Wróć do katalogu

Jogurt truskawkowy

Co tu gadać? Typowy "...jeden dzień z życia studenta...", o nietypowym hell'y-endzie.

BobBramble, opublikowano , 11 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jogurt truskawkowy

Wczoraj obudziłem się bardzo wcześnie. Nie żeby mnie to zaniepokoiło. Po prostu nie zdarzało mi się to zbyt często. Pierwszą myślą, jaka przebiegła przez mój ledwo kontaktujący umysł było pytanie o... cenę jogurtu truskawkowego. Ludzkość borykała się z problemem głodu, wojen, terroryzmu, inflacji. A ja? Zastanawiałem się nad ceną jogurtu, którego nawet nie lubię. Dość szybko zignorowałem ten problem natury ekonomicznej i podniosłem się z przepoconej pościeli. Dzień zapowiadał się dość obiecująco. Za oknem świeciło słońce zalewając mój mały, osiedlowy świat ciepłymi promieniami. Ptaki wznosiły w niebogłosy pieśni przywodzące na myśl arie operowe Moniuszki. Zadziałał też junkers, dzięki któremu mogłem wykąpać się w ciepłej wodzie. Lodówka natomiast była pełna na tyle, że udało mi się przygotować w miarę treściwe śniadanie. Wszystko wskazywało, że jest to wspaniały początek wspaniałego dnia. Wyszedłem z klatki i nie zastanawiając się zbytnio nad planem dnia, udałem się na przystanek autobusowy. Nie musiałem długo czekać na zmęczony pojazd komunikacji miejskiej. Niezawodna linia 102 ze spóźnieniem stałym plus minus pięć minut. Z miejscem siedzącym też nie miałem problemu. Jak zwykle wszystko zajęte. Stanąłem w ulubionym miejscu w okolicy drzwi, pochwyciłem przytwierdzoną do autobusowego sufitu rurkę i ruszyłem na podbój świata (to znaczy na uczelnie po wyniki ostatniego egzaminu tej sesji). Wtedy to ujrzałem po raz pierwszy (jak się miało później okazać nie ostatni) tego dnia tajemniczą dziewczynę. Wlepiała we mnie swe przepiękne, wielkie, zielone oczy. Jej delikatny uśmiech i burza kasztanowych włosów sprawiały, iż zdawała się promienieć nad wyraz nieprzeciętnym blaskiem. Blaskiem, który wydawał mi się dziwnie pociągający i intrygujący. Zaciekawiły mnie również jej subtelne rysy kształtujące model niezwyczajnej urody. Niestety nie miałem czasu na głębszą analizę ów wspaniałego zjawiska, gdyż autobus zatrzymał się gwałtownie, wstrząsając stojącymi pasażerami, w tym również mną. Uświadomiłem sobie, że to mój przystanek i w ostatniej chwili wyskoczyłem umykając szczękom zamykających się drzwi. Instytut, jak zwykle, pałał w mym kierunku rodzinną atmosferą domowego zacisza. Portier skarcił mnie za nie wytarcie butów, ulubiona pani doktor starała się wyperswadować mi dalszą edukację, pani sprzątaczka krzyczała że niszczę owoce jej pracy przechadzając się po świeżo umytej podłodze i tak dalej. Mówiąc krótko wszystko w najlepszym porządku. Ja natomiast, omijając zręcznie kłody, rzucane mi pod nogi przez pracowników instytutu, tak przecież bliskich memu sercu, wdarłem się do przytulnego pokoju profesora Zdzisława. Udało mi się utrzymać równowagę na powierzchni wypolerowanego linoleum i podejść do biurka. - Pana nazwisko? – przywitał się Zdzisio. - Teodor Nieudacznik! – odparłem z dumą. - To fakt. Zabrakło panu 0,25 punktu. Niestety, ale będę musiał oglądać pana znowu, na egzaminie poprawkowym. Co za pech do jasnej cholery! – rzekł radośnie wykładowca. Jego słowa nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Liczyłem się z poprawką, szczególnie, że było to normalką w moim przypadku. Ani razu nie zdałem egzaminu w pierwszym terminie, a biorąc pod uwagę, że studiuję już trzeci rok, byłem swego rodzaju rekordzistą na wydziale. Niektórzy twierdzili, że jest to jakieś fatum związane z moim nazwiskiem, ale ja tu żadnego związku nie widziałem. Gdy tylko pożegnałem uczelnię miłym gestem, udałem się w kierunku dobrze znanego wszystkim studentom baru mlecznego. Moje śniadanie okazało się nie być tak treściwe na jakie wyglądało i zaczynał doskwierać mi głód. Po kilku minutach szybkiego marszu dotarłem do celu. Tak! Osławiona jadłodajnia „Mniam Mniam” czekała i zapraszała. Jej nazwa, niestety nie zawsze adekwatnie odnosiła się do smaku serwowanych potraw. Ale trudno, co zrobić? Cena czyni cuda. Wszedłem do środka i ustawiłem się w kolejce. Po jakimś kwadransie stanąłem przed panią bufetową, której nieodzownym atrybutem był biały czepek i przymaławy fartuch (bo nie produkowano rozmiarów XXXL). Zamówiłem to co zawsze: pomidorową za 1,79 zł., pyzy z sosem myśliwskim za 3,23zł., kompot wiśniowy za 1,06 zł. oraz sztućce na łączną kwotę 12 gr. Z dość charakterystycznym uśmiechem "studenta z posiłkiem w rękach", odszedłem od lady w celu lubieżnego skonsumowania strawy. Gdy tylko dostrzegłem wolne miejsce, skoczyłem chyżo jak sarenka i wbiłem się pomiędzy łysego młodzieńca w gustownym ortalionie a... tajemniczą dziewczynę z autobusu. Jedliśmy w milczeniu. Nikt nie kwapił się aby choć na chwilę przerwać krępującą ciszę. Pozostaliśmy wierni starożytnej zasadzie sformułowanej przez Cycerona 256 lat przed narodzeniem Chrystusa mówiącej: „Pies jak żre to nie szczeka”. Pierwszy skończył młodzieniec w gustownym ortalionie, chwilę później zielonooka dziewczyna. Ja jak zwykle na szarym końcu. Nie byłem tym ani zaskoczony, ani zmartwiony. Zdążyłem się przyzwyczaić. Po kilku minutach i ja wstałem i już chciałem odejść, gdy nagle, pod stołem, zauważyłem portfel. Podniosłem go, przejrzałem,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych