John Bezimienny i "Horloge Temps" cz.2
Tym razem prolog+trzy rozdziały ksiązki o podrózy w czasie i sensie życia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zauwazylem ciekaw rzecz w tym serwisie....mimo edytowania postu nie przeskakuje on na początek działu "opowiadania" dlatego po pewnym czasie znajduje sie on mimo aktualizacji na szarym koncu listy....co powoduje powolna smierc
Dlatego z nowymi rozdzialami bede zamieszczal po prostu nowe watki(czy to przestepstwo?) pozdrawiam i zapraszam do czytania i skupienia sie narazie głownie na fabule a nie stylu i znikomej ilosc opisow przyrody itd...
Prolog
Opowieść ta nie zaczyna się od ”dawno, dawno temu” i nie jest żadnym spisaniem życiorysu bohatera z jednego prostego powodu...czasy w których żył nasz główny bohater-Johny nie były ani wam odległe, ani na ziemi od dawien dawna nie gościł żaden bohater. Jest to opowieść o zwykłym człowieku i jego marzeniach, dzięki którym dokonał tego co niemożliwe-odnalazł swój własny niepowtarzalny sens życia. Sens, który był obiektem sprzeczania się filozofów od początku ludzkości, sens który wyznacza drogę każdemu człowiekowi i w końcu sens, który jest spełnieniem ludzkich, jakże czasem wyrafinowanych marzeń. Zapewne zastanawiacie się teraz, jak tego dokonał, jak dokonał tego niewątpliwego cudu, który od tysiącleci spędza sen z powiek wszystkim ludziom, bez względu na pochodzenie, język czy kolor skóry. Otóż posunął się on do rzeczy niebywałej, do faktu który do czasu miał prawo bytu wyłącznie w snach, dokonał tego, co było motorem napędowym ludzkości i tego, do czego dążyli najwięksi naukowcy jakich ziemia widziała.. To właśnie on ściągnął z ziemi barierę czasową, która tak dyskretnie zasłaniała całą historię ludzkiego bytu, która była początkiem wielkich sporów, którą jak wielu się wydawało stworzył Bóg, ten niepozorny chłopak zaingerował w strukturę, która od wieków była nietykalna. Człowiek ten znalazł to jajo, z którego narodził się świat, wszystko co wkoło nas otacza i za to należy mu się pamięć w naszych sercach. Tak... to jest opowieść o podróży w czasie.
Początki Johny urodził się w roku 1991 dnia 11 lipiec, był zwykłym niczym nie wyróżniającym się chłopakiem, z biednej rodziny zamieszkującej na stałe Burów, niedaleką wioskę nieopodal Krakowa. Pochodził z Ameryki i był „mieszańcem”. Matka jego długo przed narodzeniem John’ego pojechała za zarobkiem do U.S.A gdzie poznała ówczesnego astronoma, Bill’a. Po krótkiej znajomości pobrali się dość prędko. Bill tylko z pozoru był miłym i uprzejmym człowiekiem, tak naprawdę jego prawdziwe oblicze stanowiła niezwykła ciekawość świata i wścibskość , która niebawem wpędziła go w jak się okazało, finansowy i przestępczy grobowiec. Czasy to były niewątpliwie niespokojne, trwała zimna wojna, każdy patrzył tylko jak zrobić na złość drugiemu, w ostatecznej fazie były zbrodnicze systemy i głębokie rewolucje w prawie wszystkich krajach świata. Kamila, bo tak miała na imię matka John’ego zdecydowała się nie wracać do ogarniętego komunizmem domu-Polski i na stałe zamieszkała w Stanach Zjednoczonych. Wiedli bogate życie za sprawą bill’ego który pracował w NASA. Zarobki jak przystało na wielkiego naukowca miał dość przyzwoite, czego powodem było podbijanie kosmosu, czyli nic innego tylko dowiedzenie kto stoi wyżej na drabinie ewolucji...U.S.A czy Rosja. Niestety życie Kamili nie było jak z bajki, męża nieustannie brakowało w domu, nie miał czasu nawet zadzwonić, o dzieciach już nie wspominając. I taki stan rzeczy z pewnością utrzymywałby się nadal, gdyby nie nagłe kłopoty, w które jak już wcześniej wspominałem narodził Bill. A było to tak: Ojczym John’ego pracował w wydziale ds.pananormalnych, czyli zajmował się niczym innym jak rzeczami, w które ludziom było tak trudno uwierzyć(udowadniał ludziom że ufo ma prawa istnieć, popierając to wielkością świata, w którym ziemia stanowiła tylko ziarnko piasku na pustyni itd.). Nasz naukowiec dobrze wiedział, że nigdy ludzkośc nie uwierzy jemu przekonaniom, jednak z jednego prostego powodu... nikt nie przyjmie w życiu wiadomości że istnieje coś mądrzejszego, inteligentniejszego i w końcu bardziej zaradnego od jego samego. Jednak nieustannie i wytrwale pracował, marząc, iż może kiedyś, jakiś jeden człowiek, mała iskierka, uwierzy mu i wywoła prawdziwy pożar. Tak, tylko o tym marzył Johny. Pewnego jednak razu, gdy był w drodze do laboratorium, a przechodząc obok gabinetu swojego dyrektora, usłyszał dość burzliwą rozmowę, oczywiście jak przystało na pożonnego naukowca, Bill nie zamierzał podsłuchiwać. Tak...nie zamierzał, z jednym tylko wyjątkiem, otóż jego ciekawośc była silniejsza od niego samego. Tak więc nie kontrolując całkiem swojego ciała Bill’i podszszedł pod drzwi, przysiadł, zerknąl przez dziurke od klucza i usłyszał: -...urządzenie to jest wynalazkiem na światową skalę! Jak można to ukrywać?- wykrzyknął ze zdziwieniem dobry kolega Bill’a, Jacob -Panie Jacob!- zaatakował ówczesny dyrektor, w dość już poczciwym wieku, wydziału ds.pananormalnych, pan Roger- My się chyba nie rozumiemy...Czy tak trudno panu zrozumieć co pan sam odkrył??-zapytał z niedowierzaniem- to urządzenie, gdyby dostało by się w niepowołane ręce, a zaświadczam panu, że rąk takich jest wiele, mogło by doprowadzić do katastrofy o której się nawet Einsteinowi nie śniło. -Ale.. -Nie ma żadnego ale! Nie zamierza się pan dostosować, to już dziś możemy się pożegnać z twoim stanowiskiem...a chyba pan tego nie chce?- zapytał dość ironicznie dyrektor -Oczywiście że nie- powiedział Jacob, choć w jego głosie słychać było rozpacz i ubolewanie nad tym, co właśnie mówi -A więc do widzenia panu-prychnął pod nosem staruszek Bill’i usłyszał już tylko idące ku niemu kroki, więc szybko odskoczył od drzwi z których właśnie wychodził załamany Jacob, udawając że nic nie widział, a co dopiero słyszał! Na nic jednak zdała się przebiegłość Bill’a, upokorzony naukowiec zerknął na niego spod swoich okrągłych, nieproporcjonalnie dużych okularów i z dziwnym grymasem twarzy przyspieszył kroku ku Bill’emu. Ten nie śmiał uciekać choć był już prawie pewien intencji Jacoba. Tak właśnie jak się spodziewał, spytał on: -Przyznaj się bez zbędnych wykrętów...podsłuchiwałeś- zapytał z uniesieniem Jacob O tak...nikt, nawet własna żona, nie znał Bill’ego tak dobrze jak on. Znali się już od podstawówki, gdzie Jacob, wtedy słusznej postury już prawie mężczyzna, bronił Bill’a przed coraz to nowszymi kłopotami. Już po kilku dniach znajomości, Jacob zauważył że Bill’ego kłopoty nie są spowodowane jego głupotą o czym reszta była w zupełności przeświadczona...i taka wiedza im wystarczała. Głównym problemem Bill’ego jak się już pewnie domyślacie była ciekawość. Jego nos, choć niepozorny, wyczuwał wszystko co święciło się wokół niego. Oczywiście wielu osobom nie podobało się to, o czym wiedział ojciec John’ego...stąd też naradzały się jego co dzień nowe dość osobliwe kłopoty. Raz np. będąc święcie przekonanym iż, jego rówieśnik Andrew puszcza fałszywe plotki o tym jak widział Bill’ego na obozie tulącego się do swojego różowego misia, postanowił on sam wymierzyć sprawiedliwość jemu i kilku innym kolegom, aby ból był większy. Billy szybko jednak się przekonał że, co nagle to po diable i uciekał tak przed bandą rozwścieczonych chłopaków kilka kilometrów i zapewne uciekał by tak może i do końca świata, gdyby Jacob nie udzielił mu na dzień schronienia w jego domu. I tak przebrnęli razem przez słodkie lata dzieciństwa, a następnie czasy ciężkiej nauki, pierwszych miłości których nigdy im nie brakowało, a także przez czasy ciężkich rozczarowań gdy Billi oblał maturę i wielkich rozterek kiedy to Jacob powiedział mu szczerzę, że w dzieciństwie był ofiarą losu. Liczyło się jednak tylko, że przeżyli, razem przeżyli. Pewnego jednak dnia, Billi zasiadł przed kominkiem z gorącą herbatą. Przez dłuższą chwile wpatrywał się jak z herbaty powoli unosi się para, wystudzając powoli znajdującą się w naczyniu ciecz. W tym właśnie momencie uświadomił sobie, że tak właśnie wyglądała jego największa przyjaźń...Na początku gorąca jednak z czasem, z upływem pary stawali się coraz bardziej oziębli wobec siebie, ich przyjaźń dotarła się już w tym stopniu, iż Billi nie traktował jacoba jak przyjaciela, lecz jak fatum...Przez wszystkie lata szkoły Jacob podążał za nim, nawet gdy się wyprowadzał szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazało się iż Jacob również wyjeżdża...w to samo miejsce. Rozpoczęli pracę w tym samym miejscu, w jednym ośrodku i w tym samym wydziale. Wiedzieli o sobie wszystko, Jacob potrafił nawet przewidzieć następny krok Bill’a, co go, jako ofiarę, niezwykle irytowało. I tak, gdy już przesiadywanie z Jacobem nie tyle nudziło Billa, co go denerwowało, postanowił ukoić swój ból, biorąc ślub... -Chyba sam dobrze wiesz- burknął poirytowany Bill -A więc rozumiesz także chyba, że nic ci do tego... i że będziesz musiał okiełznać swoją ciekawość... -Rozumiem tylko, że coś przede mną ukrywasz, a jak się pewnie świetnie domyślasz nie lubię tajemnic- powiedział podwyższonym głosem Bill -Ja też ich nie lubię...-poparł Bill’ego Jacob- jednak zmuszony jestem zachować tajemnicę przed światem, tego, co właśnie odkryłem więc... -Tak tak wiem-powiedział teraz już dość zbulwersowany Bill- jestem cząstką świata i nic mi do tego. -Dokładnie-odrzekł uśmiechnięty- A więc żegnaj przyjacielu. Puścił mu symboliczne „oczko” i odszedł z swoją stronę. W bill’im się zagotowało. Po raz kolejny do głosu doszła jego ciekawość. Głośno pomyślał: -Jak on w ogóle śmie...po tym wszystkim co przeszliśmy-burknął- Nie! Ja tego tak zostawić nie mogę. Po tej swoistej przysiędze, Bill rozpocząl poszukiwania tego, czego taką wielką tajemnicą przykrył Jacob. Prędko do głowy przyszło mu miejsce, w którym jak sądzi, jego fatum ukrywało ten swoisty, tajemniczy skarb. Było to prywatne laboratorium, w którym Jacob spędzał większość czasu i w którym wynalazł kilka opatentowanych już urządzeń. Bill postanowił że się tam zakradnie. Wiedział, że laboratorium staję się puste, gdy wszyscy wychodzą na przerwę obiadową i działa one na zamek badający
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kubus18
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…