Iglica
Co się może wydarzyć kiedy nieokrzesana barbarzynka z toporem i śmierdzącą skórzaną kapą spotka bardkę, która nie umie śpiewać? Która z nich dzierży większą tajemnicę?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Karczma pod Grubaskiem o tej porze była już pełna ludzi. Słońce zachodziło, na zewnątrz panował zaduch, a podawany w karczmie trunek chłodził podniebienia i rozluźniał. Telimena zdecydowanie odczuwała drugi efekt trunku. Miałą na sobie skórzaną kurtkę, w której kieszeniach bez dna miała wszystkie swoje rzeczy. U pasa wisiał jej całkiem duży dobrze wywarzony toporek. Trzymała rękę na metalowej głowicy i z irytacją przysłuchiwała się bardce, która raz za razem zmieniała repertuar, nie było w nim ładu, a każdy kolejny utwór brzmiał jak posłyszany u innego śpiewaka. - Kochani grubaskowie - krzyknęła bardka do zebranej wesołej gawiedzi - posłuchajcie, opowieści jak pokonałam smoka zaledwie jedną pieśnią! - Łajno!! - krzyknęła barbarzynka wstając zza stołu i rozlewając swoje piwo. Bardka spojrzała na nią dużymi oczyma i zamrugała - Jedną pieśnią? Smoka? Do tego trzeba czarów! - To było przed upadkiem Iglicy. - Bardka zmarszczyła nosek - Iglica upadła dwadzieścia lat temu, a ile możesz mieć lat? - Wystarczająco! Odpowiednia pieśń może zgładzić najpotężniejszą bestię. - Bardka znów skierowała się do publiczności, w której niestety zostało zasiane ziarno niepewności. Telimena zaśmiała się głośno i nie odpuszczała: - Bardko! Słyszałam, jak grasz i śpiewasz, nawet jeśli Twoja pieśń zgładziła smoczątko, to można to co najwyżej zaliczyć jako podżeganie do samobójstwa, a nie pokonanie w walce! Kilka osób prychnęło, inne zaśmiały się w głos. Bardka zdecydowanie nie należała do najbardziej utalentowanych. Spąsowiała i zeskoczyła zgrabnie ze stołu, na jej buzi rysował się ogromny gniew. - Lepiej zamilcz! - Bo co - krzyknęła Telimena podrzucając toporek w górę. - Jeszcze jedna przyśpiewajka - złapała toporek kierując trzonek w stronę bardki - a to wyląduje w Twojej rzyci! - przemówił alkohol, a Telimena zaraz tego pożałowała. Obróciła się na pięcie i ruszyła do pokoju, który wynajmowała na piętrze. Rano obudziły ją promienie słońca padające prosto na twarz. Wróciły do niej wydarzenia z poprzedniego dnia i jęknęła boleśnie. Jak mogła się tak zachować? Przy tylu ludziach? Postanowiła opuścić gospodę Pod Grubaskiem zanim pozostali goście się obudzą. Wstała, znów jęknęła, bo poczuła konsekwencje spożycia. Zeszła na dół, nie spotykając nikogo, pokój był już rozliczony więc udała się prosto do stajni. Poczuła zapach koni, ale oprócz nich nie zauważyła tam nikogo, nawet stajennego. Podeszła do swojego wałacha i zaczęła go oporządzać, nagle z boksu wyłoniła się bardka prowadząc białego kuca. - Cholera! - zaklęła barbarzynka nie spodziewając się nikogo. - To ty... - Dziewczyna zmarszczyła nos i skrzywiła się. - Bardko... - zaczęła Telimena przepraszającym tonem. - Daj spokój - żachnęła się. - Wiem, że nie umiem śpiewać. - To wcale nie usprawiedliwia mojego zachowania... - Telimena wpatrywała się w ziemię. - Jesteś zazdrosna. - Wzruszyła ramionami śpiewaczka. - Takim toporkiem smoka nie ubijesz. Barbarzynkę zamurowało. - Ty naprawdę pokonałaś smoka? - W każdej pieśni jest ziarno prawdy - odpowiedziała tajemniczo, poprawiając mankiety. - Ruszamy? - Mnie pytasz? - zdziwiła się Telimena. - Nie, konia. Oczywiście, że ciebie! Na trakt, samotnie? Telimena jednak nie wydawała się zachwycona takim towarzystwem. - Oczywiście zapłacę za obstawę - dodała poklepując sakiewkę. Telimena nadal stała wpatrując się ostrożnie w bardkę. - Nazywam się Ficaria, jestem bardką z Dolnych Bychów. Ruszam do Pirovie, to niedaleko stąd jak wiesz, ale na trakcie jest niebezpiecznie. Piszesz się na to? - Tak - wydusiła w końcu Telimena i wyruszyły.
Na gościńcu nie było żywej duszy, słychać było tylko śpiew ptaków i kopyta koni uderzające o kocie łby, z których usypana była droga. Podróżowały bez popasu od kilku godzin. W pewnym momencie w oddali przed zakrętem zauważyły drzewo zwalone przez środek trasy. - Zawracamy - powiedziała Telimena i spięła konia. - Jak to? - zdziwiła się Ficaria. - JUŻ! Obie kobiety zawróciły i puściły się galopem. Niestety było za późno, z zarośli po lewej i prawej z odległości kilkudziesięciu metrów rzucił się za nimi pościg. Czterech zamaskowanych jeźdźców dogoniło je w ciągu niecałej minuty. Telimena dobyła toporek, ale była zbyt wolna, została zrzucona z konia. Bardka obejrzała się za siebie i zwolniła tylko odrobinę, to wystarczyło, aby dopadł ją bandyta i także wyrzucił z siodła. Kuc wierzgnął wściekle a Ficaria odturlała się, obie poszkodowane skoczyły ku sobie, a Telimena zawinęła toporkiem odparowując cios lagą zadany przez barczystego mężczyznę. Koło nich świsnęła strzała a w następnej chwili ogarnął je siwy duszący dym. Ficaria pociągnęła barbarzynkę w krzaki i zaczęły biec na oślep, ile sił w nogach. Kiedy w końcu zatrzymały się po kilku minutach, zmarły w bezruchu z trudem łapiąc oddech. - Cii - zarządziła Telimena i nasłuchiwały. Znów było słychać ptaki i nic więcej. - Marny ze mnie obrońca - jęknęła opadając ciężko na mech. - Nie szkodzi. - Machnęła ręką bardka. - I tak ci nie zapłacę... mieszek był przy jukach. Telimena westchnęła ciężko i obmacała swoją kurtkę, na szczęście jej własności nie ucierpiały, no i miała swój toporek. Podniosła się z mchu i podała rękę bardce, żeby pomóc jej wstać. Śpiewaczka otrzepała sukienkę i popatrzyła w niebo. - Pirovie jest na północny zachód stąd... o ile nie chcemy wracać na trakt to powinnyśmy iść ze słońcem za plecami i… hmmm - I się zgubić? - Za plecami po prawej stronie - odcięła się Ficaria. - Znam się na bezdrożach. Idziemy! Las był spokojny, przynajmniej, jeśli chodziło o florę i większą część fauny. Komary atakowały koszmarnie, podróżniczki odganiały się od nich dłońmi, a Ficaria rozglądała się po ściółce. - Aha! Mam! - krzyknęła radośnie i kucnęła, żeby narwać jakiejś rośliny o krótkich liściach. - Trzymaj, rozetrzyj w dłoniach i natrzyj tym skórę. Telimena usłuchała bez pytania. Napchały jeszcze po garści liści do kieszeni i ruszyły w dalszą drogę, a insekty straciły zainteresowanie. - Muszę przyznać, że zrobiłaś na mnie wrażenie - uśmiechnęła się Telimena. - No i ten granat dymny... - zagaiła. - To nic. - Ficaria wzruszyła ramionami - Granatów używałam jeszcze jak działała magia. Dzięki nim pokonałam smoka... - Ty znowu o tym... - Bo nie wierzysz! - Więc opowiedz mi całą historię. - No dobrze - westchnęła bardka i odchrząknęła - Wersja fabularyzowana czy wokalno-instrumentalna? - W jej oczach zapaliły się ogniki. - Sprawozdanie - mruknęła Telimena wywracając oczami. Ficaria opuściła ramiona i posmutniała, jednak po chwili zaczęła swoja opowieść. - Jak już wcześniej wspomniałam to było dwadzieścia lat temu lat temu... - zerknęła na barbarzynkę, ale ta nie odezwała się. - Trafiło się, że znalazłam się w Górach Nalanych, każdy słyszał o smoku, który tam grasował. Cóż, o smokach... Wielu próbowało pokonać bestie i wielu się udało, a smoki ciągle się pojawiały... zresztą mniejsza o to. Byłam po prostu jednym z wielu śmiałków. Jedną z niewielu kobiet, a na pewno jedyną bardką. Nie pokonałam go też sama... Chociaż tego w pieśni nie ma. Jeśli ktoś chociaż raz w życiu starł się ze smokiem wie, że w pojedynkę to pewna śmierć. - Bardka zamyśliła się na chwilę po czym kontynuowała. - Tego smoka podszedł błędny rycerz, i grupa doświadczonych łowców. Byli na tyle wprawni, że znalazłam się koło smoka i bestia mnie nie spostrzegła. Wyczekałam, aż otworzy pysk do zionięcia i zagrałam berżeretkę i starożytnym dialekcie. Smok znieruchomiał, na chwilę, ale to wystarczyło. - Bardka pobudziła się i jej oczy zaiskrzyły się wesoło. - Podskoczyłam! Sięgnęłam pasa, odpięłam granat i łapiąc się za żuchwę smoka cisnęłam mu do gardła granat odłamkowy. - Ficaria wykonała całą sekwencję, po czym zawisła jednorącz na gałęzi drzewa. - I tyle. - Wylądowała na ziemi. - Wybuchła mu szyja. Cała nasza gromada rozeszła się brudna, ale szczęśliwa. Tylko jakiś czarodziej rzucił się na smoka wrzeszcząc, że potrzebował strun głosowych smoka, bo jego ukochana straciła głos... No ale wszyscy czarodzieje to wariaci... i wariatki. Telimena, która właśnie popijała wodę z przytroczonego do kurtki bukłaka, zakrztusiła się. - Skąd takie wnioski - zapytała bardkę pokasłując. - Z doświadczenia. Nie mówiłaś, że masz wodę - obruszyła się wyciągając rękę do Telimeny. Ta oddała jej bukłak i bardka wypiła kilka solidnych łyków. Telimena zauważyła, że opowiadanie o pokonaniu smoka ożywiło Ficarię i ośmieliło ją. Postanowiła to wykorzystać. - Powiedzmy, że wierzę w wykorzystaną metodę pobicia bestii..., ale nie wyglądasz na kogoś kto ma więcej niż dwadzieścia lat... - Cóż, dziękuję... niestety, ale w naszej profesji to jedna z kluczowych rzeczy. Będąc barbarzynką tego nie zrozumiesz... W Twoim przypadku, twarz ogorzała słońcem i zniszczone dłonie są oznaką doświadczenia. Telimena pokręciła głową z dezaprobatą. Ficaria miała dużo racji, ale za to mało taktu. - Powiesz mi, ile masz lat? - zapytała barbarzynka wstrzymując się od komentarza. - W smoka mi nie wierzysz, a w mój wiek uwierzysz? - Wierzę Ci, wiem, jak działają magiczne pieśni... - urwała. - jestem ciekawa, ile masz lat. Mam wrażenie, że jesteś starsza niż na to wyglądasz. - Czterdzieści. Telimena nie dała po sobie tego poznać, ale doznała niemałego szoku. Były równolatkami, ale bardka absolutnie na to nie wyglądała. Szczerze mówiąc w słabym świetle mogłaby uchodzić za nastolatkę. - Rzeczywiście, trudno w to uwierzyć... jak to... - Możliwe? - przerwała jej. - Odpowiednie maści zioła i zabiegi mogą czynić cuda. Mam takiego przyjaciela w Pirovie, który zna eliksir na wszystko. - Nawet z pomocą magicznego eliksiru albo tajemnic porzuconych przez elfy trudno byłoby wstrzymać czas. Twoja matka też tak powoli się starzała? - Nie wiem, nie poznałam jej. Mój tato wychowywał mnie sam. - Przykro mi... - Niepotrzebnie... - Ficaria urwała nagle i wskazała palcem. - Patrz widać wieże Pirovie. Rzeczywiście spomiędzy drzew wystawały białe wieże Wszechnicy, aktualnie gmach był częściowo zamknięty, a w nim znajdowały się księgi, instrumenty magiczne oraz cała wiedza magiczna jaką posiadał kontynent. Zbierana była ona przez lata, przede wszystkim przez elfickich maginów, którzy przed setkami lat zaczęli powoli opuszczać kontynent zostawiając schedę w rękach ludzi. Aktualnie była ona zupełnie zbędna. Po upadku Iglicy, która skupiała moce magiczne, nici wokół kontynentu zerwały się nikt nie mógł korzystać z magii. Kobiety przyspieszyły kroku, wkrótce znalazła się powrotem na trakcie, od miasta dzieliło je zaledwie kilkanaście minut drogi, tu były już bezpieczne. Kiedy mijały mury miasta, słońce było już nisko nad horyzontem. Dawniej wchodząc do Pirovie należało odbyć krótką odprawę u straży, powodowało to niekiedy ogromne kolejki przed wjazdem. Teraz w strażnicy siedział jeden wartownik, zmierzył tylko wzrokiem Telimenę i Ficarię i kiwnął głową, aby dać znak, że mają przechodzić. Telimena chciała udać się do szynku z pokojami na poddaszu, Ficaria natomiast nalegała, aby udać się do noclegowni o wyższym standardzie. Uległa jednak, kiedy zdała sobie sprawę, że aktualnie nie ma przy sobie żadnych pieniędzy. Usiadły w gwarnej izbie przy długim stole. Na klepisku z gliny urządzono miejsce na potańcówkę. Niestety aktualnie przy braku muzyki nikt nie korzystał z tej atrakcji. - Jutro - zaczęła Ficaria, kiedy obie miały już przed sobą po kuflu piwa - udamy się do skarbca. Mają tu oddział, w którym zawiadomiłam, że będę chciała pobrać gotówkę. Dobrze, że nie miałam wypisanego czeku - skrzywiła się. - Straciłabym nie mała sumkę. - To nie moja wina - mruknęła barbarzynka. - Nie ma to znaczenia. - Machnęła ręką i napiła się kilka dużych łyków. - A jak twoja mamusia? - Co proszę - zdziwiła się Telimena. - Myślisz, że możesz mnie brać bezkarnie na spytki i nic nie dać w zamian. - Ficaria zdenerwowała się. - Nie mam nic przeciwko mówieniu o sobie, nawet to lubię. Jednak w rozmowie sam na sam wolę poznać też życiorys rozmówcy. Telimena poczerwieniała, tego się po bardce nie spodziewała. - A co chcesz wiedzieć - zapytała w końcu. Ficaria jednak wzruszyła ramionami i zamilkła na chwilę. Zdecydowanie było coś z Telimenie co budziło w niej podejrzenia, za gładka na barbarzynkę, zbyt kulturalna, za mądra, ładnie pachnie. I słabo robi toporkiem. A to już budziło najwyższej wagi podejrzenia. - Ile masz lat? - Czterdzieści. - Wierzę. Skąd pochodzisz? - Z kotliny Mostit. - Wierzę. Gdzie się uczyłaś? - Nigdzie albo co najwyżej w obejściu i na trakcie. - Yhym. Czemu tak słabo robisz bronią? - Miałam kontuzję. - Czemu tak elokwentnie się wyrażasz? - Nauczyłam się na trakcie. - Czemu znasz Pirovie lepiej niż ja? - Bo jesteś z Dolnych Bychów, a to drugi koniec kontynentu? - Wiele podróżuje. - Ja też. To wystarczyło, żeby zamknąć usta Ficarii. - Czyli to koniec przesłuchania? - zapytała Telimena. - Yhym - mruknęła Ficaria z wnętrza kufla. Odpytywanie wysuszyło jej gardło. Między kobietami na chwilę zapadła cisza. Ficaria zachmurzyła się i stukała palcami o blat stołu. - Zjemy coś - zapytała w końcu barbarzynka. - Możemy. Kilkanaście minut później jadły pieczoną kaczkę. Ficaria nawet nie zdawała sobie sprawy jak jest głodna. Naładowała sobie usta kartoflami, żeby nie musieć nic mówić. Telimena poszła w jej ślady. Kiedy wyczyściła paterę ciszę przerwała Telimena: - O której otwierają skarbiec? - Z samego rana. Niedługo po śniadaniu były już w skarbcu. Ficaria zgłosiła się u pracownika banku i otrzymała swoje pieniądze. Wręczyła całkiem ładną sumę Telimenie. Barbarzynka zważyła w dłoni mieszek, schowała go do kurtki i miała zamiar odejść. - Telimeno - zagaiła ją Ficaria - może chciałabyś odwiedzić ze mną mojego przyjaciela alchemika? - Myślisz, że jego specyfiki jeszcze mi pomogą - zadrwiła Telimena. - Nie o to chodzi... - Ficaria spąsowiała. - Myślę, że mogę jeszcze potrzebować... pomocy. - Z tym przyjacielem? Nie pomagam w zemstach. - Nie… chodźmy gdzieś, nie chcę rozmawiać o tym tutaj. Wkrótce znalazła się wśród zieleni niedaleko miasta górnego. Usiadły na ławce, a Ficaria rozejrzała się na boki czy nikogo nie ma w pobliżu. W końcu sięgnęła w dekolt i wyciągnęła klucz. - Telimeno, to klucz do jednej skrytek w Starym Skarbcu w górnym mieście. - Skąd go masz!? - Miałam go od zawsze... Kiedy mój tato mnie adoptował wisiał na mojej szyi. Telimena pokiwała głową ze zrozumieniem. - A poprzedni opiekunowie nic nie wiedzieli? - To nie do końca tak wyglądało. Ja tego nie pamiętam, ale tato opowiadał mi, że znalazł mnie na ulicy, kiedy śpiewałam i tak go to zauroczyło, że mnie przygarnął. Po prawdzie więc, nie wiadomo kto poczuwał się za mnie odpowiedzialny. - Poczekaj... jaki facet zabiera dzieci z ulicy, bo ładnie śpiewają? - Davide Ranunculo… Telimena wybałuszyła oczy. Mężczyzna, który przygarnął Ficarię był światowej klasy multiinstrumentalistą. Nie był bardem czy trubadurem, to był prawdziwy wieszcz. Kiedy jeszcze stała Iglica słynął z magicznych pieśni i utworów, które podbiły cały świat i porównywano je do zapomnianej muzyki elfów. Był fundatorem skrzydła muzycznego we Wszechnicy w Pirovie i z całą pewnością znał się na talentach, a talent Ficarii można było łatwo podważyć. - Ale... przecież sama mówiłaś, że nie umiesz śpiewać. - Moje życie po upadku Iglicy odwróciło się do góry nogami. Mój talent do śpiewu zniknął, umiejętności magiczne nie miały znaczenia. Tato, chciał żebym została przy nim. W końcu znam się dalej na instrumentach, ale nie potrafiłam tego zrobić. Obawiam się, że w konsekwencji złamałam mu serce. - Jak rozumiem ruszyłaś na kontynent i próbowałaś mimo wszystko utrzymywać się muzyki? - Nie tylko. - Jej oczy zalśniły niebezpiecznie. - Wiele czasu jednak poświęciłam, aby dowiedzieć się skąd wziął się ten klucz. W końcu udało mi się ustalić, jest to skrzynia w tutejszym skarbcu w górnym mieście. Nie mam pojęcia co tam jest, dlatego pomyślałam, że potrzebuję kogoś do obrony. Cokolwiek pobiorę z tej skrytki może być dużo warte. Nie chcę z tym podróżować samodzielnie. Będę musiała się tego szybko pozbyć albo spieniężyć... - zamilkła na chwilę. - Telimeno, czy mogłabym poprosić cię abyśmy nie rozdzielały się na ten czas? Barbarzynka wpatrywała się w Ficarię z uwagą. Wszystko co mówiła nawet miało sens, ale brzmiało niebezpiecznie. Polubiła jednak bardkę i szczerze mówiąc zaintrygował ją cała historia Ficarii. - Myślę, że - zaczęła Telimena z namysłem - powinnyśmy co prędzej udać się do skarbca. Podjąć depozyt i dopiero wtedy zdecydować co dalej, w zależności od tego co tam znajdziemy. - Dziękuję - powiedziała z ulgą Ficaria. Wejście do górnego miasta w Pirovie wbrew pozorom nie było tak trudne. Dawniej, kiedy miasto było pełne czarodziei trzeba było mieć glejt. Teraz kobiety weszły do dzielnicy podając tylko swoje dane i cel przybycia i dowód: klucz, a także wpłacić sumę do kasy miasta. Stary Skarbiec był pięknym budynkiem, o wysokich strzelistych wieżach, oryginalnie białych, teraz lekko poszarzałych. Stylistycznie był bliźniakiem Wszechnicy, jednak wyglądał jakby wykuty był z litego marmuru. Wyglądał tak zachwycająco, że Ficaria aż westchnęła. Złapała za ramię Telimenę i powiedziała: - Byłam w wielu miejscach, ale nigdy nie widziałam takiego marmuru... - Yhym - mruknęła barbarzynka rozglądając się na boki. - Z podobnego materiału wykonana była Iglica. - Byłaś tam?! Telimena wzruszyła ramionami i mruknęła, że to nie czas na pogaduszki. Popchnęła Ficarię w stronę stanowiska skarbnika. Bardka przedstawiła się i podała klucz mężczyźnie, informując, że chciałaby podjąć depozyt. Skarbnik zabrał klucz, wypisał dokument, kazał podpisać Ficarii w kilku miejscach, po czym poinformował, że kobieta ma zgłosić się jutro o tej samej porze. - Mogłyśmy się tego spodziewać - powiedziała Telimena, kiedy stanęły przed wrotami skarbca. - Zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że takie miejsce nie ma zamków czasowych. - Jednak nie uważasz, że trochę to nam psuje plany? - Nie. Prawda jest taka, że nie wiesz co tam znajdziesz, więc póki nie masz w rękach depozytu nie możesz powiedzieć, że wiesz jakie są Twoja plany... - Spieniężyć depozyt, wpłacić pieniądze do skarbca i zabierać się stąd. Telimena uniosła brew. -A co, jeśli znajdziesz tam mapę do skarbu? Albo starodawną książkę kucharską? Albo tajemniczą inskrypcję? - Cóż... nie ma rzeczy, na którą nie znajdziesz amatora w tym mieście. Zwłaszcza jeśli jest stara lub tajemnicza. Kiedy ruszyły w kierunku sklepu alchemika znajdującego się w dolnym mieście Ficaria zagaiła: - Powiedz mi... wspomniałaś, że wiesz z jakiego materiału była wykonana Iglica? - Yhym - przytaknęła niechętnie Telimena. - A powiesz mi skąd to wiesz? - Po prostu byłam przy Iglicy. - Niemożliwe - zdziwiła się bardka - przecież tam nikogo nie wpuszczają. - Cóż, kiedy się tam znalazłam, akurat nie było straży. - Jedyny moment, w którym trudno było o straż to kilkanaście kilka godzin po wybuchu... Zaraz! Nie! Byłaś tam, żeby plądrować!? - Ciszej - syknęła Telimena. - To nie są rzeczy, o których można wrzeszczeć na środku miasta. Tak, byłam tam, ale i tak nie miałam tam czego szukać... - Wszystko rozebrali co - zapytała kąśliwie Ficaria. - I tak nic bym nie zabrała. Widok tych ludzi - Telimenę przeszedł dreszcz - przeszukujących zwłoki, szarpiących sobie z rąk odzież i biżuterię, która została po czarodziejach, kiedy zginęli. Nie byłabym w stanie, nie jestem cmentarnicą. - A jednak tam poszłaś... - Spodziewałam się zupełnie czegoś innego. - To znaczy? - Sama nie wiem. Kiedy dowiedziałam się o wybuchu byłam całkiem niedaleko i trudno było ocenić jego skalę. Był inny niż wszystkie. - Byłaś niedaleko? - Tak, na morzu - uśmiechnęła się Telimena - Ojej - oczy Ficarii zalśniły. - Jesteś piratką? Telimena zaśmiała się głośno i pokiwała głową. - Można tak o mnie powiedzieć. - Pewnie znasz masę szant... - Nie umiem śpiewać, po za tym w moich ustach miałyby niewielką moc. - Nie wszystkie talenty potrzebują magii, ja na przykład jestem znakomitą zielarką i konstruktorką bez magii. - Też znam się na zielarstwie – powiedziała Telimena Ficaria chętnie podjęła ten temat, wymieniając spostrzeżenia o dostępności rzadkich ziół w różnych regionach kontynentu. Podzieliły się też przepisami na kordiały i wódki lecznicze. Telimena przyznała, że okoliczne lasy są dla niej tajemnicze, a Ficaria wypytywała o rośliny morskie i przybrzeżne. - Oto dom prawdziwego mistrza w tym temacie - powiedziała bardka, kiedy stanęły przed willą z białego piaskowca. Telimena nie ukrywała swojego zdziwienia. Był to piękny budynek o misternej fasadzie, nie miał zbyt dużej podstawy, ale za to był trzypiętrowy. Posiadał piękne okna, które przysłonięte były ciężkimi pozłacanymi kotarami. Zdecydowanie nie takiego lokalu spodziewała się po alchemiku. - Dorobił się co - zaczęła Ficaria. - Po wybuchu Iglicy potrzeby na usługi alchemiczne wzrosły, nie było już czarodziei, a on przez lata z nimi współpracował. Kiedy to wszystko się wydarzyło, a ich zabrakło... Wtedy zaprzyjaźniony z wielkimi tego miasta wymusił, aby wydawano pozwolenia na otwarcie działalności zielarskiej, po czym ponownie wymusił, aby wiązało się to z jego zgodą. Możesz sobie więc wyobrazić resztę tej historii. - Wyobrażam sobie. Kiedy czarodzieje tu stacjonowali był tylko jeden alchemik, Ildaris. - I właśnie jego odwiedzimy - uśmiechnęła się Ficaria. Telimena zbladła, przeszedł ją zimny dreszcz. - Idź sama - powiedziała. - I nie wspominaj mu o mnie! W ogóle mnie nie znasz i jesteś tu sama. - Natychmiast odwróciła się i uciekła tak żeby ukryć się za rogiem. Bardka popatrzyła za Barbarzynką zdziwiona i potrząsnęła głową. “Dziwne - pomyślała. - Dziwne i podejrzane.” Weszła jednak do domu Ildarisa sama. Była u niego wielokrotnie, ale zawsze wnętrze sklepu znajdującego się na wysokim parterze robiło na niej to samo wrażenie. Z wysokich sufitów zwisały suszone zioła, kwiaty i zwierzęce organy i tkanki. Z całą pewnością były już tylko ozdobą, wyglądały na wiekowe i pokryte kurzem. Przechodząc pod nimi można było wejść schodami do miejsca, gdzie znajdował się sklep, magazyn i pracownia. W laboratorium pracowało kilku zatrudnionych rzemieślników. Mistrz mieszkał w komórce pod schodami. Właśnie tam skierowała się Ficaria. Zastukała cicho w drzwi, po chwili otworzył jej pomarszczony zgarbiony staruszek. - Dziadeczku! - zawołała wesoło bardka. - O losie, moja najulubieńsza śpiewaczka - odpowiedział alchemik dźwięcznym tenorem, który udało się zachować dzięki opracowaniu wspaniałych pastylek “Słowiczy głos”, których nabywczynią była między innymi Ficaria. Nie przybyło jej od tego talentu, ale nie miała za to problemów z bólem gardła. - Wejdź, wejdź - zaprosił ją do środka i usiadła na zydelku przy kominku. - Ile tym razem - zapytał mając na myśli opakowania “Słowiczego głosu”. - Pięć. - Coś jeszcze? - Tak... potrzebuję niteritu. - Niteritu - zdziwił się Ildaris. - Nie, nie dopytuję. - Machnął na bardkę, która chciała się odezwać. - Mów co jeszcze... - Czarny proch trzy funkcje, a reszta jak zwykle: na dymny, na błyskowy, na maści. Wiesz co potrzebuję. Aha i jeszcze coś dla mojej nowej znajomej... Zanim Ficaria wyszła z willi alchemika minęło grubo ponad godzinę. Zbliżało się południe, Telimena odpoczywała wyciągnięta na trawie pod drzewem kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym się rozstały. Na szczęście bardka nie szukała jej zbyt długo. Stanęła nad nią z założonymi rękami. - Mogłaś wejść ze mną. Ildaris mówi, że nie kojarzy żadnej Telimeny. - Powiedziałaś mu o mnie? - krzyknęła podrywając się z trawy. - Zapytałam tylko. Powiedz mi... kto zna twoje prawdziwe imię, ja czy on? - Jakie to ma znaczenie - obruszyła się barbarzynka. - Przeskrobałaś coś - to było stwierdzenie nie pytanie. - Nie - zaprzeczyła gorliwie, ale nie zabrzmiało to szczerze. - Więc czemu Ildaris nie zna nawet Telimeny, skoro rzeczona Telimena uciekła spod jego drzwi nie chcąc go widzieć? - Nie musisz wszystkiego wiedzieć. Bardka zamyśliła się na chwilę. - W sumie... to prawda – nie muszę. Jednak ta sytuacja jest dla mnie nieco niepokojąca. - Ficario, nie popełniłam żadnego przestępstwa, nie zrobiłam nic złego i nic nie jestem winna alchemikowi. - A komu jesteś winna? - Nie łap mnie za słówka! Mam swoje powody, żeby nie chcieć go widzieć i proszę żebyś to uszanowała. - Chyba jest za stary na twojego byłego kochanka... - Ficaria udała, że liczy coś na palcach. - Słucham?! - No już - dodała pojednawczo. - Mam coś dla ciebie. - Rzuciła Telimenie słoiczek. - Maść na zmarszczki - powiedziała uśmiechając się radośnie. - Dziękuję - odpowiedziała niepewnie. - Aż tak źle wyglądam? - Nie, ale im wcześniej zaczyna się stosować takie kosmetyki tym później wygląda się źle. Spójrz na mnie, jestem tego żywym przykładem - Przyłożyła dłonie do twarzy prezentując swoją promienną, delikatna cerę. “Tak, już w to wierze - pomyślała Telimena - maści i smarowidła nie uczynią z czterdziestoletniej podróżniczki podlotki, która wygląda jakby dopiero miała wstępować na termin.” Kiedy wróciły do zajazdu zjadły obiad, Telimena chciała nawet zamówić do niego wino, ale Ficaria zaznaczyła, że muszą dziś być w najwyższej formie. - Co mamy w planach, że po lampce wina nie będziemy w stanie tego zrobić? Spacer po dzielnicy portowej - zakpiła barbarzynka. Ficaria pochyliła się nad stołem i konspiracyjnym szeptem powiedziała: - Będziemy robić bomby. Niecałą godzinę później, kiedy były już w pokoju na piętrze, Telimena patrząc z lekkim przerażeniem zapytała: - Skoro robisz tylko kilka bomb dymnych to możesz mi wyjaśnić po co ci niterit. - Zrobimy też normalne bomby, takie wiesz... do wysadzania. - Nie dworuj sobie ze mnie... - Telimeno, mówiłam ci już: nie wiemy co znajdziemy w tej skrytce. - A spodziewasz się smoka, jak sądzę? - Ficaria wywróciła oczami i nie odezwała się. Nabrała do miarki niteritu i powoli małymi porcjami wsypywała go do odmierzonej części pisaku. - No więc...? - No więc co - warknęła niezadowolona bardka skupiona całkowicie na powolnym przesypywaniu substancji. Telimena poczekała aż ta skończy, zdając sobie sprawę z tego jak niebezpieczną kompozycję tworzy bardka. - Czego się spodziewasz w tej skrytce? - Niczego - mruknęła niewyraźnie. - A mnie się wydaje, że tak właściwie to dokładnie wiesz co tam jest. - Nie wiem tego dokładnie... - Co tam jest - przerwała jej ostro barbarzynka. Ficaria westchnęła ciężko i dopiero po chwili odpowiedziała: - Myślę, że może tam być pewien rodzaj artefaktu. - No i co nam po nim bez magii - zmarszczyła brwi barbarzynka. - Telimeno - powiedziała cicho Ficaria. - Mam w sobie głębokie przekonanie, że klucz, który mam przy sobie od dziecka, nie trafił do mnie bez powodu. Jestem więcej niż pewna, że to co się tam znajduje ma dużą wagę. Ten klucz wisiał na mojej szyi na tungstenowym łańcuszku bez zapięcia. Klucz był do mnie dosłownie przykuty. Dopiero dzięki magicznej formule udało się go rozerwać. Pilnowałam go przez wiele lat i przez wiele lat próbowałam się dowiedzieć co otwiera. Nie ma już takich kluczy Telimeno, ten wzór klucza dla skrytek w Pirovie przestał być wytwarzany sto pięćdziesiąt lat temu, jeszcze zanim elfy odeszły z kontynentu. Obie zamilkły na długie minuty. Ficaria powróciła do mieszania w pełnym skupieniu materiałów wybuchowych, a Telimena przygryzając wargi i marszcząc brwi myślała intensywnie. W końcu wstała, podeszła nerwowo do okna i wyjrzała na ulicę. O tej porze jedynym światłem w okolicy były światła z izby w zajeździe. Kilka postaci wytoczyło się z drzwi i zaraz zniknęło w uliczce. - Myślisz, że posiadanie zawartości depozytu może być niebezpieczne – bardziej stwierdziła niż zapytała barbarzynka. - A po cóż innego byłby mi zapas bomb z cywilizowanym mieście? - Hmm... i wcale nie myślałaś o sprzedaży tego co tam znajdziemy? - Ani przez chwilę - zapewniła Ficaria. - Musiałam tylko zdobyć Twoje zaufanie i jakoś cię przekonać żebyś została. - Myślisz, że ci ufam? Ficaria wzruszyła ramionami i wskazała na stół przed sobą, gdzie piętrzyły się bomby. - Jeszcze nie uciekłaś, a możesz to zrobić w każdej chwili. Zapłaciłam ci od razu, w teorii jestem już bezpieczna, więc wykonałaś zlecenie. Myślę, że byłoby uczciwe z Twojej strony odejść... - Zamilkła na chwilę, ale Telimena nadal wpatrywała się w ciemność za oknem. - Wnioskuję więc, że albo mi zaufałaś, albo... - Albo w ogóle ci nie ufam i wolę wiedzieć co knujesz - skończyła za nią Telimena odwracając się do niej. Patrzyły sobie przez chwilę w oczy w milczeniu. - To też biorę pod uwagę, ale mam czyste sumienie. Rzeczywiście nie wiem co tam jest i jakie to może nieść konsekwencje, wytwarzam broń na wszelki wypadek, bo to jedyne co przychodzi mi na myśl. To jedyne co teraz potrafię. Gdyby magia dalej istniała to pewnie stroiłabym instrumenty... - Gdyby magia istniała to mogłoby mnie tu nie być - zaczęła Telimena - Hmm? - Nic. Po prostu inaczej świat wyglądał te dwadzieścia lat temu. Nie masz wrażenia, że od czasów naszej młodości wszystko stało się takie... szare? Ficaria zaśmiała się. - Brzmisz jak czarodziej z brodą do kolan. - Wstała od stołu, żeby spakować swoje wyroby. - Może tak jest. Bez magii wszystko jest trudniejsze, ale są plusy tej sytuacji: nie ma czarodziei. - I nie musisz słuchać mądrości starych brodaczy? - Nie. - Ficaria zmrużyła oczy zamyślona. - Po prostu uważam, że ten kontynent nie spotkało nic gorszego niż rządy czarodziei.
Obudziły się nieco później niż planowały, częściowo pewnie ze względu na nieprzyjemną pogodę. Padał ulewny deszcz i powodowało to, że było zdecydowanie ciemniej niż wczoraj o tej samej porze. Kobiety były w nienajlepszych nastrojach, nie tylko ze względu na aurę, ale też ze względu na niewiadomą, którą miały zaraz pobrać ze skarbca. Kiedy pakowały ekwipunek, aby opuścić zajazd na dobre, Ficaria zaproponowała, że powinny podzielić się bombami. Telimena na to przystała, jednak po krótkim objaśnieniu jak działają i jakie mają skutki stanowczo odmówiła noszenia bomby “do wysadzania”. Bardka oskarżyła swoja kompankę o parszywe tchórzostwo, na co ta przyjęła jedną z bomb i ukryła ją za pazuchą. Po zjedzeniu śniadania opuściły zajazd płacąc za pobyt i w strugach deszczu ruszyły w stronę skarbca. Ficaria narzuciła na włosy impregnowany woskiem kaptur, a Telimena wyjęła zza pazuchy skórzaną czapę. W planach na ten poranek miały jeszcze znalezienie koni, ale odłożyły to na później. Kiedy dotarły na miejsce były całe mokre, a do otwarcia czasowego zamka nadal pozostawała godzina. Zdjęły z siebie odzienie wierzchnie i siadły na ławie w bocznych korytarzach. Ficaria westchnęła ciężko i zamknęła oczy. Telimena nerwowo rozejrzała się po korytarzu i kiedy nikogo nie zauważyła zagaiła: - Co ci zrobili czarodzieje? - Hmm? Skąd nagle to pytanie - zdziwiła się bardka marszcząc brwi. - Przynajmniej dwa razy źle się o niech wypowiedziałaś... - A co? Sympatyzujesz? - Tak tylko… po prostu myślałam, że skoro wszyscy zginęli w wybuchu Iglicy to nie ma co się nad tym rozczulać… - Naprawdę uważasz, że ich zniknięcie pozwala zapomnieć to co zrobili – Ficaria otworzyła oczy i usiadła prosto. - Nie… tylko, spotkała ich przecież kara. Sięgnęła nawet do ich uczniów... - Ciekawe czemu ich tak bronisz Telimeno - zapytała wchodząc jej w słowo, - To nie tak... - Powiem ci wojowniczko - warknęła bardka - co myślę o czarodziejach i czarodziejkach, ja która umiałam się posługiwać magią. Uważam, że cała ich brać była na wskroś zgniła i parała się czarną magią. Wszyscy czarodzieje na wiele lat przed upadkiem Iglicy upadli moralnie i tego samego upadku nauczali młodych adeptów. Wszystko, ale to wszystko co im się przydarzyło, nie było karą, ale zwyczajnie konsekwencją ich działań. I szkoda mi, żałuję tych dzieci, które zginęły w prześladowaniach, ale to wina rodziców, że pozwolili dzieciom parać się tym paskudztwem. I tyle! - Nie każdy czarodziej stosował tę magię… - Te wasze pokolenie. - Załamała ręce Ficaria. - Wydaje się wam, że wiecie wszystko! Ledwie pamiętacie czasy magów, a cała wasza młodość to unikanie odpowiedzialności, „bo upadła Iglica”! Świat się zmienił, pora się przystosować - skończyła bardka i zaczęła nerwowo przechadzać się po korytarzu. Telimena milczała analizując słowa towarzyszki. - Ficario, chciałabym Ci przypomnieć, że utrzymywałaś, iż jesteśmy równolatkami. Bardka zamarła i popatrzyła na Telimenę. - Coś się zmieniło? Nagle jesteś młodsza - zapytała ostrożnie Telimena - a może jednak, starsza? To w końcu czarodziejki są słynne z przedłużającej się młodości. - Nie jestem czarodziejką - wycedziła Ficaria zaciskając pięści. - To kim jesteś - zapytała cicho Telimena stojąc naprzeciw niej. - Jestem bardką, śpiewaczką i grajką. Umiałam posługiwać się magią za pomocą muzyki, ale nie miałam jej w sobie jak czarodzieje albo magowie. - Wyprostowała się nagle. - Ale co możesz wiedzieć na temat magii. Pewnie wydaje ci się, że poczciwy druid z boru i czarodziej z Wszechnicy to ten sam rodzaj. - Wydaje mi się bardko, że nakłamałaś w stopniu uniemożliwiającym ci odnalezienie się w jednej wersji wydarzeń. Jednak osiągnęłaś swój cel, nie odstąpię cię na krok póki nie sprawdzę co odbierasz ze skarbca i nie upewnię się, że nic nie knujesz, rozumiesz? - Wspaniale - mruknęła Ficaria. Po jakimś czasie wróciły do skarbnika, a ten zmierzył wzrokiem bardkę jeszcze raz i odchrząknął - Pani pójdzie ze mną - po czym dodał - ale sama. Tylko posiadacz klucza może tam wejść. Telimena niechętnie kiwnęła głową, żeby Ficaria udała się, za skarbnikiem. Ta zgodziła się niemo i ruszyła za mężczyzną w głąb budynku. Wszystkie ściany podłogi i sufity były z marmuru, w korytarzu co kilka kroków znajdowały się drzwi. Przeszli przez jedne z nich wchodząc do pokoiku bez okien, w środku paliła się świeca. Skarbnik podał jej skrzynkę i kluczyk. - To tyle - zapytała zdziwiona bardka. Skarbnik westchnął po czym odezwał się cicho: - Muszę pani powiedzieć, że ten który zdeponował tę skrzynkę w naszym skarbcu musiał być z nim mocno związany. Klucz pasował do skrytki i najprawdopodobniej pasuje też o tej skrzynki. Proszę się nie martwić - dodał widząc jak Ficaria zaciska ręce na skrzynce - wszyscy tutaj jesteśmy warci najwyższego zaufania. Nikt nawet nie śmiałby próbować otwarcia tej skrzynki. - Dziękuję - szepnęła wpatrując się w misternie zdobione metalowe wieko. - Odprowadzę panią - zaproponował i podał jej lniany worek. - To może się przydać na gapiów. Kiedy z powrotem znalazła się w holu, Telimena czekała na nią z założonym rękami i podejrzliwie zerkała na szary worek. Zgodnie jednak z planem natychmiast udały się w stronę bramy solnej, gdzie można było kupić konie. Dotarły tam całkiem sprawnie, zwłaszcza, że w międzyczasie przestało padać. Sprzedawca wierzchowców na początku zaproponował im dwa białe kuce, które przy okazji były nieco za drogie. Kiedy usłyszał, że ma zejść z ceny zaproponował dwa szare osły i jeden gratis. Telimena poprawiająca toporek przekonała go jednak, aby sprzedał im dwie starsze klacze, nie w promocyjnej cenie, ale za to dorzucił do nich rzędy. Ruszyły wokół miasta, kierując się w stronę lasu bukowego, który znany był przez lata jako miejsce spotkań druidów z całego kontynentu. Był to obszar zdecydowanie bezpieczniejszy niż trakt wiodący do Pirovie z głębi kontynentu. Nie martwiły się tutaj o zbrojny napad, który teraz szczególnie odczuwały. Utrata koni sprzed dwóch dni była bardzo bolesna dla ich kieszeni, jak się jednak okazało nieco później była również bolesna dla ich pośladków. Czego wyraz dawała szczególnie Ficaria pojękując i wiercąc się w siodle. - Możemy się już zatrzymać? - zapytała w końcu Telimena. - Jeszcze kawałek... auł... - jęknęła Ficaria poprawiając się w siodle. - Poradzisz sobie? Telimena wywróciła oczami i nie skomentowała. Chwilę później Ficaria wstrzymała konie, zeskoczyła z siodła i ruszyła dalej prowadząc klacz za uzdę. Telimena ruszyła w jej ślady. Kilka minut później zatrzymały się na polanie, gdzie zachowała się prymitywna chatka i drewniane ławki ustawione w okrąg. Była to jedna z tymczasowych siedzib druidów na czas ich synodów. Wejście do chatki było jedynie zastawione zasuwą, natomiast w środku nie było żadnych mebli, izba była zupełnie pusta, tak jak potrzebowali tego pielgrzymi. - Widzisz, tak narzekasz na nasze pokolenie, a chatka jest nienaruszona, dokładnie taka jaką zostawili druidzi - powiedziała Telimena - To ze strachu. - Jednak uszanowali to święte miejsce. - Szacunek wynikający ze strachu niewiele jest wart. - Ale działa - podsumowała Telimena siadając na swojej kurtce rozłożonej na klepisku. - Pokaż co tam jest. - Wskazała na lniany worek, który trzymała Ficaria. Ficarię przeszedł dreszcz jakby nagle przypomniała sobie o bagażu. Przez lata czekała na ten moment, a teraz żołądek podchodził jej do gardła i wcale nie miała ochoty otwierać skrzynki. Chciała ją wyrzucić i o wszystkim zapomnieć, ale Telimena nie dałaby jej spokoju. Przełknęła ślinę i usiadła na ziemi naprzeciw barbarzynki. Drżącymi rękami wyjęła skrzynkę z worka i przyjrzała się jej po raz pierwszy. Była całkiem dużego rozmiaru, na łokieć długa, szeroka na stopę i całkiem wysoka. Upleciona była na kształt zarośli bluszczu z granatowego metalu. - To tungsten, taki sam z jakiego był mój naszyjnik. - Otwórz ją - zachęciła Telimena - A co, jeśli na zamku jest pułapka? - Jaka? Magiczna, zatruta strzała? - N-nie wiem - wymamrotała. - Daj mi to - Telimena wyciągnęła dłoń po skrzynkę. - I kluczyk, dziękuję. Oddychaj bardko, zbladłaś. Ficaria wpatrywała się w skrzynkę ze zmarszczonym czołem. Kiedy Telimena włożyła klucz w zamek i spróbowała go przekręcić nic się nie wydarzyło. Spróbowała w drugą stronę i zamek zadzwonił cicho ustępując. - Dziwne - mruknęła otwierając wieczko. - Zamek jest lewostronny - To elfi zwyczaj - powiedziała Ficaria i z bijącym sercem przysunęła się do barbarzynki, żeby zajrzeć do wnętrza skrzynki. Kiedy wieczko było już otwarte na oścież ukazał się im plik dokumentów związany wstążeczkami leżący na atłasowej wyściółce. Bardka ostrożnie sięgnęła po zawartość, zdjęła z zawiniątka wstążkę i rzuciła wzrokiem na pierwszą stronę i kilka następnych. - Cała awantura na nic - westchnęła Telimena zerkając na kartki. - Niekoniecznie - wymamrotała bardka ze skupieniem studiując tekst. - Nie mów mi, że na coś może się przydać czysty papier. - Czysty!? - zapytała zdziwiona bardka. - Nie widzisz tego co jest tu zapisane? Podniosła arkusz w górę ukazując w swoim mniemaniu skomplikowaną treść. Telimena wybałuszyła oczy. - Zapisane? - Telimeno, te kartki całe pokryte są tekstem, co prawda jest w starożytnym i pisany zagadkami, ale da się zrozumieć. - Pokaż mi. - Wzięła do rąk notes i przyjrzała się mu z bliska, spróbowała też pod światło i w świetle, potem odsunęła od siebie. - Pusty. - Oddała go bardce. - Jak to możliwe... - Ficaria w szoku oglądała papier. - A kiedy ja go trzymam też nie widzisz? Telimena prychnęła cicho, ale zaraz powstrzymała się. - Myślę, że bardziej prawdopodobne jest to, że treść jest przeznaczona tylko dla Twoich oczu. - No tak, tak - odpowiedziała zamyślona wpatrując się w kartki i studiując je. - Ficario? - … - Ficario?! - Hmm? - Bardka podniosła głowę i spojrzała na Telimenę. - Myślę, że należą się mi jakieś wyjaśnienia. - Ale ja przecież nic nie wiem o tej skrzynce i o tym wszystkim - oburzyła się. Telimena westchnęła i zapytała: - Kim tak naprawdę jesteś? Wzruszyła ramionami i zaczęła: - Sierotą znaleziona w mieście, nic nie wiem o swojej przeszłości. - Może zapytamy Davide co wie o swojej córce? Ficaria skrzywiła się. - Nie on mnie znalazł. Wcale nie był moim ojcem. Davide Ranunculo był moim... kochankiem. Telimena skrzywiła
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Markwas
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…