Wróć do katalogu

Haervański Płomień

Dalsze przygody barda Vicvane'a. W karczmie, gdzieś na mroźnej północy, ktoś ma do niego poważny interes. I jest gotów użyć nie tylko siły argumentu, ale również argumentu siły.

atreides, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gospodę rozświetlały płomyki olejnych lamp. Ściany, które wybudowano z grubych, ociosanych wiele lat temu sosnowych bali, utrzymywały wewnątrz przyjemne ciepło, bijące od kamiennego pieca. Pośródku sali, nad długim paleniskiem, obracano na rożnach mięso charakterystycznych dla księstwa Normodt futrzastych jeleni, o wielce okazałych porożach. Oczy jednego z nich smutno spoglądały na salę ze łba zawieszonego na drewnianej tarczy ponad szynkiem. Za kontuarem stał tęgi, posiwiały mężczyzna. Z nieumiejętnie ukrywanym żalem wpatrywał się w powierzchnię wycieranego przez siebie blatu. Bladoniebieskie oczy beznamiętnie śledziły okrężne ruchy ścierki. Ostre rysy, w połączeniu z dwoma śnieżnobiałymi tatuażami, biegnącymi wzdłuż kości policzkowych, dawały obraz typowego mieszkańca tych stron. Jednak dla niej ten był kimś wyjątkowym.. Jedynym znanym pośród zdających się jednakowymi tubylców, którzy wypełniali całą salę. Caelior Byk był ojcem Aenaiora, jej zmarłego kochanka. Lata temu przedstawił ich sobie, mówiąc, że oto do Księstwa Północnych Wiatrów przybyła jego narzeczona. Starzec był zdruzgotany wieścią o śmierci syna, przepełniała go jednak duma, że zginął w bohaterskiej walce. I nie zabity przez byle kmiota z widłami, ale przez potężnego i złowieszczego minotaura. Siedząc tak przy wąskim stole i sącząc piwo, podniosła wzrok na swego towarzysza. Nie wydawał się być w żadnym stopniu strapiony. Raczej podekscytowany, że udało im się dotrzeć aż tutaj. Od Cytadeli nie dzielił ich teraz więcej jak tydzień drogi -przynajmniej, jeśli pogoda się jeszcze bardziej nie pogorszy. I właśnie na pogodzie skupiać zdawała się jego uwaga, gdyż bezustannie wpatrywał się w szybę, oddzielająca ich ciepłą enklawę od mroźnej, miotanej wiatrem śnieżycy. Między stołami krzątała się Aerwi, najmłodsza córka gospodarza. Gorączkowo zbierała opróżnione kufle i kubki w obawie, że któryś z pijanych gości mógłby je przypadkiem strącić ze stołu. Stojące szkło, to stłuczone szkło – upominał ją raz za razem ojciec, nie dając jej nawet chwili na odpoczynek. W prowadzenie karczmy angażowała się cała rodzina. Ojciec za szynkiem, matka w kuchni, córki na sali, synowie zaś pilnowali porządku. Jak nieraz się przekonano, karczemne burdy Normodianie mieli we krwi. Nagle chłodny powiew wdarł się do wnętrza, gdy jacyś dwaj przybysze wkroczyli do środka. Poganiani przez miejscowych, prędko zamknęli za sobą drzwi. Nie zdejmując płaszczy ze swych wątłych sylwetek, ani nawet kapturów z głów, rozejrzeli się po sali. Niemalże jednocześnie zatrzymali swe spojrzenia na jednym ze stołów i nieporadnie zaczęli się do niego przedzierać między ławami. - Zaraz będziemy mieć towarzystwo – powiedziała, niesciszając głosu, do swego zamyślonego kompana. Ten, nagle oderwał wzrok od okna. Nie odwrócił się jednak do wejścia. Sięgnął tylko pod grubą, futrzaną kurtę, swobodnie wiszącą teraz na jego ramionach. - Ilu? – zapytał ściszonym głosem, odciągając kurek schwyconego, choć wciąż ukrytego, pistoletu. - Dwóch – odparła. – Nie widzę, żeby nieśli broń. Co nie znaczy, że jej nie mają – dodała, dostrzegając ruch Vicvane’a. Nieznajomi stanęli nad ich stołem i bez pytania się dosiedli, dostawiając pochwycone po drodze drewniane stołki. Jeden z nich sięgnął do twarzy, opuszczając na szyję gruby szal, który chwilę wcześniej skrywał jego usta. - Ciężka podróż? – zapytał czystym jak kryształ głosem. – Niewątpię, że tak. Nie mamy jednak czasu na czcze rozmowy, drodzy przyjaciele. - Miałam nadzieję, że ostatni raz widzimy się w Ostekeer – odezwała się Alaina, by skupić na sobie uwagę przybyszy. - Obawiam się, że dopiero tutaj rozstaniemy się na zawsze. Ale w jaki sposób – to zależy wyłącznie od was. - Wiesz, że go nie dostaniesz. We wszystkich ludzkich królestwach nie ma takich pieniędzy, za które bym go oddał – odpowiedział ze spokojem bard. Miał nadzieję, że pistolet wypali, gdy zajdzie potrzeba. Ani później, ani wcześniej. – To rodzinna pamiątka. – Dodał, unosząc lewą ręką kufel do ust. - Widzę zatem, że tej sprawy nie załatwimy polubownie. Do takiego człowieka jak ty przemawia, jak mniemam, tylko ostra klinga noża? Sam tego chcia... – nagle został szarpnięty do tyłu przez stojącego za jego plecami rosłego człowieka. - Żadnego grożenia, ani burd w tej gospodzie – warknął syn karczmarza, sięgając już drugą ręką, by pochwycić wątłego klienta. Nie zdążył.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych