Inna codzienność
Miłość i narkotyki, próba dopasowania się dootoczenia. Nic nadzwyczajnego. Jest to pierwsze opowiadanie, jakie napisałam, gdy jeszcze chodziłam do gimnazjum. Proszę o wyrozumiałość. To mój debiut.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Co musi się stać, żeby chłopak wrócił na dobrą drogę? Czy jego dziewczyna będzie zmuszona do wyrzeczeń, aby pomóc Mu w tym?
Inna codzienność
Wszystko zaczęło się zwyczajnie, jak w większości historii o nastolatkach produkowanych przez zagraniczną telewizję. Nowa szkoła, nowi znajomi, nowy rok szkolny, a więc i nowy chłopak. Najwyższy czas zapomnieć o wakacyjnych szaleństwach i znaleźć idealnego kandydata na stały związek. Takiego, przy którym można rozwijać swoje zainteresowania, czuć się swobodnie i któremu można by zaufać. Szybko zwróciłam uwagę na Bartka, chłopaka z równoległej klasy. Jego rodzice byli właścicielami firmy fotograficznej dość dobrze znanej w naszym mieście. Liczyłam na to, że poznając go spełnię swoje największe marzenia – stanę się znaną fotomodelką i przy okazji poznam miłego przystojniaka. Nie marnowałam czasu, żeby Go poznać. Wkrótce zorientował się, że nie jest mi obojętny. Wtedy po raz pierwszy zaproponował mi spotkanie. Randkę! Cieszyłam się, jak jeszcze nigdy w życiu! Przygotowania do naszego spotkania zajęły mi pół dnia. To zrozumiałe, że chciałam wyglądać lepiej niż modelki, które widywał, na co dzień w pracy ojca. Chyba udało się, bo po jakimś czasie załatwił mi sesje fotograficzną. To był kolejny pretekst, aby spędzać z nim więcej czasu. Uwielbiałam te nasze „przypadkowe” spotkania. Podziwiał Mnie! Mówił, że jestem prawdziwą artystką.
Układało nam się coraz lepiej. Tworzyliśmy idealną parę. Widziałam zazdrość w oczach koleżanek, a Bartek chodził dumny po korytarzach i chwalił się kumplom. Nie wiem, o czym dokładnie rozmawiali, ale Mnie obchodziły tylko te chwile spędzone w Jego towarzystwie. Kłopoty zaczęły się po miesiącu, gdy zaczął nagle znikać nie dając znaku życia. Pojęcia nie miałam, gdzie go wtedy szukać. Nie odbierał telefonu. Nie było go też w domu. Gdy już był przy mnie to często stawał się nieobecny. Zmienił się... – Gdzie byłeś wczoraj wieczorem? – pytałam Go nieraz. – Dzwoniłam, a Ciebie nie było. Martwiłam się! – Byłem z kumplami – odpowiadał wtedy stłumionym głosem. Jednak wciąż miałam wrażenie, że moje słowa do niego nie docierają. Nawet obawiałam się, że nudzi się w moim towarzystwie. Nieraz sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał zasnąć. – Wiem. Domyśliłam się, bo ciągle mi to mówisz. Tylko zastanawia mnie, dokąd wy tak często wychodzicie? – Łazimy tu i tam. Wejdziemy do jakiegoś pubu, siedzimy i gadamy... – Przez całą noc?! – dopytywałam się poirytowana. – No, a co?! Ty nie gadasz z koleżankami przez telefon godzinami? – odpowiedział ironicznie. Bartek uważał, że stanowczo za długo rozmawiam przez telefon. Szczególnie denerwował się, jak byliśmy razem i nagle zadzwoniła moja komórka. Jednak na to nie mogłam mieć wpływu. – Tak, ale to nie to samo... – broniłam się. – To jest dokładnie to samo! Ja przynajmniej oszczędzam na rachunkach spotykając się z nimi „na żywo”! Właściwie, to, o czym my rozmawiamy, kotku? – nagle zmieniał ton głosu na łagodniejszy i obejmował mnie w pasie. - Przecież liczy się fakt, że jesteśmy ze sobą, prawda? – Tak, ale jakoś tego nie czuje... Zaniedbujesz mnie… Gdy zarzucałam mu brak czasu, zawsze mnie całował, tak na wszelki wypadek. Chyba po to, żebym go już o nic nie pytała. Jednak ja coraz bardziej się martwiłam. Postanowiłam zmusić go, żeby poświęcał mi więcej uwagi, niż kolegom. Zagroziłam rozstaniem, przestraszył się i znów było tak jak dawniej. Jednak krótko cieszyłam się tym szczęściem. Co prawda były wypady do kina, na pizze, do pubu, ale Bartuś nie był już ten sam. Zdecydowanie więcej pił. Gdy proponował mi alkohol, odmawiałam. Chciałam coś zrobić z tą sytuacją, ale nie wiedziałam, co się z Nim dzieje. Do czasu...
Odwiedziłam Go pewnego razu... – Przyniosłam filmy, obejrzymy? – zaproponowałam wchodząc do mieszkania. Wypożyczyłam komedię mając nadzieje, że zdołam poprawić mu nastrój. Myślałam, że jak się trochę pośmieje, to zmieni swoje zachowanie. – Jasne – odrzekł bez większego entuzjazmu. - Nastaw magnetowid, a ja przyniosę coś do picia. Kawę? Herbatę? Cole, czy coś mocniejszego? – Cole. – Zaraz wrócę. – rzekł i zniknął gdzieś w kuchni. Kaseta nie chciała się przewinąć. Nie miałam pojęcia, co zrobić, więc zawołałam Bartka. Nie zareagował w żaden sposób. Pomyślałam, że mógł Mnie nie usłyszeć, więc wstałam i zajrzałam do kuchni. Zobaczyłam Bartka stojącego przy zlewie. Trzymał coś w dłoni. Coś, co następnie połknął i popił szklanką wody. – Co to jest? Bierzesz jakieś lekarstwa? – spytałam z niepokojem. Nie wspominał mi, że jest przeziębiony, ani że boli go głowa, więc od razu przyszło mi do głowy najgorsze… Że jest chory na coś nieuleczalnego i boi się mnie o tym powiedzieć. – Anka! Co ty tu robisz?! Miałaś zaczekać w pokoju... – spojrzał na mnie z wyrzutem. – Ale magnetowid się zablokował... Wołałam Cię, ale nie przyszedłeś. Nie zmieniaj tematu! Co się dzieje? Powiedz! – Nie, to nic takiego. Nieważne. – rzekł i odwrócił się ode mnie. Wtedy zauważyłam na blacie szafki niewielki worek z białym proszkiem w środku. Przez moment nie mogłam nabrać tchu. Poczułam niepokój, kłujący ból w sercu z obawy o Bartka i o to, co robi. Nie mogłam uwierzyć, w to, co przed chwilą zobaczyłam. Miałam najgorsze podejrzenia... – Dla Mnie to ważne, bo zależy Mi na Tobie! Odpowiedz, co to było? – zapytałam wskazując na worek. Dopiero w tym momencie zauważył, że zapomniał schować ten tajemniczy proszek. Wziął go do ręki i szybko wrzucił do kieszeni. – Robisz tyle hałasu o nic. Zwykłe prochy na ból głowy. Zmęczony jestem... – powiedział znów odwracając wzrok. – Nie wierzę! Powiedz mi prawdę! Już dawno zauważyłam, że zachowujesz się inaczej. Jest coś nie tak?! Nie okłamuj mnie! Chcę ci tylko pomóc, Bartek... – chwyciłam jego dłoń, żeby na mnie spojrzał. Już miałam łzy w oczach. Bartek wyszedł do pokoju i dał mi znak, żebym poszła za nim. Widziałam niepewność i smutek w jego oczach. Kilkakrotnie otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak nie wiedział owczego zacząć wyjaśnienia. – Amfa... – wyszeptał mi do ucha po chwili milczenia. – Bartek... Ty… – powiedziałam spokojnie siadając na sofie. Nie chciałam wierzyć, że to prawda. Miałam wrażenie jakby piłka utknęła mi w gardle, bo nie mogłam mówić, ani przełknąć śliny. Wzięłam głęboki wdech. – Dlaczego? – Co „dlaczego”?! – krzyknął głośno. Aż podskoczyłam z przerażenia, gdyż takiej reakcji się po nim nie spodziewałam. Zachowywał się gwałtownie. Nawet nie zauważyłam, kiedy usiadł obok, oparł ręce na moich ramionach i przyparł do oparcia. – Chcesz wiedzieć, czemu biorę, tak?! Czemu biorę to świństwo? Dobre pytanie! Bo mam taką ochotę. Wystarczy ci za odpowiedź?! Tak mi się podoba, rozumiesz?! I nie próbuj tego zmieniać! Nie wtrącaj się i nie wygadaj nikomu, bo pożałujesz! – Bartek... – wypowiedziałam cicho jego imię. Nie pozwolił mi dojść do głosu, a ja coraz bardziej się go bałam. – Żadnych więcej pytań! – rzekł stanowczo chwytając mnie za nadgarstki i przyciskając jeszcze mocniej do sofy. - Nie udawaj takiej zaskoczonej. Ty też nie jesteś święta. Żyjemy w takich czasach, że… że trzeba się dostosować… Każdy musi czasem zaszaleć... – Puść mnie! – Potrzebuje zmian! – mówił dalej ignorując mnie. – Dzięki temu moje życie nabiera kolorów! Rozumiesz!? Wyrwałem się z nudnej codzienności! Odkrywam siebie i świat na nowo! Nie mogę być... – Puść mnie! Proszę! To boli! – przerwałam mu błagalnym tonem. Bartek zwolnił uścisk, wstał i zaczął chodzić wkoło po pokoju. Nie wiedziałam, jak powinnam zachować się w takiej sytuacji. Czy być tak samo agresywna, jak on, czy rozpłakać się?! Starałam się przemówić mu do rozsądku. – Nie pomyślałeś, jak zareaguje na to twoja rodzina i otoczenie? Narkotyki?! Twój ojciec jest właścicielem znanej firmy. Wiesz, jak to popsuje jego wizerunek? – Właśnie dlatego nikt się nie dowie! Bo ty nikomu nie powiesz! – mówił całkiem pewny siebie. – To Oni cię do tego namówili?! Twoi kumple?! – rzekłam wstając. Wiedziałam, że sam nigdy nie wpadłby na taki pomysł. A moje problemy z Bartkiem zaczęły się właśnie wtedy, kiedy wdał się w nowe towarzystwo. – A żebyś wiedziała, że tak! Oni mnie rozumieją i zależy im na mnie! – Im zależy tylko na kasie za towar! – starałam się coś zrobić, ale z każdym moim słowem było coraz gorzej. Nie pozwolił mi się do siebie zbliżyć, dotknąć, ani przytulić. – Co ty tam wiesz?! – powiedział odpychając mnie. – Nie znasz ich. Oni są... – Bartek... – przerwałam mu. – Pomyśl o swoim zdrowiu, o swoim życiu. Oni zabijają się powoli i chcą pociągnąć Ciebie za sobą. Co będzie dalej?! Co zrobisz, jak już nie będziesz mieć kasy? Zaczniesz kraść? Do tego chcesz się posunąć?! Spaść na samo dno?! Moje ostatnie stwierdzenie najwyraźniej odniosło pożądany skutek, bo Bartek uspokoił się, usiadł i wbił wzrok w ziemię. – To, co ja mam zrobić? – spytał spokojnie. Widziałam po nim, że naprawdę chce rozmienić. – Wycofaj się, dopóki jeszcze możesz. Najlepiej zerwij kontakt z tymi kolesiami. Myślę, że to jedyne wyjście. – Żartujesz?! Nie mogę tego zrobić! To nie takie łatwe... – zaczął, jednak przerwał wypowiedź, gdy dostrzegł łzy w moich oczach. Czułam bezsilność, najgorsze z uczuć… Kidy chcesz pomóc ukochanej osobie, a nie wiesz, jak to zrobić. Myślę, że Bartek zrozumiał mój ból. - Dobrze, przepraszam! Zrobię, co będę mógł. Objął mnie i pocałował, a ja czułam, że znów jest tym słodkim i uroczym chłopakiem, w którym się zakochałam. Wiedziałam jednak, że to dopiero początek problemów.
Przez kolejny tydzień było dobrze. Bartek nie brał narkotyków… Przynajmniej tak twierdził. Pomagałam mu przetrwać ciężkie chwile. Pozwalałam mu pić, bo mówił, że mu to pomaga. Niestety miałam okazje przekonać się, jaka jestem naiwna. W piątek byłam na sesji zdjęciowej, w której, jak zwykle, Bartek mi towarzyszył. Gdy już mieliśmy wychodzić i szłam się przebrać, rzekł do mnie: – Zaraz wrócę. Muszę coś załatwić. Zaczekaj tu na mnie. – Ok. Jednak po dwudziestu minutach zrezygnowałam z czekania na niego i postanowiłam sama wrócić do domu. Potem miałam w planie do niego zadzwonić i zrobić awanturę, że mnie zostawił... Jednak po drodze zobaczyłam Bartka z jakimś kolesiem. Szybko się schowałam za róg budynku, tak żeby mnie nie zauważyli. Oboje żywo gestykulowali i rozglądali się na boki. Tamten wręczał mojemu chłopakowi jakąś torebeczkę, a potem wyjął skręta z kieszeni i poczęstował Bartka. Nie miałam wątpliwości, że ten nieznajomy to diler. To był najgorszy widok na świecie. Przekonałam się, że mój chłopak mnie oszukuje. Byłam wściekła na siebie i na niego. Pobiegłam prosto do domu i przepłakałam całą noc. Nie potrafiłam zrozumieć, jak Bartek mógł się tak bardzo zmienić w ciągu kilku tygodni… Przecież było nam dobrze! On był jedyną osobą, której ufałam bezgranicznie. Jednak oszukał mnie. Zastanawiałam się, jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć? Nagle wstąpiła we mnie obawa, poczucie, że go tracę. On jest teraz, kim innym. Szybko doszłam do wniosku, że skoro on się zmienił to ja też muszę.
Następnego wieczoru śledziłam ich. Szłam za Bartkiem i jego kumplami, aż do pubu, w którym mieli zwyczaj przesiadywać. Nie ma, co dużo mówić... Ten jeden raz pasowałam do tego towarzystwa. Wszystkie dziewczyny wyglądały, delikatnie mówiąc, jakby dopiero, co wyszły spod latarni. Postanowiłam się nie wyróżniać. Najlepiej to można było opisać w ten sposób, że założyłam na siebie ubranka z czasów, kiedy miałam pięć lat. Zatem teraz były krótkie i obcisłe ciuchy, troszkę za małe na mnie, ale przecież o to właśnie chodziło. Bartek bardziej się zdenerwował niż zdziwił, gdy mnie zobaczył. Chociaż kumple przekonywali go, że powinnam zostać, on chwycił mnie za ramie i odciągnął na bok. – A ty co tutaj robisz? – spytał i zaczął prowadzić w stronę wyjścia. – To nie jest miejsce dla Ciebie. Jak mnie tu znalazłaś? Chyba za mną nie szłaś, co?! Tak w ogóle to, jak ty wyglądasz?! – mówił już spokojniej po wyjściu z lokalu. – Szokujące, co? – zapytałam ironicznie wyrywając mu się z uścisku. – Mnie też zszokowało to, co wczoraj zobaczyłam, ale nie mówmy o tym. – O co ci chodzi? To klub dla łatwych panienek i ćpunów. Ty tu nie pasujesz! – Ty też tutaj nie pasujesz! Ale skoro ty tu przychodzisz, to ja też mogę. Poza tym skąd wiesz, jaka jestem naprawdę. Miałam okazje się przekonać, że nigdy nie zna się całej prawdy o człowieku! – Lepiej wracaj do domu! Zamówię taksówkę – rzekł biorąc telefon komórkowy do ręki.- Wpadnę do Ciebie jutro. – Nie zadowolę się po raz kolejny takim wykrętem. Skoro ty nie masz czasu, żeby być tam gdzie ja, to ja zostanę z tobą – mówiłam. – Nie próbuj mnie przekonać, bo i tak tu zostanę, jeśli nie z tobą to, z kim innym. Bartek spojrzał na Mnie z ogromnym zdziwieniem. Nie wiem, czy bardziej zaskoczyła go moja…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil perse
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…