Jutrznia poległych, rozdział II
Tkwić w niewłaściwym wymiarze o nieodpowiedniej porze...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
II.
Heroiczna połowa mnie pragnęła otworzyć oczy i zerknąć na krajobraz zagłady. Druga zaś połowa łaknęła snu. Wolała uspokoić kołatające serce potęgą wyobraźni, niż zmierzyć się z zagrożeniem. Mimo to heroiczna połowa zwyciężyła. - Dasz radę. Jesteś dzielny – wmówiłem sobie, by rozchylić zmrużone powieki. Spod wachlarza rzęs dostrzegłem bezimienne pustkowie złomowiska. Prócz lepkich ścierw potworów, nie odnalazłem śladu po walczących rewelatorach. Odeszli w kojącym milczeniu. Pozostałem sam w objęciach mlecznego oparu. Muskany szkarłatną mżawką przeczołgałem się chyłkiem przez zabłoconą alejkę Levina. Wlokłem się wzdłuż ścieżki utworzonej z cienia pobliskiej wieży kościoła. Ogrodzenie sklepu z antykami osaczył tłum bełkotek, opętanych niewiast o kruczoczarnych włosach i wrzecionowatych szponach, których zwyczajem było rozgrzebywanie grobów i pożeranie mózgów strudzonych wędrowców. Oczekiwanie ratunku byłoby w tej sytuacji szaleństwem. Chcąc powrócić do przytułku, musiałem samodzielnie zadbać o ekwipunek obronny. - Posterunek policji – mruknąłem milczkiem, gdy zaświtała mi myśl splądrowania składziku z pistoletami. Wkrótce naparłem na klamkę u drzwi niedalekiego komisariatu. – A co jeśli to jest ten obiecany raj, do którego ludzie trafiają po śmierci? Wewnątrz komendy panowało niemożebne pobojowisko. Smutny szlak rozbitych szyb spajał się na podłodze z grudkami zaschniętej juchy. Przejścia do pokoju przesłuchań oraz te do korytarza w areszcie blokowały przewrócone automaty z napojami. Niespodziewanie, w przesmyku połamanych biurek, zadzwonił starodawny telefon. Uśpiona tarcza numerowa zadygotała złowieszczo pod osłonką pajęczyn. Nagły, chaotyczny dzwonek zmroził mnie trwogą i zbił z pantałyku. Dryń! Dryń! To niemożliwe. Sędziwe słupy telefoniczne zostały strącone przez olbrzymią nawałnicę wiele lat temu. Skąd więc docierało to tajemnicze połączenie? Dryń! Dryń! Podniosłem słuchawkę pomału, jakby ma kończyna zastygła w przezroczystej breji imaginacji strachów. Przyłożyłem ucho do przetwornika akustycznego. - Halo? – Przełknąłem ślinę, nasłuchując. – Dodzwoniłeś się do wydziału policji. - Błagam, pomóżcie mi! – Ze słuchawki wyrwał się gwałtownie dziewczęcy głos rozpaczy. – Jakiś mężczyzna próbuje włamać się do mojego domu! Próbuje wyważyć drzwi frontowe! Ta sytuacja nie mogła przecież zdarzyć się naprawdę. Nie po apokalipsie, która zdziesiątkowała ludzkość. Ale moje przerażenie wydawało się zupełnie realne. - Kto? – Zapytałem wstrząśnięty. – Kto próbuje włamać się do domu? Nieznajoma po drugiej stronie telefonu usiłowała złapać garstkę tchu. - Nie wiem. Nie wiem kim jest. Powiedział tylko bym wpuściła go do środka. - Pod jakim adresem mieszkasz? - 1898. Sunny Glen. - Jak się nazywasz? - Chantal. Chantal Richards – zaszlochała żałośnie. – Wyśle pan radiowozy? Błagam. Jestem przerażona. - Niczego już nie ma, Chantal. Służby ratunkowe uległy rozłamowi. - Jak to? Przecież…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zombieHybrid
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…