Hafefobia
Krótkie opowiadanie o panicznym lęku przed dotykiem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zastanawiam się niekiedy, czy istnieje coś bardziej podłego od zabicia człowieka w jego własnym łóżku. Sypialnia jest twierdzą naszego spokoju, miejscem, gdzie opatrujemy krwawiące rany po kolejnym etapie bezlitosnego wyścigu szczurów. Morderstwo w takim miejscu jest, więc czynem, który spada na nas absolutnie znienacka i... Przypuszczam, że właśnie dlatego chcesz mnie tu zabić. O tak, wiem, że nie śpisz. Słyszę jak myślisz. Mimo, że ciężkie zasłony prawie nie przepuszczają światła i cały pokój ginie w złowieszczo drgających cieniach, to wiem, że leżysz po drugiej stronie łóżka. Przykryta poduszką obserwujesz mnie, czekasz aż zamknę powieki, żeby sprawić abym nigdy ich już nie otworzył. Pewnie wyobrażasz sobie, jak to robisz. Chciałabyś rozpłatać mi gardło nożem? Patrzeć jak krew rysuje makabryczne wzory na pościeli, słuchać żałosnego gulgotania, nim znieruchomieję? Może jednak uduszenie? Mocny uścisk, wierzganie, oczy, które błagają o to, żeby wyskoczyć z oczodołów? Ludzka wyobraźnia jest nieograniczona, jeśli chodzi o sprawianie bliźniemu bólu. Wątpię, że właśnie takimi chciał nas widzieć Bóg, ale wolna wola to wolna wola, prawda? Tej nocy, kiedy zadawałem jej te wszystkie pytania nie liczyłem na odpowiedź. Całą sytuację, niczym wytrawny pokerzysta, rozgrywałem w głowie, bo moim jedynym atutem było zaskoczenie. Wiedziała, że wiem, ale nie miała pojęcia, że odważę się uderzyć. Próbowała mnie zabić od jesieni ubiegłego roku, niemal od samego początku naszej znajomości. Ciężko mi było dźwigać takie brzemię samotnie, nikt nie chciał mi wierzyć, przyjaciele odwrócili się ode mnie, rodzina stawała po jej stronie. Czasami spoglądałem na nią ukradkiem, kiedy wiedziałem, że mnie nie widzi. Była piękna, wyglądała dokładnie tak samo niewinnie, jak w dniu, kiedy się spotkaliśmy. Nic dziwnego, że się w niej zakochałem. Nic dziwnego, bo wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, że będę musiał ją zabić, zanim ona zabije mnie. Ot, uroki bycia razem. Poznaliśmy się w listopadzie, w szpitalu. Miałem paskudny wypadek samochodowy, po którym leżałem w śpiączce przez dobrych parę tygodni. Nic mi się nie śniło i myślę, że tak właśnie wygląda śmierć. Ciach i koniec. Zero światła, fanfar. Zwykła pustka, w której nawet nie można zabłądzić. Wbrew obiegowej opinii operacja się udała, ale pacjent nie zmarł i tak właśnie ironiczny los poznał nas ze sobą. Zamroczony lekarstwami, tuż po wybudzeniu nie miałem nawet pojęcia, że w mojej sali jest ktoś jeszcze. Nim zdobyłem się na odwagę i odezwałem się do niej, minęło parę tygodni, podczas których byliśmy niemymi towarzyszami niedoli w konsumpcji paskudnego kleiku, kiepskich seriali i jeszcze gorszych koszmarów nocnych. Jest takie powiedzenie, że jeśli na początku znajomości pozwolisz się facetowi wygadać, to po pewnym czasie być może zacznie mówić z sensem. I rzeczywiście, słuchała mnie bez głupich docinków, czy przygaduszek. Tak właśnie powinna wyglądać miłość. Nie licząc żądzy zabicia partnera. Zamieszkaliśmy razem. Paradoksalnie, moje cztery kąty nabrały życia dopiero wtedy , kiedy nawiedziła je morderczyni. Przemalowałem cały salon, wybraliśmy blady błękit i musiałem się naprawdę nielicho postarać, żeby zakryć poprzedni kolor ścian- cholernie brudny biały. Z kuchni zamiast dźwięków mikrofalówki zaczęły dobiegać odgłosy przyrządzania prawdziwego obiadu. Telewizor przyzwyczajał się do wyświetlania innych filmów niż porno i zaczynało mi się to nawet podobać. Wszystko szło świetnie i oczywiście coś musiało się w końcu spieprzyć. Była sobota, słońce dopiero, co wstało i sądząc po jego niesamowicie jasnym blasku, nie miało nawet w połowie tak potwornego kaca jak ja. Do wanny bardziej wpadłem niż wszedłem, ale gorąca woda wytłumiła uderzenie kosztem całkowitego zalania łazienki. Coś za coś, pomyślałem i osunąłem się najniżej jak mogłem. Z radia płynęły prostackie dźwięki nieznanej popowej kapeli, a ja zanurzałem nos i puszczałem bańki. Sielanka zapewne trwałaby nadal, gdyby nie fakt, że nagle, niczym w zwolnionym tempie, radio zaczęło lecieć prosto w moim kierunku. Nim zdążyłem się przeżegnać, a przynajmniej porzygać ze strachu, odbiornik już wylądował, gotów porazić mnie śmiercionośnymi wstrząsami. Ciach i koniec. Zero wyładowań elektrycznych, fanfar. Kabel okazał się za krótki i wtyczka wypadła z kontaktu. W życiu nie przypuszczałem, że w wannie przyjdzie mi spocić się bardziej niż w saunie. Kac ulotnił się pod wpływem strachu, tak samo jak mój dobry nastrój. Lekko oszołomiony owijałem się ręcznikiem, kiedy na szafce dojrzałem mokre ślady. Nie były moje. Mózg podpowiadał mi wyjaśnienie i rozwiązanie problemu, ale odsuwałem je daleko od siebie. Zająłem myśli obfitym obiadem, którego kuszący zapach dobiegał z dużego pokoju. Podczas jedzenia włączyłem telewizor, żeby zająć czymś myśli, ale mój wzrok co pewien czas wędrował w jej stronę.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil reaktywacja_pstraga
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…