Wróć do katalogu

Idzie Wiosna, rozdział 30.

dalszy ciąg historii o Wiośnie.

idzie_wiosna, opublikowano , 11 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zatrzymałem się na wprost furtki. Zgasiłem silnik i powoli otworzyłem okno patrząc obojętnym wzrokiem na schody prowadzące do wejściowych drzwi. Nie miałem ochoty wysiadać i iść do domu choć czułem, że jestem już wyjątkowo głodny. Wyszedłem nic nie jedząc z samego rana chcąc w końcu pozałatwiać to wszystko co musiałem już w końcu załatwić a niestety trochę, znacznie więcej niż myślałem czasu mi to zajęło i jakoś szczególnie ucierpiał na tym mój żołądek. Nie mając ochoty na jakieś niepotrzebne rozmowy z matką chyłkiem wymknąłem się z samego rana domu szczęśliwy, że nikogo na swojej drodze nie spotkałem. Ani jej, ani Joanny. Pojechałem od razu do Mariana, który niezbyt był zadowolony z tego, że go zostawiam, że odchodzę choć jakoś tak jednoznacznie tego mi nie powiedział. Niezbyt... A pewnie, że był niezadowolony, bo gdzie teraz znajdzie tu, w Kołobrzegu kogoś takiego jak ja? Tu każdy, kto choć trochę zna się na mechanice to ma jakąś robotę, a jak nie ma to albo lewus, albo moczymorda. Najgorzej będzie teraz miał Władek, bo wszystko zostaje na jego głowie. W sumie to trochę mi go szkoda, no ale co zrobić... Marian za ten ostatni miesiąc rozliczył się ze mną nawet lepiej niż się tego spodziewałem. Dużo lepiej. I dobrze, odłożę to co wyjąłem z kasetki a i tak sporo mi jeszcze zostanie. Byłem na postoju pogadać z papą Smerfem i jeszcze udało mi się złożyć papiery w Wydziale Komunikacji. Nawet dobrze się złożyło, bo jakoś teraz na wiosnę mają robić egzamin kwalifikacyjny dla właścicieli taksówek. Wcale się nie spieszyłem, a wręcz jakoś tak wyjątkowo się z tym wszystkim ociągałem i w sumie całe to załatwianie kilku tylko spraw zajęło mi sporo czasu. Zdecydowanie dużo więcej niż by było potrzeba bo, nie wiem czemu ale jakoś tak wyjątkowo dzisiaj mi się nie spieszyło do domu. Siedziałem leniwie myśląc i patrząc na uchylone drzwi balkonowe w pokoju, który zajmowała Joanna, w którym pewnie teraz była, zamknięta oczywiście tak jak w nocy, jak przez całą noc była w nim zamknięta. Uśmiechnąłem się myśląc sobie, że jakoś nie bała się siedzieć tam sama, że o dziwo, nie bała się tych swoich duchów, choć przecież nie spała. Słyszałem dokładnie jak kilka razy, starając się robić to wyjątkowo cicho i tak by nikt tego nie słyszał przekręcała w drzwiach klucz i wychodziła do łazienki. Wychodziła, zamykała się w łazience, oczywiście też na klucz i siedziała tam za każdym razem długi czas. I choć Wiosna starała się robić to niemal bez najmniejszego choćby szmeru to i tak wszystko słyszałem. Leżałem nie mogąc usnąć. Rozmyślając o tym co miało wczoraj miejsce, co matka mi nagadała dokładnie słyszałem każdy szmer w pogrążonym w ciszy domu. Wiedziałem, że Asia odpokutowała ten nagły zachwyt nad czerwonym szampanem kuszącym musującymi bąbelkami, odcierpiała ten brak umiaru, choć tak się zarzekała, że nie pije, choć dobrze wiedziała o tym bo sama mi to przecież mówiła, że alkohol jej nie służy. I to, jak się teraz sama o tym przekonała, w wyjątkowo przykry sposób. Już miałem zejść na dół, do kuchni i poszukać, bo z pewnością w szafce z różnymi lekarstwami był Alka Zelcer i dać go dziewczynie, żeby mogła w końcu spokojnie usnąć, żeby to całą noc targające nią wspomnienie wypitego, choć przecież wcale nie aż tak mocnego alkoholu dało jej spokój ale skoro zamknęła się w swoim pokoju i mimo, że pukałem nie chciała mi otworzyć, nie odzywała się udając, że śpi to pewnie i z tabletkami też by mnie nie wpuściła. Nie chciałem schodzić i nie chciałem nic mówić, bo matka z pewnością uważnie nasłuchiwała co się w domu działo. Tylko cichutko, bez słów parę razy zapukałem, zaraz jak wszedłem na górę chwilę po tym jak Wiosna nagle, jakby chciała przed czymś uciec poszła, nie dopijająć nawet do końca herbaty niemal pobiegła na górę mówiąc tylko, nie wiem czy do mnie, czy pewnie tylko do matki: "przepraszam". Spojrzałem na zasłonięte firankami okno piętro niżej, w kuchni, w którym też nie dostrzegłem żadnego ruchu. Dziwne, pomyślałem sobie, przecież matka lubiła patrzeć zza firany, stojąc w rogu okna i myśląc, że wcale jej nie widać. - Hehehe... - zaśmiałem się cicho - Pewnie polazła do tej swojej Kondziółkowej... Powoli zamknąłem okno i otworzyłem drzwi. Zupełnie się nie spiesząc wygramoliłem się z samochodu i delikatnie je zamknąłem. Popatrzyłem na bramę od garażu myśląc jeszcze, że muszę zrobić tam porządek bo jak przyjedzie ktoś, a Władek przecież mówił, że parę osób już się o mnie pytało, to nawet nie będzie jak pogrzebać przy silniku przez te ściągnięte przez matkę od Malinowskiego klamoty i wolnym krokiem poszedłem w stronę furtki. Wspiąłem się po schodach, sam nie wiem czemu tak wyjątkowo delikatnie, tak by nie robić żadnego zbędnego hałasu jakbym się obawiał, że zbudzę śpiącą teraz może w salonie matkę i nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte. - Będziesz jadł? - jeszcze drzwi nie zaczęły skrzypieć a już, przez niewielką tylko szparkę uchylonych drzwi dopadł mnie głos matki. - Oho... - zamruczałem pod nosem - Radary cały czas działają. - Co? - matka odezwała się nieco teraz głośniej - Bo…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych