Wróć do katalogu

Historię Gumisiów - Zatrute Jabłka (1/3)

Moje dziecko trzy razy dziennie ogląda Gumisie, musiałem się zemścić.

Kern, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Król Gregor westchnął rozciągając się na wyściełanym fotelu. Drobnymi łyczkami popijał niemal wrzące wino. Kwaśny cienkusz nadmiernie przyprawiony cynamonem i goździkami, przesłodzony miodem. Taki jaki lubił. Przypominał mu dawne dzieje. Najtańsze wino w okolicy – to była jego dewiza. Cała komnata zresztą przypominała przeszłość. Dawne czasy pełne bohaterskich czynów, przygód, podróży i ideałów. Rozejrzał się po komnacie. W starannie opracowanej kolejności spoglądał na zgromadzone w niej eksponaty. W rogu spoczywał olbrzymi topór Domdiego niedbale oparty o grubociosany barek. Oręż był tak ciężki, że musiało go tu wnosić trzech służących, a najsilniejsi rycerze określali go mianem broni trzyręcznej. Sir Taxfor przyrównywał go oczywiście do swojego przyrodzenia, którego na całe szczęście nie miał jeszcze przyjemności oglądać… z bliska. Gregor wrócił wspomnieniami do licznych potyczek gdy niemal trzymetrowy Domdie siał postrach wywijając toporem na wszystkie strony osłaniając się przy tym równie nieporęczną tarczą. Głupi był…. A silny jak tur. Wspomniał też bohaterską śmierć ogra pod opuszczona kratą zamkowej bramy otoczonego kręgiem gwardzistów lorda Chestera. Wężownik twierdził później, że kołowrót się zaciął. Pierwsza zdrada. Przesunął wzrokiem po ścianie. Płaszcz Wężownika. Ten sam, który miał na sobie gdy zginął, otruty. Gregor zawsze wybuchał suchym śmiechem na tę myśl. Wężownik otruty! Dobry nastrój szybko gasł gdy spoglądał na przeciwległy róg pokoju. Zaschnięta róża wtopiona w żywicę przypominała mu o Laurze matce Kali. Zdrady! Zdrady! Zdrady! Nie miał dzisiaj nastroju na dalszą wędrówkę w przeszłość. Wstał, jednym haustem wypił gorące wciąż wino i wyszedł z komnaty nie zaszczyciwszy nawet spojrzeniem koronnego eksponatu. -Czas zająć się sprawami Dunway. – rzucił oschle do czekającego za drzwiami sekretarza, mlaskając poparzonym językiem. Ten, chłopak nie język, pokornie kiwnął głową i otwarł przed królem sąsiednie drzwi. Weszli do pracowni. Prywatnej pracowni, gdzie mógł przebywać tylko on, jego osobisty sekretarz oraz sir Taxford. -To co dzisiaj do podpisu? – rzucił Gregor. Oskar, przedsiębiorczy młody chłopak westchnął. Czyli dzisiaj znowu nici z renegocjacji umów z księstwem Gryionu i opracowaniem nowej ustawy regulującej miejscowy handel. Nie wspominając nawet o cudownym usprawnieniu królewskich finansów, które to Gregor obiecuje od dawna. Król udał, że nie słyszał i nalał sobie cytrynowego trunku pochodzącego właśnie z Gryionu. Podobno to najgorsze wino jakie tam produkują. Dostawca stawiał za to własną głowę. -Dwa wyroki. Dwie koncesje. I… trzeba zdecydować jak będziemy naliczać podatek od hm… nieruchomości klasy B podtyp 2a. – zaryzykował. Gregor zainteresował się. -A co to za… -Nieruchomości… to szalety publiczne. –cichutko odpowiedział Oskar. -No dobra… -król pacnął na tron. –I takie rzeczy na starość. Gadaj. -Otóż czternastego kwietnia roku… - Podszedł do lustra i wysunął język. Oskar dalej retorował zawzięcie. Poczerwieniał, język nie chłopak, i lekko spuchł. -Konkrety. –przerwał Oskarowi wściekle Gregor. Sekretarz widział co się świeci więc szybko wyrecytował. -Liczymy ryczałt, czy od klienta? -Od klienta? To ktoś to liczy? I na to idą moje pieniądze? – zrobiło się groźnie. -Właśnie chcemy to wyrugować. –nieśmiało próbował bronić się Oskar. -Walnij im jakiś ryczałt żeby się zesrali. –król ryknął śmiechem, Oskar nie – A serio to ustaw na jakiś sensowny w końcu każdemu od czasu do czasu chce się wyszczać publicznie. –Dumny z siebie król dopił trunek, cmoknął i wstał z fotela. Rzucił okiem na stół. -Skazanych w ramach łaski wysłać do kopalni na… -zerknął na Oskara. -Dwa… -podpowiedział tamten. -…na dwa lata. Temu z lewej dać koncesje a temu z prawej nie. -A nie można na odwrót? –Zapytał nieśmiało sekretarz. Gregor wzruszył ramionami i podpisał świstek po prawej stronie. -A jebał ich muł… - Oskar westchnął, król nie. Zakończywszy w ten podniosły sposób dzień pracy Gregor niezauważalnie skinął głową sekretarzowi i wyszedł z komnaty. Chłopak przez chwilę zastanawiał się czy ukrytkiem nie nalać sobie z królewskiej karafki. Ale tego świństwa nie da się pić… ee… wuj kupi mu cos lepszego za tą koncesję.

Piętro niżej Gregor spotkał zataczającego się Taxforda dzierżącego olbrzymie pęto kiełbasy, bochen chleba i ubity dzban. Prowadziły go dwie roześmiane posługaczki. Całkiem ładne roześmiane posługaczki. Całkiem ładne roześmiane posługaczki z ładnymi cycuszkami. Całkie… -Witam wasza królewska mość. – o dziwo bezbłędnie wyrecytował rycerz. -Witam Taxfordzie. – z uśmiechem odpowiedział. Klepnął bliższe dziewczę w tyłek. – Co to za smakowite piękności prowadzisz? -Chce wasza miłość się przyłączyć? –spytał jowialnie pierwszy rycerz króla. Szeroko otwarte oczęta smakołyków zdradzały wielką na to ochotę. -Nie musze jeszcze Kali bajkę opowiedzieć, na dobranoc. –odparł i odszedł szybkim krokiem zostawiając zdziwioną gromadkę za sobą. -Czy królewna nie jest za duża na bajki? –spytała klepnięta przez króla posługaczka. -Zależy na jakie bajki.-zadrżał sir Taxford.

W oddali, za Starą Puszczą i Kamienistą Doliną, ledwo widoczna nawet z najwyższych wież zamku Dunway inna twierdza pięła się wokół poszarpanego szczytu ku mrokom nocy. Najwyższa, poskręcana od starości i nieudolności budowniczych wieża tonęła w ciemności. Jedynie jedno niewielkie okienko błyskało chwiejnym ogniem świecy. Nad wielką księgą nachylała się okryta płaszczem postać. Nie była tak postawna jak król Gregor ale dorównywała mu na pewno wzrostem. Wyglądała demonicznie. Co prawda płaszcz służył raczej za wygodne mieszkanko dla pcheł, ale i tak w półcieniu robił wrażenie. Od chłodu zaś nie chronił niemal wcale. Ale Książe był przyzwyczajony. Mamrotała coś pod nosem zapisując krótkie notatki na luźnej kartce przyciśniętej do stołu cynowym świecznikiem. W końcu postać przeciągła się i wyprostowała. -Koniec na dziś. W końcu Dunway to nie zając. – szepnął piskliwie pod nosem. Ziewną. Od niechcenia kopnął leżącego obok biurka ogra, który nawet się nie poruszył i poszedł sapać. Od czasu do czasu złorzeczył przez sen. -Już cię mam Gregor! Już cię mam…

Grafi zastanawiał się czy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych