Wróć do katalogu

Hobby

buteleczka prawdę powie... tylko ją przytul i traktuj z powagą, a na pewno odwdzięczy się... zgagą

kartonbezpudla, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Buteleczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie? – zaśmiałem się – Polej szwagier! Szwagier polał. Miał do tego rękę skubaniec, jeden ruch, jedno pociągnięcie, a kieliszek do samiusieńkiego brzegu pełen. Taki widok jest w pewnym sensie piękny, idealne połączenie szkła i płynu. Tak, że nie da się oddzielić jednego od drugiego, to coś jak Romeo i Julia, Hilary i okulary. Rozumiecie? Kompletność. Mi nigdy nie dają nalewać, nie wiem czy to kwestia predyspozycji genetycznych, czy też zły los się na mnie uwziął, ale moje poczynania względem przedmiotów przetrzymujących bezbarwny płyn, zawsze kończą się krzykiem – no jak lejesz! Taa… A, kurcze, chciałbym prowadzić butelkę po brzegach kieliszków. No cóż. - Łup? – kieliszek powędrował w górę. - Bach! – odparł. Moc popłynęła zachrypniętym gardłem, rozpędzając zdrętwiałe narządy. - No a u ciebie? Dobrze jest? - No wiesz. Jakoś leci, jakoś leci – potakiwał szwagier. Mimo iż typa nie tolerowałem, bo jego wizja świata zamknięta w maleńkim mieszkaniu na ósmym piętrze wywracała mi bebechy. To czasami się przydawał. Mówił tyle co nic, dostępny był praktycznie zawsze i nie robił ceregieli jeśli chodziło o sposób spędzania czasu. No i nie cierpiał polityki, tak jak ja, więc przynajmniej kłóciliśmy się na inne tematy. - Ta. A jak twoja? Dalej gania na te kursy? – zagadnąłem. - Cholera wie. Gdzieś tam idzie co czwartek. Ja się nie pytam, ona nie mówi. Wiesz jak jest. - To nie wiesz gdzie chadza twoja żona? - No mówi, że na kurs hiszpańskiego, ale wiesz, za babą nie dojdziesz – jego mina wyrażała dokładnie to co słowa, czyli nic. - Co racja to racja – musiałem przyznać – Jakoś tak zawsze wychodzi, że wychodzi na ich. A człowiek się tylko później martwi. Polałeś już? - No ta. Polać jeszcze? - Co się głupio pytasz. Szwagier polał. Cholera, znowu idealnie z krawędzią, niemalże z zawiścią spoglądałem na te jego ruchy. Jakby miał miarkę w oku. - No to co, za żony? - Za żony! Stół zajęczał od uderzeń kieliszków. Wytarłem usta, a kolejna fala ciepła dodała kolorytu do otaczającego nas świata. Do szafki kuchennej, do zlewu, do małego okna wychodzącego na podwórze. - A wiesz. Wczoraj byłem na tym bazarku za rogiem. I wiesz kogo spotkałem? - No? Kogo? - Zośkę. - Zośkę? Jaką Zośkę? - No jak to jaką? No moją Zośkę. Znaczy… - fakt, trochę czasu minęło – no tą z trzeciej-c. Przecież znasz. Tobie też się przecież podobała. - A tąąą. Przecież to było ze dwadzieścia lat temu? - No fakt, było. Ale wiesz, poczułem się jakoś tak dziwnie. Trochę ukłuło. Wiesz. To była moja pierwsza. - Ta. Moja też – szwagier się rozmarzył. - Ta. Zaraz… jak to? Twoja też? - No – tutaj chyba dotarła rzeczywistość do szwagra. Chyba się delikatnie zapomniał – No wiesz. Tak jakoś wyszło. Ale ona mówiła, że wy tego, no… już nie jesteście ze sobą. - Ty! A kiedy to było? - Nie pamiętam dokładnie. Ale jakoś tak na wiosnę, pamiętam, że jakoś tak pod koniec roku szkolnego. Może maj, może czerwiec. Jakoś tak. - Czekaj, czekaj, pod koniec roku? Czwarta klasa? - No może być - To szmata no! A mi mówiła, że musi się do egzaminów przygotowywać, że nie ma dla mnie czasu. Cholera jedna! - No ale temperamentna była! Ogień! - Ty weź, kurwa polej, a nie tu jakieś fantazje będziesz mi tu przypominał – no wkurwił mnie. Wkurwił. To ja latałem jak szalona fretka za nią, do szkoły, ze szkoły, całe noce o niej myślałem. Żyć bez niej nie mogłem. A ta. Ze szwagrem. Z tą miernotą. Ech! - No i jak lejesz! Cały stół mokry! - Niechcący… no. Łup? - Dobra. Było minęło. Łup! Ale piecze. Ach. Chyba nie w tą dziurkę poszło, bo aż mnie zatkało w środku. No ale dobre. Dobre. - Ty? A Mariola. Ty ją znałeś, nie? - Mariola? – szwagier zagrał zdziwienie. A że talentu aktorskiego było w nim tyle, co trufli z francuskiego wybrzeża, nie wyszło to zbyt przekonująco. - No Mariola, Mariola. Ta od nas z podwórka. Ta ruda. Ta też mnie puściła w kapciach! - A ta. Pamiętam. - I co, ty z nią, też, ten tego? - Może? Ja już nie pamiętam tego wszystkiego. Dawno było. - Ty mi tu, kurwa, nie pierdol. Było coś czy nie było? - No raz – przyznał z niechęcią - Kiedyś, na jakiejś prywatce. Nic poważnego. - Ty nie mów, że na tej u Jurka? W tej starej willi, białej. - Może… - to było takie „może”, które znaczy „na pewno”, a w najlepszym przypadku, „raczej tak”. Obie wersje były przerażające. Przed moimi oczami, zaczęły pojawiać się poszczególne kobiety mojego życia. Uśmiechały się. Tańczyły w rytm jakiejś wolnej melodii. I nagle widzę, łapę. Bo nie da się opisać inaczej szkaradnej ręki, starego szwagra, która jakby zza ekranu sięga ku moim damom. No i gdzie ta łapa lezie, no tak, od razu pod sukienkę. Aż mną wzdrygnęło. - Polej szwagier – wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Tym razem dłoń trzymająca butelkę, już nie była taka pewna. Do pomocy dobrała sobie drugą, ale nawet we dwie, ledwo trafiały w szklane naczynie. Dzwonił przy tym niemiłosiernie. Mnie pochłaniały tańczące myśli, więc kątem oka tylko obserwowałem „sztuczki” szwagra nad kieliszkiem. - Dawaj! Do dna! - Wiu! Płyn trafił w rozpalone do czerwoności punkty, niby je trochę przygasił, ale tak naprawdę tylko dolał oliwy do tlących się myśli. Niby, kurcze, było, minęło. No ale, szwagier? - Ha, ha – zaśmiałem się aby przerwać powoli gęstniejącą atmosferę. – Było minęło. Ech te baby… Człowiek traci przy nich zdrowy rozsądek. No! Zresztą i tak najmilej wspominam Dorotę. Ta to miała ciało, jak łania… - leśne myśli…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych