Wróć do katalogu

Idzie Wiosna, rozdział 32.

dalszy ciąg opowieści o Wiośnie... Wiosnę znajdziesz też na: www.idziewiosna.blox.pl zapraszam

idzie_wiosna, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Agata nie mogła w ten sposób, tylko jedną ręką przytrzymując swoją spódniczkę zapanować nad nią i wcale nie zapobiegając w ten sposób by się z tyłu nie unosiła do góry szła nie przestając mówić. Może tylko udawała, że tego nie czuje, a może po prostu najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła. Może specjalnie gadała o jakichś nieistotnych rzeczach starając się zagadać to wszystko co się działo, odwrócić naszą uwagę od swojej, może bardziej niż mnie niepokojącej ją spódniczki. - Agata, no przecież znów ci wszystko widać. - Beata ze śmiechem powiedziała, choć myślałem, że wcale na nią nie patrzy. Odniosłem nawet wrażenie, że powiedziała to tylko po to by Agacie dokuczyć. - No przecież nie będę cały czas trzymać w garści tej cholernej kiecki. – Agata niespodziewanie wyrzuciła z siebie spoglądając z niechęcią na Beatę. W jej głosie słychać było nie tyle zdenerwowanie, nie tyle może rozdrażnienie co wyraźną skargę. Odpowiedziała jej z żalem, z jakąś pretensją z pewnością też i dlatego bo chyba jednak dobrze wiedziała, że przez ten wiatr, psocący jej, unoszący cały czas mającą być przecież jej ozdobą spódniczkę, ukazujący te bez zastanowienia założone majtki wygląda nie tak, jak z pewnością by chciała, że zakładając akurat dzisiaj, może całkiem przypadkowo, a może specjalnie akurat na ten koncert, na to nasze wspólne wyjście przygotowaną tą właśnie spódnicę zupełnie nie przewidziała, że będzie dzisiaj aż tak wiało, może nawet wcale o tym nie pomyślała, nie przewidziała tego, że akurat jej może się zdarzyć coś aż tak głupiego, tak może nawet i dla innych zabawnego ale z pewnością nie dla niej. - To nie trzymaj, twoja sprawa. Hahaha… - Beata roześmiała się głośno. - Łatwo ci mówić, nie trzymaj! - Agacie nagle puściły nerwy, mówiła ze złością, mówiła takim tonem jakby po nieudanym egzaminie, walcząc ze sobą starała się nie pokazać nikomu, że ma ochotę tak po prostu się rozpłakać - Wyglądam jak idiotka, nie miałam pojęcia, że się tak cały czas będzie wznosić... - Fajnie tak. - odezwałem się, całkiem bez zastanowienia wypaliłem chcąc ją jakoś pocieszyć – Nie przejmuj się tym. - Jasne, super. - w głosie Agaty słychać było wyraźną, wymieszaną z wściekłością drwinę. - Nie przejmuj się… - znów się odezwałem czując, że to co mówię jest całkiem bez sensu ale chcąc jakoś załagodzić tą moją głupią odzywkę, może też starając się ukryć to wyjątkowe zażenowanie, całkiem może niepotrzebne skrępowanie takim akurat tematem, tym że to idącej obok mnie Agacie coś takiego się przytrafiło dopowiedziałem szybko - Nic na to nie poradzisz, taka dzisiaj pogoda. Agata roześmiała się głośno, nieco może nerwowo, roześmiała się jakby to, co powiedziałem było wyjątkowo zabawne i tak śmieszne, że nie potrafiła się opanować. - No tak, taka pogoda… - powiedziała najwyraźniej tym co ją spotkało naprawdę chyba już teraz rozbawiona – Czym się tu przejmować... Zupełnie mnie zaskakując, oparła swoją prawą rękę na moim przedramieniu idąc teraz i oburącz trzymając się mojej ręki tak, jakby nic dziwnego się nie działo, jakby ta porywana wiatrem spódniczka nie robiła na niej żadnego wrażenia, jakbyśmy po prostu, tak całkiem normalnie we trójkę szli parkiem Kasprowicza jak jedni z wielu, jak tłumy obok nas idących na koncert ludzi niczym szczególnym się od nich nie odróżniając. Na nasze głowy spadło kilka dużych kropel deszczu, którego mało kto się akurat teraz spodziewał ale pomimo to wszyscy, zaklinając go pewnie w duchu by jednak nie padał, by jeszcze trochę poczekał bawili się w dalszym ciągu wyjątkowo dobrze choć było już pewne, że z tych zebranych nad nami ciężkich, tchnących jakąś wyjątkową grozą, niemal zupełnie już czarnych chmur za chwilę lunie. Dziwne, bo teraz, po tej niezbyt życzliwej, całkiem może niepotrzebnej odzywce Beaty wiatr niespodziewanie całkiem ucichł i już chyba wtedy, no ja w każdym razie nie widziałem tego by podwiewał dalej Agacie tej, tak jeszcze chwilę temu niemal cały czas unoszącej się czasem stanowczo zbyt wysoko w górę spódniczki. Może tak się stało dlatego, że zeszliśmy już z takiej otwartej, sprzyjającej wietrznym igraszkom przestrzeni, że weszliśmy na odcinek alei z obu stron, a zwłaszcza od jeziora osłoniętej drzewami. Gdy doszliśmy już w końcu do amfiteatru, starając się znaleźć w miarę dobre miejsca, takie skąd byłby widok na całą scenę usiedliśmy gdzieś tak po środku widowni. I z tyłu, u góry, i na samym dole, tam gdzie miejsca są z pewnością bardziej atrakcyjne wszystko już było pozajmowane. Praktycznie, to od razu zeszliśmy te kilka rzędów w dół i usiedliśmy na ławce, tak trochę dalej od przejścia, bo akurat tam udało się nam wypatrzeć wolną, mogącą nas pomieścić przestrzeń. Szybko usiedliśmy trochę i po to też, żeby Agata mogła w końcu przestać walczyć z tą swoją spódnicą a właściwie to obawiać się już tylko, że może znów, w całkiem niespodziewanym momencie jakiś zbłąkany powiew wiatru uniesie ją w górę. Tylko czy Agata obawiała się teraz tego, czy tak naprawdę bała się, że nagły poryw wiatru poderwie ją w górę? Ludzi tam, w samym amfiteatrze było sporo, znacznie więcej niż na prowadzącej tu od Jasnych Błoni alei i żeby usiąść musieliśmy się przeciskać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych