Wróć do katalogu

Inne miejsce

Jest to zabawna bajka ze specjalną dedykacją dla mojej kuzynki.

justelka, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dawno, dawno temu, w świecie, w którym wszyscy zawsze chodzili uśmiechnięci i gdzie zamiast deszczu padało Pepsi, a czasami bardzo pyszny kompot czereśniowy, żyła dziewczynka. Trafiła tam przez przypadek, w wyniku mniej lub bardziej szczęśliwego wypadku, lub też zwykłego zbiegu okoliczności – trudno było to na początku określić. W każdym razie, niezależnie od tego, jak się tam dostała, najpierw spotkała żółwia. Siedział pod drzewem, oparty skorupą o jego pień i sączył żółty, bąbelkowy napój ze szklanki. Był mniej więcej trzy razy większy od zwyczajnych żółwi. Popatrzył na nią zza okularów składających się jedynie z drucianych oprawek. - Witaj – powiedział, gdy do niego podeszła. – Jaki piękny wtorek, nieprawdaż? - Jest środa – odpowiedziała dziewczynka. - Istotnie, masz rację. Powiedz mi, jak masz na imię? - Laura, a ty? – odpowiedziała dziewczynka, bo głupio jej było zwracać się do żółwia per „pan”. - Ja jestem po prostu Żółw. - Aha. Dlaczego nie masz szkieł w okularach? - Nie potrzebuję ich. Widzę wyśmienicie. Chociaż ostatnio miewam problemy z czytaniem – żółw westchnął i upił łyk bąbelkowego płynu. Dwieście trzydzieści pięć lat to już nie ten wiek. - Masz dwieście trzydzieści pięć lat? – spytała zaskoczona Laura. - Co w tym dziwnego? – odpowiedział Żółw. – Mam o wiele starszych znajomych, którzy świetnie się trzymają. Chociażby ten niezbyt rozgarnięty niedźwiedź Puchatek. Oprócz wyraźnie postępującej miażdżycy, wszystko z nim w porządku. Zaraz, zaraz… a co cię właściwie tu sprowadza, dziewczynko? - Sama nie wiem. Po prostu nagle… - Nagle się tu pojawiłaś. - Tak – odpowiedziała Laura. - Zaczęłaś tu być. - Tak. Żółw zmarszczył czoło, zabębnił pazurami o szklankę i zapatrzył się w przestrzeń. Po chwili zastanowienia powiedział: - Już wiem. To wszystko sprawka Rogera. - Kto to jest Roger? - Znajomy – stwierdził krótko Żółw. – Muszę Cię do niego zaprowadzić.

Roger nie do końca był znajomym Żółwia. W rzeczywistości był jego dalekim krewnym, z którym Żółw utrzymywał kontakty tylko jeśli naprawdę musiał. Ich spotkania sprowadzały się zazwyczaj do wymiany ukłonów, oraz rzucenia „Witaj Żółw” i „Witaj, Roger”, a czasami „Witaj Żółw (lub Roger), mam do ciebie prośbę… Jednak tego właśnie dnia Żółw stwierdził, że najwyższa pora na poważne pogłębienie tej znajomości.

Każdy, kto kiedykolwiek spotkał Rogera, mógł zauważyć, że ma on lekkiego bzika. Mimo, że był królikiem, mieszkał na drzewie (mówiąc ściślej w domku na drzewie), do którego wchodził po specjalnie wyprofilowanej drabince i z którego wychodził niechętnie i z pewnym trudem. Cały jego domek był zagracony… o przepraszam, zapełniony różnego rodzaju sprzętami do przeprowadzania eksperymentów. Były tam niezidentyfikowanego pochodzenia rurki, obręcze, fiolki, kolorowe płyny w słoiczkach na regale pod ścianą, a nawet mikroskop. I jednemu nie da się zaprzeczyć – chociaż do dziś nie wiadomo, ile w tym było zasługi Rogera, a ile przypadku – jeden eksperyment się udał. Szalony królik-naukowiec sprowadził do świata, w którym żył, prawdziwego człowieka. -Tym człowiekiem była pewna bibliotekarka – powiedział do Laury drepczący obok jej prawej nogi Żółw. – Wczesnym popołudniem, około godziny czternastej, prawdopodobnie prosto z miejsca pracy przeniosła się do domku Rogera. Kiedy zobaczyła krzątającego się po laboratorium królika w białym fartuchu natychmiast zemdlała, co też prawie uczynił królik, widząc ją. Zdołał jednak zachować zimną krew, przynajmniej na tyle, żeby sięgnąć po sole trzeźwiące do jednego ze swoich słoiczków. Niestety, na niewiele się one przydały, bo bibliotekarka zaraz po przebudzeniu zemdlała kolejny raz. W tej sytuacji Roger pobiegł do jednego ze swoich dobrych kumpli (których właściwie nie było wielu), żeby zasięgnąć porady. Przyjaciel ów miał na imię Stuk i był dzięciołem. Pech jednak chciał, że dla dzięcioła trwała akurat pora obiadu, więc jego odpowiedzi były raczej zdawkowe, a i chęci opuszczenia drzewa, z którego właśnie wyjadał korniki, niewielkie. Roger chcąc nie chcąc musiał odwiedzić innych kumpli (których naprawdę było niewielu), a że żaden z nich nie garnął się do współpracy już około szesnastej królik był z powrotem pod drabiną prowadzącą do jego domku. Wolał jednak nie wchodzić na górę, przynajmniej dopóki nie sprowadzi jakiejś pomocy…

Wtedy właśnie królik pomyślał, że jego ostatnią deską ratunku jest ten nudziarz Żółw. Co prawda nigdy się specjalnie nie lubili, ale bądź co bądź Żółw był przynajmniej trochę {i} mądry {/i}. Może nie aż tak, jak Roger, ale na pewno bardziej, niż jego koledzy, więc istniała szansa, że razem coś wymyślą. Pobiegł więc najszybciej, jak umiał w kierunku sadzawki, którą zamieszkiwał jego daleki krewny, aby poprosić go o pomoc.

Żółw był stworzeniem mądrym, dużo mądrzejszym, niż Roger umiał przyznać. Słyszał opowieści o ludziach, możliwe nawet, że kiedyś jakiegoś spotkał, ale miał już sto osiemdziesiąt lat (chociaż utrzymywał, że dwieście trzydzieści pięć) i mógł tego nie pamiętać. Nie wiedział niestety, jakie kroki należy podjąć przy spotkaniu z człowiekiem. Razem z Rogerem, który teraz już czuł się o wiele pewniej, zdecydowali wejść na górę do domku i porozmawiać z kobietą. Najpierw spytali ją, kim jest. - To raczej ja powinnam spytać, kim jesteście i dlaczego mnie porwaliście – odpowiedziała bibliotekarka, która wyszła już z szoku i stawała się coraz bardziej wściekła. Nie było to łatwe, ale w końcu Żółwiowi i Rogerowi udało się wytłumaczyć kobiecie, że wcale nie mieli zamiaru jej tu sprowadzać. Dowiedzieli się też, że jest bibliotekarką (Żółwiowi wydawało się, że wiedział, czym jest biblioteka, może nawet kiedyś był w jakiejś, ale mógł tego nie pamiętać). Po krótkiej naradzie zaproponowali jej nawet prowadzenie biblioteki w swoim świecie, dopóki nie znajdą jakiegoś sposobu, żeby ją odesłać z powrotem, a co oczywiście nie od razu, ale się zgodziła.

Gdy żółw tak szedł z Laurą i opowiadał jej o Rogerze i bibliotekarce, nagle zobaczyli mnóstwo kolorowych świateł wystrzeliwanych skądś pomiędzy koronami drzew. Zaraz potem usłyszeli dziki śmiech, a za chwilę, pół skacząc, pół spadając, sturlał się ze swojej drabiny w ekspresowym tempie Roger. - Czy to nie piękne? Czy to nie wspaniałe? Nazwę to… Cudowne Światła Rogera. Nie, to nie brzmi dobrze. Nazwę to Cudowne Światła Ognistego Smoka Nocy. Może być? – zwrócił się do przybyszy. - Może – odpowiedziała Laura. – Chociaż w moim świecie mówimy na to fajerwerki. - Och, naprawdę? Ale… hej! Kim ty właściwie jesteś? Co to ma być, Żółw? - Nie co, tylko kto. To dziewczynka, którą dzisiaj znalazłem w pobliżu mojej sadzawki. Laura chciała powiedzieć, że tak naprawdę, to sama się tam znalazła, ale nie mogła, bo Żółw mówił szybko i nie robił żadnych przerw. - I myślę, Roger… nie, ja nie myślę, ja to wiem. To twoja sprawka. Wszystko przez ciebie. Bawisz się w tym swoim głupim laboratorium, a potem wszyscy mają przez ciebie kłopoty! – krzyczał. - Wyluzuj, Żółw. – królik próbował złagodzić sytuację. – To nie moja wina. Widzisz… czasem się coś takiego dzieje. Nie do końca jestem w stanie zapanować nad moimi wynalazkami. - Jesteś po prostu nieodpowiedzialny! - Przepraszam – przerwała im Laura, dzięki czemu w końcu zwrócili na nią uwagę. – Skoro w jakiś sposób się tu znalazłam, to jest chyba też sposób na to, żebym wróciła do swojego świata. Ależ oczywiście, złotko, że

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych