Historia nie z tej Ziemi cz.II
Druga część przygód Bernarda. Akcja powoli się rozkreca. Zachęcam do komentowania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdy się obudził, przez chwilę miał wrażenie, że wszystko to sen i tak naprawdę jest w domu, w swoim łóżku. Bernard już chciał wstać, kiedy przed jego oczyma pokazała się biała twarz. – Dzień dobry Altenzi. - skłonił się służący. - Przyniosłem śniadanie. – Dzień dobry. – instynktownie odpowiedział Bernard. Po chwili zdał sobie jednak sprawę, że rozmowa nie toczyła się po angielsku, a tym bardziej po polsku. Postanowił jednak nie wpadać w panikę i poczekać aż spotka się z Harimem. – Jak panicz zje, to proszę zadzwonić, a ja zjawię się i pomogę wybrać odpowiedni ubiór. – A czym mam zadzwonić – zdziwił się chłopiec. – Dzwoneczek jest na szafeczce przy łóżku, Altenzi – odpowiedział sługa i, ukłoniwszy się, wyszedł. Berni spojrzał na szafkę. Faktycznie koło niewielkiej lampki leżał mały, złoty dzwonek. Chłopiec powoli podszedł do stolika na którym była taca z jedzeniem. Bernard podniósł bagietkę – albo coś do niej podobnego – drugą ręką złapał za łyżkę i postanowił spróbować zupy. Była mętna, a wewnątrz pływały fioletowe owoce lub warzywa. Wziął trochę do buzi i stwierdził, że smakuje trochę jak jarzynowa. Głodny, szybko spałaszował całe śniadanie. Następnie niepewnie podszedł do szafeczki i podniósł dzwoneczek, niezdecydowany, czy ma go użyć. Nagle usłyszał głośne stuknięcie. Ze strachu aż podskoczył, a dzwoneczek zabrzęczał samoistnie. Bernard zakłopotany szybko odłożył urządzenie. Po chwili pojawił się służący. – Smakowało, Altenzi? – zapytał uprzejmie. – Tttak... – niepewnie powiedział Berni. – Panicz pozwoli, pomogę się ubrać. – zaproponował sługa. Bernard nic nie odpowiedział, tylko kiwnął głową. Służący natychmiast podszedł do obszernej szafy, która stała przy drzwiach. Wyjął z niej brązowe, długie spodnie i lekką, białą koszulę. Potem schylił się i z dolnych półek wziął parę wysokich butów. Następnie wyciągnął szeroki, czarny pas i szarą opończę. – Podoba się ten zestaw, Altenzi? – zapytał sługa – Tak – odpowiedział Berni, chociaż tak naprawdę wolałby swój wcześniejszy ubiór. Służący poprosił chłopca o stanięcie naprzeciw niego i rozstawienie ramion. Bernard czuł się nieswojo, że ktoś go ubiera. Jednak na koniec stwierdził, że nie umiałby sam odpowiednio założyć orientalnego paska i tuniki. Trzeba powiedzieć iż ten ubiór był naprawdę wygodny i ładny. – Życzy pan sobie jeszcze czegoś? – odezwał się sługa. – Chciałbym się spotkać z Harimem. – bez wahania odpowiedział Barnard. Służący skrzywił się, wyraźnie zakłopotany, chwilę milczał i odpowiedział: – Przykro mi, ale Altenzi Harim jest chwilowo nieosiągalny. – Jak to nieosiągalny?! – zdziwił się chłopiec – To znaczy, że go nie ma? Poleciał gdzieś? – Jest na planecie, ale załatwia pewną sprawę. Prosił, żebyś na niego zaczekał, Altenzi. Coś jeszcze? – Nie. Jak mam poczekać to poczekam. – westchnął Bernard odprawiając służącego. Chłopiec powrócił na łóżko, położył się i zaczął się namiętnie wpatrywać w sufit. Zastanawiał się co się dzieje i Ziemi. Myślał o rodzicach, o szkole i nowo odkrytym talencie. Mijały minuty i godziny. W końcu Bernard usnął. Gdy się obudził przez chwilę nie pamiętał gdzie jest, jednak głośna rozmowa przywróciła go do rzeczywistości. Zaczął się przysłuchiwać. W jednym z głosów rozpoznał Harima, drugiego nie znał. Zaciekawiony chłopiec wstał i po cichu zbliżył się do drzwi. – Myślisz, że to zrobi, Altenzi? – usłyszał nieznajomego. – Jest nieobliczalny. Nie da się przewidzieć co zrobi. Na pewno jednak coś knuje. – odpowiedział głos Harima. – Zostaniesz, Altenzi? – Muszę porozumieć się ze Związkiem, ale zaraz po powrocie zajmiemy się obroną. – Mor ta Altenzi. – Mor Valerinie. W tym momencie klamka do pokoju Bernarda zaczęła się przesuwać, a sam chłopiec jednym susem znalazł się na łóżku. Mając nadzieję, że Harim nie zorientuje się , że podsłuchiwał, oparł się o ścianę i zaczął podziwiać sufit. – Ach ta Bernardzie. – usłyszał. – O to ty Harimie! – udawał zdziwienie Berni. – Przepraszam, że musiałeś czekać. Mam nadzieję, że miło spędziłeś czas. – Szczerze mówiąc spędziłem go śpiąc. – To nie tak źle. – uśmiechnął się starzec – Chodź, może zwiedzimy okolice? – Jasne. Mam tylko dwa pytania. – Słucham cię. – Harim wydawał się chętny do udzielania informacji. – Tak się zastanawiam. – chłopiec nie wiedział jak zacząć – Ramo się obudziłem i ... W jaki sposób się porozumiewam? – szybko wypalił. – To proste. Może ta cywilizacja nie jest zbyt rozwinięta, ale za to ma ogromną wiedzę na temat roślin. Tutaj wynaleziono miksturkę pozwalającą rozumienie języków. Wybacz, ale w dziedzinie botaniki nie jestem najlepszy. – Kiedy ją spożyłem? Przecież nic mi nie podawali. Nic nie jadłem. – Trzeba ją podawać w czasie snu. Teraz chyba rozumiesz... – No... chyba tak. Jeszcze jedno. Czy przypadkiem nie jest już jutro? – niepewnie zapytał Berni. – Znaczy, chyba już minął jeden dzień. – Widzisz, tutejsze dni są dłuższe niż ziemski. Ta galaktyka nie posiada własnego słońca, ta odrobina światła pochodzi z odległej gwiazdy. Tutaj nie ma podziału na noc i dzień. Nie martw się, da się przyzwyczaić. Gdy wyszli z pałacu, Harim zaprowadził Bernarda na rynek. Było to skupisko straganów, ale nie takich ja na Ziemi, te zawieszone na długich sznurach, wyglądały jakby lewitowały. Sprzedawane były najróżniejsze przedmioty, niektóre, jak naczynia czy tkaniny były znane chłopcu doskonale, przeznaczenia innych mógł się tylko domyślać. Widok uzupełniały tłumy kobiet, mężczyzn i dzieci, przepychających się do straganów oraz nadzwyczaj głośne nawoływania kupców. Harim zaprowadził go w głąb ciżby i przystanął przy stoisku kartografa. Wszystko dookoła było obwieszone zwojami i pergaminami z mapami najróżniejszych miejsc. W środku, w małym prześwicie między towarem, widać było małą głowę sklepikarza. Harim zaczął z nim rozmowę, ale Berni go nie słuchał. Jego uwagę przyciągnęła największa z map, z rozrysowanymi wszystkimi galaktykami. Nie to jednak tak go intrygowało. Planety lśniły jakby naprawdę znajdowały się na niebie, a przy każdej widniała kaligraficznie napisana nazwa. Po chwili Bernard zauważył także, iż wszystko poruszało się, jak odgadł chłopak, tak aby mapa była ciągle aktualna. Uradowany Berni zaczął szukać Układu Słonecznego. Jednak zanim udało mu się to ustalić, odezwał się starzec. – Podoba Ci się Bernardzie? – Bardzo. Jest piękna. – odpowiedział z zachwytem chłopak. – To moja najlepsza robota. – wtrącił się kupiec. – Niestety zwykli mieszkańcy nie potrzebują tak obszernej mapy. – Umie pan czarować? – zapytał zaintrygowany przesuwającymi się ciałami niebieskimi Berni. – Oj, nie! Skądże znowu, ale znam się nieźle na tworzywa. Ten zwój zrobiony jest z łyka jarzębiny, zresztą z twojej planety, Altenzi, a także z naszych fioletowych drzew, nadiany i kawałków meteorytów. Wspaniała robota! – Fajnie byłoby mieć coś takiego w domu. – rozmarzył się Bernard. – Kupię to. – nagle powiedział starzec, wyciągając sporą garstkę pieniędzy łudząco podobnych do ziemskich. – Dla tego młodego człowieka. – Ale Harimie... Nie mogę przyjąć tak drogiego prezentu. – wyjąkał chłopiec, zauważając, że ta mapa jest trzy razy droższa do innych. Chwilę później ogromny zwój został wciśnięty Bernardowi w rękę. Gdy poszli dalej, chłopiec zauważył, że to miasto ani trochę nie przypomina tych znanych mu z Ziemi. Nie było bogatych i biednych dzielnic,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kassandra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…