Jutrznia poległych, rozdział I
Tkwić w niewłaściwym wymiarze o nieodpowiedniej porze...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
JUTRZNIA POLEGŁYCH
Dla Bibi Życie bez Ciebie byłoby jak złota szkatułka opróżniona z zawartości – możliwe, że cenne, lecz wciąż tak przeraźliwie puste.
I.
Mówią, że niemy brzask nadszedł nagle, jak nagle opuszcza się bezpieczne łono matki podczas narodzin. Przybycie hord diabolicznych bestii okazało się być czymś na wzór zaczerpnięcia pierwszego oddechu, czymś niezrozumianym, lecz koniecznym do odkrycia wartości życia. Niestety, dla wielu z nas było już za późno. - Nie odchodź zbyt daleko – upomniała mnie matka. – I ubierz się ciepło. Włożyłem niemal spopieloną kurtkę z kapturem, wełniany szalik i dziurawe kalosze. - Jak sobie życzysz – odparłem ostentacyjnie. Opuściłem prowizoryczne ściany mieszkania, za które służyły rozwieszone na drutach plandeki. Gniazdo, schronienie okolicznych niedobitków, zajmowało konstrukcję podziemnych piwnic w zrujnowanej szkole. Patrząc na labirynty rozdartych przewodów i przeciekających rur, odnosiłem wrażenie, iż od czasu pożogi zostałem skazany na zamieszkiwanie szkieletu prehistorycznego gada. Ocaleni mieszkańcy ugrzęźli tu jak sardynki w puszce. - Niebawem ziemia całkowicie rozsypie się w pył – szepnęła niewidoma pani Pratchett, lamentując w barłogu z koców. Musiała wyczuć odór mych ubrań, gdy wchodziłem po schodkach na górę. – To niebezpieczne opuszczać nasz przytułek, Joseph. - Jak długo mam tu tkwić? – Spytałem. – W tym kokonie? - Cały czas. Zawsze. W nieskończoność. Wbiegając na dziedziniec szkoły, przystanąłem na pękającym skrawku betonowej gładzi. Zewsząd siąpił krwawy deszcz. Sprawiał, że zmurszałe pnie wyschniętych wierzb zdawały broczyć. - Ruchy! – Ryknął naglący kapitan rewelatorów. W zgranym szyku wgramolili się do zardzewiałej furgonetki na parkingu. – Jedziemy! Musimy zdążyć przed zmrokiem! Pojazd skrzypnął, ruszając z miejsca. Powoli potoczył się naprzód, nabierając prędkości. Nim zdążył odjechać, pogalopowałem za nim. Pochwyciłem trzonek przy skrzyni ładunkowej i przylgnąłem do karoserii jako niezauważalny autostopowicz.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zombieHybrid
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…