Wróć do katalogu

Instynkt Ucieczki

"Zawsze byłem zdania że trzeba być tolerancyjnym. Oczywiście w pewnych granicach... W każdym razie ja jestem w stanie zaakceptować prawie wszystko, o ile sam też coś z tego bedę miał..."

hawat, opublikowano , 20 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Konia, konia! Królestwo za konia!" Król Edward III

To nawet nie było draśnięcie... Jednak bolało jak cholera. Stalowy drut poszarpał skórę na tyle mocno by zacząć się bać zakażenia. W sumie nieźle jak na wypad do strefy chronionej, nie zginą, nawet miał wszystko tam gdzie powinien mieć... Tylko pieprzone zadrapanie na udzie. Rozsiadł się wygodniej w swoim nissanie, wyciągną ze skrytki w podłokietniku flaszkę ginu lubuskiego i pociągną długi łapczywy łyk. Trochę alkoholu wylał na skaleczenie zaciskając na chwile wargi - rana zmieniła się w płomień. Odrzucił pustą już prawie butelkę na tylne siedzenie i sięgną do stacyjki. "Komu w drogę temu alkomat nie straszny" - pomyślał prawie się uśmiechając. W powietrzu unosił się wyraźny zapach przypominający wodę po goleniu.

Wiedział że ktoś tu był. Czuł to. Intruz oszukał elektroniczne zabezpieczenia, ale nie jego. Karol Siemionowicz nie kochał swojej roboty - ale miał lata praktyki. Był dobry w swoim fachu bo miał swego rodzaju szósty zmysł któremu ufał. Teraz właśnie ten nadprogramowy receptor informował go że coś było nie tak i powinien ruszyć tyłek aby sprawdzić na własne oczy co się dzieje. Kamery, czujniki ruchu, dźwięku i nacisku są skuteczne - o ile ktoś do wykrycia kogo zostały zainstalowane, miał o nich mgliste lub jeszcze lepiej zerowe pojęcie. Człowiek wiedzący czego i gdzie ma unikać mógł się dostać wszędzie... I dlatego firmy takie jak Infoseek płaciły takim jak on ciężkie pieniądze. Korytarze laboratorium były oświetlone słabym, czerwonym światłem technicznym. Jednak Siemionowicz znał tą plątaninę jak własną kieszeń. Szedł powoli, starając się chłonąc z otoczenia wszystkie informacje jakie się dało. Szukał "czegoś" - nie miał pojęcia co to dokładnie miało być... Ale czymkolwiek by nie było miało stanowić dowód że jego wewnętrzny alarm miał racje. Rozmyślania przerwało mu potężne kichnięcie. Od kurzu wirującego w powietrzu zakręciło mu się w nosie. Kurzu? Spojrzał na sufit. Z kratki wentylacyjnej wciąż jeszcze powoli opadały drobiny. Złapał za radio. Tu 8, intruz w zachodnim skrzydle. Powtarzam, intruz w zachodnim skrzydle. - Głos przez radio pytał się go o coś, on jednak wpatrywał się w plakietkę na drzwiach przed nim. "Serwerownia" a pod spodem "Punkt przechowywania danych". Alarm zaczął wyć w chwile później. Siemionowicza jednak wcale to już nie obchodziło. Wiedział ze właściwie prace stracił kilka, może kilkadziesiąt minut wcześniej.

Telefon był najgorsza rzeczą jaka mogła się mu teraz przydarzyć... Jednak dzwonił bezlitośnie odbierając mu nadzieje na choć odrobinę snu. Powietrze w pokoju było okrutnie zimne w porównaniu z przyjemnym ciepłem kołdry... Dreszcz wstrząsną nim gdy sięgał po telefon co jeszcze gorzej nastroiło go do rozmowy która miał odbyć. Na szczęście połączenie tylko dźwiękowe. Nie będzie musiał udawać przed kamerą że wszystko jest ok. - Tak słucham? - Wysilił się nadał słowom wyluzowany, nieco zaskoczony ton. - Panie Pawle, mam nadzieje ze ma pan teraz czas? - Tak, oczywiście - "Skurwysynie" pomyślał " mam w chuj czasu". - Cieszę się, proszę jak najszybciej stawić się w kompleksie. To ważne. - Dodał człowiek po drugiej stronie jakby po chwili namysłu. - Postaram się. Nie czekając na to co tamten odpowie zakończył rozmowę. "Jebany skurwysyn... W sobotę mnie kurwa zrywać..." powiedział do ścian. Spojrzał w lustro jakby oblicze które tam zastał mogło go uratować. Obraz zbyt wielu nieprzespanych nocy był jednak jak zwykle smutno-obojętny. Nic się nie zmieniło. Rzucił jeszcze jedno szybkie "kurwa" i zaczął się ubierać...

Siedziałem. No bo co kurwa miałem robić?? Chudy zaraz po wyjściu z zony wyłączył wszystkie zabawki. Gówno, mówiłem debilowi żeby cały jebany czas miał ze mną kontakt ale do tego jebańca to nie dotarło. Może mu wysłać telegram? Albo kwiaty z dyskretnym liścikiem "Włącz jebane radio"? Przecież te zabawki są nie do wyśledzenia czy podsłuchania. Wyjebaliśmy tyle żywej gotówki na transciwery kwantowe... Chuj to wszystko, podstawa że mieliśmy te pierdoloną bazę danych. W głowie już widziałem tą górę gotówki... Dziesięć milionów euro! Zrobię sobie zajebiście długie wakacje. Drinki z palemką, słońce i zajebiste panienki, nie jakieś paszczaki czy inne muminki. Zdrowe piersi i kształtne tyłki. Dostane taki okład co leczy wszystkie schorzenia. Z obrazów raju na ziemi wyrwał mnie w końcu telefon. Ten skubaniec po prostu sobie do mnie zadzwonił... A co? Nie wolno mu? - Cześć - rozmoczą rozmowę jak zawsze słodkim tonem. - Ktoś kiedyś powiedział Ci że jesteś pojebany?? - Ty, chyba nie długo po tym jak nauczyłeś się tego słowa. - I miałem zajebistą racje. Zajebistą, słyszysz? - Masz tam gdzieś szampana albo coś? - Do ciebie nie dociera co mowie? - Dociera... Ale możesz zacząć już mrozić szampana. - Z toastami poczekam. Jedź oddaj ten szmelc. Szmatogłowi mogą zacząć się niecierpliwić. - Chuj z nimi, byle by forsa była tak jak trzeba. Używane banknoty, nie? - W małych nominałach... Tak. Przyjrzyj się forsie dobrze zanim oddasz im kości. Ja naprawdę chce ten cash wydać. - Spoko, będzie ok. - Ahm, włącz komunikator. Chce wiedzieć jak się sprawy dzieją. W razie co... - Będziesz moim aniołem stróżem. - Skoro tak to chcesz nazywać... Jeden chuj. Po prostu włącz to. - Na ekranach pojawił się obraz. Deska rozdzielcza nissana primery, ulica oświetlona żółtymi lampami... - Teraz lepiej? - Żebyś wiedział. - To luz. Jadę. Narta. Głos w słuchawce ucichł. Głośniki przy monitorach przekazywały cichy pomruk pracy silnika samochodu. Chudy nawet nie włączył radia. Bał się. Miałem nadzieje ze nic nie pił na odwagę. Do szczęścia brakowało teraz tylko tego żeby go zatrzymała kontrola drogowa. Zapaliłem papierosa. Ja też się bałem jak cholera.

Dyrektor ośrodka wyglądał świeżo, jak gdyby wcale nikt go nie zrywał po nocy... Pewnie dlatego tacy ludzie dorabiają się wysokich pozycji - są jak automaty. Uśmiechną się nie delikatnie do postaci za wielkim mahoniowym biurkiem. Czekał aż tamten w końcu go zwolni. Nareszcie, po długiej i krępującej ciszy Jeży Lutomski - pan i władca ośrodka badań Infoseek nieśmiale rozpoczął konwersacje. - To dla nas wszystkich niezwykła sytuacja... Niezwykła i krępująca... A dla mnie osobiście przykra... - Proszę tego nie przeciągać. Nie lubię owijania w bawełnę. - Ochroniarz przerwał z rozgoryczeniem. - Ależ proszę mnie zrozumieć... To wszystko stawia mnie w fatalnym świetle. Teraz poleca głowy. - W jednym z ciemnych zakamarków umysłu Karola przyczaiła się myśl że jednak może go nie wyleją... - Mieliśmy tu dane... Różne. - Kontynuował dyrektor - Oczywiście zawiadomiliśmy policje... Ale... Musie je pan odzyskać. - Słucham? - Siemionowicz nie krył zdumienia. - Chcę, a właściwie firma chce aby pan, jako nasz pracownik, zajął się osobiście całą sprawą. Proszę dowiedzieć się jakie dane przejęto. Kto je przejął. A w końcu proszę zniszczyć wszelkie nośniki zawierające skompromitowane dane. - A co z policją? - Musi pan załatwić całą sprawę zanim policja połapie się co jest grane. - Tego nie ma w moim kontrakcie... - Oczywiście zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa... Jednak dla dobra firmy... Co pan powie na dziesięciokrotność rocznego wynagrodzenia, a docelowo awans... Na szefa ochrony? - Brzmi pięknie. Ale... Dlaczego ja? - Bo był pan na miejscu. Bo był pan policjantem. Bo im mniej ludzi wie o całym zajściu tym lepiej. Jeszcze zanim zatrudniliśmy pana dokonaliśmy głębokiej analizy pańskiego dossier. Wydaje się że jest pan idealnym człowiekiem do tego zadania. - Będę potrzebować ludzi... Sprzętu... Broni? - Ze wszystkim proszę kierować się bezpośrednio do mnie. Niech pan przygotuje listę i przekaże mojej sekretarce. Proszę niech się pan spieszy. Od pana skuteczności zależy naprawdę bardzo wiele. - Dobrze... Przekaże taką listę za kwadrans. - Świetnie! Niech pan wiec już idzie. Nie mamy czasu do stracenia.

"Tere fere kuku. Strzela baba z łuku. Strzelała by je..." - Glos w głośnikach gwałtownie urwał. "O kurwa, a skąd oni wiedzieli ze tu jest takie... Coś?" Gapiłem się w monitor nie mniej zaskoczony. Kiedyś gdzieś tam ktoś mówił ze bazy po ruskich wciąż stoją puste... I różne świry tam się kręcą... Ale szmatogłowi? "W końcu pewnie nie tylko my dla nich kradniemy, może skołowali jakąś mapę albo inny szit." Odpowiedziałem filozoficznie. Kontrolnie jeszcze raz sprawdziłem GPS z tym co miałem zapisane... Niby wszystko OK. Tylko czego jeszcze nie wiedzieliśmy? Dorzuciłem kolejny niedopałek do sterty w popielniczce. "Rozglądaj się dobrze, może jeszcze gdzieś się mrozi stolnicznaja albo jakiś inny gorbaczow" rzuciłem do wycelowanego we mnie mikrofonu. "Nie wierze żeby misie syberyjskie zostawiły choćby przecier do samogonu, pewnie nawet puste butelki zabrali. Ty sobie siedzisz przed tymi kolorowymi monitorami i popijasz pewnie zimne piwsko..." Tak, zawsze głodny... Zawsze spragniony i zawsze myślący o jednej, no o dwóch rzeczach. "Mówiłem ci, żadnego chlania na robocie." Pewnie go uraził mój apodyktyczny ton bo wcisną hamulec tak mocno ze butelka bo wodzie kolońskiej jaką czasem popijał wylądowała na desce rozdzielczej. "No kurwa ładnie. Miałeś nie pić..." Nie skończyłem. W szczelinie muru pojawiła się dawno nie golona morda z wielkim zwojem szmat w miejscu gdzie normalni ludzie starają się wyhodować jakieś włosy czy inne strąki. Szmatogłowy niczym ci z CNN.

Siemionowisz nie był człowiekiem jakiego ludzie spodziewają się gdy myślą o profesjonalnej ochronie. Był bardzo przeciętnym człowiekiem. Na tyle przeciętnym że jako nastolatek nie mógł znieść swojego wyglądu. W szkole nauczyciele ustawicznie mylili go z innymi rówieśnikami. Na początku był to jeszcze jeden bolesny policzek palący jego młode ego. Dopiero pod koniec szkoły średniej zaczął z tego korzystać i... I gwałtownie okazało się że co złego to nie on. Zrobił w policji jedna z tych szybkich, błyskotliwych karier jakie zawsze kończą się w jakimś bagienku czy innym grząskim błocku. Był dobry w swojej robocie - a to rzecz jakiej "koledzy" po fachu nigdy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych