Wróć do katalogu

Harry-paparuch i Komnata Tajemnic

Parodia przedstawiająca przygody małego okularnika w Komnacie Tajemnic. Zapraszam na kolejne części!

gandziol15, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Harry-paparuch i Komnata Tajemnic

Był sobie pewnego razu Harry Potter, przezywany "paparuchem". Miał tylko dwóch przyjaciół, do tego takich samych jak on. Co znaczy takich samych? Ano to, że oni byli takimi daunami jak Harry-paparuch. Ta opowieść jest o największym debilu i kretynie, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi - o Harrym Potterze. Harry miał bardzo trudne dzieciństwo - jego rodzice (również dauny) zmarli podczas gry w brydża, z niejakim "Lordem Voldeportem", dla kolegów Lordi Portkas. Od tamtego radosnego dnia minęło wiele śmierdzących dni. Harry wychowywał się u wujostwa. Wuj Velvet i ciocia Pierdunia byli jedynymi normalnymi ludżmi w rodzie Harrego. Wuj zajmował się sprzedażą papieru toaletowego Velvet, a ciotka była przewodniczącą Rady Zabijania Daunów. Obaj nigdy nie lubili Harrego, z wiadomych względów - on ciągle kradł im kieszonkowe na masełko i chlebek, i sam chodził z przyjaciółmi do Soho, udawał że jest fajny. Harry nienawidził wujostwa i chciał się ich ozbyć, ale był daunem i nie używał w ogóle mózgu, którego notabene, i tak nie miał... Miał za to kuzyna - grubasa, który ciągle wżerał mu frytki w McDonaldzie, kiedy ten wychodził to kibla. Ów kuzyn nazywał się Kugley, dla znajomych "Gruby debil". Jednak i on - mimo swej głupoty - był o niebo mądrzejszy od Harrego. Harry-paparuch chodził do prywatnej szkoły dla daunów - Daunwart (dla znajomych Hogwart), gdzie uczęszczały wszystkie dauny świata. Inni ludzie sądzili, że to zwykła choroba dauna, ale to było coś więcej... Pacjenci (w tym również Harry) biegali z różdżkami i wymawiali zaklęcia, zapominając o tym, że jedynym czarodziejem był Gandalf (Saruman, o tobie będzie później). Jednak nikomu nie udało się wyleczyć pacjentów, bo dyrektorem szkoły był Dupnedore, dla znajomych "Kretyn Udający Gandalfa". Dupnedore również był debilem, nie mniejszym niż reszta pacjentów, dlatego szkoła powoli schodziła na dno i traciła dochody, bo wszyscy ludzie woleli chodzić do Isengardu. Teraz, kiedy powiedzieliśmy już sobie kim był Harry, opisaliśmy go i jego kolegów, czas na pokazanie jego przygód. Kiedy Harry trafił do Daunwartu (za sprawą jego wuja) miał 11 lat. W pierszym roku zarobił masę pał i mieli go już wywalić ze szkoły, kiedy stało się coś niezwykłego... Otóż pewnego dnia Harry szedł do kibla ze swiom kolegą Ronem Grizli'ejem, kiedy zauważył w WC-cie ogromnego trolla, który wyżerał g**** z klopa. - Ej patrz Harry, to jest chyba duży pies... - rzekł Ron. - Nie, daunie. To jest troll!!! A ja nie wziałem parasolki!!! - krzyknął Harry i posrał się w majtki. Zaczęli uciekać, ale troll zobaczył ich i złapał w ręke. - Witam panowie, co tu robicie? - spytał. - Aaaaaa!!! Yyyyy, eeeee!!! - krzyczeli. Nagle troll wypuścił ich z ręki, bo musiał podrapać się po głowie. - Teraz powinniśmy wiać... - rzekł Harry. - Na trzy...raz...dwa... Eee, co było dalej Ron? - Po dwa? Co jest po dwa? - No właśnie... Nigdy się nad tym nie zastanawiałem... Dobra, spadamy!!! - szybko popędzili w przeciwną stronę, jednak nie zauważyli leżącego na ziemi przejechanego kota i upadli na ryj. Troll zaśmiał się głośno i zbliżał się do nich. Jego wzrok spadł na Harrego, a ten zalał się zimnym potem. Troll był coraz bliżej... Czy uda mi się uciec? Czy dostanę szóstkę z francuskiego? Czy jestem debil? Czy w końcu się wysram??? Myślał gorączkowo Harry, lecz pytania pozostawały bez odpowiedzi. Nagle jakaś energia wyzwoliła mu się z ciała i poszybowała wprost na trolla, a siła ciosu odrzuciła go na dwa kilometry. Troll wywalał kolejne ściany (tak jak na filmach) i pozostawały w nich tylko dziury. Harry otrząsnał się i spytał Rona: - Eee... ja to zrobiłem? - Tak to było extra, normalnie super odlot, walnąłeś go Mocą Trzech Marsjańskich Strażników, zupełnie tak jak w Power-Rangers!!! W chwilę potem na korytarzu zjawiła się masa (NASA) reporterów. - TVN 24. Jak pan wytłumaczy fakt zabicia największego trolla w tej części Anglii? - Sam nie wiem... Myślałem o czymś i nagle bum!!! - Czy teraz będzie pan mniejszym daunem i kretynem, niż przedtem? - Proszę mnie nie obrażać! Nikt nie będzie wiekszym pacanem ode mnie!... - A tak, rzeczywiście... Grupka rozchrzaniła się (???) i nagle Harry ujrzał Dupnedora. Wyglądał jakby przed chwilą przjechała go ciężarówka wioząca 10 ton buraków cukrowych z Tajlandii. - Bravo Harry. Za to co zrobiłeś czeka cię tydzień czyszczenia klopów i krawat dla wuja Velveta, a także szlugi firmy Sobieskie. - nagle Harry usłyszał jakiś dźwięk. Sygnał dochodził z szaty dyrektora. Paparuch czuł, że ten głos go wzywa... czuł że ma nadprzyrodzone moce, które pozwalają mu komunikować się z przybyszami innej planety... głos był coraz głośniejszy, aż wreszcie Harry nie miał wątpliwości, że to... - O sorka, Bush do mnie dzwoni - rzekł Dupnedore, po czym wyjął Sony Ericsson za złotówkę na kartę. Następnego ranka Harry poszedł z Hermioną Kran-ger i Ronem do McDonalda, bo byli bardzo głodni, a w Daunwardzie dawali żarcie, którego pochodzenia nawet nie warto wiedzieć. Chodziły pogłoski o psich kupach, ale gdyby to było wszsytko... (Uwaga!!! Dlasza częśc jest bardzo ohydna) Podobno dyrektor wsadzał do żarcia własne obsikane gacie, później mieszał je ze zgniłym ciałem ucznia z czwartej klasy. Potem każdy musiał narzygać do tego żarcia, bo inaczej obcinano mu głowę, na koniec, Lord Voldeport pluł do każdej miski. Dlatego Harry i przyjaciele zdecydowali się, po ciężkim namyśle, na obiad w McDonaldzie. Na miejsce dojechali taksówką Radio Taxi. - Ile płacę? - Dla daunów zniżka. - O jak miło. - rzekł Harry. - Tak normalnie zapłaciłbyś 10,90 a tak płaciśz niecałe 13. Niezłe nie? Zniżka specjalnie dla daunów. Żarcie było pyszne, ale Harry i tak je zwrócił, bo miał problemy z żołądkiem, po tym jak wuj chciał go otruć zgniłą szyszką z lasu, nie chcąc aby ktokolwiek dowiedział się, że ma dauna w rodzinie. Nagle Harry zauważył w jadłodalni Lorda Voldeporta. "To ten, który zagrał z moimi rodziacami partyję... i wygrał... Muszę go pokonać" Harry był tak głupi, że chciał się zmierzyć z Voldeportem, chociaż nie znał żadnych zaklęć, oprócz "Rictusempra - pierdnij se w ucho". - Cześc, eee. To ja, Harry Potter-paparuch... Chcę z tobą walczyć... zabiłeś mi papcia i mamunię...buuu - Spadaj stąd glizdo, bo zara tak przetrzepię ci skórę, jak to się robi ze starymi dywanami. - Rictusempra-pierdnij se w ucho!!! - wykrzyknął Harry. Ron i Hermcia oglądali tę walkę z daleka, bo nie lubili rozlewu krwi, chociaż Hermiona znała wiele zaklęć, np.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych