Idzie Wiosna, rozdział 35.
dalszy ciąg opowieści o Wiośnie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziałem już tak od kilku godzin obojętnym wzrokiem przyglądając się otoczeniu wypełnionego szczelnie samochodami parkingu znajdującego się przed szpitalem. Znałem chyba na pamięć każdy szczegół oddzielającego mnie od niego betonowego płotu, w który bezmyślnie się wpatrywałem. Trochę się zdrzemnąłem, przespałem się z godzinkę a może i troszkę dłużej bo z tych nudów zachciało mi się spać. Trochę się zastanawiałem nad tym co się stało, co jest powodem tego, że Joanna od samego rana jest tak wyjątkowo zła. Całą drogę z Kołobrzegu do Szczecina nie odzywała się przecież do mnie ani słowem. Nie odpowiadała, wcale nie reagowała na to, co do niej mówiłem i żeby chociaż spała, albo chociaż tylko drzemała sobie, to może bym to jeszcze umiał zrozumieć... ale przecież przez całą drogę patrzyła przed siebie obojętnym, wyraźnie znudzonym wzrokiem całkowicie na nic nie reagując, wyraźnie ignorując i mnie, i to wszystko co się obok niej działo. Obraziła się na mnie o coś, czy to tylko zły humor spowodowany tym, że jak to się mówi wstała z łóżka lewą nogą? Może to stres spowodowany tą dzisiejszą wyprawą do Szczecina, do lekarza, bo przecież ja też cholernie się denerwuję jak mam pójść choćby i do takiego dentysty a tu przecież sprawa jest chyba... nie no, jakby na to nie patrzeć jest znacznie poważniejsza. A może Aśka po prostu w ten sposób odreagowuje moją wczorajszą opowieść o Agacie? Może drażni ją to, że tak dokładnie to wszystko pamiętam i jej to mówię? Że każdy szczegół ma wciąż dla mnie jakieś wyjątkowe znaczenie? Pewnie też bym się wkurzał jakby Joanna opowiadała o swoim facecie, gdyby to ona była wcześniej z kimś innym związana. Gdyby była już czyjąś żoną... no ale przecież, na całe szczęście nie jest. Może jej się to nie podoba... może ją to denerwuje, że o tym wszystkim mówię i dlatego jest teraz taka na mnie wściekła? Może powinienem dać sobie spokój z tymi opowieściami o Bajce?... Nie mówić już nic o tym, co było kiedyś nawet pomimo, że wcale tego przed Aśką nie ukrywałem, że byłem żonaty, że Agata była moją żoną, że jakby na to nie patrzeć była przed Joanną i nic już tego nie zmieni, że wciąż jest w moim sercu? No tak... chyba nie ma sensu opowiadać Aśce o tym co było bo jakoś całkiem nie tak, jakoś chyba trochę opacznie, nie tak jakbym chciał to odbiera. Najwyraźniej ma mi to chyba za złe, że Agata kiedyś była... kiedyś żyła... że Agatę kiedyś kochałem... że wciąż ją przecież na swój sposób kocham... jakoś tak wyjątkowo choć wcale to nie kłóci się z tym, że kocham teraz i Aśkę... może dlatego, że Aśka jest trochę... że jest tak wyjątkowo podobna do niej... do Agaty? A może to wcale nie o to chodzi? Może ja nie jestem powodem tego jej złego humoru? Może Aśka jest po prostu zła tylko o to, że mieliśmy wyjechać z samego rana? No ale przecież nie umawialiśmy się wczoraj jakoś tak szczegółowo co do tego wyjazdu. Mieliśmy jechać i tyle, no a że tak się złożyło, że spałem trochę dłużej niż ona to co się złego niby stało? Jak tak się jej wyjątkowo spieszyło mogła mnie obudzić, mogła chociaż zapukać do drzwi jak już wstała. Wpatrywałem się w przechodzących przez dyżurkę ludzi, przechodzących przez taką portiernię wpuszczającą też na teren szpitala samochody. Te co miały przepustki i przyjeżdżające tu czasem karetki pogotowia. Obserwowałem znudzonym wzrokiem, nie mając kompletnie na czym tu zawiesić oka znajdującą się niemal na wprost mnie choć jednak nieco z boku, trochę bardziej na lewo niż stałem portiernię szukając obojętnym wzrokiem wśród wychodzących ze szpitala ludzi Joanny. Pomyślałem, że zadzwonię do Bartka. Miałem mu przecież już dawno powiedzieć o tym, że nie będę w święta z nimi grał, że albo to granie co ma teraz być przytną sami, albo wezmą sobie jakąś skrzynkę, to znaczy kogoś kto będzie tylko zapełniał miejsce na estradzie. Będzie stał i coś tam sobie rzeźbił bez większego znaczenia co też takiego będzie grać. No przecież u licha świat się nie zawali jak mnie nie będzie. Spokojnie dadzą radę. Sięgnąłem nawet już po telefon, wyszukałem Bartka numer i miałem już nacisnąć na klawisz z zieloną słuchawką by komórka zaczęła się z nim łączyć ale rozmyśliłem się nie mając jednak za bardzo ochoty na to by właśnie teraz rozmawiać. No bo i co mu niby miałem powiedzieć, że nie będzie mnie bo jadę na święta do Lądka-Zdroju? Przecież będzie się od razu wypytywać co się stało, zaraz będzie chciał wszystko wiedzieć... zacznę gadać a jak w tym czasie Wiosna wyjdzie ze szpitala? Nie no... jeszcze zdążę zadzwonić do niego... nie pali się przecież. Później, jak będę już w Kołobrzegu to wezmę i zadzwonię. Wygoniła mnie. Nie chciała żebym tam, na szpitalnym korytarzu na nią czekał, wręcz stanowczo tego zażądała jak już znaleźliśmy doktora Liebermanna, jak nam się to w końcu udało w tym szpitalnym molochu. Miała mi to za złe, że nie wiem gdzie powinien być, że nie wiem gdzie pracuje, gdzie tu, na terenie szpitala znajduje się jego gabinet, że nie zapytałem się pani Liebermannowej gdzie go mamy szukać tylko pojechałem tak w ciemno. Powiedziała mi, że gdyby wiedziała, że jestem "taka guła" to sama by ją o to spytała. Ale jakoś nam się udało. Chwilę błądziliśmy po terenie szpitala sami nie wiedząc czy to ma być kardiologia, czy chirurgia, czy może neurologia albo
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil idzie_wiosna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…