniewa i rozumie, iż musiał mieć ważny powód, skoro się nie odzywał. Czuła, że siostra była z niej dumna.

*** Ania ***

Średniego wzrostu blondynka, o niebieskich oczach, siedziała u niej na kanapie i tonęła we łzach. - I co ja mam robić? - pytała w kółko. Usiadła obok niej i otoczyła ramieniem, nie wiedząc co powiedzieć. Ania właśnie przeżywała kolejną kłótnię z chłopakiem. - Po pierwsze, nie płacz - szepnęła. - To nic nie da. Spróbuj się zastanowić czy chcesz z nim być po tym, co ci powiedział. Jeśli uznasz, że chcesz, to porozmawiaj z nim, powiedz że zrobił ci przykrość, ale że ci zależy i mu wybaczysz. A jeśli nie... Ania zaniosła się jeszcze głośniejszym płaczem. - Ja... ja już mam go dość - wyszlochała. - ...ale nie potrafię od niego odejść. Westchnęła. - Chyba nie umiem ci pomóc, w takim razie. - Już mi pomogłaś. - Pociągnęła nosem. - Dobrze, że mogę się przed tobą wygadać. Trochę mi ulżyło. - Cóż, cieszę się, że chociaż tyle mogłam dla ciebie zrobić - odparła. Kilka dni później, Ania przyszła radosna jak skowronek. - Już wszystko dobrze! - zawołała od progu. - Przeprosił mnie i przyznał, że zachował się jak gbur. Idziemy na imprezę w sobotę, wiesz i tak sobie pomyślałam, że ty jesteś sama... przeszłabyś się z nami, podobno ma być masa fajnych ludzi, zapoznałabym cię z kolegami... - Dzięki. - Uśmiechnęła się. - Jestem szczęśliwa, że u ciebie już wszystko w porządku. A co do imprezy... -Nie chcę słyszeć, że nie możesz! - oświadczyła. - Pojdziesz i już! Wpadniemy po ciebie w sobotę! Ania tym razem nie siedziała długo. Poszczebiotała jeszcze trochę i pobiegła na spotkanie ze swoją przyczyną smutków i radości. - Miło z jej strony, że mnie zaprosiła, nie sądzisz, siostro? - spytała, uśmiechając się. - Jesteście przecież przyjaciółkami, pomogłaś jej w trudnych chwilach. Myślę, że Ania chce ci się odwdzięczyć. Pójdziesz na tą zabawę? - Chyba tak. Mam ochotę poznać nowych ludzi. Zresztą, Ania tak gorąco zapraszała, że nie mogłam odmówić. - Towarzystwo Ani dobrze wpływa na twoje samopoczucie - zauważyła. - Jestem pewna, że będziesz się świetnie bawić.

*** On ***

Wysuszyła włosy i ubrała się. Impreza miała być luźna, nie stroiła się specjalnie. Włożyła czarną bluzkę, przetykaną na wysokości piersi złocistym haftem, i dżinsy. Popatrzyła na siebie przed lustrem. - Wyglądasz bardzo ładnie. Miłej zabawy. - Dziękuję siostro. - Uśmiechnęła się. - Jestem pewna, że będzie... Słowa przerwał ostry dźwięk telefonicznego dzwonka. Odebrała. Chwilę porozmawiała, po czym pośpiesznie odłożyła słuchawkę i zarzuciła na siebie płaszcz. - Coś się stało? Dokąd się tak spieszysz? - Muszę iść do niego... do mojego przyjaciela - odrzekła, zakładając buty. - On bardzo potrzebuje teraz kogoś - wyjaśniła, jakby przepraszająco. - Prawie płakał, nie mogę go tak zostawić. - A co z imprezą? - Zadzwonię po drodze do Anki, mam nadzieję, że zrozumie. - Dobrze. - Uśmiechnęła się łagodnie. - Są rzeczy ważniejsze niż impreza i myślę, że słusznie postępujesz. - Dziękuję, siostro - powiedziała z ulgą. - Do zobaczenia. Wróciła nad ranem, potwornie zmęczona, ale w jej oczach lśniły iskierki radości. - Nie żałujesz, że minęła cię impreza? - usłyszała jeszcze, zanim odpłynęła w sen. - Nie - szepnęła. - Ani trochę. Rozmawialiśmy całą noc, udało mi się mu pomóc. Myślę, że to było bardzo ważne, dla nas obojga. Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła. *** Bardzo lubiła przebywać w jego towarzystwie. Mogła z nim porozmawiać prawie o wszystkim, potrafił zawsze zrozumieć. Czas spędzali zazwyczaj na spacerach, czasem szli do jakiejś knajpy na piwo. - Wiesz siostro, taka przyjaźń to chyba najpiękniejsza rzecz - mówiła, uśmiechając się mimowolnie. - Tak dobrze jest móc opowiedzieć komuś o swoich troskach, czy podzielić się szczęściem i móc tego kogoś wysłuchać. Czasem takie drobne gesty, jak uścisk dłoni czy uśmiech, sprawiają, że chcę żyć. Tylko... siostro, nie zrozum mnie źle, bo ja wiem, że tylko tobie mogę się zwierzyć absolutnie ze wszystkiego. Nawet z tego, o czym nie mogę powiedzieć jemu... - Rozumiem cię. - Jak zawsze, jej głos był spokojny i ciepły. - Chcesz czuć, że jesteś komuś potrzebna i pomagać innym w ich problemach. To dobra cecha, cieszę się, że masz takie podejście. - Dzięki tobie, siostro - odrzekła.- Gdybyś ty mi nie pomagała, załamałabym się przy pierwszym potknięciu i nie potrafiłabym dalej tej przyjaźni utrzymać. Skończyłoby się tak jak zwykle. - To nie moja zasługa, to ty potrafiłaś dostrzec błędy i opanować emocje. Dzięki temu, że ci na tym bardzo zależało, a nie dzięki mnie. Uśmiechęła się tylko i nic już nie powiedziała. W końcu, jej siostra zawsze miała rację. *** Tamtego wieczoru wróciła ze spotkania z nim dziwnie rozkojarzona. Machinalnie odgrzała sobie kolację, po zjedzeniu której nie była w stanie powiedzieć, co tak naprawde jadła. - Jesteś bardzo zamyślona, czyżby twój przyjaciel miał jakiś kłopot? - Czytasz mi w myślach, siostro? - spytała, po czym roześmiała się. - Fakt... znaczy nie tyle kłopot, ale wydaje mi się, że jemu jest potrzebny ktoś więcej, niż przyjaciółka. Ostatnio nasze rozmowy ciągle schodzą na ten temat... - Myślisz, że powinnaś ofiarować mu coś więcej niż przyjaźń? Zaczerwieniła się lekko. - Ja? Chyba bym się nie nadawała, wiesz jaka jestem. A on jest ostatnią osobą, którą chciałabym skrzywdzić. - Czemu zakładasz, że byś go skrzywdziła? Potrafiłaś przezwyciężyć siebie i wybaczyć mu rzeczy, których nie wybaczałaś innym. Więc...…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych