I ja ciebie rżnę
Krótkie opowiadanie o perwersyjnej miłości, przypadkowej śmierci i szokująco brutalnej zemście.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Historia, która znalazła swoje zakończenie trzydzieści lat później, zaczęła się w niepozornym domu o fioletowych drzwiach. Kuchnia i łazienka wyglądały na utrzymywane w przyzwoitej, choć nie zahaczającej o pedantyzm, czystości. Pokoje zaś zionęły pustką, jakby ktoś wprowadził się zaledwie parę dni wcześniej. Kartony zaściełały podłogi, a żadne z krzeseł, czy stołów nie stanowiło kompletu. Trudno było się tu doszukiwać tak oczywistych rzeczy , jak telewizor, biblioteczka z ulubionymi książkami, czy jakiekolwiek rośliny. Ściany nigdy nie zostały okaleczone gwoździami, na których miałyby zawisnąć obrazy i zdjęcia najbliższych. Sercem, mózgiem i wszystkimi organami tego domu była sypialnia. Dostępu do niej broniły trzy zamki, jakby za jej drzwiami kryły się najbardziej intymne tajemnice. Wokół łóżka z baldachimem pozapalane były potężne, czerwone świece. Miękki dywan, w okrągłe i prostokątne wzory, skutecznie tłumił wszystkie kroki. Okna, zasłonięte ciężkimi, czarnymi żaluzjami , pozamykane były na głucho i nie przepuszczały żadnego światła z zewnątrz. Na szafce nocnej leżały równo poukładane różne gadżety erotyczne, niektóre o tak wymyślnych kształtach, że już tylko fantazjowanie na temat ich zastosowań mogło wywołać rumieniec. Ogromne lustro, które przytwierdzone było do sufitu, gwarantowało dodatkowe doznania dla dwojga kochanków, którzy właśnie rozpoczynali swoje rytuały. Delikatnie, ale wystarczająco mocno, by się nie uwolnił przywiązała jego nadgarstki i stopy do łóżka. Nachyliła się nad nim i chwyciła zębami prawy sutek. Syknął lekko z bólu. Jej palce zahaczyły o mosznę, kiedy zsuwała język w okolice pępka. Dotarła do podbrzusza, wywinęła na nim dwa śliniące kółka i zjechała aż do jego stóp. Brała po kolei do ust każdy palec i mocno ssała, wijąc się przy tym jak w ekstazie. Jej kochanek dyszał coraz szybciej, a jego czoło pokryło się potem. Spojrzała na niego spod na wpół zamkniętych oczu i lubieżnie się przeciągnęła. Nagle wstała i schyliła się, by wziąć rzeczy, które leżały pod łóżkiem. Wyciągnęła dwie opaski i coś , co ukryła w dłoni. - Teraz naprawdę podkręcimy temperaturę, mój kochany… - wyszeptała mu do ucha, zakańczając swoje zdanie nie kropką, a mokrym pocałunkiem. Oczy i usta zakryła mu jedwabnymi pasami, dla pewności jednak dodała krótkie kawałki taśmy klejącej. W końcu sięgnęła po przedmiot, który miał stanowić ukoronowanie ich wspólnych igraszek. Światło świec zamigotało na ostrzu, gdy podniosła skalpel. Lekko nacięła mu skórę na policzku. Próbował coś powiedzieć, ale taśmy skutecznie mu to uniemożliwiały. Kropla krwi wykwitła na jego twarzy niczym płynny kwiat. Zebrała ją językiem, jak pijący wodę pies. Skalpel zaczął wędrować w coraz to nowe rejony jego ciała, gdzie powtarzała swoją dziwnie podniecającą procedurę. Wkrótce cała pościel przybrała biało-czerwony kolor. Sutki mocno jej sterczały i czuła intensywną wilgoć między nogami. Wtedy wzięła do ręki jego nieobrzezanego penisa i zaczęła jeździć wypielęgnowanymi palcami w górę i w dół… Drugą dłoń położyła na jego szyi i ścisnęła mocno, aby odciąć tlen i zintensyfikować orgazm. Sama zaczęła ujeżdżać wibrujący członek o rozmiarach, które mogłyby zawstydzić każdego mężczyznę i zatraciła się w ich zespoleniu. Eksplodowała potężnie, aż pociemniało jej przed oczami i opadła na łóżko. Nierówne oddechy kołysały jej błyszczącymi od potu piersiami. Obróciła się do niego, żeby złożyć na wargach pocałunek i zamarła. Nie oddychał. Sina twarz wydawała się nabrzmiała. Zerwała mu opaski. Oczy nabiegły zjadliwie krwistą czerwienią, język groteskowo wystawał z ust. Nie mogła złapać tchu. Krzyk uwiązł jej w gardle i przy każdej próbie wyjścia zmieniał się w żałośnie cichy szloch. Kiedy się uwolnił… Ludzie jeszcze długo opowiadali sobie o nagiej kobiecie, która wybiegła ze domu, głośno wzywając pomocy. Zdążyła przebiec parę ulic, zanim zemdlała na środku skrzyżowania. Sprawa dostała najwyższy priorytet i błyskawicznie znalazła się w sądzie. Media prześcigały się w doniesieniach o chorym, dziwnym stosunku do jakiego doszło tamtego dnia. Nigdy nie przyznała się do winy, a w jej słowach słychać było dużo miłości do człowieka, którego tak nieszczęśliwie zabiła. Ale dowody były mocne. Nikt nie wątpił, że zostanie skazana.
Wyszła wolna. Sprawiedliwość okazała się nie tyle ślepa, co zwyczajnie niedbała. Błędy proceduralne sprawiły, że nie przesiedziała w więzieniu nawet kilku miesięcy. Wróciła do swojego niepozornego domu o fioletowych drzwiach. Czasem, kiedy spała, jej ręka bezwiednie wędrowała w miejsce, gdzie kiedyś leżał ON. Palce zaciskały się na zimnej pościeli, a spod zamkniętych powiek spływała łza.
{b}TRZYDZIEŚCI LAT PÓŹNIEJ{/b}
Siedziała na werandzie domu o fioletowych drzwiach. Czuła jak strzyka jej w prawej nodze, niechybnie oznaczało to deszcz. Albo grad. Nie była pewna, nie pamiętała też od kiedy szwankowała jej pamięć. Ciało, które skrywała teraz pod bezkształtną sukienką, pokryła spora liczba zmarszczek i plam wątrobowych. W prawym oku miała początki katarakty. Erotyczne zabawki na szafce nocnej zostały zastąpione przez niezliczone ilości tabletek, a pod łóżkiem kryła już tylko pieluchy dla dorosłych. Pokoje niewiele się zmieniły, były tak samo zimne i puste jak dawniej. Kartony rozpadły się ze starości i na podłogach nie było już nic poza kurzem, w którym kryły się wspomnienia dawnych emocji i wydarzeń. Były dni, kiedy wydawało jej się, że brud wdziera się w zakamarki jej myśli. Przypuszczała, że więcej rzeczy zapomniała niż potrafiłaby przywołać teraz z pamięci. Tylko jedna rzecz nie zmieniła się ani odrobinę. Nigdy nie przestała myśleć o Nim. Z jego śmiercią w pewien sposób skończyło się też jej dotychczasowe życie. Czuła się naznaczona przez sąsiadów i dziennikarzy. W końcu niektórzy z nich wymarli, inni przeprowadzili się, ale takie historie zawsze żyją swoim życiem, rozrastają się do legend, którymi rodzice straszą swoje pociechy. Dzieci często do niej przychodziły. Najczęściej w nocy, żeby nikt nie widział jak obrzucają jej dom zgniłymi warzywami i nieświeżymi jajkami. I tak cieszyła się, że nie wybijają szyb. Dorośli jak to dorośli, woleli udawać, że jej nie zauważają. Rzadko zdarzało się incydenty w stylu ostentacyjnego przechodzenia na drugą stronę ulicy albo ukradkowego plucia na trawnik. Dopiła puszkę najtańszego piwa, jedynego, na które jeszcze było ją stać. Pozwalała sobie na nie raz w miesiącu i potrafiła je pić nawet przez pół dnia. Nie miało znaczenia, ile much zdążyło wlecieć do środka, traktowała je jak pewne urozmaicenie, a w wyjątkowo ciężkich okresach były jej źródłem białka. Oparła się o krawędzie krzesła i spróbowała wstać. Po żenująco długiej chwili siłowania się z grawitacją z powrotem opadła na krzesło. Jej płuca pracowały niemal równie mocno jak ponad ćwierć wieku wcześniej, kiedy doznała ostatniego orgazmu w swoim życiu. Zamknęła oczy. Miała zamiar zasnąć, ale nagle wyczuła czyjąś obecność. Zobaczyła nad sobą szpakowatego mężczyznę, który wpatrywał się w nią z prawdziwą nienawiścią. Skoncentrowana na wyłowieniu szczegółów jego twarzy, nie zauważyła strzykawki, która wbiła się jej w szyję. Zabrała ją ciemność, ale to nie był sen. Wydawało jej się, że ktoś wiezie ją w jakimś czarnym kokonie wielkiego, obrzydliwego insekta. Za wszelką cenę próbowała zachować resztki świadomości, ale stary umysł męczył się jeszcze szybciej niż jej ciało i szybko się poddał. Gdyby wiedziała co ją czeka zapewne zrobiłaby wszystko, żeby umrzeć. Przetłuszczony i śmierdzący benzyną bagażnik byłby niczym spokojna śmierć w gronie najbliższych w porównaniu z tym co miało stać się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil reaktywacja_pstraga
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…