Instytut Śmierci
Opowiadanie moje ulubione, dosyć długie, ale mam nadzieje że ktoś je jednak przeczyta. TK jest to historia grupy uczniów z chorobą zwaną telekinezą rozgrywająca sie w instytucie gdzie mieści sie szkoła.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Instytut Śmierci
Była godzina 2 nad ranem. W zamku panowała głucha cisza, za oknami księżyc swym delikatnym blaskiem oświetlał ogromne połacie kwiecistych łąk, lasy i place zabaw. Po drugiej stronie zamku znajdował się bardzo stary, średniowieczny cmentarz, do którego blask księżyca nie docierał. Nawet księżyc bał się tam przechadzać. W zamku wszyscy spali, noc była wyjątkowo spokojna. Nagle gdzieś na dole rozległ się dziki krzyk. Okropny pełen przerażenia pisk. Momentalnie w zamku zapaliły się wszystkie światła a uczniowie zbiegli się na parter gdzie było źródło całego zamieszania. Ray stała pośród tłumu rozespanych uczniów i z ustami zakrytymi dłonią patrzyła jak nauczyciele podnoszą z podłogi wrzeszczącą dziewczynę. Owa dziewczyna miała rozciętą głowę, z której obficie wylewała się krew rozlana po całej białej jak śnieg, przerażonej twarzy. W jej oczach był bezgraniczny strach. Ray patrzyła na nią z wcale nie mniejszym strachem, ale również ze współczuciem. Doskonale wiedziała, co przeżywa teraz ta ranna dziewczyna. Przechodziła przez to setki razy, a mimo wszystko wciąż ją to przerażało. Po chwili Ray poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Obróciła się nerwowo delikatnie podskakując ze strachu. - Och... Nico... - Powiedziała po chwili łapiąc łapczywie powietrze. - Spokojnie Ray... - Mam dość tego zamczyska i wszystkiego, co jest z nim związane... Ciągle to samo. - Tak to jest jak się zamyka bandę nastolatków ze zdolnościami telekinetycznymi w średniowiecznym zamczysku, w dodatku obok cmentarza. Przejdzie jej. - Powiedział sarkastycznie Nicolas. Objął dziewczynę ramieniem i wyprowadził z tłumu. - Co tym razem? - Zapytała Ray gdy wychodzili razem z Nicolasem po schodach. - Przyśnił jej się ojciec, który próbuje ją zatłuc drewnianym młotkiem. Obudził ją ból. Klasyczna sytuacja. - Odpowiedział sucho chłopak. - Boże... - Przyzwyczai się. Jest nowa, nie wie jak powinna reagować. - I właśnie dlatego tak reaguje. - Odpowiedziała stanowczo Ray stając w obronie dziewczyny. - Ray... daj spokój. Idziemy na górę czy idziesz spać? - Dobrze wiesz, że teraz nie zasnę. Nico uśmiechnął się do towarzyszki, po czym skręcili w boczny korytarz i po drabinie wspięli się na dziedziniec, na który uczniowie mieli zakaz wstępu. Nico gwizdał na zakazy. Kiedy znalazł się w szkole był grzeczny i ułożony, ale życie tutaj nauczyło go, że nie wszystko jest takie jak wmawiają ci to inni. Ray natomiast przerażało wszystko co działo się w zamku. Od zawsze była strachliwą myszką. Fakt, że przy Nicolasie stała się bardziej otwarta i radosna, jednak nigdy nie opuszczał jej zdrowy rozsądek, co według Nicka przeszkadzało się dobrze bawić. Ray jednak zbyt dobrze pamiętała bolesną przeszłość. Teraz jednak oboje nie byli dziećmi, a mimo wszystko w Nicku wciąż siedział rozkapryszony dzieciak. - Pamiętasz jak Zanowi przyśnił się ocean? - Zapytał Nick siadając w ciemnym nieoświetlonym kącie na murku i patrząc na stojącą w blasku księżyca dziewczynę. - Tak... przez tydzień bał się zwykłej szklanki wody, nie wspominając o prysznicu. - A pamiętasz... Carrie? Dziewczyna spojrzała z wyrzutem na prawie niewidoczną w cieniu sylwetkę Nicolasa - Przyśniło jej się, że morduje połowę miasta a gdy się obudziła okazało się, że połowa uczniów nie żyje. Do dziś dziękuje Bogu że zgodziłam się siedzieć tu z tobą całą tą noc. Chociaż nie rozumiem, dlaczego mnie tu zabrałeś... - Tamta mała się przyzwyczai. - Powiedział Nick - Jak każdy... tu dorasta się znacznie szybciej... biedne dzieciaki... - To konieczne, wiesz dobrze na czym polega telekineza. Oni muszą zrozumieć, że nie niszczy się zabawek kolegi, który nie chce się dzielić, a już na pewno nie zrzuca się go z drzewa. To choroba dla dorosłych, przyznaje, ale te dzieci też żyją. Dobrze że nie stało się nic poważniejszego. - Nick... obiecaj że zawsze będziesz przy mnie... - Wyszeptała nieco wystraszona Ray - Obiecuje. W końcu jesteś moją... siostrą, czyż nie? - Siostrą ale nie spokrewnioną z tobą ani jednym genem. - Odpowiedziała Ray uśmiechając się. - Po za TK. - Po za TK... – powtórzyła zamyślona dziewczyna Stanęła tyłem do Nicolasa. Uniosła głowę w górę i spojrzała na gwiazdy. Za trzy dni kończy 16 lat. Jest wyjątkowo piękna... jak mało kto...Nicolas doskonale o tym wiedział... Nick patrzył na nią z niemałym zafascynowaniem. Dokładnie obserwował każdy kawałek jej ciała z coraz większym podziwem. Ray miała na sobie długą, przewiewną, delikatną i co najważniejsze dla Nicka - białą nocną sukienkę. Całkiem nieświadomie, patrzył na przyjaciółkę która coraz bardziej go podniecała. Był przecież tylko facetem... Ray nawet się nie domyślała co dzieje się w głowie chłopaka. Jej umysł wciąż był zajęty obrazem tej rannej dziewczyny. - Może powinnam położyć się spać... - Powiedziała obracając się przodem do Nicka. Nie miała na sobie bielizny. Zupełnie nieświadomie kusiła chłopaka coraz bardziej. Nick siedząc na kamiennym murku dziękował Bogu za słaby blask księżyca, który do niego i tak nie docierał, mógł za to podziwiać piękne ciało przyjaciółki. - Nico... Nick jesteś tu? - Pytała lekko wystraszona dziewczyna. - Taaak... - Odpowiedział wyrwany z transu Nicolas. - Boże przez moment miałam wrażenie, że sobie poszedłeś... - Nic bardziej mylnego... ech ta twoja intuicja... - Powiedział z uśmiechem Nicolas wychodząc z cienia. - To co powiesz na... kubek gorącej czekolady? Hmm? - Kuchnia jest zdaje się zamknięta o tej porze... - Dla nas jest zawsze otwarta! Ray uśmiechnęła się. Nicolas spojrzał jej w oczy. Przez moment miał ochotę ją pocałować... powstrzymał się jednak na myśl o konsekwencjach jakie groziły im obu. On był nauczycielem a ona - uczennicą. Wolał nie ryzykować, już i tak sama ich przyjaźń budziła zastrzeżenia. Zeszli do kuchni. Było bardzo cicho, zamek znów pogrążył się we śnie, choć tym razem dużo mniej spokojnym niż poprzednio. Nicolas i Ray siedzieli przy małym drewnianym, kuchennym stoliku i popijali gorącą czekoladę z dużych, żółtych kubków, należących do nauczycieli. Ray opowiadała Nicolasowi o swoim ostatnim śnie, ale Nick jakoś nie umiał jej dzisiaj słuchać. Myślał o Carrie. Biedaczka zginęła 7 lat temu, zaraz po tym jak zamordowała pół szkoły. Nicolasowi nie było jej żal. Ona umiała się powstrzymywać. Nick i Carrie byli świetnymi uczniami, jednymi z najlepszych. Nicolas nie potrafił zrozumieć dlaczego doprowadziła do takiej rzezi... nawet nie zasnęła... Dzisiaj była Nickowi obojętna. Tak... dziś... ale jeszcze 7 lat temu był w niej zakochany. Byli ładną parą, wszyscy im to powtarzali. Carrie miała wówczas 16 lat, była 2 lata młodsza od swojego ówczesnego chłopaka. Wszystkim wydawała się taka młodziutka, wręcz dziecinna, ale Nick doskonale wiedział jaka potrafi był ostra, szalona a wręcz dzika. Bardzo dokładnie pamiętał noc poprzedzającą śmierć Carrie. Przyszła do jego pokoju, obudziła go pocałunkiem, a potem zaprowadziła na dziedziniec na 4 piętrze. Kochali się tam ostatni raz. Następnej nocy Carrie skoczyła z dachu na cmentarz. Krzyże powbijały się w jej drobne ciało... Dziś Nick zastanawiał się tylko jak wtedy mógł ją tak kochać. Nie miał pojęcia, że będzie zdolna do wymordowania połowy szkoły. A jak było naprawdę? Carrie była zła. Bardzo. Zobaczyła jak jakaś panienka dobiera się do jej chłopaka, to głównie jej chciała zrobić krzywdę. Była chorobliwie zazdrosna o Nicka, i co gorsze - strasznie mściwa. To zgubiło połowę zamku i ją samą. Nad ranem Carrie znaleziono martwą na cmentarzu. - Nico... - Hmm? - Ray znów wybudziła go z transu - Coś się stało? - Zamyśliłem się... - Chodzi o Carrie? - Ray... Nie mówmy o tym proszę - Raczej powinniśmy, bo zrzuciłeś cukierniczkę Nick spojrzał na rozsypany po podłodze cukier. Westchnął i zabrał się za sprzątanie go z podłogi. - Nico... - Ray nie chce o tym mówić. Ray zamknęła usta i wpatrywała się w żółty kubek. - Powinnaś iść już spać. - Rzekł po chwili Nicolas. Dziewczyna spojrzała na niego proszącym wzrokiem, ale usłuchała polecenia. Bez słowa wstała od stołu i ze spuszczoną głową wyszła z kuchni. Nick stanął u drzwi kuchennych i patrzył jak Ray znika w mroku. - Życie jest zjebane... - Powiedział sam do siebie po czym wziął się za zmywanie kubków. Znów myślał. Tym razem o Ray, i tym razem ostrożniej.
* * * - Nicolas!- Nick zatrzymał się instynktownie słysząc swoje imię. - Słucham? - Jak zawsze uprzejmy... cóż, trzeba umieć sobie wyrobić dobrą opinie. W jego kierunku zmierzał stary dyrektor szkoły, nieco zdyszany, wyglądał na przejętego. - Coś się stało? - Spytał Nick - Nie nic... - Dzieciaki wyszły do szkoły? - Tak... już ich nie ma. - Więc? - Mamy nowego ucznia. Ma przyjechać za parę godzin. Chciałbym żebyś go odebrał. - Za godzinę zaczynam zajęcia z najstarszą grupą dziewczyn... - Nie szkodzi... przesuniemy im zajęcia na inny dzień, nie będą miały nic przeciwko. - Mówiąc to uśmiechnął się porozumiewawczo do Nicka. No tak... zajęcia z młodym i przystojnym nauczycielem TK dziewczęta mogłyby by odbyć nawet w środku nocy i zapewne nawet by nie pytały dlaczego tak późno. - Nick... jesteś najsympatyczniejszy z całej ekipy grona pedagogicznego, nie żebym coś miał do reszty... no ale sam wiesz. - Tak, tak... odbiorę go. Ale nie zapominaj że w grafiku mam jeszcze trzy inne grupy. - Zajmę się tym, a ty zajmij się naszym nowym rekrutem. Tylko Nick... nie strasz go za bardzo... Niolas się uśmiechnął. - Postaram się. O której ma być? - Ja wiem... tak gdzieś koło 10.00. Masz 2 godziny wolnego. Mówiłeś coś ostatnio o zmianie programu zajęć z dziewczętami... No tak, jak Nick ma 2 wolne godziny to najlepiej jak popracuje społecznie... cały dyrektor. - Oddam za godzinę. - Doskonale. I pamiętaj bądź dla niego miły! Tak, tak... nowy rekrut... jak Nick to kochał... Kolejna ofiara do nauczenia życia. Cóż, w końcu i tak ledwo trzymał posadę. Lepsze przyjmowanie nowych rekrutów niż szukanie nowej roboty. Nick wrócił do swojego pokoju. Było w nim ciemno, tylko wąskie strugi światła namolnie przeciskały się przez zasłonięte żaluzje. Nicolas lubił mrok. Czasami Ray miała wrażenie że jest raczej na odwrót, to mrok lubił Nicka. A tymczasem młody nauczyciel tylko bez nadmiernej ilości światła mógł zmusić swoje szare komórki do działania. Nauczycielem był od niedawna. W zeszłym roku skończył pedagogikę, by móc uczyć tu w instytucie. To był warunek. Zostanie w szkole jeśli skończy studia z pedagogiki. Cóż, zależało mu by zostać, miedzy innymi ze względu na Ray, więc skończył studia. W instytucie jego przedmiot polega na przystosowaniu dzieciaków do życia w społeczeństwie ze swoją chorobą. TK wymagała wielu poświęceń i wyrzeczeń, tym się zajmował Nick. Miał przygotować te dzieciaki do normalnego życia. Teraz leżał na swoim łóżku i patrzył w sufit. W pewnym momencie przez jego umysł przemknęła jakaś krótka wizja. Za krótka by móc ją zidentyfikować. To zdarzał się często, ale jeszcze żadna nie trwała na tyle długo by cokolwiek rozróżnić. Nick usiadł na łóżku. Na ścianie po przeciwnej stronie łóżka wisiało wielkie lustro ścienne. Nick go nie lubił, ale za to Ray uwielbiała - kobiety.... Nicolas odruchowo wpatrzył się w powierzchnie lustra, które odbijało jego siedzącą sylwetkę. I znów przez głowę przemknęły mu obrazy... tym razem wyraźniejsze... jeden udało się Nicolasowi wychwycić. Było bardzo jasno... ale nie od słońca... nie od żarówek... ale od ognia. Od potężnego żywiołu. Krzyki, mnóstwo nakładających się na siebie przerażających krzyków, w dodatku... dziecięcych krzyków. Potem Nick zobaczył palące się drzewa i ogromne połacie łąk skąpanych w ogniu. Rzeka płomieni pochłaniących wszystko co znalazły na swojej drodze. A w ogniu coś się ruszało... w obłąkanych strachem ciałach tliło się jeszcze życie... życie dzieci... dzieci z instytutu. Ciało Nicka momentalnie pokryło się kropelkami potu. "Głupie przeczucie co?" - myślał. Bał się o dzieciaki. Nie był do końca pewien czy to, co zobaczył miało jakieś znaczenie, ale bał się. jak cholera. W tym momencie zza okna dobiegał dźwięk silnika samochodu. Przyjechał oczekiwany uczeń. Nick wyszedł z pokoju i zbiegł schodami na hol, potem wyszedł spokojnie na zajazd dla samochodów. Przy czarnym BMW z przyciemnianymi szybami stało młode małżeństwo. Nick podszedł do nich starając się uśmiechać tak naturalnie na ile to możliwe. - Witam państwa serdecznie. - Rzekł żwawo Nick podając mężczyźnie dłoń. Ten uścisnął ją niepewnie uśmiechając się blado. - Gdzie nasz przyszły absolwent? - Zapytał Nicolas Małżonkowie spojrzeli po sobie. Mieli mało wesołe miny. Nick zaczął się zastanawiać czy dobrze, że pozwolił sobie na taką śmiałość, nie chciał przecież zniechęcić ani rodziców ani przyszłego ucznia. Po chwili kobieta zapukała delikatnie w ciemną szybę czarnego BMW. Nick spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, a ona uśmiechnęła się blado i powiedziała słabym, zbliżonym bardziej do szeptu głosem: - Nie lubi światła... to, dlatego ten cały cyrk... Drzwi czarnego wozu zaczęły się powoli otwierać. Najpierw na drzwiach pojawiły je drobne dłonie w czarnych, jedwabnych rękawiczkach. Rękawiczki niby proste, gdzieniegdzie naszyte miały delikatne koronki. Dłonie były zgrabne, miały długie, szczupłe palce na których pod warstwą jedwabiu widać było sygnety. Potem na wydeptanej ziemi pojawiła się niewielka stopa włożona w czarny but na wysokim obcasie. Potem druga stopa… Po chwili wychyliła się głowa w czarnym kapeluszu z dużym rondem. Nick miał wrażenie że ta głowa nie ma twarzy, ale to cień, lub być może kawałek ciemnego materiału zasłaniał twarz. Jak podejrzewał Nick – kobieca twarz. Z samochodu wyłoniła się drobna postać szczupłej dziewczyny. Mogła mieć najwyżej 15 lat, ale Nick i tak nie widział twarzy. Chwiejnym krokiem dziewczyna podeszła do rodziców i oparła się na ramieniu ojca, jakby samo stanie sprawiało jej ból. Ubrana była cała na czarno. Ani nawet najmniejszy skrawek ciała nie był wystawiony na promienie słoneczne. Długa sukienka, rękawiczki, kapelusz, bluzka z długimi włóczącymi się rękawami… Coś tu nie pasowało… Po chwili dziewczyna nachyliła się w stronę ojca i bardzo cicho prawie niesłyszalnie wyszeptała do ojcowskiego ucha: „wejdźmy do środka… jak najdalej od słońca”. Nich wychwycił te słowa. Brzmiało to raczej jak polecenie a nie jak prośba. Ojciec spojrzał na Nicka prosząco i na głos wypowiedział prośbę córki. Nick zaprowadził rodzinę do Instytutu. Dyrektor już czekał na gości w holu. Wprowadził ich do swojego gabinetu gorąco zapraszając i zachwalając Instytut. Nick szedł w stronę wypłowiałych foteli ustawionych pod ścianą holu. W rogu stał mały okrągły stolik, a do niego przystawione były trzy niegdyś czerwone – dziś blado różowe fotele. Mimo wszystko Nick je lubił, a może po prostu miał do nich duży sentyment...? W końcu pamiętał jeszcze jak je tu przywozili, to tu spisywał prace domowe od kolegów, to tu przesiadywał niekiedy całymi dniami z Carrie... Teraz ponownie siedział na jednym z wygniecionych foteli i czekał. Zamknął oczy i oparł swobodnie głowę na oparciu fotela. Zanurzył się we wspomnienia. Dotychczas nie miał na nie czasu, ale teraz... wystarczyła krótka chwila… wrócił obraz Carrie. Nick nie przyznawał się nikomu, ale ostatnio Carrie coraz częściej nawiedzała go w snach i zdecydowanie zbyt często o niej myślał. Teraz widział jak tańczy na dziedzińcu w jedwabnym szlafroku. Jej długie jasne włosy opadają jej na twarz, szlafrok wiruje wokoło, Carrie się śmieje… a potem Carrie spada na cmentarz… mnóstwo krwi... z jej ciała wystają stare krzyże… Nick usłyszał otwierające się drzwi. To stary dyrektor wyprowadzał rodzinę z gabinetu. Nick pospiesznie podszedł i stanął naprzeciw dziewczyny. Znowu. Wciąż nie zdjęła kapelusza. Wciąż nie odsłaniała twarzy. Co ukrywała? - To nasz najmłodszy ale zarazem najlepszy nauczyciel… - mówił dyrektor chwaląc Nicolasa. - Panie dyrektorze… - prosił Nick udając zawstydzonego - Och już dobrze, dobrze… Państwa zapraszam do wyjścia a Chanell obejrzy swój pokój, oczywiście Nick jej wszystko opowie. – powiedział dyrektor Rodzice popatrzyli na córkę. Stała obok nich niewzruszona, jak słup soli. Po chwili matka podeszła do niej, nachyliła się i pocałowała córkę w policzek. To samo zrobił ojciec. Potem odprowadzeni przez dyrektora wyszli z budynku. Nick spojrzał na dziewczynę. Wciąż stała sztywno. - Zaprowadzę cię do pokoju. – zaproponował i nie zważając na to czy dziewczyna pójdzie za nim, czy nie ruszył w kierunku schodów prowadzących na wyższe piętra. Poszła za nim. Trzymała się z tyłu, jakby bacznie obserwowała każdy ruch Nicka. Nauczyciel czuł się trochę skrępowany, ale sama myśl o tym zawstydzała go. Najlepiej po prostu przestać o tym tak myśleć. Doszli na drugie piętro, które ogólnie nazywane było piętrem damskim lub piętrem feministek. Chłopcy nazwali je tak już za czasów Nicka. Dlaczego? Bo na tym piętrze były pokoje tylko dla dziewczyn. Nick wprowadził dziewczynę do pustego pokoju. Stanęła obok drzwi. Rozejrzała się po pokoju. Podeszła do okna, zasłoniła zasłony najszczelniej, jak tylko się dało. Odeszła kawałek od okna i zdjęła kapelusz. Oczom Nicka ukazała się blada, dziewczęca twarz. Podłużna, z delikatnie zapadniętymi policzkami. Oczy były szare, jakby w ogóle bez marzeń, nadziei. Długie kruczoczarne loki opadały na ramiona i plecy dziewczyny. Była blada, bardzo blada. W cieniu jej skóra miała trupio biały kolor, a mimo to dziewczyna była na swój sposób, piękna. Miała gładką cerę, wręcz idealne rysy twarzy. Spojrzała na nauczyciela. Uśmiechnęła się, delikatnie, nie otwierając ust. - Na imię mi Chanell. Jestem francuską. I mam szesnaście, nie piętnaście lat. - Znów się uśmiechnęła. Nick był lekko zszokowany. Skąd wiedziała co o niej myślał...? Zdjęła rękawiczki i przeczesała palcami włosy. Znów spojrzała na Nicka. - Opowiesz mi coś o instytucie? Trochę zmieszany chłopak, usiadł na krześle dostawionym niedbale do małego stolika ustawionego przy ścianie. Wziął głęboki oddech, uśmiechnął się sam do siebie i powiedział: - Zanim ci cokolwiek opowiem musze się czegoś więcej o tobie dowiedzieć. - Musisz... czy chcesz? – zapytała kokieteryjnie Chanell - Raczej musze. Jestem nauczycielem a ty uczennicą, coś o tobie powinienem wiedzieć, tym bardziej, że to ja będę się uczył jak radzić sobie w normalnym świecie z twoją chorobą. - Ja sobie radzę. Zawsze sobie radziłam. - No cóż... gdyby tak było... nie rozmawialibyśmy teraz. Dlaczego tak naprawdę tu jesteś? - Czy to przesłuchanie? – spytała spokojnie, kamiennym tonem Chanell. Gdyby w tym była choć odrobina sarkazmu, wyrzutu, Nich czuł by się znacznie bardziej pewnie, ale tak nie było. - Nie… to nie przesłuchanie… ale to raczej nie jest tajemnicą. Opowiedz mi. - Czy powinnam się zwierzać nauczycielowi? - Mnie możesz. Chanell popatrzyła na siedzącego Nicka. Spojrzała w jakiś punkt w ciemnym kącie pokoju. - Jestem z Francji. Mam 16 lat. I wbrew pozorom jestem całkiem normalna. Moi rodzice są zamożni. Matka jest architektem a ojciec chirurgiem plastycznym. Zawsze zabiegani, nie mają nawet czasu żeby napić się ze mną herbaty. Taka sytuacja jest w każdej bogatej rodzinie. Mam dwóch braci. Obaj starsi. Nigdy nie umiałam się z nimi dogadać. Zawsze tacy byli… - Wybacz że cię o to zapytam… gdzie się urodziłaś? Chanell spojrzała zdziwiona na Nicka. Potem się uśmiechnęła tak samo delikatnie i subtelnie odkąd tu przyjechała. - Przejrzałeś mnie. Brawo. Urodziłam się w Transylwanii, chociaż to nie powinno mieć takiego znaczenia... i zapewne samo miejsce moich narodzin nie powinno aż tak na tym wszystkim zaważyć. Mój ojciec wyjechał służbowo z moją matką, była w dziewiątym miesiącu ciąży. Tam mnie urodziła. Nick patrzył na nią i czekał aż powie to co chciał usłyszeć, to co podejrzewał. Chanell ponownie się uśmiechnęła. Tym razem szerzej i spod górnej wargi wystawały jej koniuszki szpiczastych kłów. - Tak jestem wampirzycą. Ale nie przyjechałam tu żeby wypić waszą krew. Jestem tu bo tego chce. Bo mam dość mojej rodziny i domu. Mojej szkoły i tego pieprzonego słońca. Wyrzucicie mnie? Tym pytaniem zaskoczyła Nicka. - Dlaczego mielibyśmy to robić? Nie jesteśmy rasistami i nie nienawidzimy wampirów, chociaż przyznaje że mnie to zarazem dziwi i szokuje. Mamy XXI wiek… zawsze uważałem że wampiry to… - Bajka, tak…- przerwała mu dziewczyna. – a jednak nie. „Oto jestem. Powróciłem by…” – tu Chanell przerwała cytat. Pewnie kończył się nieciekawie. - Chcesz zapanować nad twoją chorobą? – zapytał Nick po chwili - Ja nad nią panuje. Jestem silna. Potrafię sobie poradzić. Chce tylko żeby świat mnie zaakceptował. Czy to wiele? - Jeśli nie zaczniesz uczniom grozić ząbkami to nie. - Opowiesz mi wreszcie o zasadach? Bo jakieś chyba są, prawda? - Jasne że są. Po pierwsze – zaczął Nick – nie wolno ci samej wychodzić poza teren ośrodka, a już na pewno nie na cmentarz. Ponadto, nie życzymy sobie żadnych konfliktów i nocnych eskapad na piętro chłopaków… - O to możesz być spokojny. – przerwała mu Chanell - To dobrze… nie wolno ci także zapuszczać się w zachodnim skrzydle. Po prostu nie i koniec. Gdy nie ma lekcji także skrzydło południowe jest zamknięte i tam też ci chodzić nie wolno. Powyżej trzeciego piętra… również. Jednym słowem najlepiej żebyś siedziała na swoim piętrze, albo na holu. Cisza nocna jest od 22.00. to jak na razie wszystko. Reszty dowiesz się na bieżąco. Lekcje zaczynasz od jutra, oprowadzę cię po szkole. - Wielkie dzięki. – tu był sarkazm i mimo wszystko Nick się cieszył ze go wyczuł - Posiłki… - Nie wysilaj się ja i tak mam dietę. Po za tym… nie lubię światła. A to znaczy że nie mam zamiaru wychodzić na słońce przed zmrokiem. - Da się załatwić. Jeszcze jakieś przyzwyczajenia? - Lubię być sama. Ale jeśli będziesz mi mógł towarzyszyć to nie będę miała nic przeciwko. Nie chce się tu pogubić… - Postaram się żebyś się nie pogubiła. Pozwolisz że zostawię cię samą… mam kilka spraw do załatwienia. Gdybyś czegoś potrzebowała… mieszkam pod 207. Chanell pokiwała głową a Nick wstał i przeszedł przez próg pokoju gdy wpadła na niego zdyszana Ray. - Powiedzieli mi że tu jesteś… - wysapała przejęta. Chanell obserwowała ją dokładnie, kawałek po kawałku. Ray śmiała się i beztrosko rozmawiała z nauczycielem. Chanell wyczuła tu coś więcej niż koleżeństwo… i to ją zaniepokoiło… nawet bardzo… będzie trudniej niż przypuszczała. Ale ona jest przecież silna i nie podda się tak łatwo. Nick zamknął drzwi jej pokoju i Chanell została sama ze swoimi przemyśleniami. W jej głowie dużo się działo. Oj bardzo dużo.
* * *
Jest rok 1642 miejscowość Kisvarda na Węgrzech. Piękny zamek umieszczony na dość okazałym wniesieniu w zupełnym odosobnieniu, z dala od domów mieszkalnych staje się schronieniem ludzi z pobliskich wiosek przed niewyjaśnionymi morderstwami. Zdesperowani, wystraszeni wieśniacy obierają ten właśnie zamek za swój nowy dom – do czasu aż wszystko się skończy, lecz na to się nie zapowiada. Niewielkie oddziały wojska pod dowództwem tajemniczego wodza, o którym nikt nie słyszał i którego boją się wszyscy, nękają spokojną wioskę. Jedyny ratunek przerażonych wieśniaków to zamek na wzgórzu. Tam też przenoszą się całe rodziny, by uciec od miejscowego terroru. Zaczyna się spokojnie. Wieśniacy sprowadzili ze sobą zapasy żywności i ciepłe ubrania na zbliżającą się zimę. Razem z nimi w zamku zamieszkały wilki, które były ludności całkowicie podporządkowane. Mężczyźni szkolą młodych chłopców na żołnierzy, by kiedyś móc przeciwstawić się terrorowi, a kobiety zajmują się „domem”. Grudzień. Zimny, biały puch pokrywa całe wzgórze. Zamek zostaje całkowicie odcięty od zewnętrznego świata. Tu życie toczy się własnym rytmem. Nagromadzone zapasy żywności chowane są do specjalnych spiżarni. Optymizm wypełnia cały zamek, wszyscy wierzą że z końcem zimy przyjdzie wiosna dla całego ludu, wierzą że zniknie tajemniczy mężczyzna porywający dzieci z wioski i pożerający ich delikatne mięso. Luty. Zapasy żywności niespodziewanie się kończą. Zaczyna brakować wody. Zima staje się coraz bardziej surowa. Wszystkie najgorsze przypuszczenia się spełniają… a co najgorsze, w nikim już nie ma ani krzty optymizmu. Życie staje się ogromną udręką. Marzec. Zima cały czas się pogłębia. W zimnym zamku przy życiu pozostali już tylko najsilniejsi. Garstka ślepo wierzących ludzi w tym: 5 mężczyzn i 2 kobiety wraz z 3 swoich dzieci. Najmłodsza kobieta, mająca zaledwie 15 lat, zaczyna skarżyć się na bóle głowy, coraz częstsze i coraz silniejsze. Twierdzi że w snach słyszy i widzi różne dziwne rzeczy. Nikt jej nie wierzy. Nikt nie chce o tym nawet słuchać. Tymczasem i bóle i senna groza pogarszają się. To już nie jest tylko mały ból, lecz pulsująca migrena doprowadzająca nie raz do omdleń i wymiotów. Również senne mary sprawiają że dziewczyna budzi się posiniaczona. Coś oprócz nich jest w zamku i temu czemuś nie podobają się goście. Wilki zaczynają się dziwnie zachowywać. Co noc rozpaczliwie wyją do księżyca, krążą nieobecne po zamku. Kilka dni później znikają. Pojawiają się w tydzień później i z morderczym błyskiem w oczach zagryzają wszystkich prócz młodej dziewczyny. Tajemniczy głos mówi nastolatce że została wybrana. Że jest potęgą i władzą. Że jeśli spełni żądania głosu będzie królową świata. Biedna wieśniaczka, oszołomiona wydarzeniami ostatnich kilku miesięcy, broni się w rozpaczliwym akcie protestu. Pewnej nocy wieśniaczkę odwiedza tajemniczy gość w czarnym płaszczu i towarzyszącym mu nieprzeniknionym mroku. Dziewczyna stara się uciec ale osobnik dopada ją i kąsi w szyje. Potem rzuca dziewczynę na podłogę i mocnym, głębokim głosem mówi: „Uczyniłem cię potęgą, przekazałem ci starożytną moc wampirów. Wstań i czyń co do ciebie należy, a staniesz się panią świata żywych i umarłych.” Kolejnej nocy dziewczyna rzuca się z dachu najwyższej wieży na umieszczony obok zamku średniowieczny cmentarz. A to wszystko by uwolnić świat od klątwy wampirów. 270 lat później zamek w Kisvarda obierają sobie naukowcy na siedzibę instytutu badań nad chorobą nazwaną telekinezą. Zamek zostaje odrestaurowany i staje się domem naukowców. Instytut działa znakomicie. 33 lata po założeniu instytutu do kadry dołącza 20 letni Bogumił Stentor, który dodatkowo zagłębia się w historie zamku. Nie poznaje jej jednak do końca gdyż kilka lat później zostaje mianowany szefem wydziału zajmującego się szczególnymi przypadkami. Instytut prosperuje coraz lepiej, niestety w 1992 roku prezydent nakazuje zamknięcie placówki ze względu na brak funduszy. Aby nie stracić swoich badań, Stentor proponuje by w zamku zrobić siedzibę szkoły dla telekinetycznych dzieci. Pomysł zostaje przyjęty i od tej pory w starym zamku mieści się szkoła pod nazwą instytutu TK. Historia szkoły plus historia zamku z całą pewnością nie wróży nic dobrego. Jednak krwawą legendę o wampiryzm panu z zamku mocno zatarto i dziś zna ją tylko stary dyrektor instytutu. Dyrektor zapomniał jednak o jednej osobie… której tak po prostu nie wszczepi się taniego kitu… * * *
Nicolas i Ray siedzieli na kamiennym dziedzińcu i opierając się o zimny mur patrzyli w rozgwieżdżone niebo. Od dłuższego czasu nic nie mówili, tylko patrzyli, a każde z osobna próbowało ujarzmić błądzące w umyśle myśli. - Nick... – zaczęła Ray nie odrywając wzroku od gwiazd - Tak? - Wiesz… Chanell mnie chyba nie lubi. Nicolas parsknął śmiechem. - Jak ma cię lubić skoro ty jej nie lubisz? – zapytał po chwili - To ona zaczęła! – broniła się Ray - Ray nie bądź dzieckiem! - To ona nim jest. – rzuciła oburzona dziewczyna. – A ty jej bronisz. - Jesteś zazdrosna? - Nie zmieniaj tematu! Bronisz jej! - Bo jest uczennicą! Jak ty! Ciebie broniłem całe życie, źle ci? Ray spojrzała w wyrzutem na Nicolasa. Może miał racje… a ona była rzeczywiście zazdrosna… ależ oczywiście że miał racje, a ona była śmiertelnie zazdrosna! Ale… jak tu nie być zazdrosną gdy obok ciebie siedzi prawdziwy bóg… - Przepraszam… - szepnęła skruszona - To ją powinnaś przeprosić, nie mnie. – powiedział Nick odgarniając niedbale kosmyk włosów, który zasłaniał mu oczy. Bóg… o tak. Wysoki, umięśniony, trochę blady, ale to się mu wybaczało gdy zdejmował koszulkę. Miał czarne włosy do ramion, nierównomiernie przystrzyżone, trochę się kręciły co Nicka wprawiało w złość, natomiast w oczach dziewcząt… rósł z dnia na dzień. Delikatny nos nieco kontrastował z męskim ciałem, dodawał jednak uroku, którego Nick miał bardzo dużo. Delikatne rysy twarzy, czarne jak noc oczy no i ten uśmiech! Absolutnie żadna dziewczyna nie była w stanie się mu oprzeć. Nick wcale jednak nie wykorzystywał swojej urody, wręcz twierdził że mu przeszkadzała. Ray siedziała obok tego mrocznego na pozór typa i zdawała sobie sprawę że nie jest tylko jego przyjaciółką. Odkąd pojawiła się Chanell, Ray czuje się odrzucona, niepotrzebna. Ma wrażenie że Chanell usilnie próbuje jej zabrać Nicka. Tyle że… Nico jest tylko jej przyjacielem. - Jest nowa, może nie za bardzo przypadła ci do gustu, ale Ray… nie możesz jej od razu nienawidzić! – tłumaczył Nick - Masz racje jestem zazdrosna. Mam tu tylko ciebie! - I rzesze wielbicieli! - Nico… - No a nie jest tak? Lubią cię wszyscy, bo jesteś wspaniałą osobą… nie jesteś sama i nie masz tylko mnie. Mnie masz między innymi. - Czyli nie mam się czym zasłonić żeby wytłumaczyć czemu jestem zazdrosna? Nick w odpowiedzi posłał Ray jeden ze swoich powalających uśmiechów. Nikt nic nie powiedział. Znów oboje wpatrzyli się w gwiazdy. Cisze przerwał szept Nicka - Może powinnaś z nią po prostu porozmawiać? - Jakoś nie mam specjalnej ochoty… - Zrobisz jak zechcesz. - Nico…? - Co? - Czyj to płaszcz? - Jaki znowu płaszcz, o czym ty… - urwał Nick dostrzegając wśród bladego blasku księżyca, rzucony niedbale w kącie czarny płaszcz. Wymienili z Ray wystraszone spojrzenia i ociągając się niepewnie wstali. Nick podszedł bliżej do leżącego płaszcza i niby to do Ray niby do siebie powiedział: - Skądś się tu wziął…? Przecież nikt się tu nie zapuszcza… - A jednak… wczoraj go tu nie było. - Przedwczoraj. – poprawił dziewczynę Nicolas - Słucham…? - Przedwczoraj. Wczoraj nas tu nie było. Ktoś wie że tu przebywamy. Ray podniosła płaszcz. - Jest duży… chyba męski… - powiedział Nick - Tak ale pachnie damskimi perfumami! - Czyli sugerujesz że to dziewczyna? - A ja chyba nawet wiem która… - Ray spojrzała triumfalnie na towarzysza. – Coś mi się wydaje że ona wcale nie jest taka święta jak ci się wydaje.
Była prawie 3 nad ranem. Nick nie mógł zasnąć. Cały czas nawiedzał go przerażający koszmar w którym uczniowie instytutu płoną w niewyobrażalnych męczarniach. Ich krzyki wciąż rozbrzmiewały w jego głowie. Co jakiś czas budził się zlany potem. Teraz siedział na łóżku i patrzył na swoją ciemną sylwetkę odbitą w powierzchni lustra. Usiadł wygodniej i odprężył się. To przecież były tylko jego koszmary. Miał ochotę iść po Ray i razem udać się na dziedziniec. Jednak Ray nie mieszkała sama, a nie chciał budzić również mieszkającej razem z nią Chanell. Kontakty między dziewczynami nie układały się najlepiej. Dosyć często dochodziło między nimi do sprzeczek, zdarzały się też duże kłótnie z których to właśnie Chanell wychodziła obronną ręką. I choć to ona prowokowała i podsycała te spięcia, zawsze dostawało się Ray, chociaż wszyscy wiedzieli o winie francuski. Chanell była prowokatorką większości konfliktów, które coraz częściej zdarzały się w instytucie. Dlaczego jej to uchodziło na sucho? Cóż, tatuś Chanell sporo płacił instytutowi by ratować go z kłopotów finansowych. Dyrektor – wielki przyjaciel wszystkich, wiecznie młody (jak go nazywano) był tak naprawdę zachłanny i bardzo kusiły go sumy ojca Chanell. Życie bardzo się zmieniło odkąd pojawiła się Chanell. Ray robiła wszystko by jej unikać, próbowała więcej czasu spędzać w Nickiem, jednak Chanell gdy to przyuważyła, zaczęła się łasić jak kotka do nauczyciela. A Ray Nicolas widywał coraz rzadziej. Właśnie teraz bardzo chciał się z nią zobaczyć, była noc i wszyscy zapewne spali, mógł spokojnie porozmawiać z przyjaciółką. Jak kiedyś. Rzucił ostatnie tej nocy buntownicze spojrzenie na lustro. Wyglądało groźnie wkomponowane w otaczającą pokój ciemność. Miało w sobie coś dziwnego… a może to tylko wrażenie. Nick wstał. Założył płaszcz i po cichu wyszedł w pokoju. Stanął pod drzwiami własnego mieszkania gdy nagle usłyszał ciche tupanie. Potrafił rozpoznać każde tupanie, setki razy czaili się po nocach z Ray na innych nauczycieli, by ci nie zauważyli maszerującej na 4 piętro pary. To była… dziewczyna… lekka bo tupanie było bardzo ciche. Z całą pewnością nie była to żadna z nauczycielek. To musiała być któraś z uczennic. Nick wychylił się delikatnie zza rogu i zobaczył tylko znikający kawałek płaszcza. Owa postać kierowała się na 4 piętro. Gdyby nie fakt że ktoś kieruje się do miejsca zakazanego poszedł by do Ray i nie zwracał na to uwagi, jednak… to było jego miejsce. Jego i Ray. Ruszył za postacią. Po cichu stąpał za nią krok w krok, tak by go nie zauważyła. Zaprowadziła go na dziedziniec. Nick zaczaił się za drzwiami i przyglądał się postaci. Dziewczyna kucnęła na kamiennej posadzce i białą kredą wyrysowała na niej wielki pentagram z głową kozła i tajemniczymi znakami. Zdjęła płaszcz. I jak się domyślał Nick, była to Chanell. Miała na sobie tylko czarną sukienkę. Usiadła w środku wyrysowanego przez siebie pentagramu i uniósłszy ręce ku górze na wysokości głowy, zaczęła powtarzać jakieś dziwne, niezrozumiałe dla Nicka słowa. Nick zgadywał że jest to modlitwa, tylko… do kogo i po co? Do szatana…? Być może, ale nadal nie widział celu. Modlitwa trwała już dość długo, minęła chyba cała godzina, Nick nie było do końca pewien ale nogi go już bolały więc musiało minąć sporo czasu. Zrezygnował ze szpiegowania Chanell i korzystając z okazji odwiedził Ray. Opowiedział jej wszystko to co zobaczył i to co mu się od jakiegoś czasu śniło. Zaspana Ray nie bardzo kontaktowała co mówił do niej Nick, mimo wszystko starała się nie dać tego po sobie poznać. - Nie słuchasz mnie. – z wyrzutem stwierdził Nick. - Przepraszam… trzeba było mi to powiedzieć jutro jak nie będę zaspana a nie w środku nocy przychodzić do mnie do pokoju i budzić… jak ktoś cię tu zobaczy… wole nie wiedzieć co się stanie. - Coś ty się ostatnio taka święta zrobiła? - Zawsze taka byłam. Za mało mnie znałeś widocznie. - Za mało cię znałem…? – roześmiał się Nick – daj spokój znam cię od ponad 5 lat! Przyjaźnimy się zapomniałaś? - To chyba ty zapomniałeś. – odpowiedziała sarkastycznie Ray - Ja? - Oczywiście że ty a kto? Całymi dniami gadasz z tą… tą… wywłoką! Co ty sobie wyobrażasz! Myślisz że tak po prostu możesz… - Uspokój się! – krzyknął Nick. – Ja? Tak? Ja? A kto mnie unika? Nie przychodzi, nie rozmawia jak dawniej? Ona nie gryzie! - Jasne ty to wiesz najlepiej! Po za tym jest wampirem więc gryzie! Pewnie i ciebie już zdążyła pokąsać… - Ray co ty wygadujesz!!! - Czyli cię ukąsiła! Przekabaciła na swoja stronę i teraz się ode mnie odwracasz! – krzyczała ze łzami w oczach Ray. Nick był zły. Wstał patrząc na Ray z czystą złością, wręcz nienawiścią i obrzydzeniem. - Miałaś racje. Mogłem tu nie przychodzić. Tracę tu czas. – powiedział i wyszedł w pokoju. Ray wołała za nim by wrócił chociaż dobrze wiedziała że tak się nie stanie. Siedziała na łóżku i płakała. Żałowała każdego słowa które mu dziś powiedziała. Czasu jednak nie można cofnąć…
Nick całą noc nie mógł spać. Dręczyły go wyrzuty sumienia. Może jednak był za ostry dla Ray… Usiadł na łóżku. Znów lustro groźnie na niego patrzyło. W głowie cały czas miał obraz Ray zapłakanej na łóżku. Dziś jej nie widział. Nie miał z nią zajęć, poza tym starał się jej unikać. Chanell zresztą też. Znów pomyślał o Chanell… tak bardzo się za to karcił po wczorajszej nocnej kłótni z Ray. Ona była osobą złą. W dodatku wampirzycą, ale… miała w sobie niesamowity hipnotyczny urok, promieniała urodą mroczną ale jakże zniewalającą. Znów spojrzał na lustro. „Co one we mnie widzą?” pomyślał. Był przystojny ale sam by tego o sobie nigdy nie powiedział. Nie dlatego że był skromny, ale po prostu tak nie uważał. W stosunku do siebie był krytyczny jak mało kto, miał wrażenie że czasami dla innych również. Patrzył na świat przez pryzmat człowieka z niezwykle skrzywionym zdaniem o sobie samym. Samokrytycyzm był niezwykle wielki. Pewnie dlatego nie mógł znaleźć dziewczyny którą by pokochał. Dla niego istniała zasada: nie kochasz siebie – nie pokochasz nikogo innego. Lustro czasami sprawiało że Nick jeszcze bardziej się nienawidził. Przez jego głowę przewijało się tysiące myśli. Nagle gdzieś głęboko w podświadomości usłyszał czyjś wyraźny głos… krzyk rozpaczliwie kogoś wołający… brzmiało to jak… „uwolnij moją panią… moją princesse…” i powtarzało się w kółko ociekając niewyobrażalną tęsknotą. Chwila zastanowienia. „Nick nie mogłeś sobie sam tego wymyślić” – powtarzał sobie nauczyciel. Czyj to mógł być głos? I kogo tak desperacko wołał?
4 dni później. - Nick… - Ray ze smutnym wyrazem twarzy patrzyła na nauczyciela stojącego na środku korytarza szkolnego. Niepewnie stąpając po podłodze wyłożonej miękkim dywanem podeszła do Nicka. Spojrzała w jego zimne oczy i wyszeptała niepewnie: - Chciałam cię przeprosić… myślę że powinnam. - Może… nie tutaj Ray. Podejdź do mnie jak skończysz zajęcia, będę u siebie w sali. Ray pokiwała głowa i oddaliła się. Nick wrócił do swojej sali. Była pusta, ta pustka, ta przytłaczająca cisza już po chwili zaczęła doprowadzać go do szału. Wpuścił grupę z którą miał mieć zajęcia. Rozproszyli się po klasie jak pszczoły w swoim roju. Nick wszedł na zaplecze by nie być obserwowanym. Usiadł na fotelu i słuchał wrzawy dochodzącej zza drzwi zaplecza. Przymknął na moment oczy… znów usłyszał ten głos wołający swoją Panią. Słyszał go ostatnio coraz częściej i coraz mniej wierzył że to jego podświadomość pragnie pogodzić się z Ray. Dzwonek. Nick wyszedł z zaplecza i stanął obok biurka. Wystarczyła jedna chwila a w klasie zrobiło się cicho. Chłopcy wpatrywali się nauczyciela z nadzieją na ciekawe zajęcia. Nick wyczytał to z ich twarzy. - Zabrać piłki i zmiatać na boisko. – powiedział. W klasie rozległy się krzyki i głośne brawa. Podziękowania za luźną lekcje. Tak naprawdę Nick po prostu nie miał ochoty prowadzić zajęcia. Wydawało mu się że powinien się zastanowić nad wieloma sprawami. Ostatnio dużo się działo.
Kilka minut przed dzwonkiem Nick – już weselszy – wrócił do swojej sali. Znów była pusta. Znów cisza przypominała mu o głosach, Ray i wszystkich innych dręczących go sprawach. Usiadł przy biurku, desperackim ruchem schował twarz w dłoniach. Dzwonek. W chwile później Ray weszła do sali zapukawszy wcześniej by upewnić się że Nick tam jest. Podeszła do jego biurka. Stanęła przed siedzącym nauczycielem i milcząc wpatrywała się w niego. - Też powinienem cię przeprosić. – powiedział Nick spoglądając na przyjaciółkę. - Jestem za bardzo zazdrosna i to mnie gubi. – odrzekła dziewczyna. - Właśnie – za bardzo. Nie uważasz że powinnaś odrobinę przyhamować? - Tak wiem… Nick… nie chce się znowu kłócić. Chce by było jak dawniej. - Nie będzie jak dawniej. Dziewczyna spojrzała na niego z goryczą. - Pojawiła się Chanell i nie daje się ignorować. - Czyli… zgoda? - Ale powstrzymuj się czasami… i nie bój się z nią rozmawiać. Ona nie gryzie, wbrew pozorom. - Obiecuje. – powiedziała z uśmiechem Ray. Nick wstał z zamiarem wyjścia z pustej klasy. - Nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brakowało przez te kilka dni. – oświadczyła dziewczyna. - Nadrobimy to. – oznajmił nauczyciel uśmiechając się szeroko. Spojrzał na Ray. Wyglądała tak dziewczęco trzymając te książki w dłoniach. Tak niewinnie… tak słodko… tak ślicznie… I nagle poczuł wielką ochotę by ją pocałować. Tak wielką że nie potrafił się opanować. Pochylił się ku dziewczynie i delikatnie musnął ją ustami w usta. Delikatnie ale to nie uspokoiło jego hormonów które nagle zaczęły zachowywać się jak niedoświadczone małolaty. Delikatny całus to było za mało. Nick spojrzał na Ray. Zobaczył jej błyszczące oczy. Świeciły się, chciały więcej. Nick pochylił się i pocałował ją ponownie, tym razem głębiej. To było jak magia. Jak najpiękniejsza, niezrozumiana, tajemnicza magia, magia miłości. Z delikatnych dłoni Ray wysunęły się książki i upadły z łoskotem na podłogę. Palce dziewczyny zaczęły przesuwać się po ciele nauczyciela. Ich ciała złączone pocałunkiem płonęły. Drzwi klasy raptownie się otwarły. W progu stał zszokowany dyrektor i para nauczycieli. Cała trójka wpatrywała się w zawstydzone twarze przyłapanych na winie ludzi – nauczyciela i jego uczennicy. Nikt się nie odzywał, nie wiedzieli co powiedzieć.
- Nick zrozum! Ja naprawdę chce dla ciebie jak najlepiej, ale… to była dosyć dwuznaczna sytuacja i dobrze wiesz że musisz ponieść karę. Oboje ją poniesiecie. – dyrektor karcił Nicka w swoim gabinecie. - Ależ… ona nie może być wydalona ze szkoły! To już ja wole odejść… ale… proszę nie odsyłajcie jej, ona nie ma do kogo wracać… dobrze to wiesz. - Bardzo bym chciał, ale zrozum że nie mogę! Widziała was jeszcze dwójka innych profesorów, ta sprawa nie może zostać zatarta. Nikt z uczniów się nie dowie ale Ray musi opuścić szkołę. Nie ma innego wyjścia. - Ta szkoła to całe jej życie… ona jej potrzebuje… ja odejdę. Jeśli ty mnie nie zwolnisz sam złoże rezygnacje. Jeśli ją wyrzucicie też złoże rezygnacje. - To jest szantaż Nick. Jesteś naszym najlepszym nauczycielem, w dodatku nie znaleźlibyśmy kogoś na twoje miejsce bo togo przedmiotu nikt się nie uczy. I co ja mam teraz z tobą zrobić? - Ty zdecyduj. Ja już swoje powiedziałem. - Stawiasz mnie w głupiej sytuacji. Jesteś niezbędny tej szkole. Dyrektor wpatrywał się w Nicka. Westchnął głęboko po czym powiedział spokojnie: - Nadciągniemy przepisy. Zostajecie oboje. Ale macie bezwzględny zakaz widywania się. Jasne? - Dzięki. Naprawdę dziękuje. – dziękował Nick wstając z fotela. - I niech was tylko zobaczę razem. – powiedział dyrektor wyraźnie akcentując słowo „zobaczę”. Nick wyszedł. Pierwszym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Caroll
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…