Historia nie z tej Ziemi cz. III
Trzeci część przygód Bernarda. Wojna się zaczęła, a chłopiec siedzi bezczynnie. Postanawia to zmienić... Zapraszam do czytania i oceniania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdy weszli do mieszkalnej części pałacu, Harim zatrzymał się i patrząc w oczy chłopcu powiedział: – Nie będę Cię oszukiwać. To może długo potrwać, oblężenie.... W każdym razie, we wschodniej części pałacu jest obszerna biblioteka, myślę, że wiele z tych książek cię zainteresuje. – Dzięki Harimie. – cicho odpowiedział Bernard. Starzec zawrócił i zszedł do części audiencyjnej, najprawdopodobniej porozmawiać z królem. Chłopiec już zrobił krok w stronę swojej komnaty, jednak natychmiast cofnął nogę. „Co będę tam robić? Znowu spać? Tak, biblioteka.” Na samą myśl o stosie książek o kosmosie zaświeciły mu się oczy. Po chwili już tam był. Ogromne, okrągłe pomieszczenie wypełnione było wysokimi do sufitu regałami, a każda półka aż pękała od woluminów. Na wprost, na samym środku sali stały ciężkie, drewniane stoły. Bernard spojrzał na najbliższy regał i sięgnął po najlepiej wyglądająca książkę. Jednak nawet z niej musiał zetrzeć gruba warstwę kurzy, aby przeczytać tytuł. „Eudonia teraz i kiedyś” widniał napis na okładce. – Hej ty! Co ty tutaj... – Bernard gwałtownie się odwrócił usłyszawszy głos za plecami. Stał tam wyjątkowo pomarszczony, przygarbiony staruszek, który zobaczywszy jego twarz przerwał w pół zdania. – Bardzo przepraszam Altenzi! – skłonił się do pasa – Nieraz dzieciaki służby się tutaj zakradają. Myślą, że stary Brok już nic nie słyszy i nie widzi. – Nie ma za co przepraszać.- uśmiechnął się chłopiec do starca. – Długo pan tu pracuje? – Prawie całe życie. Tutaj kolejne pokolenia pracują w tym samym zawodzie. Mój ojciec, dziad i pradziad zajmowali się biblioteką. Mój prapradziadek dostąpił zaszczytu opieki nad biblioteką, tak wtedy to był zaszczyt. – Teraz nie jest? – Sam widzisz jak ona wygląda. Ta książka, która trzymasz, ostatnio trzymałem w rękach ja, jako małe dziecko. Nikt tutaj już nie zagląda. – Mówił pan przecież, ze przychodzą tutaj dzieci służby. Czemu im nie dać skorzystać? Altenzi, też chyba tu zaglądają?! – Ach, gdyby te dzieciaki przychodziły poczytać, ale nie! One tylko biegają, hałasują i psują. A Altenzi?! Tak, czasami zagląda tu Harim, ale na Lutntan jest dużo większa i lepsza biblioteka. – Brok westchnął i przygotowując się do powrotu na swoje miejsce powiedział.- Miło mi, ze zajrzałeś tu Altenzi, jestem do Twoich usług. – Dziękuję. Stary bibliotekarz zniknął za półkami, a Bernard usiadł za swoją książką przy stole. Szybko jednak odrzucił tą lekturę, zawierała głównie przebieg gospodarki planet Eudonii w ostatnim 100-leciu. Po uważnym przejrzeniu najbliższych regałów, chłopak wybrał „Wszechświat w legendach i mitach”. Ogromny wolumin ze zgrzytem upadł na blat, a okładka zatrzeszczała jak Berni ją otwierał. Następne godziny młody Wędrowiec spędził na czytaniu legend Wszechświata. Najbardziej zainteresowała go długa na 30 stron opowieść o Proroku, ale nie pogardził też „Mitem o jednorożcu” i „Pierwszym statkiem kosmicznym”. Książka tak go wciągnęła, że w ogóle nie czuł zmęczenia ani upływu czasu. Od lektury oderwał do dopiero głos Harima. – Widzę, ze podoba Ci się tutaj. – szepnął na głową Bernarda stary Altenzi. – O tak. – odpowiedział podnosząc wzrok chłopiec. – Wreszcie mogę się czegoś dowiedzieć. To takie interesujące. – No nie wiem ile z tej książki można się dowiedzieć prawdy, ale cieszę się, że miło spędzasz czas. Mimo to sugeruję, żebyś czasami odwiedzał swój pokój. Służący zaczął się niepokoić. Nie zjadłeś ani obiadu ani kolacji. – To już tak późno! – zdziwił się Berni. – Tak, już trochę późno. Lepiej zjedz coś i połóż się spać. Bernard odłożył książkę i ruszył za Harimem do swojej komnaty. Dopiero teraz poczuł się zmęczony. Gdy tylko dotknął łóżka, zapadł w sen. Rano służący przyniósł śniadanie i czyste ubranie. Bernard szybko odprawił sługę, gdyż nadal jego obecność krepowała chłopca. Śniadanie było obfite. Na talerzu leżały trzy różne rodzaje bułek i kilka dużych kawałków jakiegoś sera. Ilość jedzenia nie powstrzymała Bernarda od błyskawicznego wyczyszczenia naczynia. Większy kłopot sprawiło mu rozebranie się ze starego ubrania, w którym zasnął i włożenie nowego. Samo odszukanie zapięcia w pasie trwało dobre kilka minut, a wydostanie się z tuniki i dziwnie wiązanych butów było dla Berniego wiecznością. Gdy wreszcie rozpracował system zapięć sznurków łatwiej, ale nie bez trudu, założył na siebie czyste ubranie. Zaraz potem popędził do biblioteki. Tym razem wziął bardziej wiarygodną książkę – „Historia Eudonii w pigułce”. Kiedy jeden wolumin został pochłonięty, następne trafiły na stół. Bernard był zdumiony prędkością swojego czytania. Po kilku godzinach na stole leżał już pokaźny stos książek. Bernard szukał właśnie nowej lektury, gdy dobiegł go huk. Zbagatelizował to jednak i dalej przeglądał regały. Po chwili znowu doszedł chłopca podobny hałas. Tym razem dziwne dźwięki zaintrygowały Berniego. Zaczął się rozglądać, pomiędzy półkami zauważył Broka, więc podszedł do niego. - Przepraszam, słyszał pan to? Co to za dźwięk? - To Altenzi nie wie?! Kall zaatakował bramę, wojska walczą, ludzie umierają... Bernard już nie słuchał. Wojna się zaczęła, a on nic o tym nie wie. Siedzi sobie spokojnie w bibliotece. Nie czekając aż bibliotekarz skończy, zapominając o stosie książek na stole, szybko wyszedł. Poruszał się coraz szybciej i szybciej, na koniec już biegł korytarzem. Wpadł z hukiem do swojej komnaty i rzucił się do okna. Widać było z niego dość dobrze błonia miasta, w skutek czego Bernard zobaczył dużą czarną plamę, która niewątpliwie była zlepkiem wojska. W głowie chłopca kłębiły się całe tony myśli, nie wiedział której się chwycić. One same mu pomogły, na wierzch wybiły się dwie. „Dlaczego ja o niczym nie wiem. Nikt mi nic nie mówi!” oraz „Powinienem tam być”. Berni próbował się skupić na przebiegu bitwy, chowając te myśli pod spód. Jednak one ciągle się wybijały i nie dawały mu spokoju. Tak stojącego przy oknie zastał go służący z posiłkiem. - Nasi wygrywają. – oznajmił stawiając tace na stole. Bernard gwałtownie się odwrócił i spojrzał na sługę. Mimo, że jego wzrok spoczywał na mężczyźnie, w jego oczach nic nie było, patrzył pusto w przestrzeń. Dopiero po chwili ochłonął i zrozumiał co do niego powiedziano. Potrzebował jeszcze kilku sekund, żeby przetworzyć wiadomość i skonstruować pytanie. - Długo już walczą? - Jakieś dwie godziny, ale dopiero przed godziną szala zaczęła przechylać się w naszą stronę. - wyjaśnił służący podchodząc do Berniego i wyglądając przez okno. – Widzisz Altenzi? Są już z dala od bramy, Kall chyba się wycofuje. - Harim jest z nimi? – po chwili milczenia zapytał Bernard. - Z wojskiem? Oczywiście, to on wszystkim dowodzi, całą obroną miasta. – mówiąc to sługa uważnie przyjrzał się chłopcu. W jego oczach było wyraźne „Czy on naprawdę nic nie wie?”. Bernard, nie chcąc się kompromitować jeszcze bardziej, odprawił służącego. Następnie znów wyjrzał przez okno, czarna plama wyraźnie się rozrzedziła, a po niedługim czasie znikła. Gdy Berni usłyszał krzyki i zobaczył wrzawę na ulicy oznaczającą powrót triumfalny wojsk, chciał pobiec tam i wykrzyczeć staremu swoją złość. Jednak szybko opuściło go to pragnienie, bo jakie miał prawo oskarżać Harima o cokolwiek? Usiał na krześle i poczuł się bezradny. Dopiero gdy usłyszał kroki na korytarzu wziął się w garść i podniósł się. Cicho podszedł do drzwi, delikatnie je uchylił i wyjrzał. Koło jego pokoju przechodził właśnie Harim i tuzin innych ludzi. Byli ubrani w skórę, a u pasów mieli miecze. Nie trudno było zgadnąć, że to żołnierze. Bernard chciał porozmawiać z Harimem w cztery oczy, więc wsunął się z powrotem do komnaty. Miał nadzieję, że starzec sam do niego przyjdzie, nawet przeprosi za nie poinformowanie do o zbliżającej się bitwie. Przeliczył się, czekał kilka godzin, ale Harim nie przyszedł. W chłopcu ponownie zaczął narastać gniew. „Jakim prawem jestem traktowany jak piąte koło u wozu?” myślał, jednak zaraz potem jakiś cichy głosik w jego głowie szepnął „Ponieważ jesteś tylko dzieciakiem, które nigdy nie biło się nawet z kolegami. Nie umiesz walczyć, będziesz tylko zawadzał”. Wtedy Berni się wściekł. „Nieprawda! Nie jestem nieudacznikiem. Dam sobie radę!” krzyknęły jego myśli. Czerwony ze złości, gwałtownie otworzył drzwi i wyszedł z pokoju. Już chciał bez pukania, najlepiej kopniakiem, otworzyć komnatę Harima, coś jednak go powstrzymało. Odetchnął głęboko kilka razy i delikatnie zapukał, gdy usłyszał „proszę”, powoli otworzył drzwi. Jednym spojrzeniem Bernard ogarnął pokój. Był prawie identyczny jak jego, ale pewnie Harim często z niej korzystał, bo na ścianach wisiały przedmioty z różnych planet. Część z nich widział już przy starcu. Chłopiec odwrócił się do przyjaciela. Niestety nie był sam. Koło niego stał niemłody tubylec, żołnierz, a nawet oficer, jak domyślał się Berni. - Witaj Bernardzie, tak myślałem, że przyjdziesz. – przywitał się Harim – Pozwól, że ci przedstawię. Generał Valerin, główno dowodzący wojskami Lwa. Valerinie, Altenzi Bernard z Fekkezzi. Chłopiec skłonił się jak nakazywał dobry zwyczaj, to samo zrobił oficer. Nastała cisza, Berni nie chciał zaczynać rozmowy. Po kilku sekundach zastanowienia, stwierdził, że nawet gdyby miał takie pragnienie, nie umiałby odezwać się pierwszy. Nie wiedział co powiedzieć. Cisza trwała, a po głowie Bernard przebiegały błagania, aby Harim się odezwał. Starzec także nie wyrażał chęci rozpoczęcia dialogu. Na jego ustach malował się życzliwy uśmiech, jednak oczy wyrażały smutek,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kassandra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…