Idzie Wiosna, rozdział 36.
dalszy ciąg opowieści o "Wiośnie"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- A ty co taki obładowany tymi reklamówkami jak wielbłąd? - matka przywitała nas wychodząc z kuchni jak tylko zamknąłem za sobą wejściowe drzwi. - Jak juczny wielbłąd. - poprawiłem ją cicho zbyt przecież dobrze pamiętając matki ulubione powiedzenie, choć zazwyczaj stosowane tylko wtedy, gdy to matka musiała coś nieść i dopowiedziałem znacznie już głośniej - A już miałem nadzieję, że nie ma cię w domu. - Co to? - matka najwyraźniej zignorowała zupełnie to co powiedziałem bo spojrzała na trzymany przez Asię w ręku długi, czarny parasol i spytała za zdziwieniem - Padało w Szczecinie? - Nie, nie padało. Byliśmy na zakupach. - Joanna odpowiedziała w dziwnym nagle pośpiechu wyrzucając z siebie te dwa zdania i spojrzała na mnie karcącym wzrokiem po czym odwracając się w kierunku szafy postawiła parasol opierając go wygiętą, drewnianą rączką o ścianę i dopowiedziała w normalnym już tempie - Połaziliśmy sobie trochę w Szczecinie po takim sklepie, po "Geant'cie". - Boże, jak ja dawno nie byłam w Szczecinie na zakupach... - matka powiedziała z wyraźnym niedowierzaniem i po chwili, normalnym już głosem spytała uważnie cały czas przyglądając się otwierającej właśnie szafę i stojącej już bokiem do niej dziewczynie - A co z lekarzem? - Też byliśmy. - Joanna wyciągnęła swoje, czy może raczej te, które pozostały tu po Agacie kapcie i pochylając się zaczęła ściągać kozaki - Z samego rana. - I co? - matka spojrzała na mnie takim wzrokiem jakby miała zamiar powiedzieć mi coś niezbyt miłego - Bo jakoś tak mówisz Asiu, jakby to zakupy były najważniejsze. - Przestań... - wymamrotałem pod nosem niezadowolony z matki zachowania - Już zaczynasz? - Zaczynam? - matka uśmiechnęła się ironicznie - Chcę po prostu wiedzieć, czy to co niby Asi jest to coś poważnego. - Ta... chcesz wiedzieć co to niby jest. - odburknąłem rozdrażniony matki obecnością - Jasne. I od razu zaczynasz gadać... te swoje... - Nic nie zaczynam. - matka znów wpatrzyła się w Joannę najwyraźniej całkowicie mnie już teraz ignorując - Po prostu chciałabym wiedzieć, no ale... - Żeby zaraz polecieć z tym do Kondziółkowej? - chciałem choć w ten sposób dokuczyć matce. - Lekarz... ten profesor w Szczecinie, co ta wasza sąsiadka go poleciła... - Joanna zaczęła mówić pochylona, wpatrzona z zaskakującą uwagą w czubki swoich butów, które wciąż jeszcze z mozołem zdejmowała - Ta lekarz, co to byliśmy u niej wczoraj... z Maćkiem... i co umówiła mnie z tym profesorem... w Szczecinie... - No przecież wiem. - matka ponagliła Wiosnę gdy dziewczyna biorąc głębszy oddech na chwilę umilkła. - Ale nic mi szczególnego nie powiedział. - Asia wyraźnie speszona wyrzuciła to zdanie z siebie jednym tchem. - Jak nie powiedział? - matka zrobiła niezadowoloną minę - Nie miał czasu czy co, że nic nie powiedział? Aha, że nie przyjął, znaczy się? A bo Maciek to mógł zadzwonić i umówić się z nim na jakiś konkretny termin a nie tak na wariata... Wiedziałam, że to tak będzie ale przecież jak się mu nie powie to sam już nie pomyśli... - Daj spokój. - przerwałem matce stanowczym choć wyraźnie rozdrażnionym głosem - I po co tyle gadasz? Może posłuchaj uważniej tego co Asia mówi a nie gadasz niepotrzebnie i gadasz, chyba tylko po to, żeby sobie pogadać... - Nie, nie... - Wiosna spojrzała na mnie zdziwiona najwyraźniej moim nagłym wybuchem - Przyjął mnie przecież. Zbadał. Musiałam zrobić rezonans, może jeszcze jakieś badania będą potrzebne i dopiero wtedy może będzie wiadomo skąd te cholerne bóle głowy się biorą... może wtedy powie mi co to jest, bo jak na razie to powiedział tylko, że niczego nie można wykluczyć... - Aha. - matka pokiwała ze zrozumieniem głową i nagle, całkiem niespodziewanie zmieniła temat - Będziecie teraz jeść? Zrobiłam kotlety... no i rosół przecież jeszcze jest, ten wczorajszy. - W zasadzie to jedliśmy tam... - Joanna odstawiła w końcu swoje buty do szafy, delikatnie, jakby bała się narobić jakiegoś, najmniejszego choćby tylko hałasu zasunęła jej drzwi i popatrzyła w moją stronę najwyraźniej we mnie szukając teraz wsparcia - Tam, w tym całym "Geant'cie" jest KFC. - Matko święta. KFC... - matka westchnęła z rezygnacją - To trzeba było powiedzieć, zrobiłabym przecież kurczaka. - Nie chodzi o kurczaka. - wpatrywałem się obojętnym wzrokiem jak Joanna wciąż jeszcze zakłada kapcie i coś tam przy nich uparcie poprawia, jak się w końcu wyprostowuje patrząc na mnie nieco chyba wystraszonym wzrokiem - Czasem trzeba gdzieś wyjść, gdzieś pójść i wcale nie ma to znaczenia czy można coś zrobić w domu. - A ty co tak stoisz i czekasz na coś, nie wiem na co, jak żyd na skórki? - barwa matki głosu nagle zrobiła się zimna i wyjątkowo apatyczna - Na co czekasz z tymi butami? - Na co? - zaskoczony tym pytaniem nie wiedziałem w pierwszej chwili co mam powiedzieć - Bo... zaraz wychodzimy. - Wychodzimy? - Wiosna zaskoczona tym co usłyszała spojrzała na mnie zdziwionymi oczami. - Chyba nie masz zamiaru mi tu człapać po domu w buciorach. - mama dokończyła swoją kwestię tak, jakby nie usłyszała tego co powiedziałem. - Chyba stoję w miejscu, nigdzie nie człapię. - odpyskowałem przybierając jej styl…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil idzie_wiosna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…