Hadassa
Prawdziwe wspomnienia trudnego okresu z życia pewnej kobiety
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Skupienie. Cios. Unik. Szybki prawy, lewy. Odskok. Koncentracja. Marzenia. Kontra. Znów unik… Rzeczywistość. Brutalna prawda. Znów marzyła, żeby stanąć przed nim i spróbować swoich sił. Nie wiedziała, czy już dałaby radę. Ale nie znosiła ucieczki. Konfrontacja, choć bolesna, dawała jej poczucie panowania nad sytuacją. Jeśli mogłaby stanąć przed nim jeszcze raz... Zaczęłaby ćwiczyć. Zapisałaby się na jakiś kurs samoobrony, sztuk lub sportów walki, kickboxing, Capoeira, cokolwiek.
Marzenia… Teraz już nie bałaby się, potrafiłaby się oprzeć, miała by dość siły, żeby odgiąć mu do tyłu ręce. Już nie bała by się być z nim sama w mieszkaniu, byłaby silniejsza.
Rzeczywistość… Siedziała znów sama w swoim pokoju. Wreszcie miała pokój, który był całkiem jej. Owszem, wynajęte, ale jednak własne cztery kąty, gdzie nikt jej nie przeszkadzał, nie trzymał w szafach swoich rzeczy, nie sprawdzał porządku, nie wchodził nieproszony. Gdyby to ona decydowała, nie pomalowałaby pokoju na różowo. Nie kupiłaby różowego dywanu, rolet, łóżka… Ale mimo to było to jej. I w końcu mogła stanąć sama przed sobą ze świadomością, że jej życie zależy tylko od jej decyzji. Że nikt inny nie ma prawa podejmować ich za nią. Nie ma? Zawsze uważała, że jest niezależna. Asertywna. Umie odmawiać, jeśli coś jej się nie podoba. Potrafi powiedzieć nie. Teraz już potrafi. A raczej powoli się uczy. Wcześniej potrafiła odmówić wyjścia do kina, bo wcale go nie lubiła. Pójścia na koncert, na który nie miała pieniędzy. Alkohol, dyskoteki, zabawa… Mogła to mieć, ale to nie była jej bajka. To było normalne. Ale gdyby ktoś spróbował chociaż chwilę dłużej z nią porozmawiać, bardzo łatwo przekonałby ją, żeby wyszła na piwo. Ktoś spróbował. Marek jako pierwszy nie zraził się tym, czym próbowała do tej pory wszystkich zbyć. Twierdził, że kiedyś uważał tak samo, tak samo wierzył. Dlatego mu się spodobała. Wierzyła mu. Kiedyś.
Siedziała znów w pokoju. Słyszała, jak za ścianą pani Jadwiga. żali się sąsiadce, że w swoim mieszkaniu czuje się jak najemca, a nie jak właściciel. Słyszała już niejedno, ale po ostatniej kłótni miała ochotę jak najszybciej stamtąd uciec. Umowa nic nie gwarantowała. Płatne z góry za cały miesiąc pierwszego, albo najlepiej wcześniej, pod koniec miesiąca. Miała tego dosyć, więc na razie na własną rękę, nie mówiąc nic praktycznie nikomu, zaczęła szukać czegoś innego. Cena też nie była już atrakcyjna, dało się znaleźć za podobną kwotę podobne oferty. Kilka było, ale pojawiały się z dnia na dzień, na „od zaraz”. Tak samo zamieszkała tutaj. „Dość”, myślała teraz ciągle. „A co Ty myślisz, że wynajmując komuś pokój będziesz mieć go nadal na własność? Może od razu przy umowie napisz, że pani Jadwiga W. pozostaje właścicielem wszystkiego, co jest w mieszkaniu, włącznie z wynajmującym?”
Myśli… I samotność. Przeglądała ogłoszenia w Internecie z nadzieją, że to nie potrwa już długo. Znalazła kilka, i do wszystkich ogłoszeniodawców pisała to samo: czy aktualne, czy cena podana jest z mediami, na jak długo… Zależnie od ogłoszenia i tego, co było napisane, dopytywała każdego o szczegóły. To ogłoszenie znalazła na portalu WWW. Widziała je już wcześniej, ale wtedy nie pisała, uznała za pomyłkę. Teraz dalej tak uważała. Dlaczego? Cena wynajmu 100 złotych na miesiąc… Z mediami, wszystko do dogadania. Ktoś chyba pominął jedno zero, ale zapytać nic nie szkodzi ani nie kosztuje. Teraz nie kosztuje, bo ogólnie to kontakt z innymi na tym portalu jest możliwy przy wykupieniu konta Premium lub z osobami, które takie konto kupiły. On miał kupione, a więc pewnie aktualne, więc pewnie korzysta… Zapytać nigdy nie szkodzi. Podobno.
Odpisał. Albo oddzwonił, tego po 2 latach już nie pamięta. Tak, ogłoszenie jest aktualne. Tak, można zobaczyć mieszkanie. Proszę przyjść zobaczyć, jest od zaraz. Musiała wrócić do domu, bo była na spacerze na drugim końcu miasta. Nie pytała o adres, bo mieli się dogadać jeszcze przez komputer. Kiedy wróciła do mieszkania i zaczęli rozmawiać okazało się, że właśnie wróciła z tamtej okolicy. Powiedział, że po nią podjedzie. Lampka, kontrolka, coś nie gra. To żaden problem, przyjedzie gdzie chce samochodem, żeby nie musiała chodzić. Miły, prawdziwy gentelman… Wierzyła ludziom. Była naiwna. Lampka kontrolna nie działała. Umówili się pod piekarnią, miał podjechać czarnym, małym dostawczakiem. Kiedy czekała pod tą piekarnią zastanowiła się chwilę, jak to wygląda? Ale przecież nieważne. To, że obcy facet? Szuka kogoś do mieszkania. Czy nie można podjechać po osobę, której chce się dać klucze do swojego domu? Pozwoliła się podwieźć, i sama z obcym facetem poszła do jego mieszkania. Nie, nic się nie stało. Porozmawiali, okazało się, że studiował pokrewny kierunek. Był jakieś 20 lat starszy… To w tej chwili oznaczało 2 razy. Mógłby być spokojnie jej ojcem. Sponsorem również, było go na to stać.
Lampka kontrolna… Nie, nie działała. Przecież ludzie są uczciwi. Mieszkanie było 3-pokojowe, on często wyjeżdżał za granicę i wtedy stało puste. Ktoś już kiedyś próbował się włamać, tak mówił sąsiad, więc szukał osoby, która po prostu by w nim była. No i rybki… Potrzebowały, żeby się nimi zająć, w końcu jak każda żywa istota potrzebują jedzenia. Na pieniądzach mu nie zależy, tylko żeby ktoś był zwyczajnie na miejscu. Kontrolka. Zastanawiała się, czy nie zapytać, który z tych 3 pokoi mogłaby zająć. Jeden to sypialnia, drugi biuro, trzeci salon… Ale to przecież nie jest ważne, musi się zastanowić i tak, przecież tak z dnia na dzień się nie przeprowadzi. Jest czas, raczej się nie zdecyduje, a jeśli, to jeszcze nieraz będą rozmawiać, jeszcze zapyta. Wróciła do siebie. I po co się było bać, zastanawiać, nic się nie stało, zwyczajny, uczciwy człowiek, jak wszyscy. Ludzie przecież nie oszukują, dlaczego mieliby to robić?
Nie pamięta już, czy było to tego samego dnia, czy później… Napisał do niej. Podczas spotkania mówił, że jeśli miałaby kiedyś ochotę i była sama, to mogą gdzieś razem wyjść. No, w końcu oferował jej opiekę nad własnym mieszkaniem, więc nic dziwnego, że chciał ją poznać. I teraz napisał, czy nie chce wyjść. Na piwo… Uczyła się. Następnego dnia miała kolokwium z grafiki. I robiła jeszcze rysunek, który musiała również tego dnia oddać. Chyba, teraz już nie była tego pewna. Najpierw nie chciała się zgodzić, bo przecież nie może zawalić studiów już na samym początku, poprzednim razem zdało tylko kilka osób, więc teraz musi się przyłożyć, niech w następnych kilku będzie i jej nazwisko. Niby dlaczego nie?
Zawsze była ambitna. Może nie było tego bardzo widać, ale wielką frajdę sprawiało jej robienie rzeczy, o które nikt by jej nigdy nie posądzał. I tak lubiła zaskakiwać np. tym, że robi biżuterię. „Ty?” – pytali zawsze. – „Nigdy bym nie powiedziała, przecież Ty nie nosisz biżuterii…” No właśnie. Dzięki temu lubi to jeszcze bardziej. I czasem nawet coś założy. Lubiła też robić kartki. Kiedyś, w SP, nienawidziła rysować, zawsze za mocno ściskała kredki i rysunki odbijały się na cały blok, za co denerwowała się na nią siostra. A teraz uwielbiała… Począwszy od wyboru papieru i ogólnej koncepcji, następnie szukanie w pasmanterii odpowiednich wstążek, koronek, kwiatków, motylków, różyczek… Gdy miała już dość dodatków, wtedy mogła zacząć prawdziwą zabawę, wymyślać nowe sposoby składania kartki, naklejać wzory… A na koniec wypisać. Dobrać odpowiednią stalówkę, kolor tuszu… Kaligrafia to kolejna rzecz, o którą mało kto by ją posądzał. Gdy pisała notatki, raczej nie było widać jej zamiłowania do sztuki ładnego pisania. A szczególnie, gdy pisała długopisem. Na studiach polubiła ołówki, i od 2 roku jej notatki można było gumować. W tym wszystkim studia były pewnym dopełnieniem. Ludzie, którzy znali jej zamiłowanie do muzyki i znali plany na temat polonistyki dziwili się, że poszła na taki kierunek. Z kolei ludzie na roku i wykładowcy dziwili się, kiedy widzieli ją z gitarą. Ciekawe, co powiedzieliby na skrzypce, w końcu to był jej pierwotny instrument, do tej pory z resztą ulubiony… Także studia były w tym wszystkim jednym z wielu elementów, które składały się na dziwną mieszankę jej zainteresowań. I co najważniejsze, dawały jej satysfakcję, że rozumie to, czego nikt od niej nie wymaga. Bo że nikt nie oczekuje, że zrobi kartkę? Ale co to za problem siąść i skleić kilka kawałków papieru?
Studia techniczne dawały jej satysfakcję z tego, że robi coś, co wymaga wysiłku intelektualnego. A przede wszystkim z tego, że potrafi to zrozumieć, a nawet być w tym dobra. Już tak miała, że jeśli coś było proste, szybko jej się nudziło. Kiedy wiedziała, że mogłaby coś mieć przez regularny trening, również. Tak, chciałaby umieć dobrze grać, być wysportowana… Ale tylko mając ciągle nowe wyzwania potrafiła się naprawdę rozwijać, to ją naprawdę kręciło. Powtarzanie tego samego? Ok, jakiś czas można. Ale mając do dyspozycji ciągle to samo zrobić coś więcej – i to nie na zasadzie doklejenia lepszej koronki – tej satysfakcji by nie oddała, to ją motywowało. Więc studiów nie odpuści. I nie odpuści kolokwium, bo lubi być najlepsza (a kto nie lubi?). Ambitna…
Po jakimś czasie jednak dała się namówić, bo wyznawała jeszcze jedną zasadę – nie można się przy nauce przemęczać. Jeśli posiedzi się nad notatkami zbyt długo, to mniej zapamięta się niż przez normalny sen. Dlatego umówiła się na późniejszą godzinę i zabrała za kończenie nauki. Przyjechał po nią. Było już dość późno i ciemno, na samotne wyprawy pora nieciekawa. Zdecydowała, że z obcym facetem nie zamieszka, i miała zamiar mu to powiedzieć, ale poznać przecież się można. Nie znała w tym mieście praktycznie nikogo, więc trzeba było skorzystać z okazji. Nie pytała nikogo o zdanie na temat mieszkania, bo też sama doszła do wniosku, że takie jej nie odpowiada. Przyjechał. Zabrał ją do pubu, który lubił, gdzie była wtedy po raz pierwszy. Piwo… Tak, jedno można czasem wypić. Usiedli razem przy stole. Chciała usiąść naprzeciwko, ale jakoś wyszło inaczej. Nie pamięta dokładnie kiedy, ale po jakimś czasie objął ją w pasie. Nie zaprotestowała od razu. Szczerze mówiąc nawet tego nie zauważyła, po prostu w pewnym momencie zreflektowała się, że włożył rękę pod jej bluzkę. Wtedy się odsunęła. Ale w życiu zawsze wolała pozostawić sprawy samym sobie, niż reagować.
Skoro wcześniej nie zareagowała, objął ją znowu. Trzeba być w życiu konsekwentnym, kiedy się na coś pozwala… Nie przytulał jej. Zwyczajnie trzymał w talii, ale siedział…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hadassa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…