Idzie Wiosna, strona 40.
dalszy ciąg opowieści o Wiośnie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziałem na betonowym bloku falochronu wpatrując się w morze monotonnie falujące w dole, tuż poniżej moich zwisających od dłuższego już czasu nieruchomo nóg. Zupełnie mechanicznie, wcale o tym nie myśląc, wcale tego nie planując przyszedłem tu. Wyszedłem z domu nie zastanawiając się nad tym co robię. Nie mając może ochoty na to, by siedzieć teraz sam w swoim pokoju, wstydząc się tego co powiedziałem, co bez sensu paplałem na schodach, a też czując może i jakąś wyjątkową chęć by być teraz z dala od Aśki, z dala od matki, z dala od tych wszystkich, tak dobrze mi znanych przedmiotów wypełniających mój pokój i poszedłem przed siebie. W zasadzie, to wcale nad tym się nie zastanawiając, zupełnie przypadkowo skierowałem się na schody wychodząc z toalety, gdzie musiałem pozbyć się tego wszystkiego co wyjątkowo nie dawało mi akurat dzisiaj, akurat teraz spokoju, co wyjątkowo już swoją obecnością męczyło mój żołądek, mimo wszystko mając chyba jeszcze świadomość tego, że w domu nie tylko była matka, ale że w pokoju obok była przecież Aśka i słyszała to wszystko, co się ze mną działo. Szedłem dobrze mi znaną, nie raz przemierzaną drogą zupełnie nie zastanawiając się nad tym dokąd idę, znając ją tak dobrze, że mógłbym nawet iść z zawiązanymi oczami. Ha, wcale chyba i nie wiedząc, nie zdając sobie sprawy z tego, że wyszedłem z domu i poszedłem gdzieś przed siebie, poszedłem jak już dawniej, jak parę lat temu często mi się to zdarzało. Szedłem tak, wyjątkowo obojętnym krokiem uparcie trzymając zabrany z domu sweter w ręce tak samo, jak trzymałem go niosąc wcześniej tylko po to, bo gdyby Asi zrobiło się zimno to mogłaby go założyć. Wziąłem go zupełnie nie zastanawiając się nad tym co robię, jakby niesienie tego swetra było dla mnie czymś oczywistym, jakbym bez niego nie mógł wyjść z domu. Szedłem tak, wcale się nie spiesząc, idąc powoli, krok za krokiem, co jakiś czas zatrzymując się i próbując ulżyć wciąż nie dającemu mi spokoju żołądkowi, w którym poza spienioną żółcią nie znajdowało się już zupełnie nic aż znalazłem się tu i czując, że jest mi zimno założyłem w końcu ten całe niemal popołudnie i wieczór zajmujący moją uwagę, niczym jakiś wyjątkowy talizman sweter. Przyszedłem i siedziałem teraz wbity w gruby i ciepły sweter, który jednak wcale mnie nie rozgrzewał przysypiając i budząc się od czasu do czasu na tym miejscu, w którym wiele już razy, o różnych porach dnia a zwłaszcza nocy lubiłem sobie w samotności przemyśliwać jakieś męczące mnie, nie dające mi spokoju sprawy, odpocząć tu od problemów, które mnie jakoś tak zbyt może często nękały, albo tak po prostu, by pośród nocy posiedzieć sobie wpatrując się obojętnym wzrokiem, często nawet zupełnie go nie widząc w czasem smętnie szumiące, czasem huczące i kipiące wściekłością morze. Niekiedy spienione, z wściekłością bijące w leżącą na jego drodze betonową przeszkodę i towarzyszące jej żelbetonowe rozgwiazdy, bryzgające zimną, słoną wodą tak, że strach było bliżej podejść, niekiedy spokojne, jakby śpiące kamiennym, lodowato zimnym snem a niekiedy, tak jak dziś łagodnie, wręcz monotonnie falujące, uspokajające niemal niesłyszalnym szumem i odbijającym się w nim, łamiącym się na jego falach, poszarpanym, porozrywanym grzbietami tych fal światłem księżyca. Uśmiechnąłem się nagle przypominając sobie jak Joanna uciekła przede mną jakby nagle zaczęła się czegoś obawiać, jakby zaczęła się mnie bać. Jakby próbowała na mnie może odreagować to zbyt natrętne chyba jednak zachowanie Bartka. Jakbym to ja był tu czemuś winien. Jakby to była moja wina, że Bartek właśnie taki jest, że czasem jego zachowanie, zwłaszcza po alkoholu staje się męczące. Ja go przecież zbyt dobrze znałem i wiedziałem, że to tylko taka nic nie znacząca gadka, takie zgrywanie się faceta, któremu jakoś nie ułożyło się w życiu, faceta z kompleksami, że on tylko gada a przecież jakby przyszło co do czego, to z pewnością nie zrobiłby Asi nic złego. Wiedziałem o tym i dlatego wcale nie zwracałem uwagi na to co mówi, nie reagowałem na jego teksty. …czyżby to uraziło Joannę? - zastanawiając się nad tym uśmiechnąłem się mimo woli - …ta moja obojętność na zachowanie Bartka? A może Wiosna obraziła się jednak na mnie? Nie na Bartka a właśnie na mnie? Wkurzyło ją może to, że tak natrętnie przyglądałem się jej na schodach? Że coś niezbyt składnie, sam już dokładnie nie wiem nawet co próbowałem później, w domu do niej mówić? Zamknęła się w swoim pokoju jakby obrażona na mnie, jakby podejrzewała mnie, że mam zamiar coś złego jej zrobić, jakby jeszcze nie nabrała do mnie zaufania. …no fakt. - poczułem złość na samego siebie. Przez moment może i myślałem o tym, może i miałem zamiar zrobić, może właśnie dzisiaj to, co jakoś od samego początku chciałem. Chciałem i choć przecież nieraz miałem akurat na to wyjątkową ochotę, pragnąłem wręcz tego to jednocześnie jak jakiś gówniarz bałem się. Nadmiar wypitego alkoholu najwyraźniej sprawił, że przez jakiś czas stałem się bardziej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil idzie_wiosna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…