Idzie Wiosna, rozdział 20.
...dalszy ciąg opowieści o Wiośnie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obojętnym wzrokiem przyglądałem się wchodzącym i wychodzącym co jakiś czas z budynku ludziom. Patrzyłem na zupełnie mi obojętne sylwetki zastanawiając się, czy może nie powinienem jednak wysiąść z samochodu i pójść tam do środka, do tego niczym szczególnym nie wyróżniającego się budyneczku. …chociaż w zasadzie …no bo skoro Aśka nie chciała, to po co mam się tam pchać? Żeby znów na mnie warczała? Nie chciała, to nie... ...no i co z tego, że nie chciała? Mam tak siedzieć tu cały czas jak... jak jakiś... jak taksówkarz i czekać? …czekać nie wiadomo jeszcze ile? Czułem jak to dzisiejsze ciepłe popołudnie sprawia, że staję się coraz to bardziej senny, jak z coraz większym trudem mi się myśli. …no właśnie ile mam tak czekać? Poszła przecież tylko się zapytać a tu już prawie dwie godziny minęły jak jej nie ma? Może coś się stało? Nie, no... Zupełnie bez sensu... stoję tu nie wiadomo po co... Idę. …albo nie... poczekam jeszcze 10 minut... o tak dokładnie o w pół, jeśli do tej pory nie wyjdzie to idę zobaczyć co się tam dzieje... - Tylko byś spał i spał. - usłyszałem cichy, obojętny głos Wiosny chwilę po tym jak obudził mnie chrzęst otwieranych drzwi. - Nie śpię... - odpowiedziałem spoglądając zaskoczony na wsiadającą do samochodu dziewczynę - Tak się tylko zdrzemnąłem troszkę... - Widzę właśnie. Z impetem usiadła i rzuciła torebkę pod nogi. - A co w tym złego? - spytałem przekornie. - Nic. - odpowiedziała wzruszając lekceważąco ramionami i z całej siły pociągnęła drzwi. - Zwariowałaś? - spojrzałem na Aśkę podrażniony hukiem zamykanych drzwi. - Bo? - Bo? - powtórzyłem złośliwie i wpatrzyłem się w siedzącą nieruchomo tuż obok, w milczeniu, zupełnie mnie teraz ignorującą dziewczynę. Udawała, że nie dostrzega tego jak uważnie na nią patrzę. Prześliznąłem się wzrokiem po różowym sweterku i jeansowych spodniach, tych samych, które miała na sobie wczoraj i pomyślałem, że szkoda, że nie założyła dzisiaj tych różowych sztruksów. Tych, które miała na sobie wtedy... w Kołobrzegu. - Pojedziemy może w końcu? - spytała nawet się nie poruszywszy - Czy tak się będziesz gapił cały czas? - Będę. - uśmiechnąłem się - Będę się tak gapić na ciebie aż do śmierci. - Mojej, czy twojej? - spytała zdecydowanie już ciszej. - Mojej... - odpowiedziałem i chciałem dotknąć palcami jej policzka. - Jedź już może, co? - odsunęła się niemal niezauważalnie, odsunęła tak niespodziewanie jakby przeczuwała co mam zamiar zrobić. - Gdzie? - spytałem urażony tym tak nieznacznym ale mimo wszystko wyraźnym jej ruchem - Już jadę, tylko jeszcze nie wiem gdzie. - Maciek... litości... - westchnęła - Pić mi się chce jak cholera... umrę zaraz z pragnienia... wysiedziałam się tam jak idiotka a ty jak zwykle... tylko potrafisz se kpić. - Nie kpię se, - odpowiedziałem przesadnie akcentując ostatni wyraz - tylko po prostu nie wiem gdzie. Nie znam przecież tego miasta. Skąd mam wiedzieć gdzie jechać? - Trzeba by... - obejrzała się za siebie - Z powrotem do tej… no tej takiej trochę główniejszej i tam dalej jest już to centrum handlowe... I co? Od razu tak złośliwie musisz? - Złośliwie? - spytałem zdziwiony. Nie odpowiedziała. Uśmiechnąłem się. Patrząc na dziewczynę sięgnąłem ręką do stacyjki i przekręciłem kluczyk. Zaterkotał rozrusznik. Samochodem nieznacznie zatrzęsło ale już po chwili monotonnie pracujący silnik łagodnie, niewyczuwalnym niemal klekotem wypełnił wnętrze auta. Wiosna wyprostowując się spojrzała na mnie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy ale Aśka zaraz poprawiła się tak, by wygodniej siedzieć w fotelu i nie przejmując się już mną wpatrzyła się w przednią szybę. - Lubię ten samochód. - powiedziała patrząc przed siebie - Szkoda tylko, że... - Że? - spytałem zdziwiony tym, że tak nagle zamilkła. - A nic... - westchnęła. - Ale co, że? – spytałem po chwili. - No, że nie zawsze nim jeździsz. - Jak nie zawsze? - uśmiechnąłem się wyjeżdżając z parkingu - Prawie zawsze, a dla ciebie to zawsze. - No myślę. - patrzyła obojętnie na widoczną przed samochodem drogę - Szkoda tylko, że wtedy tam... tym takim gratem. Bo ta ciężarówka… wtedy… to jakiś horror był... - Ciężarówka? - zdziwiłem się. - No to... takie olbrzymie pudło. – westchnęła z wyraźną dezaprobatą. - Kiedy? – spojrzałem na nią ze zdziwieniem. - Oj, no wtedy… co jechaliśmy do Szczecina... Szkoda. - mówiła cały czas zapatrzona przed siebie. - Szkoda, - sam nie wiem po co to powiedziałem - że nie założyłaś dzisiaj tych różowych spodni co wtedy... - Różowych spodni? - zdziwiona spojrzała na mnie. - No tych, co miałaś wtedy... - skręciłem zgodnie z tym co wcześniej Wiosna mi tłumaczyła i niezbyt szybko jechałem teraz zabudowaną kilkudziesięcioletnimi domami ulicą - Wtedy w Kołobrzegu. - Wtedy miałam spódniczkę. - popatrzyła na mnie - Jeansową. - Oj, nie wtedy... - pokręciłem głowa z dezaprobatą - Dzień wcześniej. Jak byliśmy na latarni... i w ogóle. Takie fajnie dopasowane, sztruksowe... - Wiem które. - powiedziała oschle - Takie to dla ciebie ważne? - Eee, nie... - wzruszyłem ramionami - Tylko do tego sweterka jakoś
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil idzie_wiosna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…