Wróć do katalogu

Jeden dzień

Jeden dzień, zwyczajny, a może trochę nie ..

kartonbezpudla, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień rozpoczął budzik wygrywając swoje okrutne dźwięki. I tak jak każdego innego dnia, przycisk służący za uciszenie tej kakofonii, wyślizgiwał sie z pod palców. Po krótkiej walce dał jednak za wygrana i nastała błoga cisza. Była to cisza poranka, jeszcze bez jadących za oknem samochodów, krzyków zanudzonych pliszek i innych dźwięków które grają w tle biegnącego dnia. Zasłony jeszcze ukrywały niespodziankę, mimo iż w pokoju było jasno, nie dało sie określić czy to słonce tak pięknie operuje cieniami na podłodze, czy to szare chmury za oknem malują swoja opowieść. Odsłonięcie nie wpłynęło jednak milo na samopoczucie, lało. Grube krople uderzały z rozmachem w niewielkie kałuże. Szaro. Przechodnie poukrywani za nieciekawymi parasolami w pospiechu przemykali pomiędzy strużkami płynącej zewsząd wody. Tak. Do tej chwili dzień wydawał sie łatwy do przewidzenia. Stało sie jednak coś dziwnego. Patrząc przez okno dostrzegła małego chłopca. Kucał on na krawędzi krawężnika ubrany jedynie w koszulkę i krótkie spodenki. Na małych stopkach prezentowały się wielkie czerwone kalosze. W ręku trzymał mały statek, który prowadził w tą i z powrotem wzdłuż potoku który powstał pomiędzy dwoma studzienkami. Parasolki tańczyły wokół niego, a on nie zważał na nic. Tylko formując usta w trąbkę, gwizdał, naśladując okrętową syrenę. Patrzyła jak zahipnotyzowana na ten dziwny spektakl, gdzie czerwone kalosze drwiły z zachcianek dnia. I w tej właśnie chwili, chłopiec spojrzał na nią. Jak mógł ją zobaczyć ? Przecież stoi w oknie, dwa pieta nad nim. Ale była pewna ze patrzy właśnie na nią. Uśmiechnął sie, po czym usta zagrały tutu ! I statek znowu pożeglował w dół rzeki w oczekiwaniu na kolejnych pasażerów. Dziwne uczucie, trochę niepokojące, ale to nie był strach. Zdziwienie i owszem. Ale nie strach. Reszta poranka upłynęła pod znakiem codziennych rytuałów. Kawa jak zwykle za gorąca, aby można ja było od razu wypić, stała w kubku oczekując powrotu spragnionych ust. Szybki prysznic zmyl resztki snu. A szafa zapewniła powrót trzeźwych myśli. - Hmm, dzisiaj nie będzie sukienki. Dżinsy. Tak, to dobry wybór. Ale czy nie miałam ich przed wczoraj. No to te, tak, te będą idealne. Wybór padł na płócienne spodnie, trochę eleganckie ale sprawiające wrażenie że raczej nie występowały w zestawie z marynarka. Delikatna bluzeczka, apaszka i strój był gotowy. Szybkie spojrzenie w lustro. Uśmiech, nie taki który ukazuje radość. Ten był raczej dowodem zadowolenia, z samej siebie. Nikt go przecież oprócz niej nie widział. A czuła że zasługuje na komplement, wiec wręczyła go sobie sama. Wróciła do łazienki, chwilę zastanawiała się który zapach wybrać na ten dzień, ale po chwili juz delikatna słodycz rozpłynęła się w powietrzu. Jeszcze tylko płaszcz i mogła wychodzić. I buty. Rozsądnie by było wybrać takie które nie zamokną po trzech krokach. Wzrok spoczął na czarnych szpilkach. Zupełnie niepraktycznych nawet w pogodny dzień. Dzisiaj były wręcz zakazane. Znowu pojawił się uśmiech. A ręka szybkim ruchem, aby przechytrzyć zaskoczony umyśl, sięgnęła po właśnie tę parę. Ciekawe czy to czerwone kaloszki wprawiły ją w taki nastrój. Pobawiła się chwile ta myślą i ruszyła w mokry dzien. Dołączyła do pochodu parasolek zmierzających do swoich małych światów. Droga do pracy upłynęła szybko, ku jej zaskoczeniu miała nawet miejsce aby usiąść i poczytać. Przez chwile trzymała w reku otwarta książkę, ale oczy nie dawały się oderwać od krajobrazów migających za oknem. Drzewa, domy, przystanki pełne ludzi. Wszystko to trwało za oknem, za bezpieczna szyba oddzielającą ja od ponurego dnia. Zamyśliła się, myśli poleciały we wszystkich kierunkach. Wróciły wspomnienia, te które tak bardzo kochała i te które starała się zepchnąć z urwiska pamięci. Co dziwne, żadne z nich nie wywołało właściwych dla siebie emocji. Oglądała wszystkie z dość dużą dozą obojętności. Tak jakby oglądała cudze życie. Z zadumy wyrwało ją dopiero delikatne szturchniecie w ramię. Obejrzała sie, a nad nią stała starsza pani. I patrzyła brązowymi oczami, mimo iż schowane były za wielki okularami, widać w nich było odrobinę smutku. A może to było zmęczenie, pojawiające się wtedy kiedy sen nie przychodzi kiedy się go oczekuje. Miała na sobie elegancki płaszcz i wysokie kozaczki. Włosy, chodź straciły już swój dawny blask, były starannie upięte w duży kok. Wydawało się ze się uśmiecha, chodź to równie dobrze mogły być obrazy grasujące za szyba. - Słucham ? Chce Pani usiać ? - zapytała. Kobieta nie odpowiedziała. Tym razem na pewno sie uśmiechnęła, chodź usta ledwie sie ruszyły, widać było ze oczy naprawdę się ucieszyły. Sięgnęła do kieszeni swojego płaszcza. Po chwili na ręce leżały dwa nieduże czerwone jabłka. Jedno z nich było całe nakrapiane małymi białymi plamkami. Wyglądało jakby muchomor zgubił swoja nóżkę a następnie w akcie rozpaczy zwinął się w kłębek i tak już został. A teraz drzemie w oczekiwaniu na jej powrót. - Weź jedno, nie cierpię sama jeść jabłek, a ty wyglądasz jakbyś miała ochotę na jedno. Wyświadczysz mi ta przysługę ? - powiedziała, przysuwając bliżej dłoń. - Chętnie - sama się zdziwiła swoja odpowiedzią. Czuła że powinna odpowiedzieć inaczej. Może "nie dziękuję", albo "niestety nie mogę". Tak odpowiadała zazwyczaj. Taki rodzaj obronnego odruchu, kiedy nie jesteśmy pewni co właściwie powinniśmy zrobić. Ale patrząc na te jabłka, czuła że po prostu musi wziąć jedno. Sięgnęła po śpiącego muchomora z fragmentem listka na ogonku. - Ślicznie dziękuję, trochę niezręcznie się czuje, bo ja nie mam nic dla Pani. - Ależ, nie kłopocz się tym - zaśmiała się kobieta - wystarczy że je weźmiesz, to będzie moja nagroda. Podała jej jabłko, skinęła głową i wolnym krokiem odeszła w głąb autobusu. Zanim zastanowiła się nad tym co się właśnie zdarzyło spostrzegła znajomy budynek za oknem. Tak, to jej przystanek. A ona sobie siedzi w najlepsze. Ledwo zdążyła chwycić torebkę i wybiegła na ulice. Po nierównej walce z parasolka, ruszyła w kierunku wejścia do budynku. Obcasy stukały miarowo na nierównym chodniku, a ona zacisnęła bardziej połówki płaszcza aby obronić sie przed nieustannymi atakami deszczu. Przechodząc przez bramę prowadząca do wejścia, zdołała wyłowić tylko zdziwione spojrzenia ochroniarzy stojących przy szlabanie. Było za paskudnie aby chciało jej się szukać identyfikatora, więc postanowiła sie nie zatrzymywać. Być może to właśnie ta pewność siebie spowodowała że żaden z nich nie zrobił nawet kroku aby ją zatrzymać. A może to był stukot czarnych butów, a może spojrzenie którym zostali obdarzeni jak ich mijała. Nie było to istotne, ważne że po raz kolejny tego dnia pojawił się taki wewnętrzny uśmiech. Znowu śmiała się do siebie, zupełnie bez powodu. Dzień mijał jak wiele innych. Biurowe pogaduszki, parę papierów które zmieniły swoja lokalizację. Z wyraźnym objawem ulgi przeniosły się z półki oznaczonej jako „do zrobienia”, do rozdzielnika który zawsze nazywała „poszły sobie”. Znalazła nawet chwilę aby przejrzeć swoją prywatną skrzynkę, zalewaną od niepamiętnych czasów ofertami zagranicznych wycieczek i bajońskich sum które tylko oczekują kliknięcia. Zawsze ją intrygowało, czemu dla wszystkich tych informatycznych robotów prezentuje się jako odbiorca wycieczek do Tunezji i koneser drogich zegarków marki Rolex. Wśród tej masy niechcianej korespondencji, znalazła jeden który ją zaintrygował. Właściwie powinna go zignorować, zazwyczaj lubiła odpisać dopiero po paru dnia. Tak dla zasady, nie kryło się w tym nic więcej. Bezczelny i rozkazujący ton tego maila nawet ku temu prowokował, ale tym razem się nie powstrzymała. Szybko skreśliła parę zdań, coraz bardziej uśmiechając się przy każdym nowym słowie które wskakiwało na ekran. Teraz czas na biurową kawę. Oczywiście śniadanie zostało w domu, właściwie to oczekiwało na nią w lodówce, w postaci niepokojonych pomidorów i plasterków sera szczelnie zapakowanych w plastik. Pozostaje wycieczka do sklepu. Spojrzenie za okno skutecznie ją do tego zniechęciło. Padało nawet mocniej niż rano, a drzewa za oknem chwiały się przy podmuchach wiatru. Mogła by oczywiście nakłonić któregoś z uczynnych kolegów aby ten "przy okazji" kupił i dla niej jakaś bułeczkę. Ale nie miała serca zrobić im tego, mimo iż wiedziała że z błyskiem w oku popędzą spełnić jej zachciankę, jeśli tylko wystarczająco mocno będzie tego chciała. No ale przecież tego nie zrobi. Wtedy jej wzrok padł na samotne jabłko na krawędzi biurka. Kusiło swoją barwą mieniąc się w świetle jarzeniówek. Zdawało się ignorować wszelkie przeciwności które pojawiając się na jego drodze, małe jabłuszko zdawało się mieć siłę pozwalająca na dowolną zachciankę. Pomaszerowała w kierunku przeciwległych drzwi, układając w myślach plan wycieczki dla kolegi, którego za chwile „niechcący” spotka. Reszta dnia upłynęła już bez niespodzianek. Dopiero pakując się do wyjścia, zauważyła że nigdzie nie może znaleźć ksiązki, która zabrała rano z domu. Z rozpaczą uświadomiła sobie że pewnie zostawiła ją w autobusie, spiesząc się do wyjścia. - Szkoda - pomyślała - nie dość że jej nie przeczytałam, to jeszcze Magda mnie zabije kiedy zgłosi się po pożyczoną książkę. Wychodząc z biura zauważyła że deszcz już przestał padać. Z nieba powoli zmykały chmury zostawiając miejsce ciepłym promieniom słońca, coraz śmielej spoglądających na świat. Ponury poranek powoli zmieniał się w piękny dzień, który oferował coś więcej niż szybki bieg do powrotnego autobusu. W serce powoli wlewało się takie miłe rozleniwienie. Oznaczało że to co było na dzisiaj zaplanowane, właśnie sie odbyło. A dzień…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych