Idzie Wiosna, rozdział 41.
dalszy ciąg opowieści o Wiośnie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- A co to za cholera? - zamruczałem cicho pod nosem nie mogąc znaleźć w kieszeniach spodni kluczy od domu. Spojrzałem z niechęcią na zamknięte drzwi, na znajdującą się na wprost moich oczu kołatkę uśmiechając się złośliwie bo przez moment miałem ochotę mocno zapukać, załomotać nią w drzwi ale pomyślałem sobie, że gdybym zrobił teraz z niej użytek to pewnie postawiłbym na równe nogi cały dom. Aśkę, no i oczywiście matkę też. …jasne. - pomyślałem niemal od razu tracąc chęć by to zrobić - …tylko matki mi tu jeszcze potrzeba do szczęścia. Spojrzałem na trzymane w ręce spodnie i jeszcze raz sprawdziłem zawartość kieszeni. Kluczy nie było. …super, - westchnąłem z rezygnacją - …bo zawsze jak mi się spieszy, jak mam coś ważnego do zrobienia, to oczywiście coś dziwnego się musi wydarzyć. Teraz dopiero się zacznie, bo przecież nie mam jak się wdostać do domu i chyba jednak będę musiał zapukać ...albo może dam sobie dzisiaj spokój z tym by iść do Aśki a pójdę, skoro już teraz, na samym początku wszystko się pieprzy, wszystko zaczyna się składać tak, bym jednak nie poszedł do jej pokoju i się gdzieś z tyłu za domem, na ogródku, może nawet i na trawniku prześpię. Pewnie jakiś leżak tam znajdę a do Aśki to jeszcze przecież zdążę... jak nie dzisiaj, to jutro. Matce też nie będę nic mówić o kluczach, tylko jak się trochę przekimam, to na spokojnie ich poszukam. Przecież muszą gdzieś do cholery być... bo jakby się matka dowiedziała, że zgubiłem klucze, to od razu by się zaczęło. Od razu zrobiłaby mi taką akcję, że musiałbym wymieniać wszystkie zamki w drzwiach. Już miałem się odwrócić i pójść nie tak jak planowałem do pokoju Aśki a za dom gdy nagle, całkiem niespodziewanie zgrzytnęła przesuwana w zamku zasuwa i drzwi nieznacznie się uchyliły. - Nie zdążyłem jeszcze zadzwonić... - wymamrotałem wyraźnie tym zaskoczony. - Widziałam, że idziesz. - matka odpowiedziała patrząc na mnie obojętnie przez niewielką szparę - Akurat byłam w kuchni. - Akurat? - ironicznie pokiwałem głową - Jasne. - Wody byłam się napić bo tak jakoś... - dopowiedziała dopiero po chwili - Sucho w gardle mi się zrobiło. A ty co tak po nocach już gdzieś łazikujesz? - Łazikuję? - wzruszyłem lekceważąco ramionami. - No chyba widzę. - stanowczy głos matki nieco mnie rozdrażnił. - Kurde, ale się zimno coś zrobiło. - postanowiłem nie denerwować się i powiedziałem z rezygnacją nagle uświadamiając sobie, że cały czas stoję w drzwiach jakbym bał się wejść do domu, jakbym nie mógł się zdecydować by wejść do środka, przejść tuż obok stojącej w uchylonych drzwiach matki, jakbym czekał na jej zaproszenie, zezwolenie bym mógł to zrobić a przecież cały trzęsę się z zimna. Niepewnym wzrokiem spojrzałem na nią i zasłoniłem się spodniami tak, by matka nie spostrzegła tego, że nie mam ich na sobie. - Herbaty bym się napił może. - powiedziałem cicho opuszczając nagle wzrok. - No to żeś się świetnie zaprawił. - matka wyrzuciła z siebie szerzej uchylając drzwi. - Co zaprawił? - spojrzałem jej buńczucznie w oczy. - Cały aż siny z zimna... - wymamrotała pod nosem kręcąc przy tym z rezygnacją głową. - Zaraz tam siny. - odburknąłem nie kryjąc niezadowolenia - Już zaczynasz coś? - Gdzie ty żeś się tak całą noc włóczył? - spytała cichym, spokojnym głosem raczej dla zasady niż z ciekawości - I do tego bez spodni na dupie? - Zaraz tam włóczył... - zamruczałem pod nosem poruszając się nerwowo i z dziwnym niepokojem spoglądając za siebie bo nagle, nie wiem dlaczego pomyślałem sobie, że ktoś może tam z tyłu, za mną stać, że ktoś z ulicy mnie obserwuje. Czując jakieś nagłe rozdrażnienie chciałem teraz jak najszybciej wejść do środka - Nigdzie. No cofnij się żeż trochę... - Gdzie byłeś? - matka spytała nagle tym w wyraźny sposób zainteresowana robiąc całkiem niespodziewanie krok do przodu i stając tak, by skutecznie zastawić sobą wejście. - Na rybach. - warknąłem próbując jej na przekór wejść jednak do środka. - Ale co ty mi tu... - pokiwała z politowaniem głową - głupoty jakieś gadasz. - Głupoty? - spojrzałem z niechęcią na matkę - Aha... - Znów zaczynasz zachowywać się jak ten kretyn jakiś. - westchnęła z rezygnacją - Odbija ci znów? - No tak... - odpowiedziałem robiąc zniechęconą minę. - Mało ci jeszcze było tego, co z Asią się schlałeś i poleciałeś się doprawić? - Mówię chyba, że byłem... - nie dokończyłem bo całkiem niespodziewanie głośno mi się czknęło i dopiero po chwili, wytrzymując uparcie wbity we mnie wzrok matki, która przecież dokładnie widziała jak znów mną targnął ten gwałtowny skurcz dodałem walcząc ze sobą by znów nie czknęło mi się na cały głos - Pytasz, to odpowiadam ...że na rybach ...nie? - To po tych rybach tak? - matka patrzyła na mnie uśmiechając się drwiąco po czym odczekując jeszcze jakiś czas, czekając może na moje kolejne czknięcie a może czekając tylko na to, że coś jeszcze powiem dodała - Dzwonisz zębami tak, że nie potrzeba dzwonka. - Dobra już... - zamruczałem apatycznym głosem na siłę wciskając się do środka - Co tak stoisz w samym wejściu ...że nie idzie przejść? ...jak taki żandarm. - Bo nie rozumiem tu czegoś... - odpowiedziała cicho uparcie stojąc cały czas
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil idzie_wiosna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…